Evernight – Sztandar św. Halimosa (cz. 11)

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Wredne toto niemożebnie.  Od czasu spotkania z rodem Lanów dość nieufna. Mistrzyni miecza a teraz zabójczyni upiornego węża – Seta. Aspiruje do tytułu Czerwonego Rycerza.

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Przynosząca pecha heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków. Jak się okazało zwie się Dalai z rodu Lanów. Paskudnego rodu, należy dodać. Być może przyszła dziewczyna Fulka de Lorche :) .

Gorgang de Loxlyn (Kamil) – Półork-operator magicznego topora dwuręcznego (jedną ręką:)). Krwiożerczy prostak o niemiłej aparycji. Pseudonim „Wirnik”, „”Helikopter” (czasem „Helikopter w ogniu”:) ze względu na skłonność do „zamaszystych cięć”. Jak zamyka przyłbicę od hełmu, ma +2 do Charyzmy:) .

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, amoralny złodziej bez jakichkolwiek zahamowań. Nieudaczny kochanek uciekający przed przyszłym teściem i żoną. Nie cofnie się przed okradzeniem dziecka, muzeum czy rycerza! Wannabe hero, który równie łatwo pada, co masakruje jednym ciosem demoniczne węże.

Cavas (Damian) – Rosły wojownik, mistrz galopady na pająku. Urodzony szwendacz stawiający nieudolny opór próbującym go uwieść kur… dziewczętom.

Zong Zębatka (Pablo) – Jednonogi, przygłuchy krasnoludzki rusznikarz obwieszony patronami. Chciwy niczym Szkot z poznańskiego. Tzw. „Dziadek”. Oddany dowódca chłopów i spóźniony maestro muszkietu.

Fart „Fuks” Funterfale (Maro) – Niziołek, kolejny złodziej i nożownik. Obwieszony nożami obwieś, utracjusz i amoralny łupieżca. Miłośnik wielkich kobiet, dzielny zwiadowca, który raz w życiu zrobił coś dobrego dla ludzi (przez przypadek). Na Czerwonych Moczarach zwany Świętym Fuksem od Dobroci i Życzliwości.

Sezon 1 – Odcinek 11 Sztandar św. Halimosa

Przeminęła wiosna, potem lato, lecz w Waluzji także jesień jest przepiękna. Żółte i czerwone liście, łagodny, ciepły wietrzyk i sporadyczne deszcze sprawiły, iż podróż do Królewskiego Portu z odzyskaną „kicią” księżniczki Rayny okazała się miła i przyjemna…

A raczej taka by się okazała, gdyby nie znaleziona po drodze wioska o malowniczej nazwie – Krowobożki.

Poczęstunek w Krowobożkach:

MG: Stawiają przed wami dzban wina, ulubiony rocznik Ediego: czwarta nad ranem.

Edi i Fart (jednocześnie): Rocznik bieżący.

Mieszkańcy rozległej i bogatej wsi przyjęli bohaterów z otwartymi rękoma, a potem niemal ich nie zabili. Oto, kiedy większość Maszyn oddawała się pijaństwu, swawolom i macankom z dziewkami, nawrócona na Solariona Mirabella zechciała się pomodlić do boga Słońca w miejscowej kaplicy. Ta okazała się być zbezczeszczona! Tak, na światłym i miłym obliczu Solariona ktoś rozmazała… No rozmazał coś niekoniecznie pachnącego i czystego. To wywołało zrozumiały gniew Miry i rozpoczęło pewien ciąg wydarzeń.

Posąg Solariona został ubrudzony, ludzkimi odchodami.

Gorgang: To sprawa dla Bernarda Gui!!

Mirabella jest wzburzona faktem ubrudzenia posągu Solariona odchodami. Chce wyjaśnić sprawę.

Mira (do wójta): To nie jest zwykły brud, chyba odróżniam!

Edi: O tak, na gównach się zna jak nikt…

Gorgang: Brązowy Rycerz.

Mirabella zażądała wyjaśnień, wójt zaprowadził ją do swej chaty, lecz do wyjaśnień nie doszło, bowiem młoda wojownicza została uwięziona w budynku, który ktoś podpalił. Mira niemal spłonęła, ale z pomocą kompanów wydostała się z pułapki. Rozmowy z mieszkańcami wioski nic nie dały. Ci zachowywali się jak opętani, prawdopodobnie za wszystkim stałą miejscowa znachorka. Kiedy wreszcie herosi zbytnio zaczęli węszyć po wiosce, znachorka a raczej wiedźma uczyniła chłopów bezwolnymi sługami, którym rozkazała zaatakować intruzów. Zaskoczenie i niechęć bohaterów do zabijania Solarionowi ducha winnych chłopów sprawiła, iż drużyna poniosła niezłe straty. Zonga niemal padł, Edi legł poważnie ranny, inni też doświadczyli znanemu również w Waluzji powiedzeniu: „Chłop żywemu nie przepuści”. Ostatecznie doszło do masakry. Gorgang został pośród atakujących chłopów, atakowany przez kilka dziesiątek „żywych zombie” dzielnie znosił razy, a potem udowodnił, czemuż posiada zawadę „krwiożerczy”. Wystarczył dwa wirniki („zamaszysty cios” to potęga), by zginęło dokładnie 16stu wieśniaków!

Komentarz Gorganga o Edim: On zgwałciłby nawet królową Obcych!

By już nie nużyć opisem walk, ostatecznie bohaterom udało się odnaleźć rzucającą czary wiedźmę i ubić ją, co sprawiło, iż chłopi odzyskali wolną wolę. Jak łatwo przypuszczać tym razem nikt nie uważał Maszyn za herosów. Wszak zginęło łącznie 19stu mieszkańców wsi (poszły malutkie punkciki Niesławy:)).

Zagadki półorków.

Gorgang: Czemu Czerwony Rycerz? Bo lub flejmy.

Przy wiedźmie BG znaleźli kolejne dowody na to, że w Brinskum  nie dzieje się dobrze. Oto czarownica miała list od niejakiego Ulricha (tak, tak, fałszywego barda z czasów przygody w Moczydołach), który wyraźnie pisał, iż podobnie jak wiedźma jest sługą potężnego nekromanty Kalindrotha działającego we wspomnianym miasteczku.

Po przykrej przygodzie w Krowobożkach bohaterowie przybyli do Królewskiego Portu, gdzie oddali kota, a potem po kilku dniach ruszyli do Brinskum.

Miasteczko okazało się być liczącą niemal 1000 mieszkańców osadą otoczoną solidnym murem, z górującym ponad kamieniczkami zamkiem Diuka Desmonda.

Cavas (chyba) pokazuje klasę przy podrywie wieśniaczek.

Cavas: Wiesz małą, kiedy Solarion zrzucił duszę na ziemię, rozpadła się na połówki. Ty jesteś moją drugą połową.

Chwilę potem Gorgang próbuje tej samej sztuczki wobec innej wieśniaczki.

Gorgang: Spadł Solarion na ziemię i muszę teraz ludzi rozdzielać na połówki!

Na zamku przyjął BG seneszal Torrim i dokładnie przedstawił, w czym rzecz. Oto jakieś 40 dni temu zginął z pobliskiego klasztoru św. Zarastosa błogosławiony sztandar Halimosa – paladyna, który kilkaset lat temu pokonał wielkiego nekromantę Kalindrotha zagrażającego miastu. Kiedy bohaterowie powiedzieli Torrimowi o swym odkryciu w Krowobożkach, seneszal wydawał się nie wierzyć. Trudno się dziwić, skoro Kalindroth zginął wedle niego wiele lat temu.

Ostatecznie Maszyny miały za 800 słońc odnaleźć sztandar. Śledztwo dość szybko zaowocowało odkryciem, kto stoi za kradzieżą. Edi i Fart rozpytali w karczmach (drużynowa przewaga „ćmy barowa” się przydała), a pozostali skutecznie przeszukali klasztor i przepytali zakonników z opatem Perdicusem Szarym na czele. W obu przypadkach wszystko wskazywało na miejscowy gang rzezimieszków – Czarne Sztylety.

Edi i Fart dowiedzieli się, iż Sztylety mają siedzibę w którymś z kompleksów kanałów na terenie miasta, toteż nie czekając na pozostałych zaczęli sprawdzać ścieki. W tym czasie Mira, Dalai, Zong, Gorgang i Cavas przekonywali miejscowego kapitana Straży Miejskiej – Benthosa, by zezwolił im zejść do kanałów.

Z tego względu eksploracja właściwego kompleksu kanału odbywał się początkowo nieco na raty. Wpierw w podziemia zeszli Fart i Edi. Zaraz przy wejściu zostali zaatakowani przez rój szczurów. Kiedy niziołek bombą wybił gryzonie, Edi po feralnym skoku wylądował w burzliwym ścieku, który poniósł go do kolejnego stwora, wyposażonego w kilka macek Mieszkańca Kanałów. Stwór ostro poturbował złodzieja, ale szczęśliwie w tym czasie do kanałów zeszła pozostała część drużyny. Po kilka pechowych rzutach i użyciu przez Farta trzech bomb „mackowaty” zdechł rozerwany eksplozją, ale i niektórym bohaterom się oberwało.

C.d. eksploracji był równie niefortunny. Bohaterowie zdołali jeszcze oberwać po wpadnięciu na pomysłową pułapkę (stalowa krata, najeżona kolcami przycisnęła BG do ściany), a następnie wpaść w zasadzkę kilku Sztyletów (tu znów pomogła, już ostatnia, bomba Farta).

Ostateczne starcie nastąpiło w siedzibie Czarnych Sztyletów. Maszyny władowały się w kolejną pułapkę, tym razem potoczył się na nie stalowy walec. Dalai spowolniła go nieco czarami, ale Cavas i Mira i tak zostali wyeliminowani. Rundę później Dalai. Początkowo do siedziby Sztyletów wkroczyli tylko Zong i Gorgang, stając naprzeciw kilkunastu bandytów z ich szefem – Fineasem i potężnym porucznikiem, Gormem. Zonga wyeliminowali kusznicy, a 8 bandytów opadło półorka. Gorgang znów zebrał solidną porcję ciosów, ale dzięki fuksowi otrząsnął się z nich i znów jednym ciosem zmiótł ośmiu bandziorów.

Jak łatwo przypuszczać reszta walki była już formalnością. Gang Czarnych Sztyletów został rozbity, a sztandar Halimosa odzyskany pośród łupów rzezimieszków.

Reklamy

Komentarzy 11

  1. Łącznie moja postać zabiła w walce wręcz około 30 osób w ciągu jednej sesji. O Solarionie!

  2. to juz jestes wielki

  3. Zaaaaraz! Cavas i podryw??? 🙂 Ech! To Farcik wysmażył ten tekst o duszach gdyż gra z Edim w teamie 🙂 Ja zaganiam a Edi… tworzy historie 🙂

  4. no tak istoty z marsa jesteście

  5. Kurde, sorry, nie poprawiam w tekście, niech zostanie ślad po błędzie :).

    Oczywiście to Fuks zagadał do jakiejś dzierlatki. Pieprzy mi się, bo jak to – niziołek dupczyć normalną babę chce? 🙂

    • Eeeeejjjjjj… a co w tym nienormalnego? 🙂 My z Edim mamy otwarte poglądy na stosunki między gatunkowe!

  6. Dokładnie. To Fart wypowiedział te słowa. Ja jestem stworzony do wyższych celów niż jakiś tam nędzny podryw (choć przyznam że to jak do tej pory najlepszy jaki słyszałem). Jestem stworzony do szwendania. ha ha ha.

  7. Jak mogłem się tak pomylić, dokładnie:

    Dalai: Myślę, więc jestem. Jak jestem, to inni mają pecha.

    Fart: Jestem, więc u innych nie ma cennych rzeczy.

    Edi: Dupczę, więc jestem.

    Cavas: Jestem, więc mnie nie ma.

    Gorgang: Jestem?

    Mirabella: Jestem… wkurwiona.

    Zong: …

  8. tak. Prosty klucz do rozróżnienia postaci… ;D
    jak ktoś powiedział coś mądrego, to Dalai… jak bezczelnego, to Fart, jak nie było słuchać, bo za daleko, to Cavas… jak złośliwego to Mira… jak z podtekstem – to o Edim, a jak kwestia jest z rozmachem, to Gorgang. 😀
    jak o kasie, to Zong… no przecież łatwo nas rozróżnić.. ;D

  9. Z dowcipów gorganga :
    Co mów ojciec do syna przejeżdżając konno koło stosu z elfami ?

    – tato , tato zielone się zapaliło !

  10. tfu ,syn do ojca ,znaczy bo … no że światło zielone i wogóle , w każdym razie śmieszne bo w ryj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s