Evernight – skarb Czerwonego Kruka (raport cz. 3)

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Wredne toto niemożebnie. Posiadaczka nieoficjalnej zawady: ‘Kuva, znowu mam najniższą kartę inicjatywy!” Póki co pechowa posiadaczka imienia, które chce zmienić, bo ileż można być nazywaną „węgierką”?

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Właścicielka Chojraka – bojowego brygara. Pechowiec i tania heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków.

Gorgang (Kamil) – Półork-operator dwuręczniaka. Krwiożerczy prostak o niemiłej aparycji. Pseudonim „Wirnik”, „”Helikopter” ze względu na skłonność do „zamaszystych cięć” espadonem.

Zong Zębatka (Pablo) – Jednonogi, przygłuchy krasnoludzki rusznikarz obwieszony patronami. Chciwy niczym Szkot z poznańskiego. Tzw. „Dziadek”.

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, złodziej, który póki co dość nieporadnie próbuje wejść w posiadanie rzeczy, które do niego nie należą. Nieudaczny kochanek uciekający przed przyszłym teściem, żoną i przede wszystkim mającym się narodzić dzieckiem.

Fart „Fuks” Funterfale (Maro) – Niziołek, kolejny złodziej i nożownik, który powinien mieć ksywę „Ale co?” Obwieszony nożami obwieś, utracjusz i amoralny łupieżca.

Cavasa zabrakło, eksperyment ze Skype’em tym razem zawiódł.

Po pokonaniu krasnoludów, unieszkodliwieniu Czarnego Lewiatana i znalezieniu kilku suwenirów (Mirabella np. zdobyła futurystyczny hełm z wizjerami jak w masce pgaz, który jak żywa istota zakładał się na głowę właściciela, zasłaniając twarz) bohaterowie spędzili kilka dni w gościnnej wiosce Dżub, gdzie okowita i miód po stale się lały, a półmiski uginały od nadmiaru jadła. Wreszcie przyszedł czas wyjazdu. Od Reginalda nasze dzielne Machiny Śmierci dowiedziały się, że m.in. w Wartolukach poszukiwani są bohaterowie, że jakiś skarb zaginął, a może dopiero się odnalazły o nim wzmianki? Tak czy inaczej siódemka awanturników i pies ponownie wyruszyli na szlak, by po kilku dniach dotrzeć w okolice Wartoluków, zapyziałej mieściny położonej w malowniczej dolinie rzeki Warthy.

Dziwny hełm w stylu maski pgaz po przyłożeniu do twarzy przez Mirabellę sam się rozłożył, zamykając się na potylicy. Mira w panice, reszta radośnie rechocze.

Fuks (patrząc na Mirabellę w hełmie-masce): Zrobiłaś coś z brwiami? Umówmy się Edi, do tej kosmetyczki nie chodzimy.

Wciąż sprawa z hełmem.

Dalajlana: To na pewno hełm? Może za jakiś czas to jej z twarzy odpadnie, a z klatki piersiowej wyskoczy potwór.

Sezon 1 – Odcinek 3 Skarb Czerwonego Kruka

Mieścina malownicza, otoczona solidną palisadą ze świeżego drewna. Znać, iż dopiero od niedawna miejscowy władyka inwestuje w obronność. Znad palisady sterczy ledwie kilka dachów i jedna, nawet wysoka wieża świątyni Solariona. Ot, Zatyłkowie Waluzjańskie. Bohaterowie, nie zraziwszy się otoczeniem i dochodzącą z okolicznych pół wonią nawozu, ruszyli raźno w stronę bramy, przy której sterczeli zaspani strażnicy, leniwie oparci o halabardy. Dopiero po chwili herosi zobaczyli, że brakuje jednego z nich. Edric „Edi” Godspike zatrzymał się kilkaset kroków od bramy, wzrok mu przygasł, ramiona opadły, do ogólnego i codziennego obrazu nieszczęść reprezentowanego przez „wannabe-thief” Edrica doszły kolejne. Powód owego załamania (i ogólnie spadku nastroju w ciągu ostatnich kilku dni) wyjaśnił się na postawionej przy bramie tablicy ogłoszeniowej. Obok odezw burmistrza Wartoluków – Stefana Możnego, ogłoszeń o szczurach z karczemnej piwnicy (do wyrżnięcia), utopcu z młyna (do zarżnięcia) i miejscowych pannach (do zer… znaczy potrzebnych przy żniwach) jeden z herosów dostrzegł stary poblakły papier, na którym widniała podobizna Edrica (z zarostem a la „patyki-in-da-kupa”) oraz kwota za złapanie (15 słońc) i doprowadzenie do burmistrza Stefana (50 słońc).

Jak się okazało Edi uwiódł i wyonacył niejaką Yashę – córkę burmistrza. Nakryty przez starego uciekł, a teraz się okazało, że Tasha oczekuje dziecka.

Drużyna kombinuje, jak przemycić Ediego do miasta.

Dalajlana: Może jakiś kapturek?

Fuks (znacząco): Na to już za późno…

O dziwo bohaterowie nie pobiegli do burmistrza z dobrą wieścią, iż zięć powrócił (nawet skąpy Zong, serio!), lecz umiejętnie przemycili Ediego do osady.

W Wartolukach centrum kulturalne mieściło się w jedynej karczmie, która ze względu na swą „jedyność” zwana była po prostu karczmą. Tam też udały się Machiny. Nie obyło się oczywiście bez plotkowania ze strażnikami i mieszkańcami, którzy o dziwo nic nie słyszeli o Los Maquinas de la Muerte, za to wszystko o innych, LEPSZYCH i BARDZIEJ NOBLIWYCH drużynach bohaterów.

W samej karczmie rzecz jasna nasi początkujący herosi musieli wpaść na burmistrza i jego zaokrągloną córkę. Yasha okazała się korpulentną, piegowatą krzykliwą jędzą o perkatym nosie, toteż nikt się nie dziwił, kiedy Edi wykazał się (dotychczas nieposiadanymi) przewagami: Chyży, Spieprzanie Na Żądanie oraz To Nie Ja i schował się w szafce na zapleczu karczmy.

Dyskusja na temat przenoszenia wiadomości, listów, meldunków.

Ktoś: Pewnie sowy wysyłają.

Dalajlana (studentka sztuk magicznych z Kos): U nas też.

MG: U was nietoperze.

Fuks: Ale jak śpią, listy im wypadają.

Edi: I torba listonosza ich dusi.

Co do reszty nie było już tak wesoło. Wartoluki nie były rajem dla bohaterów, w zasadzie było przerażająco spokojnie i parszywie bezpiecznie. Nawet misje z ogłoszeń były nieaktualne. Szczury ktoś już wybił (karczmarka ścierą czy trutką, cholera wie), a utopiec był spolegliwym, miłym wodnikiem o imieniu Szuwarek, który nocą strzegł młyna przed nieproszonymi gośćmi.

Dyskusja o pewności siebie Ediego.

MG: Nie byłeś taki pewny siebie, jak was z Yashą stary nakrył nagich w dożynki w wielkiej beczce do wyciskania winogron.

Fuks: Wyciskali winogrona pewnie.

Jakiś czas później.

Fuks: Wziąłbym Ediego na włam, ale on idzie i ciąża zostaje. Mama ostatnio posłała go po winogrona i patrz.

Szczęśliwie mieszkańców Wartolukó elektryzowała ostatnio wieść o zaginionym skarbie Czerwonego Kruka – szlachetnego banity, który zabierał bogatym i oddawał biednym. Skąd w takim razie skarb? Nikt nie wyjaśniał, bo i nikt nie pytał. Tak czy inaczej jakiś skarb musiał być, skoro od pewnego czasu ktoś rozpytywał o Kruka. Mało tego pobliski kamienny krąg został rozkopany, znane od dziesiątków lat ruiny Sa Karanów ponownie przeszukane (a potem jeszcze kilka razy), a samotny, kilkusetletni dąb (a tak naprawdę 70-letnia sosna) na szczycie wzgórza pochylił się w wyniku podcięcia jego korzeni przez szpadle i kilofy.

Skarbu oczywiście nikt nie znalazł.

Bohaterowie oczywiście się nim zainteresowali, co spowodowało, że ktoś zainteresował się nimi. Taki łańcuszek zależności. Zong dostrzegł, że ich rozmowie przysłuchuje się miejscowy czeladnik (wedle karczmarza nazywający się Aim Łasica), który dostrzegłszy, iż został wykryty, rzucił się do panicznej ucieczki. Wyskoczył przez okno, dosiadł konia i pogalopował w las, za miasto. A za nim bohaterowie.

Szczęśliwie przynajmniej Edi potrafił jeździć konno, toteż po pościgu przez jary, strumienie i wykroty dopadł uciekiniera. Łasica, przesłuchany przy pomocy Gorganga, pękł i powiedział, że obserwował bohaterów z polecenia niejakiego Korwusa Koraksa. Do niego też zaprowadził herosów.

Korwus okazał się być potomkiem Czerwonego Kruka. Przeprosił BG za wysłanie swego człowieka na przeszpiegi, ale wyjaśnił, iż bardzo zależy mu na znalezieniu skarbu i przekazanie go potrzebującym mieszkańcom ubogiego Starydomu. Sam o skarbie wiedział dzięki pamiętnikom swego pradziada, jednakże nie znał jego lokalizacji. Herosi zaoferowali się z pomocą. Wedle Korwusa coś mógł wiedzieć kapłan Anselm i do niego właśnie udali się bohaterowie.

Anselm okazał się być gościnnym człowiekiem. Przyjął bohaterów dobrym winem porzeczkowym, jednak początkowo zarzekał się, że niewiele wie o skarbie. Po dłuższej rozmowie wyjawił, iż Czerwony Kruk wcale nie był szlachetnym banitą, lecz zwykłym bandytą i mordercą. Zabierał bogatym i odbierał biednym, a czysto hobbystycznie szlachtował mieszkańców okolicznych wsi. Wedle kapłana skarb Czerwonego Kruka, który prawdopodobnie ofiarował się jako sługa potężnego upiora zwanego Władcą, jest splamiony krwią. Dlatego powinien pozostać w ukryciu. Dopiero argument o pomocy biednym przekonał Anselma, któy wreszcie wyjawił, iż skarb ukryty jest 1000 kroków na północ od cisu rosnącego w pobliżu dworu earla.

Dwór zamienił się w ruinę dawno temu, a miast jednego cisu jest w pobliżu cały zagajnik, jednak żadne z drzew nie liczy sobie więcej lat niż 100.

Herosom pozostało odnaleźć miejsce, gdzie mogło znajdować się wzmiankowane drzewa. Najlepiej byłoby odnaleźć rycinę dworu z tamtych czasów. Mirabella i Dalajlana udały się do burmistrza (rzecz jasna bez Ediego), który co prawda nie posiadał żadnej ryciny, ale powiedział, że na jednej ze ścian zrujnowanego dworu jest namalowany fresk ukazujący okolicę. Tam też herosi znaleźli cis i wedle wskazówek ustalili, gdzie rósł. Reszta była formalnością.

Dyskusja pt. „Gdzie rósł cis”.

Fuks (do Mirabelli): Jesteś półelfem, znasz się domyślnie na drzewach.

Gorgang: Dendrologię ma we krwi.

1000  kroków i Zong zabrał się do kopania. Po jakimś czasie pod oskardem zadźwięczał metal – płyta z zardzewiałym skoblem, a pod nią loszek ze skarbem Czerwonego Kruka. Czym byłaby przygoda bez solidnego kulminacyjnego mordobicia? Oto okazało się, że poczynania drużyny śledzi Korwus i jego banda. Potomek Kruka skarb chciał zwyczajnie zagarnąć, a nie przekazywać go jakimś potrzebującym. W czasie, kiedy Fart i Edi napychali sobie kieszenie i żołądki znalezionymi klejnotami (złodziej, model „Conan Niszczyciel”:)), Dalajlana, Mirabella, Zong i Gorgang stanęli do walki przeciw dziewiątce banitów i ich przywódcy.

O ile Korwus okazał się ciężkim przeciwnikiem (Gorganga od zgonu uratował fuks), to banici padli w trzy rundy. Sam dowódca bandy nie miał większych szans w pojedynkę i wkrótce padł martwy na trawę.

Po wszystkim herosi zabrali skarb do Wartoluków i przekazali Anselmowi. Niestety nie wszystko, Edi i Fuks zachowali dla siebie nieco złociszy, co skończyło się dla nich nieprzyjemną klątwą. Pozostałych pobłogosławił Solarion za ich dobre serce i inne przymioty charakteru.

Na tym skończyłaby się przygoda, gdyby nie jeszcze jedno wydarzenie. I kolejny kłopot Edrica. O ile złodziej jakoś uniknął spotkania z ukochaną i przyszłym teściem, to na trakcie, czekając na przyjaciół, wpadł na swojego wroga – Czerwonego Rycerza, mistrza miecza Fulka de Lorche. Krewki i mściwy sługa Solariona miał, mówiąc eufemistycznie, żal do Ediego za kradzież miecza. Tym razem Ediemu udało się wywinąć od garbowania skóry i, ścigany obelgami, zemknął jak niepyszny do lasu.

Gorgang (o kradzieży przez Ediego miecza Czerwonemu Rycerzowi): To tak samo, jakbyś policjantowi zajebał radiowóz.

Ostatecznie Fulke ostrzegł bohaterów, iż podróżują z niegodnym zaufania łachmytą, a potem ozięble się pożegnał

Sezon 1 – Odcinek 4 Maski mordercy

Po kilku dniach podróży bohaterowie dotarli wreszcie do Królewskiego Portu – potężnej stolicy Waluzji. Miesiąc spędzili tu bezczynnie, wydając zarobione pieniądze, bawiąc się i ciesząc rozpoczynającym karnawałem z okazji urodzin króla Kaden Krassusa, a potem jak zwykle przygoda ich sama znalazła.

Nocą, w zaułku zamordowano cenionego kupca – półelfa Rondhelma. Jego przyjaciel, również kupiec i również bogaty Morani wynajął BG do ustalenia, kto zabił bogacza.

Strażnik w Królewskim Porcie rozpoznał bohaterów!

Strażnik: To wy upolowaliście Czarnego Lewiatana!? Ale i tak Młoty na Golemy były lepsze.

Mirabella: To co one upolowały?

Gorgang (kwaśno): „Kursk”.

Herosi zdołali sprawdzić miejsce zbrodni i ustalić, iż ponad wszelką wątpliwość zabójca jest istotą dysponującą magicznymi zdolnościami (płonące pazury, być może latanie etc.).

Już na sam koniec sesji Ediemu udało się (wcześniejsza próba Fuksa spaliła na panewce) wkraść się do dworu denata, obejrzeć zwłoki i wyciągnąć z sekretarzyka niewysłany list do Moraniego.

Jego odczytanie jak i ciąg dalszy śledztwa rozegramy na kolejnej sesji. A tymczasem Evernight Out!

Hasło sesji (skierowane do kobiety): Idź z Edim, wróci was trójka.

UWAGI:

1. Ponownie dzięki za sesję. Albo mi w końcu zawiasy w szczęce ze śmiechu pójdą w pizdu, albo przepona pęknie.

2. Na następnej sesji trza oszczędzać Jara. Wystarczająco się wycierpiał.

Advertisements

komentarzy 9

  1. Zżeranie klejnotów było boskie…..
    Która z drużyn na obrazku to typowa evernightzka a która to nasza? 🙂

  2. wiec to było straszne

  3. cholernie zaluje ze mnie nie bylo. co znaczy, ze evernight out?

  4. Szkoda by było.Fajnie jest być bohaterem….
    http://en.tackfilm2.se/?id=1287769128730ID359

  5. Evernight Out – czyli „bez odbioru” :). Gramy dalej, o ile chcecie.

  6. no chcemy… ;] przynajmniej ja chce :] Polubiłam moją postać i Chojraka też…

  7. Ja też jestem za

    Yo Mirabelka znalazłem historie tej maski 🙂

  8. …amoralny łupieżca??? Ale o cooo chodzi? 🙂 Te kilka kamyków? Jako antyklerykał chciałem je przeznaczyć na inne cele niż wspomaganie świątyni… na ten no… fundusz socjalny!!! I na autostrady też 🙂

  9. Jesteś chciwiec, grabieżca i wogle:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s