Evernight – W okowach (cz. 15)

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella aka Mira Belladan (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Mistrzyni miecza a teraz zabójczyni upiornego węża – Seta. Potomkini rodu Belladanów i świeżo pasowany Czerwony Rycerz (Rycerka:))

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Przynosząca pecha heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków. Jak się okazało zwie się Dalai z rodu Lanów. Paskudnego rodu, należy dodać. Być może przyszła dziewczyna Fulka de Lorche :) .

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, amoralny złodziej bez jakichkolwiek zahamowań. Nieudaczny kochanek uciekający przed przyszłym teściem i żoną. Nie cofnie się przed okradzeniem dziecka, muzeum czy rycerza! Wannabe hero, który równie łatwo pada, co masakruje jednym ciosem demoniczne węże.

Cavas (Damian) – Rosły wojownik, mistrz galopady na pająku. Urodzony szwendacz stawiający nieudolny opór próbującym go uwieść kur… dziewczętom. Ostatnio wyrósł na herosa, co to się wrogom nie kłania.

Grono ponownie uszczuplone o Zonga i Fuksa.

Rozdawanie XP, rozwinięcia postaci, kupowanie Przewag.

Cavas: Nie wiem, co wybrać. Może „zamaszyste cięcie”?

MG: Umiesz się skradać, nieźle walczysz. Po co ci to cięcie? Kim chcesz być?

Cavas (z dumą): Zajebiście napierdalającym się zwiadowcą.

MG (zrezygnowany): O kurwa.

Sezon 2 Odcinek 2 W okowach c.d.

Mijały tygodnie. Długie tygodnie spędzone na wyczerpującej pracy pod nadzorem sług Władców. Dawni herosi gięli kark przed groteskowymi potworami, odgruzowywali Królewski Port, grabili trupy obrońców, oczyszczali ulice. Permanentne ciemności, panujące zarówno w nocy jak i za dnia, utrudniały właściwą ocenę upływu czasu. Sił było coraz mniej, choć morale nadal dopisywało. Choć nasi herosi nader często otrzymywali za nieprawomyślność karne impulsy szokowe posyłane poprzez obrożę (mającą przy tym magiczną zdolność blokowania jakiejkolwiek mocy, czy to czarodziejskiej, czy płynącej od Solariona), to przecież nie poddawali się. A czas płynął.

Maszyny w niewoli. Kompletnie nadzy, brudni odgruzowują ruiny. Mira coś znajduje (jedzenie? manierka? nie pamiętam dokładnie).

Mira: Przywiązuję to do pasa… (reflektuje się) Eeeee, do włosów …

Dziesiątki podobnych ekip, skutych łańcuchami, pracowało w ruinach Królewskiego Portu. Odgruzowanymi ulicami maszerowały falangi pająków, niekiedy wsparte tupaczami, wirnikami czy usychaczami. Nad głowami, skryte za kurtyną smogu latały latające kufry i szalupy Władców poprzedzane ogłuszającym gromem rozrywającym niebiosa. Po kilku tygodniach pająków w Porcie było już dużo mniej, a i latających kufrów nie widywano czy słyszano, tak jakby w całej Waluzji ustały walki, ustał opór przeciw najeźdźcom. Czasem tylko nocą ciszę przerywał huk muszkietowego wystrzału czy niewielkiej bomby prochowej, dając nadzieję, że są jeszcze tacy, którzy nie złożyli broni.

A w obozie działo się coraz gorzej. Herosi, pijąc brudną, cuchnącą wodę i spożywając zdechłe szczury czy inne, gnijące ścierwo, podupadali na zdrowiu. Z czasem zaczęli przypominać żywe trupy, szkielety o podkrążonych oczach, zapadłych policzkach i szarej skórze. Jednak w porównaniu do innych nieszczęśników i tak trzymali się lepiej. Każdego, koszmarnego dnia umierały dziesiątki więźniów, wyniszczani przez głód, choroby i niebezpieczną pracę, a nierzadko z kaprysu swoich strażników, gnili tam gdzie padli. Czasem tylko przybywał Władca, by na oczach pozostałych wyssać wnętrzności umierającego więźnia.

W tym czasie BG zdołali zebrać nieco informacji o wrogu. Edi uważnie obserwował budowę pająków, usychaczy i innych bestii, starając się poznać ich słabe punkty. Mira wśród więźniów rozpoznała swego dawnego kompana – Regisa, a ogólnie cała drużyna zaprzyjaźniła się z Gralenem – weteranem walk z pająkami, ex-dowódcą kompanii Straży Miejskiej, który w chwili, gdy Mira, Edi i Dalai padały z sił, ofiarował im nieco jedzenia.

Z opisu wynikało, że walki o Królewski Port trwały ledwie kilka godzin. Zaledwie godzinę zajęło najeźdźcom przełamanie obrony na murach, pozostały czas likwidowali za pomocą latających kufrów i zrzucanych bomb punkty oporu w mieście. Ostatni padł Mizrindor, magowie ponoć dawali sobie nawet radę, ale okazało się, że Władcy potrafią kontrolować ludzkie umysły i kierować ludzi przeciw sobie. Gralen widział, jak jedna z kompanii strażników sama się wyrżnęła. Prawdopodobnie tak samo złamano opór czarodziejów. Ogromne bomby zrujnowały uczelnię magii, niemal posyłając ją z klifu do morza.

Wśród różnych plotek, które herosi usłyszeli, niepokojąca była ta, która mówiła, iż król Kaden nie żyje. Zginął z ręki lorda Herreka – seneszala gwardii, jak widać agenta pająków.

Wedle Gralena ktoś nawet przeżył inwazję i uciekł, ponoć w Katakumby, ale czy nadal toczył walkę, tego weteran nie wiedział.

Wykorzystując swoje umiejętności, jak i rady Gralena i Regisa BG zaczęli poszukiwać podczas pracy dla Władcó jedzenia dla siebie, jak i kombinować nad planami ucieczki. Oczywiście często nie udawało im się wystarczająco ukryć myśli przed strzegącym ich usychaczem, co kończyło się bolesnym porażeniem przez obrożę (tzw. „bzzzykiem” tudzież „bzyknięciem”:)). Mimo to udało im się podczas pracy odnaleźć jedno z niezasypanych wejść do kanałów i zostawić przy nim list, w którym jako Maszyny Śmierci prosili o pomoc.

A ta nadeszła w najmniej oczekiwanej chwili. Po kolejnym wycieńczającym dniu pracy herosi jak zwykle padli bez czucia na zgniłe posłania w swojej celi. Obudziło ich drapanie, zgrzytanie, piski… Szczury, szczury w ścianach!

W pewnej chwili z wszelkich dziur wyroiły się hordy obrzydłych gryzoni. Osłabieni BG, mimo wyczerpania i ciemności jakoś sobie poradzili z atakiem szczurów, a po chwili otworzyły się drzwi celi. To usychacze stanęły w obronie swych niewolników. Herosi zostali wyprowadzeni na zewnątrz, podobnie jak i reszta niewolników. Wielu z nich było pokąsanych, niektórzy znajdowali się wręcz w stanie agonalnym. Wszędzie wokół walały się setki, jeśli nie tysiące szczurzych zewłoków.

Najeźdźcy zebrali więźniów, a tych zaczął sprawdzać Władca. Szedł wzdłuż szpaleru nieszczęśników, wlepiał swe nienawistne ślepia ukryte za dziwaczną maskę, w niektórych jakby od niechcenia celował swoim muszkietem o bulwiastej lufie oplecionej metalicznymi sznurami. Przy jednym z dogorywających więźniów zatrzymał się, zdjął maskę, ukazując ohydne pająkopodobne oblicze i grubą, mięsistą macką przyssał się do brzucha nieszczęśnika. Głośne siorbanie i mlaskanie przerwało cisze, a przez półprzeźroczystą skórę nadymającego się brzucha Władcy można było dostrzec krwawą, rozpuszczoną maskę pożywienia, które jeszcze przed chwilą było wnętrznościami ofiary. Monstrum przy tym wlepiało żółte ślepia w herosów, którzy przez moment poczuli potężny ból spowodowany przez jaźń najeźdźcy wdzierającą się do ich umysłów.

W tej samej chwili gruby bełt zadrgał w baniastej czaszce Władcy, który jakby zaskoczony wyprostował się i wypalił w ciemność ze swej broni. Prosty, fioletowy promień pomknął w ciemność i rozerwał na spalone strzępy śmiałka z kuszą. Ale wtedy ciszę przerwały okrzyki bojowe i kilkunastu odzianych w rozmaite szmaty i obwieszonych bronią śmiałków zaatakowało usychacze. Ponad ich okrzyki wzbijał się mocny, kobiecy głos kapłanki Solariona: „Ratujcie Arwika! Gdzie jest Arwik?!”

Rozpętała się walka. Herosi zaatakowali swojego usychacza i znienawidzonego Władcę. Ciemności i wyczerpanie nie mogło ich powstrzymać, zbierali cięgi i rany, ale umiejętnie spacyfikowali usychacza. Wokół wrzała walka. Jeden z bojowników podbiegł do BG i po kolei zaczął uwalniać ich od łańcucha i obroży. Dalailana, triumfalnie popatrzyła na leżącą u jej stóp obrożę, wzniosła dłonie. Wyładowania zatańczyły między palcami, a potem potężne magiczne uderzenie spopieliło usychacza i raniło Władcę. Zdezorientowany najeźdźca cofnął się, na próżno, dopadli go Edi i Cavas i zatłukli podniesionymi kamieniami.

Uwolniona od magicznej obroży Dalai wznosi ręce, imitując ruch rzucania czarów w kierunku Władcy.

Dalai: Ooo, jak ja go teraz bzyknę!

Po zażartej walce BG pobiegli wraz z innymi uwolnionymi więźniami za swoimi wybawcami, którym przewodziła Sara – kapłanka Solariona, jeszcze niedawno jedna z członkiń zaprzyjaźnionej z bohaterami drużyny Młotów na Golemy.

Partyzanci błyskawicznie zniknęli w kanałach, wcześniej maskując wyjście, a po kilkuset metrach biegu wzdłuż korytarza zawalili go, odcinając się od ewentualnego pościgu Władców.

Po kilku godzinach marszu kanałami, podziemiami i wreszcie zatęchłymi komnatami Górnych Katakumb dotarli, idąc wzdłuż lodowatego strumienia, w którym roiło się od ogniaczy – świecących ryb, do ostatniej osady, w której respektowano władzę króla Kadena.

Sezon 2 Odcinek 3 Czerwona Odżywka

Królewska Przystań, bo tak nazywała się osada, siedziba władz Waluzji, była chaotycznym zbiorowiskiem szałasów, namiotów, rozpadających się szop położonym na wyspie pośrodku podziemnego jeziora, w którym mieszkało ok. 2000 ocalałych z rzezi Waluzjan. Kiedy herosi weszli do Przystani, ich oczom ukazał się przerażający widok. Brudne, obdarte postacie o pustych oczach i ziemistych twarzach. Wszędzie rozbrzmiewał płacz, jęki, okrzyki bólu. Nieliczni żołnierze, niektórzy jeszcze w królewskich barwach strzegli centrum, gdzie zapewne znajdowało się dowództwo tej zbieraniny wyrzutków. Bohaterów niemal nie było. BG rozpoznali niedobitki Młotów na Golemy oraz Czarne Kły – mało znaną, drugoligową drużynę.

Ogromne zmęczenie zmusiło Maszyny do odpoczynku. Po kilku godzinach snu i mniej niż skromnym posiłku złożonym ze szczura, ryby i jakiegoś bulwiastego grzyba stanęli przed Dowódcą, którym okazał się sam lord Herrek – wedle plotek zdrajca królestwa.

Seneszal przywitał gości, rozpoznając w nich wojowników, których swego czasu posłał przeciw orkom pustoszącym Wschodnie Bagna. Nie ma sensu przytaczać dość długiej rozmowy, ale faktycznie Herrek (po przytoczeniu plotek) przyznał, iż Władcy przejęli jego umysł, lecz samego króla nie zabił. Rozbrojono go. Bohaterowie zaufali lordowi i przytoczyli mu słowa umierającego Arwika. Niestety nikt w osadzie nie słyszał o żadnym znaczącym Waladorze.

Ponadto podczas rozmowy wyszło, iż wielki wojownik i wódz nie wierzył w  zwycięstwo. W najbliższym czasie planował ewakuację ocalałych gdzieś poza Smocze Wyspy. Jak? Znalezionym na wybrzeżu wielkim statkiem, a w zasadzie wrakiem, który zamierzał wyremontować oraz dziesiątkami tratw. Szanse powodzenia nikłe, ale cóż robić. Rzecz jasna BG zaprotestowali, żądając stawienia czoła wrogowi i wydania mu partyzanckiej wojny bez względu na skromność posiadanych sił. Częściowo nawet wpłynęli na Herreka, cóż z tego, skoro uchodźców paraliżował spór pomiędzy ludźmi wspierającymi Herreka a grupą stojącą po stronie Tawny’ego Downsa – byłęgo kupca, a teraz wichrzyciela i mąciwody wiecznie krytykującego posunięcia byłego seneszala.

Po spotkaniu z Herrekiem i naświetleniu katastrofalnej sytuacji Podziemia.

Dalailana (do Ediego): Czujesz odpowiedzialność, jaka na nas ciąży? To nie kombinuj!

Mirabella: Każda misja będzie się zaczynać od słów „Edi, nie!”

Sytuacja się tym bardziej pogorszyła, że herosi przekonali Herreka, by negocjował z malkontentami, co skończyło się wybatożenie Downsa i jeszcze większym zantagonizowaniem obu grup. Cóż, Herrek okazał się nędznym dyplomatą.

Poza Herrekiem szczególną rolę w Podziemiu pełniło jeszcze kilka osób:

Aden – młody elf o piskliwym głosie, niegdyś skryba, teraz szef zaopatrzenia i wywiadu.

Sara – kapłanka Solariona, prawa ręka Herreka, przywódczyni duchowa Przystani.

Tam – dziewczynka, którą BG znaleźli na początku inwazji. Jakimś cudem ocalała i dotarła do Przystani. Okazało się, że ma silny talent magiczny, toteż szkolono ją na kapłankę Solariona. Opanowała już moce leczące.

Po dniu odpoczynku Maszyny przyjęły swoje pierwsze zadanie od Adena. Uciekinierom brakowało wszystkiego, lecz przede wszystkim żywności. Głęboko, w Dolnych Katakumbach, w zalanych jaskiniach morskich trolli rosły czerwienice – pożywne wodorosty, które nie tylko na jakiś czas mogą rozwiązać problem głodu, ale także przynajmniej powstrzymać epidemię ciemnoskóru – dziwnej choroby, która zaatakowała część mieszkańców Przystani.

Maszyny pałają chęcią zemsty.

Edi: Musimy obmyślić jakiś symbol, który będziemy malować na akcjach.

Dalai: Skreślony pająk?

MG: Może po prostu kółko? Symbol pająka z ujebanymi nogami?

Edi: Tak, głuchego pająka, bo się nie rusza, kiedy do niego mówić. A może jak pewna ekipa żydowskich mścicieli na służbie amerykańskiego wywiadu w II WŚ? Wycinajmy im swastyki!

Mirabella (do MG): Hej, to znak solarny!

Edi (do MG): Opisz to na blogu, jak chcesz.

Drużyna wyruszyła w podziemia i po kilkugodzinnym marszu odnalazła jaskinie morskich trolli. Czerwienic było tu od zatrzęsienia, toteż herosi załadowali przyniesione koszyki. nie obyło się przy tym bez walki. Tuzin morskich trolli wraz z wodzem próbowało zaskoczyć intruzów. Ich broń koralowa wyłączyła nawet z walki Ediego, który po raz n-ty otarł się o śmierć. Jednakże to był koniec sukcesów autochtonów, których Maszyny wycięły w dwóch, może trzech starciach.

Ostatecznie po kilku godzinach marszu drużyna powróciła triumfalnie do osady, przynosząc żywność i przynajmniej trochę poprawiając morale mieszkańców.

415 odcinek nabijania się z Ediego

Dalai: Gdzie Ediego nie kopniesz, trafisz zawsze w jaja.

Mira: Jedna wielka strefa erogenna.

Na tym praktycznie sesja została zakończona.

 

STAN PODZIEMIA (Siła 2)

2000 mieszkańców

100 żołnierzy (morale dość niskie, ale wyszkolenie i doświadczenie wysokie, ocaleli najlepsi)

4 drużyny herosów (Czarne Kły,  niedobitki Młotów na Golemy, niedoświadczeni Pogromcy Pająków, Las Maquinas de la Muerte)

3 Czerwonych Rycerzy, 4 Kapłanki Solariona

Morale wyjątkowo niskie, mało kto wierzy w zwycięstwo. Silna polaryzacja ocalałych utrudnia sprawne zarządzanie Podziemiem. Tawny Downs przewodzi przynajmniej 50 % mieszkańców.

Żywności starczy w chwili obecnej na 2-3 tygodnie, każdego dnia trzeba dalej wysyłać ekipy. Zdarzają się problemy z istotami zamieszkującymi Katakumby (nieumarli, zgrzytniki, morskie trolle etc.). Patrole Władców od przynajmniej 10 dni zapuszczają się w Góne Katakumby, ewidentnie szukają Królewskiej Przystani.

Brakuje prochu (zapasy praktycznie na ukończeniu), broni (nie ma kto jej wytwarzać, nie ma kuźni), pancerzy (wykorzystuje się głównie skórzane). Problemem stają się lekarstwa, zioła, nawet opatrunki (starczy może na 4 tygodnie intensywnych działań zbrojnych).

W Górnych Katakumbach znajdują się jeszcze 3 placówki Podziemia (obsada 5-10 żołnierzy), które pełnią głównie ostrzegawczą rolę.

Nawiązano pierwszy kontakt z Przedpieklem – osadą ocalałych z Pogromu krasnoludów rządzonych przez Drugalla. Póki co nie ma szans na wspólną walkę z wrogiem.

Wiadomo, że poza Przystanią są inne osady ocalałych w Katakumbach, ale poza tym nic o nich nie wiadomo.

UWAGI:

1. Wylosowano pierwsze Misje Podziemia. To treść kolejnej sesji:

– dostarczenie meldunku

– uwolnienie więźniów z łap Myśliwych (kolaborantów).

2. Jakby ktoś miał problem z wyobrażeniem sobie, jak widzę Podziemie i walkę z Władcami, oto inspiracja:

 

Reklamy

Komentarzy 5

  1. no tak już to lubie?
    tylko wiecej brani napastników .
    więcej brawury i wygramy

  2. Jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest, jak to śpiewał pewniej bard 😀
    Ja bym na razie skupiła się na dozbrojeniu (na ile to możliwe) i działaniach podnoszących morale (jakieś żarcie zdobyć lepsze, albo owoce nawet (o ile wszystkich gruszek nie zasypało w popiele 🙂 ), może jakiegoś pająka czy dwa złapać i dać na rozszarpanie gawiedzi…? Może się okazać, że są jadalni… 😀 😀 Tak czy inaczej, zanim sprawy się nie wyklarują a ludzie nie podbudują, to żadnych akcji zaczepnych, jedynie przypadkowe starcia, i nie zostawiajmy świadków, to może nie będą nas szukać tak zaciekle.
    Wyprawa do Mizrindoru nie była by głupia, może jakieś fajne gadżety ocalały, pająki chyba nie potrafią oceniać prawdziwej wartości naszych rzeczy, z tego co zauważyłam…
    Ło Matko, jaki ze mnie urodzony strateg jest… :))

  3. Madzia, niegłupie pomysły. Żarcie i broń, szczególnie żarcie jest potrzebne. Jeśli morale jeszcze bardziej spadnie, akcje Podziemia praktycznie zostaną zamrożone.

    Co do strategii. Prawie jak ZWZ-AK. Czekać, szkolić, dozbrajać i dopiero uderzyć 🙂

  4. Mnie tak zastanawia jedno. Ile Smartfox napisał już tysięcy znaków na swoim blogu o Waszych sesjach.
    Nie złośliwie, a po prostu podziwiam Jego zapał.

  5. Kawałek może nie w klimacie, co do tekstu, ale ty tytuł jakoś mi przypasował….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s