Cymmeria – wiersz Howarda

W lutym 1932 roku Howard popełnił liryk opisujący Cymmerię, krainę, która już wkrótce miała stać się ojczyzną najsłynniejszego z barbarzyńców. Prawdopodobnie było to pierwsze objawienie Hyborii w twórczości Two Gun Boba, bowiem nawet jeśli założymy, że niewielka część z późniejszych opowiadań o Conanie powstała w wyniku przekształceń istniejących już opowiadań odrzuconych przez „Weird Tales” czy inne pulp magazines (np. Feniks na mieczu, które pierwotnie było opowiadaniem Rządy topora! traktującym o Kullu Atlantydzie), to wszak nie było w nich pierwotnie mowy o Hyborii.

Wiersz jest napisany w miarę regularnym sylabowcem o dość nietypowej mierze (dziesięciozgłoskowiec), co być może jest związane z faktem, iż REH nie bardzo znał się na miarach wersyfikacyjnych i innych prawidłach poetyki. Sam o tym wspominał w liście do jednego ze swoich sławnych przyjaciół (Derleth? Lovecraft? Smith? Teraz nie pomnę). Jego wiersze zbliżone są do prozy, zachowując przy tym typową dla poezji wizualność i emocjonalność.

Moje tłumaczenie (dość koślawe, głównie ze względu na nikłą wiedzę teoretyczną dotyczącą języka angielskiego i zasad akcentuacji tegoż) traktujcie jako wprawkę.

Sam wiersz, jak wspomniałem wcześniej, powstał w lutym 1932 roku. Inspiracja przyszła podczas podróży przez południowy Teksas, gdzie jak sam REH stwierdził, jego głównym zajęciem było zajadanie się tortillami, enchiladas i zapijanie tego tanim, hiszpańskim winem (dziwić się potem jego posturze:)). We Fredericksburgu twórca Conana był świadkiem ulewy, która skryła za zasłoną wody i mgły posępne wzgórza otaczające miasto. Wiersz powstał w Mission, dużo dalej na południe, niemal przy samej granicy z Meksykiem.

Utwór opublikowano dopiero w 1965 roku. Przynajmniej dwukrotnie dokonano także adaptacji komiksowej: w 1973 roku w Savage Tales #2 (później kilkukrotne reprinty, m.in. w Savage Sword of Conan #24) oraz 2008 roku w zerowym numerze Conan the Cimmerian wydawanym przez Dark Horse.

Cimmeria 

I remember
The dark woods, masking slopes of sombre hills;
The grey clouds’ leaden everlasting arch;
The dusky streams that flowed without a sound,
And the lone winds that whispered down the passes.

Vista upon vista marching, hills on hills,
Slope beyond slope, each dark with sullen trees,
Our gaunt land lay. So when a man climbed up
A rugged peak and gazed, his shaded eye
Saw but the endless vista–hill on hill,
Slope beyond slope, each hooded like its brothers.

It was gloomy land that seemed to hold
All winds and clouds and dreams that shun the sun,
With bare boughs rattling in the lonesome winds,
And the dark woodlands brooding over all,
Not even lightened by the rare dim sun
Which made squat shadows out of men; they called it
Cimmeria, land of Darkness and deep Night.

It was so long ago and far away
I have forgotten the very name men called me.
The axe and flint-tipped spear are like a dream,
And hunts and wars are like shadows. I recall
Only the stillness of that sombre land;
The clouds that piled forever on the hills,
The dimness of the everlasting woods.
Cimmeria, land of Darkness and the Night.

Cymmeria 

Pamiętam
Mroczne lasy, kryjące stoki cienistych wzgórz;
Szarych obłoków ołowiany, wieczny łuk,
Mroczne potoki, które płyną bez głosu
I szept samotnych wichrów pośród przełęczy.

Ów i kolejne widoki, wzgórza za wzgórzami,
Stok poza stokiem, każdy w mroku posępnych drzew,
Tam nasza nędzna kraina. Tak gdy człek zdobył
szczyt surowy i spojrzał skrytym w cieniu okiem,
Ujrzał pejzaż bez końca – wzgórze za wzgórzem,
stok za stokiem, każdy w kapturze na wzór braci.

Był to ponury kraj, który zdawał się dzierżyć
Wszystkie wichry, chmury i sny niechętne słońcu,
Grzechot nagich konarów pośród samotnych wichrów,
I rozciągające się ponad wszystkim knieje,
których nie rozjaśniało przyćmione słońce
sprawiające, że cień za ludźmi pada; zwali ją
Cymmerią, ziemią Mroku i głębokiej Nocy.

Tak dawno temu to było i tak daleko,
Iż zapomniałem imion ludzi mnie wzywających.
Topór i włócznia o krzemiennym grocie jak sen,
A łowy i wojny jak cienie. Przywołuję
Jedynie bezruch owej cienistej krainy;
Chmury bezustannie zebrane nad wzgórzami,
Półmrok niekończących się mateczników.
Cymmeria, kraina Ciemności i Nocy.

I na koniec jedna z interpretacji znaleziona na YT

Reklamy

Komentarze 4

  1. rany boskie , prawie jak Sokołowsko !

  2. masz juz zwidy

  3. Widzisz? Dlatego wyrośnie z Ciebie Conan. Melancholijny już bywasz:)

  4. […] autorstwa Roberta E. Howarda w przekładzie Smartfoxa pochodzi ze strony jego bloga / https://smartfox.wordpress.com/2010/11/28/cymmeria-wiersz-howarda/ /. « Pamiętniki Kruka […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s