Evernight – Maski Mordercy (raport cz. 4)

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Wredne toto niemożebnie. Posiadaczka nieoficjalnej zawady: ‘Kuva, znowu mam najniższą kartę inicjatywy!” Póki co pechowa posiadaczka imienia, które chce zmienić, bo ileż można być nazywaną „węgierką”? Od czasu spotkania z rodem Lanów dość nieufna.

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Właścicielka Chojraka – bojowego brygara. Heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków. Ładunkiem pechu potrafiłaby obdzielić całą drużynę, co zresztą regularnie robi. Jak się okazało zwie się Dalai z rodu Lanów. Paskudnego rodu, należy dodać.

Gorgang (Kamil) – Półork-operator dwuręczniaka. Krwiożerczy prostak o niemiłej aparycji. Pseudonim „Wirnik”, „”Helikopter” ze względu na skłonność do „zamaszystych cięć” espadonem. Jak zamyka przyłbicę od hełmu, ma +2 do Charyzmy :).

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, złodziej, który póki co dość nieporadnie próbuje wejść w posiadanie rzeczy, które do niego nie należą. Nieudaczny kochanek uciekający przed przyszłym teściem, żoną i przede wszystkim mającym się narodzić dzieckiem. Amoralny złodziej, który nie cofnie się przed okradzeniem dziecka, muzeum czy rycerza!

Zabrakło Zonga, Cavasa i Farta „Fuksa”. Praca i inne obowiązki są nieubłagane. Tym samym Maszyny Śmierci w okrojonym, lecz nie mniej skutecznym składzie stanęły do walki ze złem i wszelką nieprawością!

Sezon 1 – Odcinek 4 Maski mordercy (c.d.)

No tak, Edi nie tylko się włamał do domu denata – kupca Rondhelma, ale i skradł z sejfu niedokończony list skierowany najprawdopodobniej do innego z potentatów, który wynajął bohaterów, niejakiego Morano.

Dyskusja o psie Dalai Lany, który wciąż z rzadka walczy (w końcu, jak twierdzi Magda, nie jest Figurą!):

Dalai Lana: On ma opanowane kilka sztuczek!

Edi: Play dead.

Gorgang: Zostaw nogę pana.

Z listu wynikało, iż Rondhelm obawiał się, że wkrótce umrze, co wiązał z faktem popełnienia wspólnie z adresatem jakiejś zbrodni przed wielu laty.

Nietrudno się domyśleć, iż w tym kierunku miało już wkrótce potoczyć się śledztwo herosów.

Tymczasem to nie był koniec kłopotów bohaterów. W czasie, kiedy Dalajlana (a raczej Dalai Lana, jak się miało wkrótce wyjaśnić) i Mirabella szwendali się po Królewskim Porcie, poszukując informacji, Edi i Gorgang powrócili do „Srebrnego Smoka”. Karczma byłą wyjątkowo przystrojona, girlandy, kwiaty, dziwny elfi herb oraz dziesiątki krzątających się sług. Do karczmy zawitali specjalni goście – ośmiosobowa elfia rodzina! Edi czym prędzej wykorzystał okazję i z pomocą Gorganga zdołał okraść małą, na oko 12letnią elfkę z pięknej i cennej bransoletki oraz zdobionych klamerek przy bucikach!

Edi widzi, iż w karczmie przebywa duża i bogata rodzina elfów.

Edi: Wypadałoby ich okraść, niech poznają ludzką gościnność.

Kim byli przyjezdni wyjaśniło się, jak tylko do karczmy wróciły heroiny. Na widok elfów, Dalai Lana krzyknęła z radości – oto jej rodzina, wspaniały ród Lanów przybył do miasta, by spotkać się z dzielną czarodziejką-bohaterem. Dziadek Elorfindar, babcia Laforallina, ojciec Lamruir, mama Melisanderia i cztery siostrzyczki. Trzy młodsze – Aalai, Balai, Calai oraz jedna starsza – Ealai (jak łatwo poznać, rodzice nie wykazali się zbytnią kreatywnością przy nadawaniu imion). Edi obrobił małą Balai!

Przy okazji wyjaśniło się, iż pech przynoszony przez Dalai drużynie, nie był wyjątkowy. Nie było chwili, by w karczmie nie przydarzyło się komuś coś niemiłego, a to barman pośliznął się na rozlanym piwie, a to stajennego kopnął koń, a to pomywaczka przypadkowo wylała brudną wodę na głowę służącego… Tak, zawada „Jonasz”, była zawadą rodzinną rodów Lanów, o czym zresztą krążyły legendy w całym mieście.

Dalai Lana próbuje przekonać otoczenie do swej rodziny.

Dalai: Zostańcie, siostrzyczki będą zadowolone!

MG: Siostrzyczki zagłada.

Edi: Doomtroopersi.

Dalai (obruszona): To już mnie nie bawi!

Tak oto poza śledztwem przez kolejne kilka dni Maszyny musiały się zmagać z ciągłym pechem!

Następnego dnia całą drużyna udała się do Mizrindoru, by w bogatej bibliotece uczelni magicznej poszukać informacji o potworze, który zaatakował i zabił Rondhelma. W samej uczelni okazało się, ze przebywa z odwiedzinami sam rektor Kos Arcanum – uczelni magicznej w Kos, na której studiowała Dalai Lana. Jak się okazało, on tez niezbyt miło wspominał swoją studentkę (prymuskę!), co wiązało się ponoć z jakimś zamierzchłym wypadkiem z wychodkiem… Co prawda próbował się zabezpieczyć przed pechem Dalai Lany i postawił barierę magiczną między sobą i swoim rozmówcą (rektorem Mizrindoru). Na nic mu się to zdało, barierę magiczną magini przekroczyła, przy okazji (rzecz jasna przypadkiem) ogłuszając rektora z Kos, a drugiego wprowadzając w stan szoku.

Ostatecznie Maszyny uzyskały dostęp do Pibri Prohibiti – działu ksiąg zakazanych. Po kilku godzinach studiowania zakurzonych woluminów herosi ustalili, że mają do czynienia z bożkiem stepowych orków – upiorem Orkusem. Bestią, której oczy i pazury żarzą się ogniem, która patronuje krwawej zemście. Do jej przyzwania niezbędny był dość drogi, ale w miarę dostępny składnik eliksirów – błękitną tynkturę.

W księdze stoi, że do przywołania Orkusa trzeba błękitnej tynktury.

Gorgang: Dobre, piłem.

Edi: Tylko trzeba przez chlebek przesączyć.

Śledztwo u alchemika wykazało, że owszem w ciągu ostatnich dwu tygodni bodaj trzykrotnie ktoś kupił ów składnik – wysoki mężczyzna, o częściowo spalonej twarzy. Wedle słów sprzedawcy następnego dnia ów mężczyzna po raz kolejny miał przyjść po błękitną tynkturę.

Jeszcze tego dnia bohaterowie poszwendali się po mieście, pogadali z różnymi informatorami, no i co po niektórzy starali się unikać spotkania z rodziną Dalai  Lany.

Wieczorkiem herosi zdecydowali się śledzić obu kupców (dla ich własnego dobra). Zarówno Morano jak i Herwath Dolci udali się na przedstawienie jakiejś trupy kuglarskiej, jednak zajęli się bardziej rozmową niż oglądaniem sztuki. Edi sprawnie podkradł się w ich pobliże, by podsłuchać rozmowę. Okazało się, że kupcy debatują o śmierci Rondhelma oraz niebezpieczeństwie, w którym się znaleźli. Wspomnieli też o gwałcie i zabójstwie jakiejś dziewczyny. I na tym był koniec, bo Edi nagle poczuł za plecami gorąco i poczuł smród siarki. Orkus uderzył!

Dalai Lana po raz kolejny ocenia Ediego: Bez honoru jesteś! Dzieciorób, alimenciarz i złodziej!

Edi (zadowolony): Dziękuję.

Upiór parł w kierunku kupców. O ile Dolci uciekł, to Morano zamarł przerażony. Edi porwał swojego pracodawcę i odbiegł od Orkusa, którym tymczasem zajęli się Dalai Lana, Mirabella i Gorgang. Okazało się jednak, że zwykłą broń nie czyni krzywdy upiorowi, a magia zadaje tylko niewielkie rany.

Fulke de Lorche – wróg Ediego,  pojawia się w Królewskim Porcie.

Dalai Lana (złośliwie do Ediego): Twój wątek osobisty właśnie pojawił się w mieście.

Walka była mimo to długa i zacięta. Orkusowi udało się dopaść Morano i przeorać go rozpalonymi szponami, potem próbował uciec. Herosi starali mu się w tym przeszkodzić. Gorgang nawet uwiesił się na kolcach biegnącego Orkusa i naparzał go magicznym karwaszem. Na nic to. Swą odwagę przypłacił raną, a upiór uciekł. Mimo to sława Maszyn rosła. Wszak wielki tłum był świadkiem, jak ofiarnie starli się z ognistym potworem.

Szczęśliwie okazało się, że Morano przeżył, choć był ciężko ranny. W tym momencie drużyna była już niemal pewna, że kupiec popełnił wcześniej jakąś krwawą zbrodnię, za którą próbował wymierzyć mu karę orkowy upiór, a raczej ten, kto przywołał go.

Następnego dnia w zasadzie przypadkiem tajemnica niemal w całości się wyjaśniła. Oto Machiny zostały zaproszone do „Królewskiego Cienia” przez słynną drużynę Młotów na Golemy, sam przywódca – krasnolud Ragulon zechciał z nimi porozmawiać. Polały się galony piwa i miodu, potoczyły się opowieści o bohaterskich czynach, a potem BG wysłuchali pięknej pieśni barda Astera o elfce Róży i jej miłości do młodego medyka. Miłość skończyła się tragicznie, bo trzech kupców zamordowało dziewczynę, która odrzuciła ich awanse.

Tego samego dnia Mirabella i Dalai Lana zaczaiły się przed domem alchemika, oczekując przybycia tajemniczego mężczyzny o spalonej twarzy. Ów przybył kilka godzin później, zrobił zakupy i ruszył w  drogę powrotną śledzony przez drużynową czarodziejkę. Dalai Lana dzięki temu ustaliła, że prawdopodobny mściciel zamieszkuje opuszczoną wieżę obronną na skraju miasta.

Tymczasem w  „Srebrnym Smoku” Gorgang i Edi opiekowali się rannym Morano. A raczej „opiekowali”, bo ich głównym celem było wymuszenie przyznania się kupca do zabójstwa Róży. Udało się to dzięki fortelowi. Nieco siarki i przekonujące zachowanie bohaterów sprawiło, iż Morano uwierzył w powrót Orkusa. Błagając bohaterów o ochronę, obiecał, że wszystko opowie. I opowiedział, przy kapitanie straży miejskiej – przyjacielu Ragulona, do którego BG dotarli dzięki właśnie przywódcy Młotów na Golemy. Tak oto Morano złożył wiążące go zeznania.

Drużyna ucztuje w „Królewskim Cieniu” i integruje się ze sławnymi ekipami Waluzji: Młoty na Golemy oraz Strzelcami Zagłady. Mirabella rozmawia z Billyfieldem zwanym Billym Dzieciakiem, zadziornym halflingiem ze Strzelców Zagłady obwieszonym pistoletami.

Billy: I wyskoczył upiór, a ja BANG! BANG! i łeb na kawałki! Widzisz maleńka, zadarł nie z tym niziołkiem co trzeba!

Edi (z podziwem): On jest zupełniej jak nasz nizioł!

Wizyta całej drużyny w kryjówce tajemniczego mężczyzny też była owocna. Okazał się nim być dawny kochanek róży – medyk Soranus, a raczej czarodziej Soranus. Przyznał się do wezwania Orkusa, zależało mu tylko na ukaraniu morderców dziewczyny. Maszynom udało się przekonać go do porzucenia zemsty, by to sąd mógł się zająć mordercami (trzeba przyznać, że BG użyli dobrego argumentu w dyskusji). Mimo to Soranus nie odwołał Orkusa, bo zwyczajnie tego nie potrafił! Wyjawił za to, gdzie upiór się ukrył (w Królewskich Katakumbach) oraz jego słaby punkt. Orkusa mogła zabić tylko broń z brązu lub kamienia.

Jak zabić Upiora? Skąd zdobyć kamienną broń?

Edi: Można w niego rzucać kamieniami.

Gorgang: Intifada, kurwa? A jak się nazywa ten czołg po drugiej stronie? Merkava?

Gdzie taką zdobyć? Tutaj herosi wykazali się nie tylko pomysłowością, ale zwyczajnym łajdactwem. Dokładnie, łajdactwem! Gdzie może być zabytkowa broń jak nie w muzeum? W Królewskim Muzeum Waluzji! Pospiesznie przeprowadzona akcja zaowocowała zdobyciem antycznego gladiusa z brązuLegionów Waluzjańskich, wielkiej i nieporęcznej toporomaczugi orków sprzed 2500 lat oraz … uwaga… grotu włóczni św. Mau-Ry-Tzego – artfaktu o mocy egzorcyzmowania upiorów. Co prawda podczas brawurowej kradzieży drużyna ponownie napatoczyła się na nemezis Ediego – Czerwonego Rycerza Fulka de Lorche, ale nawet ta przeszkoda nie powstrzymała ich.

Nocą uzbrojeni ruszyli do walki w Katakumby. Gorgang z kamienną toporomaczugą (wyglądał jak Pyramid Head z mieczem, ciągnąc z mozołem wielką broń po ziemi), Edi z gladiusem, Mirabella z włócznią (osadzoną na drzewcu dzięki pomocy Regisa – przyjaciela półelfki) oraz Dalai Lana z Chojrakiem zbrojna w moc swej magii.

W Katakumbach.

MG: Docieracie do kawerny. Wilgoć, zapach spróchniałego drewna, czujecie też siarkę.

Gorgang: Zapach dzieciństwa, wino „Komandos”.

Do starcia doszło w kawernie, gdzie pochowano jednego z waluzjańskich królów. Każdy z herosów dał z siebie wszystko, broń raz po raz znaczyła krwawe ślady na cielsku Orkusa, lecz i rozpalone pazury upiora szlachtowały bohaterów. Po potężnym ciosie Edi padł bez życia, lecz wreszcie Mirabella zadała ostateczny cios. Upiór zginął, a jego łeb oderżnął Gorgang.

Rankiem przed Królewskim Muzeum Waluzjańskim strażnik znalazł skradzioną broń a obok łeb Orkusa.

Mirabella (do Dalai Lany): To idź z Edim.

Dalai: Jasne i wrócę w ciąży. Nawet nie wiem kiedy to się stanie.

Kolejne dwa tygodnie Edi spędził w karczmie, kurując się z ran odniesionych w walce. Kiedy pozostali ucztowali z zaprzyjaźnionymi grupami bohaterów, biedny złodziej musiał przyjąć pomoc od rodu Lanów. Bardzo troskliwe elfy, zadbały o każdą potrzebę Ediego… Co prawda kilka wydarzeń (a to wylanie gorących ziół na rannego złodzieja, a to pomyłka w podanym leku itp.) sprawiło, że złodziej miał ogromną ochotę zwiać z karczmy, to przecież wytrwał do czasy, kiedy rodzina Lanów po rzewnych pożegnaniach i zaproszeniach skierowanych do bohaterów musiała opuścić Królewski Port.

Oczywiście z tej okazji Gorgang i Edi się upili, akurat wtedy, gdy do karczmy „Srebrny Smok” przybył posłaniec królewski. Król Kaden Krassus życzył sobie widzieć naszych herosów.

Sezon 1 – Odcinek 5 Przeciwko orkom!

Tak oto drużyna miała zaszczyt stawić się przed samym królem Waluzji! I choć Gorgang jak zwykle był nieco prostacki, a Edi nieco pijany, to przecież król zrozumiał bohaterów, którzy w błyskawicznym tempie zdobywali popularność wielkich herosów i nie mniejszych „bad boyów” Waluzji.

Zadanie, jakiego Maszyny miały się podjąć nie należało do łatwych. Wschodnie Bagna, baronię leżącą trzy dni drogi od Królewskiego Portu (u podnóża Gór Grozy), a którą zarządzał mądry i sprawiedliwy baron Loxlyn zaczęły ponownie atakować watahy orków. Pokonane 40 lat wcześniej przez ojca barona, na powrót się zjednoczyły i zeszły przełęczą do Bagien. 3 wioski już zostały spalone, baron organizował wojsko, ale potrzebował wsparcia bohaterów, prawdopodobnie do tego, by zatrzymali gdzieś orki do czasu, gdy armia Loxlyna będzie mogła stanąć do walki.

Oczywiście Maszyny okazały się prawdziwymi bohaterami i zgodziły się wykonać to trudne zadanie. Król Kaden wysłał ich do swego głównego doradcy i seneszala – lorda Herreka. Herrek, raczej wojownik niż mędrzec, w krótkich słowach wyjaśnił szczegóły zadania, a następnie życzył powodzenia. Rankiem drużyna wyruszyła na szlak. Po trzech dniach podróży, minąwszy kilka grup uciekinierów z atakowanej baronii, przybyli do zamku i miasta Loxlyn, w którym roiło się zarówno od nieszczęśników, których wioski spalili zielonoskórzy, jak i wojaków rekrutowanych przez barona. Loxlyn był władcą mądrym i uczciwym. Bohaterowie dowiedzieli się od niego, że ich zadaniem jest dotarcie do niewielkiej wioski Roxbury, gdzie przyjdzie im się kilka dni bronić przed orkami i blokować szlak prowadzący na południe.

Rozmowa z lordem Herrekiem, który na widok pijanego Ediego trochę traci dobry humor:

Herrek: Ty jesteś Edric Godspike? Mój przyjaciel, Fulke de Lorche mówił mi o tobie.

Edi: Złoooty człowiek!

Kilka dni lub więcej, bo przecież zbieranie armii mogło potrwać. Loxlyn nie krył ponurej prawdy, iż zadanie jest niemal samobójcze. Co prawda wiedział, że król Kaden wysyła mu odsiecz w postaci oddziału Czerwonych Rycerzy pod dowództwem przesławnego i bezlitosnego Fulka de Lorche (ten pech Ediego:)), ale co jeśli odsiecz nie przybędzie na czas?

Lord Herrek przedstawia zadanie dla bohaterów: Kilka wiosek już orki zniszczyły. Na ich trasie pozostaję w tej chwili dwie. Roxbury i Alamo. Prawdopodobnie tej drugiej będziecie musieli bronić do przybycia odsieczy.

Edi (wyraźnie posmutniały): A dadzą nam armatę? Tamci mieli trzy.

Mimo to BG ruszyli do Roxbury. Sesję skończyliśmy w znaczącym momencie. Po dwu dniach podróż bohaterów przez ponury, cienisty las została przerwana zasadzką orków. Na następnej sesji zaczniemy od walki, a potem za Hitchcockiem niech napięcie już tylko rośnie!

UWAGI:

1. Podoba mi się image Maszyn. Są tacy inni niż te idealne, szlachetne drużyny bohaterów. Wiecie, jesteście Jamesem Deanem w tym jasnym i cieplym ewernajtowym Hollywood :).

2. Damian masz wreszcie to, o co prosiłem do postaci, czy sam mam przygotować (mam pomysł, Cavas będzie zboczeńcem, który lubuje się w goblinich dzieciach, poza tym wyrzucili go z domu za romans ze stajennym, pasuje?)

Reklamy

komentarze 4

  1. ” Intifada, kurwa? A jak się nazywa ten czołg po drugiej stronie? Merkava?”

    Rewelka 😛

  2. historyja poszla na emila

  3. Fajnie było! Dobrze jest móc pograć w takie klasyki 🙂 Ciekawe co będzie działo się za tydzień jak będzie cała ekipa….. 😀 Już się boje…:D

    Jakiż to Knight piękny i młody?
    Jaka to Druidka obok niego?
    Brzegami sinego kontynentu wody
    Idą przy świetle utevo.
    Ona mu z runek zadaje hity,
    A on z miecza ją hita;
    Pewnie niedługo zostanie zabity,
    A może to ona padnie zabita.
    Każdy cios prawie siąść mu nie może,
    Pod jednym walczą modrzewiem.
    Knight skillował mało, 3x o później porze,
    Mlvl Druidki? – ja nie wiem.
    Walczą, aż woda się burzy i pieni,
    Knight i Druidka obok niego,
    Lecz padli od smoka z GFB trafieni,
    I zgasło światło, utevo.

  4. Hmmm …. coś dla Gorganga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s