Fractured Hopes – raport cz. 1

Testowa zabawa w recenzowany swego czasu przeze mnie setting pod BRP – Fractured Hopes. Zdecydowałem się poprowadzić przygodę zawartą w suplemencie: Putting the Pieces Together. Jednak ze względu na jej specyfikę (o czym niżej), dołożyłem sporo swojego materiału, a konkretnie cztery duże Fragmenty (odłamki Ziemi), które gracze mogą eksplorować.

Bohaterowie:

Iga – Szczupła kobieta o pomarańczowych oczach i białych włosach, mistrzyni łacińskich inkant, elementalistka z talentem do przyzywania żywiołu ognia.

Dzieżba (tak, przez „ż”) – Superbohaterka rodem z komiksu. Żółte oczy o pionowych źrenicach i pióra na ramionach przydają Dzieżbie egzotyki. Po krótkim rozbiegu potrafi zmienić się w gryfa – klasyczną bestię heraldyczną.

Hanz – Prawdopodobnie efekt genetycznych eksperymentów Shollobothów przechwycony przez Eigentech. Mutant, gigantyczny mężczyzna o grubej skórze i łbie nosorożca (niczym bohaterowie Usagi Yojimbo lub Wojowniczych Żółwi Ninja). Mistrz walki wręcz o ogromnej sile.

Hellfoier – Kolejny mutant w zespole, niezwykle odporny na obrażenia mężczyzna o jaszczurczej skórze (i z tego względu nazywany przez Hanza Plisskenem). Pilot Pustki i snajper.

Hugo Rodriquez – Szczupły psionik. Wielka, łysa głowa i ogromne oczy nadają mu niepokojącego wyglądu. Telepata, psychometra, telekinetyk i mistrz monomolekularnego miecza.

Putting the Pieces Together

Przygoda wprowadzająca zawarta w settingu ma na celu stworzenie postaci. Gracze siadają do gry z czystymi kartami i kolejne wydarzenia sprawiają, że gracz rzuca na kolejne charakterystyki, ustala swoje moce, wysokość umiejętności etc. Rozwiązanie, które miłośnicy cRPG mogą pamiętać np. z Morrowinda. Okazało się ono na tyle ciekawe, że sfabularyzowało kreację postaci, choć też ją nieco przedłużyło.
Tworzenie postaci. Pierwsza koncepcja Hanza to człowiek-koń:
Hanz: Widzisz, będę wyglądać jak zwykły człowiek. Dziewczyny się będą pytać: „Dlaczego nazywają cię człowiekiem koniem?”, a ja odpowiem: „Zaraz się dowiesz maleńka”

BG obudzili się w gigantycznym, industrialnym kompleksie badawczym. Szerokie, metalowe obręcze obejmowały ich nadgarstki i łydki, skutecznie mocując do futurystycznego taśmociągu. Wokół nich znajdowały się dziesiątki podobnych taśm, które łączyły się skomplikowaną sieć obsługiwaną przez mechaniczne zrobotyzowane chwytaki i sensory. Wokół dudniły serwosilniki, buczały generatory, popiskiwały komputery i czytniki. Tasma raz po raz zatrzymywała się przy kolejnym stanowisku i oceniała potencjał postaci: siłę, kondycję, inteligencję, możliwości psychiczne. Kolejny skaner sprawdził posiadane przez nich moce. Może operują magią intuicyjną lub rytualną? Są psionikami, superludźmi tudzież mutantami? Tymczasem jednostajny szum maszyn przerwała eksplozja, potem kolejna. Gdzieś w oddali toczyła się walka.

Hanz: Mam sztuki walki na 90 %, bijatykę na 90 %, stealth na 90 %. Widziałeś kiedyś skradającego się nosorożca?

MG (do Hanza, nosorożca, mistrza sztuk walki): Nosisz kimono?

Hellfoier: Przepaskę sumo.

Maszyny nie przerywały swej pracy, powoli skanowały ludzi, których w wielkiej hali było tysiące. Wtem kolejna eksplozja oderwała taśmę z bohaterami od stalowych dźwigarów i wszyscy runęli kilkanaście metrów w dół, by z pluskiem wylądować w lodowatej wodzie. Kompletne ciemności, chłód, panika, powracająca świadomość potęgowały chaos. Bohaterowie wydostali się na betonowy brzeg, ochłonęli, rozgrzali się. Prócz nich była jeszcze młoda, przerażona kobieta – Maria, którą zaopiekował się Hanz.

Madzia wybiera czary dla swej postaci.

MG: Może weźmiesz „Oko Czarodzieja”? Pozwala ci kontrolować ptaka.

Hanz: Nie biorę człowieka-konia. Ona może kontrolować ptaka!

Chwilę później.

Hanz: Mój człowiek-koń apgrejduje „Oko Czarodzieja” do poziomu: „Jaskinia Rozpaczy”.

Wreszcie całą grupa, naga, zmarznięta, ruszyła wzdłuż rur wychodzących z betonowej podłogi i niknących w tunelu konserwacyjnym. Zewsząd dobiegały ich wystrzały, eksplozje, klekot maszyn, szum silników. Nagle jedna z pokryw w ścianie korytarza odpadła i z wąskiego szybu wygramolił się mężczyzna. Przybysz był średniego wzrostu i dość ciężkiej budowy ciała. Odziany w sztukowany z płyt stalowych, kevlaru i elementów kolczugi pancerz z ciężkim blasterem w łapach wyglądał dość bojowo. Facet rzucił na ziemię ciężką torbę i z wyraźną ulgą przywitał się z BG. Nazywał się Hank i był prawdopodobnie jakimś żołnierzem ruchu oporu, który dowodził akcją uwolnienia BG z bazy Eigentech. W torbie Hanka kryły się ubrania i broń dla bohaterów. Po krótkiej przerwie ekipa pognałą korytarzem, popędzana przez zniecierpliwionego Hanka, który obawiał się, że Eigentech zorientował się w dywersji i wysłał już swoje roboty.

Hanz: Ja nie używam broni!

MG: Pomyśl, jaką katanę mógłbyś nosić! (Hanz ma Budowę Ciała 21 i Siłę 22)

Hanz: Wyklepaną z Szyny!

MG: Albo wibrotopór!

Hugo: Marki Husqvarna.

Nie mylił się. Na najbliższym skrzyżowaniu na BG czekały trzy bojowe cyborgi: czarne roboty o czerwonych oczach, obwieszone taśmami amunicji, z kaemami w łapach. BG poradzili sobie z wrogiem dość szybko. Hanz staranował pierwszą maszynę, gruchocząc potężnymi ciosami jej kończyny. Ognisty elemental Igi wpełzł drugiemu pod pancerz topiąc nie tylko przewody, ale także stalowy szkielet i kompozytowy pancerz. Ostatniemu Hellfoier odstrzelił z karabinka M16 łapę z bronią, a coup de grace zadał Hanz. Nieco dalej z automatycznymi działkami poradziła sobie przemieniona w gryfa Dzieżba.

Szlifowanie postaci.

MG: Może chcecie dodać jakieś cechy szczególne do wyglądu? Do włosów? Do buzi?

Iga (śmiech): Do buzi?

Hanz: Ja tam bardzo chętnie.

Po skończonej walce Hank doprowadził bohaterów do głębokiego szybu, w którym zaparkował swój statek Pustki – dwumasztowy szkuner „Sky Mother”, arcydzieło z drewna i mosiądzu.

Ostrzeliwana przez szturmowe promy i instalacje obronne Eigen „Sky Mother” wytrysnęła z szybu i popłynęła w Pustkę, zostawiając za sobą wielki archipelag Fragmentów zabudowany futurystycznymi instalacjami Eigen.

Po dramatycznej ucieczce Hank wreszcie uspokoił się przy kole sterowym. Był czas, by porozmawiać o otaczającym świecie i dalszym losie BG. Hanka chciał ich zawieźć do bazy ruchu oporu, gdzie mogliby wykorzystać swój potencjał dla dobra ludzkości (jakkolwiek by ona nie była zmieniona i różnorodna od czasu Podzielenia i wojny z Eigen). Kiedy wydawało się, że nic nie przeszkodzi w dotarciu do celu, zaatakowały zautomatyzowane myśliwce Eigen. Prując z działek energetycznych uszkodziły takielunek i jeden z masztów „Sky Mother”. Hank jednak pokazał, co potrafi. Doskonale pilotując statek, nie raz ustawił się na dogodnej pozycji strzeleckiej dzięki czemu po dramatycznej walce BG udało się zestrzelić obu przeciwników. Niestety jeden z nich eksplodował ponad „Sky Mother” i śmiertelnie ranił Hanka.

Iga obrywa z działka energetycznego.

Hugo: Oho, zapachniało smażonym kurczakiem.

BG zostali sami. Nie znali położenia bazy ruchu oporu, nie wiedzieli, gdzie lecieć. A przede wszystkim nie znali otaczającego świata.

Krainy Podzielonej Ziemi

Zdecydowałem się nie tworzyć jednej fabuły, lecz oprzeć na otwartym świecie. Opisałem kilka Fragmentów Podzielonej Pustki, losując je wedle zasad zawartych w settingu. Opatrzyłem opisy stosownymi tabelami i założeniami. To było mikrouniwersum, w którym mieli się odnaleźć bohaterowie.

Od samego początku BG zaczęli wysyłać przez radio meldunki. Słane w Pustkę wołania o ratunek znalazły swojego odbiorcę. W trzeszczących głośnikach usłyszeli kapitana jednej z flotylli Floty Jedynego, którą zresztą BG dostrzegli kilkanaście kilometrów od swojego statku. Był to stary, morski masowiec, na którego rufie można jeszcze było odczytać starą, przedwojenną nazwę: „Bataliony Chłopskie”. Obecna nazwa pyszniła się napisana czerwoną farbą przez całą burtę – „JEDYNY”. Wokół masowca krążyło kilka antycznych myśliwców F-16 oraz uzbrojone w działka szalupy ratunkowe. Na pokładzie „Jedynego” piętrzyły się stosy węgla, setki beczek oraz setki ściętych drzew.

Początkowo BG chcieli się przyłączyć do Floty Jedynego, ale potem Dzieżba chlapnęła coś o Mekce, a kapitan flotylli zaczął traktować BG z dużo większą podejrzliwością, wysyłając przeciw nim dwa myśliwce. Hellfoier próbował im umknąć, ale i tak skończyło się na krwawej walce, w której bohaterowie zniszczyli obie F-16stki i uciekli, a dowódca flotylli poprzysiągł im zemstę.

Skomplikowana operacja ucieczki przed Flotą Jedynego. Hanz przy radiu.

Hanz (płaczliwie): Proszę… Jesteśmy nie groźni… Nie ma sensu do nas strzelać.

Kapitan Jedynego: Zatrzymać się, bo otworzymy ogień.

Hanz (wciąż płaczliwie): Ale prosimy, jesteśmy biedni i bezbronni.

Kapitan: Ognia!

Hanz (cicho i wrednie): Zapamiętam to. Może ta flota jest duża, ale i tak cię znajdę.

BG skierowali swój statek w kierunku jednego z fragmentów, kilkunastokilometrowej skały na której wznosiła się metropolia żywcem wyjęta z literatury SF. Wieżowce wyrastały jeden obok drugiego, nad nimi łagodnymi łukami wznosiły się napowietrzne autostrady. Z setek videobillboardów rozbrzmiewały reklamy, ponad autostradami unosiły się powietrzne taksówki, a magnetyczna kolej z ogromną prędkością gnała po szynach wiszących niemal w powietrzu obok estakad autostrad. W skrócie trochę z cyberpunkowego Night City, trochę z Trantora z cyklu o Fundacji autorstwa Asimova, a trochę z Los Angeles ukazanego w Blade Runnerze.

Po opisie napowietrznych autostrad.

Hanz: Ja pierdolę, zdążyli przed Euro!

Iga: Taaaa, Euro 3012.

„Sky Mother” zacumowała na szczycie jednego z biurowców, a BG dostali się windą do środka. Zarówno w biurowcu, jak i w całym mieście nie było żywej duszy. Ani jednego człowieka, za to wręcz roiło się od robotów, które utrzymywały miasto w należytym porządku. W jednym z budynkó bohaterowie spotkali żywą pumę.

Poza tym znajdowali broń, sprzęt, żywność (m.in. kubki ze świeżą kawą!) Taksówki woziły ich tam, gdzie chcieli. Czasem tylko byli świadkami dziwnych zachowań maszyn. A to remontowały jakieś instalacje, a to malowały na rozmaite kolory drapacz chmur. A tak to Megalopolis wydawało się tętniącym życiem miastem.

Kilka wydarzeń i spotkań wyjaśniły BG, co się tutaj stało:

1. Barykada z pojazdów na autostradzie i ludzkie szkielety – miejsce walki grupy żołnierzy. Była broń, uszkodzona bronią energetyczną nawierzchnia, stopione pojazdy pancerne i szkielety w resztkach mundurów. Hugo wykorzystał psychometrię, dotykając broni zabitych. Walka miała miejsce kilka lat wcześniej, a w żołnierzach dominowały takie uczucia jak strach, desperacja, zaskoczenie, że zagłada właśnie nadeszła.

Przy żołnierzach BG znaleźli działający moduł kierujący jedyną ocalałą baterią obrony planetarnej.

2. Videobillboardy – przestały one w pewnym momencie nadawać reklamy i zaczęły wyświetlać litery LEM, a potem odliczać czas do zera. Potem wszystko wracało do normy. Ogólnie to słowo można było znaleźć niemal wszędzie. Megalopolis (bo tak nazywało się to miasto) emitowało ostrzeżenia na temat LEM w radiu i TV (stare audycje powtarzał zapętlone komputer lub roboty). Ulotki głosiły, że do LEM zostało kilka dni. Wreszcie od jednego z robotów BG dowiedzieli się, że LEM to „Lightning Evacuation of Megalopolis”. Mieszkańcy miasta mieli się ewakuować przed spodziewaną inwazją Eigen. Trupy żołnierzy zdawały się świadczyć, ze Eigen przybyli wcześniej niż się ich spodziewano.

3. LEM – Wreszcie BG udało się wykryć i złapać jedynego żywego człowieka w Megalopolis! Stary, zarośnięty i brudny szaleniec przedstawił się jako LEM. Był nie tylko szalony, ale i zdziecinniały. Porozumiewał się pojedynczymi, zdrobniałymi słowami, krótkimi frazami. Był przejmująco infantylny, a przy tym przerażony i smutny. Bohaterom po dłuższej rozmowie udało się ustalić, że mężczyzna był inżynierem, który szefował projektowi LEM. Wedle swoich słów połączonych z pantomimą zasnął przy pracy, a kiedy się obudził był jedynym człowiekiem w Megalopolis. Mieszkańcy zaginęli bez śladu.

BG znajdują ślady człowieka. Żywego! W westybulu biurowca ktoś .. zrobił kupę. Bohaterowie uważnie przyglądają się znalezisku. Hugo jest psychometrą, umie odczytywać emocje z przedmiotów, które ktoś wcześniej dotykał.

Iga (do Hugo): Eee, możesz…?

Hugo (wściekły): Co!? Dotknąć?!

MG: Pewnie tylko ulgę by odczytał

Podczas swoich wędrówek po mieście BG wkroczyli do jednej z baz LEM, gdzie znajdowało się kilkaset niewielkich stateczków Pustki, które miały być wykorzystane do ucieczki przed Eigen.

4. Doktor Śmierć i jego Armia Robotów – jeden z wątków pobocznych. Bohaterowie, chcąc udać się do doków, dowiedzieli się od jednego z przyjaznych robotów-sprzątaczy (taki popiskujący Wall-E), że w dokach panuje Doktor Śmierć, który produkuje tysiące robotów, by podbić cały świat. Potwierdził to szalony LEM, tłumacząc, że to pogodowa SI (pogodynka:)) zwariowała i przybrała to groźne imię.

BG mieli różne plany, m.in. chcieli sprawdzić doki, podejrzewając, iż tam są przetrzymywani mieszkańcy Megaolopolis. Ostatecznie stanęło na tym, by wykorzystać moduł kierowania baterią i zniszczyć fabrykę Dra Śmierć. LEM najpierw zaprotestował, nieporadnie tłumacząc, że to wysadzi całe Megalopolis i okoliczne Fragmenty, a potem wziął moduł i sprawnie przeprowadził procedurę autodestrukcji baterii :).

Bohaterowie (niektórzy wściekli:)), zdecydowali się opuścić miasto-widmo, ale ponad Megalopolis czekała już na nich flotylla Floty Jedynego – ów wielki masowiec i kilkanaście mniejszych statków Pustki. Tutaj Hellfoier pokazał swoją klasę, udanymi manewrami nie tylko sprowokował wroga do pościgu, ale i bezpiecznie przeleciał nad bazą Dra Śmierć, unikając rakiet, laserów i innego paskudztwa. Flotylla Jedynego nie miała takiego szczęścia. Myśliwce i statki jeden po drugi znikały w kuli ognia. Wreszcie ostrzelany masowiec „Jedyny” z jękiem męczonej stali przełamał się na kilka części i ogarnięty płomieniami spadł na bazę robotów.

Po walce BG na swoim statku opuścili wraz z LEMem Megalopolis i pomknęli w kierunku kolejnego z Fragmentów – pięknej, zielonej wyspy, w centrum której wznosił się dymiący wulkan. Na sam koniec dostrzegli jeszcze kilka typowych, polinezyjskich łodzi z ich typową, polinezyjską załogą, które kierowały się tak jak BG w stronę wyspy.

UWAGI:

1. Świat dziwaczny, mrowie wątków, żadnych ograniczeń. Pozwoliłem sobie na liczne nawiązania. Nie chcąc spoilerować, wymienię tylko te, z którymi spotkali się bohaterowie. Jak łatwo dostrzec, są tu elementy z CP2020, Blade Runnera, Fundacji Asimova, ale także z niesłusznie zapomnianego nowozelandzkiego filmu SF z 1985 roku – The Quiet Earth (motyw z przebudzeniem jako jedyny człowiek na świecie). Z kolei pomysł na inżyniera, którego genialny projekt nie zapobiegł zagładzie pochodzi z radzieckiego  SF Listy martwego człowieka. O Lemie chyba nie muszę wspominać?

Spotkani Polinezyjczycy i ich wyspa to pokłosie Argonautów Malinowskiego. Masowiec „Jedyny” to autentyczny i chyba teraz remontowany w Gdańsku statek „Bataliony Chłopskie”.

To przykładowe inspiracje.

2. Mechanika widzę przypadła niektórym do gustu. Zaznaczam, ze graliśmy mimo wszystko na dużym stopniu uproszczenia.

3. Gratuluję postaci. Dawno nie prowadziłem tak fajnej menażerii :).

4. Gramy w sposób otwarty, dlatego nie zakładam, ze uda nam się skończyć wszystkie wątki za tydzień, ale i tak myślałem o skończeniu Fractured Hopes. Zastanawiajcie się, w co dalej gramy (pozostało kilka propozycji, coś może jeszcze dorzucę, jak doczytam. Pewnie Evernight, który ma wyjść na dniach).

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. kurde, że też nie znalazłam tego wcześniej :D:D . Z ukłonem dla Madzi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s