Evernight – Zaczyna się… (cz. 13)

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella aka Mira Belladan (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Mistrzyni miecza a teraz zabójczyni upiornego węża – Seta. Potomkini rodu Belladanów i świeżo pasowany Czerwony Rycerz (Rycerka:))

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Przynosząca pecha heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków. Jak się okazało zwie się Dalai z rodu Lanów. Paskudnego rodu, należy dodać. Być może przyszła dziewczyna Fulka de Lorche :) .

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, amoralny złodziej bez jakichkolwiek zahamowań. Nieudaczny kochanek uciekający przed przyszłym teściem i żoną. Nie cofnie się przed okradzeniem dziecka, muzeum czy rycerza! Wannabe hero, który równie łatwo pada, co masakruje jednym ciosem demoniczne węże.

Cavas (Damian) – Rosły wojownik, mistrz galopady na pająku. Urodzony szwendacz stawiający nieudolny opór próbującym go uwieść kur… dziewczętom.

Zong Zębatka (Pablo) – Jednonogi, przygłuchy krasnoludzki rusznikarz obwieszony patronami. Chciwy niczym Szkot z poznańskiego. Tzw. „Dziadek”. Oddany dowódca chłopów i spóźniony maestro muszkietu.

Sesja bez Farta, ponadto gracz odgrywający Gorganga zawiesił na jakiś czas uczestnictwo w kampanii.

Sezon 1 – Odcinek 14 Bohaterowie

Po rozprawieniu się z szalonym diukiem Desmondem opętanym przez ducha nekromanty Kalindrotha Maszyny Śmierci odebrały wezwanie do Królewskiego Portu. Niezmiernie bogaty ród kupiecki Galstaffów (mający szerokie koneksje na królewskim dworze) zwrócił się do bohaterów o pomoc.

Herosi po kilku dniach wkroczyli do skąpanej w potokach jesiennego słońca stolicy. W gigantycznej, pełnej przepychu posiadłości Galstaffów zostali przyjęci nad podziw dobrze. Szambelan Galstaffów poprosił ich (sugerując naprawdę wielką nagrodę, którą bohaterowie jednak odrzucili) o dostarczenie listu do Trabiana, syna głowy rodu i zarazem członka jednej z bardziej znanych kompanii bohaterów – Jeźdźców w Szkarłacie. Ponoć drużyna ta przebywać miała gdzieś w Górach Grozy, a ich dokładną pozycję znać miała tropicielka Jeźdźców – Barena, obecnie zamieszkująca luksusową karczmę „Królewski Cień”.

Spotkanie w rezydencji Galstaffów

Szambelan rodu (NPC): Zdecydowaliśmy się skorzystać z waszych usług. Wszak jesteście prawdziwym, heroicznym odkrycie tego roku w Waluzji.

Edi: O, dostaniemy Telekamery.

Same zlecenie było dość tajemnicze, zwłaszcza w kontekście plotek, pogłosek i informacji zebranych przez BG w mieście, które głosiły zaginięcie Siedmiorga oraz fakt wynajęcia przez króla Kadena większości znanych drużyn herosów! Mira również odwiedziła Królewską Bibliotekę, w której poznała losy rodu Belladanó, klasycznych tricksterów, którzy równie często ratowali Waluzję, co stawali się przyczyną jej kłopotów. Wszystko wskazywało na to, że odnaleziona magiczna tarcza, potężny artefakt pozwalający wezwać namalowanego na niej feniksa, jakimś niewytłumaczalnym zrządzeniem losu trafiła do zapewne ostatniego przedstawiciela Belladanów (Mirabella, czyli Mira Belladan).

BG odnaleźli Barenę w Królewskim Cieniu, a konkretnie w kanałach pod karczmą. Jak się okazało szczury stały się ostatnio wyjątkową plagą w Cieniu, toteż karczmarz poprosił tropicielkę o pomoc. Herosi przybyli w samą porę, by wspomóc przepiękną, wojowniczą blondynkę i zniszczyć (za pomocą prochu i oliwy) stado dziwnych szczurołaków i ich pomniejszych sług.

Choć  karczmarz zarzekał się, ze w podziemiach są tylko szczury, bohaterowie coś nie wierzą.

Mira: Taa, wyjdziemy poranieni, prawie martwi i do karczmarza: „Szczury masz za darmo, ale za krakena zapłacisz”.

Już na powierzchni dowiedzieli się od Bareny o miejscu pobytu jej przyjaciół. Jeźdźcy w Szkarłacie z polecenia króla Kadena udali się w okolicę Aragronu (wioski drwalów) położonej u podnóża Gór Grozy, by zbadać nowoodkryty kompleks ludzkich przodków obecnych Waluzjan Sa Karanów.

Trzydniowa wędrówka herosów nie obfitowała w przygody. Warto wspomnieć, iż po drodze spotkali Młoty na Golemy z Ragulonem na czele podążające do Królewskiego Portu na wezwanie króla Kadena. Rozmowa z przyjaciółmi zaowocowała kolejnymi wieściami, które zdawały się potwierdzać plotki ze stolicy.

Wreszcie herosi wkroczyli o zmierzchu do wioski, gdzie przyjęto ich niezwykle serdecznie. Wśród toastów, kolejnych kolejek, pint piwa wchłanianych w pośpiechu, dowiedzieli się od miejscowego górnika-krasnoluda, iż Jeźdźcy w Szkarłacie od kilku dni siedzą w kompleksie Sa Karanów.

W dalszą drogę BG ruszyli o świcie, pozostawiwszy pierwej konie (do kompleksu prowadziła dość stroma i kamienista ścieżka). Na miejsce dotarli grubo po południu, po drodze stoczywszy zwycięską walkę z grupą orków, z łapk których uwolnili dwu porwanych drwali.

U wejścia do kompleksu znaleźli kilka koni, których siodła oznaczone były monogramem Jeźdźców w Szkarłacie. Wszystko wskazywało na to, że poszukiwana drużyna (z Trabianem na czele, któremu BG mieli dostarczyć list) znajduje się w podziemnych korytarzach Sa Karanów.

Sam kompleks nie był zbyt wielki. Korytarze wyłożone były dziwnym, szklistym i czarnym materiałem, twardszym od diamentów. Mimo o w jednym z pomieszczeń ktoś lub coś zdołał w nim wydrążyć otwory. Zapewne tysiące lat temu przeklęte pająki zdobyły podziemia i stworzyły tu swoją wylęgarnię.

Zapomniana zapadnie, na tle zardzewiałe kolce.

Dalai: Edi, zeskocz i sprawdź czy kolce są zmurszałe.

W innej komnacie problemem okazały się dziwne kryształy, gęsto osadzone w posadzce, które po dotknięciu wyrzucały łuk energetyczny. Niektórzy nie uniknęli ran, m.in. Dalailana i Cavas.

Korytarz, czarna, diamentowa substancja na ścianach. I dziwne otwory.

MG: Ciężko powiedzieć, co tu mogło być. Testujcie Wiedzę Ogólną.

Odpowiedzi graczy: 9! 12! 21!

Edi: 2! (krytyczny pech).

MG: Wedle was tu była wylęgarnia pająków, choć Edi sądzi, iż Sa Karanowie hodowali w tych dziurkach pszczoły…

Edi (rozmarzony): Miodek…

MG: Taaa, Edi zaraz zacznie język pchać do tych otworów.

Dalai: Edi, to toaleta.

Najgorsze jednak było przed herosami. W jednej z ostatnich pieczar znaleźli ciała z czterech poszukiwanych herosów oraz ścierwa dwu, wielkich, pajęczych istot pokrytych twardą chityną. Kiedy BG wkroczyli do sali, z sufitu spadły jeszcze dwie podobne istoty. Stukocząc po kamieniu trzema silnymi, zakończonymi ostrymi jak brzytwa kościanymi ostrzami i kłapiąc owadzimi paszczami, rzuciły się na bohaterów.

Walka była niezbyt długa, lecz niezwykle zażarta. Bestie (tzw. wirniki) potrafiły wpaść pomiędzy ofiary i zawirować w powietrzu kończynami, rozcinając zarówno metal, ciało czy kość w zasięgu 3 metrów! Zong niemal zginął, a Cavas i Mirabella zostali ciężko ranni.

Wreszcie bestie zostały ubite. Herosi oddali cześć poległym Jeźdźcom (czwarte ciało odnaleziono w ścierwie jednego z wirników) i pochowali ich, zachowując magiczne artefakty.

Wreszcie po kilku godzinach BG zdecydowali się opuścić kompleks, ale nagle zatrzęsła się ziemia. Potężny wstrząs poszedł po posadzce, ścianach i sklepieniu. Wpierw małe kamienie, a potem większe kawałki skał zaczęły sypać się na głowy bohaterów. Ci rzucili się do ucieczki. Na próżno. Kolejny wstrząs zawalił wyjście z korytarzy. Rumor pękających skał, walącego się sklepienia, huk torturowanych gór zdawał się ogłuszający. Szczęśliwie jednak kataklizm pozostawił w nienaruszonym stanie te korytarze, które wyłożone były wspomnianą czarną substancją. Tam też ukryli się BG.

Po walce z wirnikami.

MG: Na podłodze okrywacie zbite fiolki, w których znajdował się eliksir leczenia. Można zebrać lub wychłeptać.

Dalai (ciężko ranna): No to chłepczę.

Gdy wreszcie ziemia przestała się trząść, herosi udali się na zwiady. W komnacie, gdzie kilka godzin wcześniej stoczyli walkę z wirnikami, osypała się jedna ze ścian. Strome, niknące urwisko prowadziło głębiej pod ziemię, jednakże delikatny podmuch oraz szum wody wskazywał, iż znajduje się tam być może jakieś wyjście na powierzchnię.

Poranieni i przemęczenie herosi z trudem zeszli na dół, a potem zanurzeni niemal po szyje, zgięci w pół, mozolnie zaczęli podążać wzdłuż wartkiego, lodowatego strumienia.

Epopeja trwałą kilkanaście godzin. Po drodze niemal spadli z podziemnego wodospadu, dali się zabić skrytym w ciemnościach zgrzytnikom. Mimo to Maszyny Śmierci nie poddały się. Krańcowo zmęczone dotarły do kompleksu jaskiń zamieszkałego przez plemię orków.

Co ciekawe wszyscy zieloni znajdowali się poza jaskiniami, toteż BG spokojnie przeszukali pieczary, zdobywając kilka magicznych i niemagicznych suwenirów, a następnie, ominąwszy wielkie wilki strzegące wyjścia, wyszli na zewnątrz.

W kompleksie orków.

MG: Edi, znajdujesz w sali wodza jakieś złoto, może srebrne sztućce gdzieś zrabowane wcześniej.

Edi: Biorę!

MG: To żałosne. Obrabiasz ory ze sztućców? Ory?!

Dalai (zimno): Przypominam, że obrobił moją siostrę, dziecko jeszcze ze spinek.

Edi: Pomyśl inaczej. Noc, las, do cywilizacji daleko… I kto ma sztućce?!

Orki, młode stare, samce i samice, kilka ogrów, z wyraźną fascynacją siedziały nieopodal wyjścia, na krawędzi półki skalnej, z której roztaczał się widok na niemal całą Waluzję. Podekscytowane obserwowały coś, bełkotały i pochrząkiwały w ożywieniu. Bohaterowie po cichutku przekradli się za ich plecami i oddalili się w pośpiechu.

Po kwadransie lub dwu wydostali się na szczyt skalnego grzbietu, by z niego zobaczyć, co wydarzyło się w ich krainie.

Niebo było zasnute dymem, szarawą mgłą. Wokół panował zmierzch. Gdzieniegdzie czarne chmury sprowadziły na ziemię mrok. Na horyzoncie, daleko herosi dostrzegli pochyloną iglicę. Monstrualną wieżę, która wbiła się w powierzchnię ziemi. Ze szczytu iglicy wydobywały się kłęby dymu, które z wolna rozprzestrzeniały się nad całą Waluzję. Stolicy nie było widać, znajdowała się gdzieś tam, gdzie jeszcze było światło słoneczne, na niewielkim skrawku być może wolnej jeszcze ojczyzny bohaterów!

Tak oto zakończył się pierwszy sezon serialu o Los Maquinas de La Muerte.

 

Reklamy

Komentarzy 5

  1. No i jest cliffhanger na koniec sezonu.

    Ładnie, ładnie. „Cieszko nad sobo pracuj bo naprafde am jor fan. Ty moszesz bycz łan dej on de cover jakisz sławny magazyn”

  2. Tan na cover of Fakt:).
    Dzięks.
    Ano cliffhanger przed sesją pełną walk i heroizmu.

    Właśnie wykuli mi się prawdziwi BOHATEROWIE!

  3. Ale Gorgang w końcu wróci, prawda?

    Las Maquinas de la Muerte bez Gorganga są jacyś… niekompletni. Jak Firefly bez Jayne’a. Jak Normandia bez Wittmanna. Jak Kamieniec Podolski bez Małego Rycerza. Jak Staś i Nel bez Kinga. Jak Drużyna Pierścienia bez Boromira.

  4. Gorgang w tej chwili wykonuje tajną misję

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s