The Last Immortal Man – raport

Zapis z sesji w „The Savage World of Solomon Kane” – trzeci scenariusz z suplementy „Travelers’ Tales” – „The Last Immortal Man”.

Wędrowcy:

Jacqueline de Viliers (Madzia) – Francuzka, poszukiwana listami gończymi ex-piratka z Karaibów. Silna rosła dziewoja posługująca się w boju toporem abordażowym.

Aishe (Ata) – Mołdawianka (a w zasadzie Cyganka), mistrzyni noża, gibka i zręczna akrobatka.

Ximenez de Pulga (Kamil) – Hiszpan, utajniony agent Świętego Oficjum, najemnik, żołdak, muszkieter, który w walce wręcz posługuje się rapierem i lewakiem.

Seamus MacAngus (Maro) – Szkot, zadziorny, mały skurczybyk z klanu Buchanan, mistrz szkockiego pałasza (claymore) i muszkietu.

Bertold von Raukov (Jaro) – Bawarczyk, łowca czarownic ze specyficznym twistem każącym mu wszędzie dostrzegać zło. Operator ciężkiego miecza nazywanego imieniem św. Michała.

Jakub Jędrzej Woyna (Damian) – Polak, towarzysz husarski od czarnej szabli.

Dyskusja o postaci Magdy – ex-kapitan piratów.

Damian: Może nie ma nogi?

Maro: Nogę ma, ale za to wali z Jacqueline jak z kutra rybackiego.

Kamil: A masz papugę?

Przygoda rozpoczęła się w zasadzie od opisu podróży bohaterów przez step w pobliżu Mongolii. Późna jesień, zacina zimny śnieg z deszczem, nieprzenikniona powała sinych chmur wisi nisko nad ziemią. Wędrowcy poszukują tajemniczego władcy nieumarłych, którzy atakują okoliczne osady. Tego dnia minęli kilka karawan przemierzających rozległą przestrzeń, jednak kolejna grupa jeźdźców, która ukazała się na horyzoncie, nie przypominała dotychczas spotkanych kupców. Tuzin jeźdźców na małych, włochatych konikach, galopowało w stronę bohaterów. Z bliższej odległości okazali się być Mongołami żywcem wyjętymi z mrożących krew w żyłach opowieści o okrutnych koczownikach, którzy w XIII wieku spustoszyli wschodnią i środkową Europę, a zupełnie z bliska nieumarłymi wojownikami na równie nieumarłych wierzchowcach. Szkieletami obciągniętymi pergaminową skórą.

Tym razem o postaci Aty, Cygance Aishe.

Maro: Ona pod Tower stoi i woła: Dajte pane!

Walka rozpoczęła się od ostrzału. Ximenez zdjął jednego z jeźdźców ze swego muszkietu, inny został postrzelony przez Woynę, ale i Mongołowie nie pozostali dłużni. Ich refleksyjne łuki wypuściły chmurę strzał. Ximenez cudem nie został raniony, gorzej z Aishe, której strzała utkwiła w barku. Seamus wpadł w panikę i pognał na oślep przez nieumarłych.

Seamus w panice gna przed siebie, za nim dwu Mongołów. Gdzieś z tyłu walczący z nieumarłymi bohaterowie.

Ximenez (złośliwie): Góralu, wracaj do hal!

Zażarta walka trwała dość długo. Choć początkowo BG nie za bardzo szło: Seamus wciąż nie mógł wyjść z Szoku, Bertold i Woyna nie radzili sobie ze swoimi przeciwnikami, to ostatecznie bohaterowie odnieśli wielkie zwycięstwo. Seamus opanował strach i w jednej rundzie pozbył się dwu adwersarzy (combo: pistolet + pałasz). De Villiers sprawnie sprawiła toporem obu Nekro-Mongołów, a potem skosiła dwu innych. Celnie rzucane noże przez Aishe złożyły kolejną parę wrogów.

Ciąg dalszy polewania z narodowych stereotypów. Dyskusja o koniu Bertolda, niemieckiego łowcy nagród.

Ximenez (do Bertolda): Masz konia?

Seamus: Nie, na jego koniu on jedzie (pokazuje na Jakuba Woynę, Polaka).

Jakub: Ale chociaż panel mógł zostawić.

Wreszcie każdy z nieumarłych zmienił się w worek zmurszałych kości. De Villier opatrzyła rany Aishe i całą ekipa ruszyła w drogę.

Nocą każdemu z bohaterów przyśnił się dziwny, chiński mędrzec czekający na nich przy ognisku.

Spotkanie z nim nastąpiło kolejnego dnia. Chińczyk siedział jak we śnie, choć ognisko było już wygaszone. Mimo początkowych nieporozumień (Bertold uznał nieznajomego za „diabła”), grupie udało się porozmawiać z Dao Lungiem (dzięki pewnemu magicznemu urządzeniu) i dowiedzieć od Chińczyka, gdzie znajduje się władca nieumarłych jeźdźców. Sześć dni drogi na północ.

Narodowościowych stereotypów ciąg dalszy. Tym razem o Seamusie i jego ukochanej owcy.

Jacqueline: Zabrał całą owcę, bo miała pierścionek.

Ximenez: Taaa, zaręczynowy…

Seamus (ponuro): W uchu. Kolczyk.

Wędrówka upłynęła spokojnie, Step został zastąpiony przez łagodne wzgórza, zrobiło się jeszcze zimniej. Wreszcie bohaterowie stanęli przez wejściem do rozległej kawerny, z której wypływała rzeka. BG weszli do środka i zanurzyli się w labiryncie korytarzy, zarówno naturalnych jak i starożytnych opatrzonych freskami i płaskorzeźbami przedstawiającymi jakąś zaginioną cywilizację. Po kilku godzinach marszu udało im się wyjść po drugiej stronie na zamarznięty, morski brzeg. Kilkaset metrów dalej, pośród zmrożonych fal znajdowała się niewielka wyspa a na niej złota kopuła. Cel bohaterów.

Dyskusja o husarzu Woynie.

Madzia: A jego postać ma zbroję ze skrzydełkami?

MG: A wyobrażasz sobie dungeon crawling ze skrzydłami?

Drużyna ruszyła chwacko w kierunku kopuły, prowadzona przez kapitan de Villiers. 2/3 drogi Jacqueline umiejętnie wybierała trasę, omijając miejsca, gdzie lód był kruchy. Dopiero pod koniec omyłka sprawiła, że pod nogami Francuzki trzasnęło i dzielna piratka wpadła do lodowatej wody. Na ratunek rzucił się Woyna, niestety zapominając, że w karacenie pływa równie dobrze, co kamień młyński. O ile De Villiers sama się wydostała, to uratowanie Polaka okazało się bardziej męczące.

Aishe wpadła do przerębli.

MG: Mołdawianka wydostała się na powierzchnię.

Seamus: Kurde, rzucamy śnieżkami.

Nie było to koniec przygód. Kilkadziesiąt metrów od brzegu wyspy nagle przed bohaterami pękł lód i z morza wynurzył się kilkunastometrowy, pokryty rogowym pancerzem wąż morski. Walka była dość długa, jednak ostatecznie skończyła się zwycięstwem bohaterów. Nie obyło się jednak bez ran.

Jakub Woyna, dzielny husarz wylądował w przerębli, gdzie prawie zamarzł.

MG: I tak drodzy państwo, narodziła się mrożona Polonaise Vodka.

Wreszcie BG dotarli do kopuły, która okazała się imponującym, zdobionym złoceniami budynkiem mieszkalnym. Wewnątrz pośród luksusu, kolorowych dywanów, wyszywanych poduszek etc. czekał na bohaterów przywódca nieumarłych Mongołów wraz z grupą swoich przybocznych. Nim doszło do walki przywódca przedstawił się jako Kubilaj-chan – wnuk Temudżyna, zjednoczyciel Mongolii i Chin. Wyjaśnił, iż w jakiś sposób zwrócił uwagę Wędrowców, by przybyli tutaj i … go zabili. Kubilaj-chan został obdarzony nieśmiertelnością, lecz dar był przekleństwem, bowiem w żaden sposób nie mógł opuścić Xanadu (tak się zwało to miejsce). Od kilkuset lat poznawał magię, studiował nekromancję, poznawał historię świata i ludzkości z ksiąg zgromadzonych w tutejszej bibliotece, lecz w żaden sposób nie mógł wrócić do ludzi. Był zmęczony i chciał umrzeć, ale nie dać się zabić. Samobójstwo nie wchodziło w grę. Musiał zginąć, jak prawdziwy wojownik, w walce. Do tego mu potrzebni byli herosi.

Gigantyczny wąż wyłania się z lodowatej wody i atakuje BG.

Seamus: Potwór z Loch Ness!

Jacqueline (czule): Nessie!

Kubilaj wraz z sześcioma nieumarłymi starł się z bohaterami. Mimo swej niezwykłej biegłości,  mongolski chan nie mógł sobie poradzić z Bertoldem (cholerne, moje rzuty!) Choć Bawarczyk został ranny, to w końcu dzięki pomocy przyjaciół (nieumarli Mongołowie byli dla nich żadnym wyzwaniem) pokonał Kubilaja i uwolnił go od przekleństwa nieśmiertelności.

Po jednej z walk, kiedy okazało się, że Bertold (Niemiec) posłał do przodu Jakuba (Polaka) i Aishe (Cygankę).

Ximenez: To jest Niemiec, więc posłał przodem Polaka.

Seamus: Taaaa, a Cygankę złapała ochrona marketu.

Krótko po walce objawiła się BG dziwna kobieta o urodzie antycznej Abisynki, oferując BG nieśmiertelność. Oczywiście bohaterowie odmówili, a Seamus po różnych ceregielach rzucił się na kobietę. Ta zniknęła, a krótko potem okazało się, że złotą kopułę mogą opuścić wszyscy poza biednym Szkotem, który wbrew swej woli został obdarzony darem nieśmiertelności.

Tak oto Kubilaj-chan został wyzwolony, a drużyna Wędrowców (bez jednej osoby) opuściła ruiny Xanadu.

Bertold po raz kolejny wpada podczas walki w Righteous Rage (odpowiednik szału berserkerskiego).

MG: Hmmm, jak Niemcy wpadają w szał?

Seamus&Ximenez: Deutchland, Deutchland uber…

Kubilaj-chan

UWAGI:

1. Przypominam, że w kolejny wtorek prowadzi swojego SWEPLa, a tydzień później proponuję rozpocząć kampanię w „Evernighta”.

2. Przyznaję, że średnio mi się prowadziło i nawet trudno mi podać powód (jakieś pieprzone przesilenie jesienne).

Reklamy

Komentarzy 17

  1. Jestem zły na siebie ,kiepsko to zagrałem eh

  2. Zabrakło klasycznych „Tępych Czarnuchów” – temu kiepsko Ci szło. 😉

  3. Albo było ich za mało albo za dużo .Zależy jak patrzeć.

  4. Ja uważam, że zwyczajnie zabrakło „poczucia” tego czegoś co ten system ma do zaoferowania. Trochę walki, raptem dwóch npców i jeden potwór- jak dla mnie mało.
    Dlatego nawet nie wiem czy mi się świat podoba czy nie – nie zdążyłam się zastanowić :).

    A co do tego co dalej – to jak dla mnie możemy spróbować pograć w „Evernighta”, że tak powiem Lis mnie zachęcił streszczeniem :).

  5. @ Ata
    Średnio wiem, o co chodzi z tym „poczuciem”, ale wierzę na słowo.

    Co do NPCów, fakt, nie było ich wielu, natomiast jakoś nawet z tymi trzema (bo trzech ich było) interakcji nie zauważyłem. Chyba że za interakcję uznamy próbę nawlekania kogoś na stalowe ostrza lub sugestia spalenia na stosie tak o po prostu.

    Przypominam, że każdy z nich został zaatakowany. Wyjątków nie stwierdziłem.

    @ Jarl
    Wiesz, nie ten region,nie ten czas. Daleko by szukać Czarnuchów w okolicy Mongolii ;).

  6. Co do NPCów – czasami jeden na całą sesję wystarczy. 😀 Ilość o niczym nie świadczy… ale fakt, ja też nie miałam „poczucia” (baba babę zrozumie ;D) – czyli dla mnie mogłaby to być jakakolwiek sesja w jakimkolwiek systemie… mało Solomona w Solomonie, ot, co! Ale trudno poznać świat, łażąc jedną sesję po pustkowiach. 🙂 Bo np. Wolsung wciągnął mnie od razu. Wg mnie jeszcze co najmniej jedna sesja by się przydała… Ale co do grania i prowadzenia – jakoś nie mam zastrzeżeń.

  7. ” mało Solomona w Solomonie, ot, co!”

    Filmowego czy literackiego, bo to dwie różne sprawy:). W zasadzie ów nastrój charakterystyczny z REHa tworzy bohater, jego nastawienie etc. Mi osobiście tego utaj zabrakło. Dziwne akcje niektórych nie wspomagały klimatu.

    „Wolsung wciągnął mnie od razu”

    No mnie nie, niestety.

  8. Nio to mamy nieśmiertelnego szkota … skąd ja to znam 😀

  9. Shame-on-us MaxLoud! 😀

  10. @Madzia – baba babę zrozumiała 🙂
    @ smartfox – ja rozumiem, że klimat to my i nie mam zastrzeżeń co do prowadzenia, Madzi też racje przyznam – czasami wystarczy jeden NPC- ale jak napisałam baba babę zrozumie i Madzia nazwała to czego ja nazwać nie potrafiłam no. Zresztą za Madzią powtórzę – przydałaby się jeszcze jedna sesja ot co .

  11. Nie ma sprawy, można się dogadać, choć równie dobrze można by rozegrać kiedyś całą kampanię zawartą w podręczniku.

  12. a Może było za mało gracie rozmów postaciami i jak zanam życie było czekanie na wydarzenia.

  13. Raczej nie. Wydarzenia szły jedno za drugim. Scenariusz faktycznie niefortunnie dobrałem (to moja wina). Natomiast gracze dość lekko podchodzili do konwencji (coś w ten deseń, jak to powiedziała Madzia: za mało Solomona w Solomonie).

  14. wiec proponuje l5r 😛

  15. Nie wiem jak inni, ja nie bardzo. Raz, że nie bardzo mnie kręci L5K. Dwa, że mamy dość różne podejście do RPG, więc nie grałoby mi się zbyt dobrze u Ciebie.

  16. nie chodzi mi o granie o sam swiat. i tak wiem ze nie chcesz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s