Londyn w opiumowych oparach

Wreszcie jakaś sesja, w której występowałem jako gracz, nie MG, czyli Zewik z nieocenioną Madzią za parawanem Mistrza :).

MG: Madzia

Postacie:

Ata – Margaret Thatcher (sic!). Artystka-rzeźbiarka, nowoczesna kobieta wiktoriańskiej Anglii, z zamiłowania okultystka.

Jaro – Archibald McDonnel. Twardy jak stal, niewzruszony niczym skała Gibraltaru kapitan wielorybnika „Golden Goose”. W wolnych chwilach pisarz i poeta, a zarazem okultysta.

Damian – Rufus Nelson. Lekarz, a przy tym mistrz sztuk walki oraz wolonczelista-hobbysta, a przy tym… uwaga!… RUGBYSTA!

Ja – Malcolm McClusky, wicehrabia Dunedin. Lowelas, birbant, ale zarazem podróżnik i miłośnik polowania na grubą zwierzynę (Azja, Afryka) . Prowadzi się dość frywolnie jak na para Zjednoczonego Królestwa.

Devi / Durga

Porównanie postaci.

Malcolm: Pfff, ktoś ma Wygląd większy ode mnie? 16?

Margie: Ja mam 16.

Malcolm: Mam 25, jak zdejmuję spodnie.

Margie: A ja 30, jak stanik.

Malcolm: Ok, wygrałaś.

1890 rok, Londyn. Grupka przyjaciół oddaje się zakazanym rozrywkom. Kilkutygodniowy rajd po podrzędnych i zakazanych knajpach, burdelach i palarniach opium kończy się jednej z nich, do której trafili za sprawą przewodniczki – prostytutki Minari (lub jak kto woli mniej egzotycznie – Mirandy Richards). Świetna zabawa w towarzystwie Minari i czwórki innych towarzyszy (m.in. policjanta Maxa Webstera, właściciela drukarni i malarza – Voga oraz małżeństwa Everstonów skończyła się, kiedy erotyczny taniec Minari przerwał atak szanowanego profesora Uniwersytetu. Nóż zranił dziewczynę w bark, a z rany wysypały się oślizgłe robaki. Potem wybuchła panika. Tratujący się tłum, krzyki, wreszcie pożar zamienił wnętrze lokalu w śmiertelną pułapkę.

Walka w oparach opium

MG [o Minari]: W ranach dziewczyny dostrzegacie wijące się robaki.

Archibald: Wow, dobry towar!

Całej czwórce udało się bez problemu wydostać z knajpy wraz z Minari, na której nie było znać śladu po zranieniu. Prostytutka zostawiła bohaterów, znikając w ciemnych uliczkach Londynu, toteż ostatecznie McClusky przyjął wszystkich w wynajętej przez siebie kamienicy.

Noc była okropna. Ponure, makabryczne wizje zamieniły sen w koszmar. Czarny, bluźnierczy ląd, dziwne istoty, wreszcie poczucie, że jest się pochłanianym przez uskrzydlonego demona. Tyle pozostało w pamięci po przebudzeniu.

Mahisza

Jak się okazało, nie była to jedyna pamiątka. Po przebudzeniu McClusky zobaczył, iż całą ściana pokryta jest świeżym malowidłem ukazującym skrzydlatego demona. Margie wyrzeźbiła na antycznej szafie tegoż podobiznę. McDonnel zapisał ściany równymi wierszami o treści tyleż wysublimowanej co zakazanej. Jeden Nelson za wiele nie uczynił nocą, bowiem próby grania nocą dziwacznej muzyki skończyło się związaniem go przez służbę McClusky’ego.

Antyczna szafa McClusky’ego zrujnowana bluźnierczą płaskorzeźbą autorstwa Margie.

Margie: Przepraszam za szafę.

Malcolm: Ta. Śliczna.

Margie: Prawda?

Zmęczeni po ciężkiej nocy bohaterowie jednocześnie irracjonalnie czuli, iż dotknęła ich dziwna klątwa. Wrażenie spotęgowało się, gdy dom wicehrabiego odwiedził Webster, policjant i towarzysz nocnych wypraw. Okazało się, że profesor, który dopuścił się ataku na Minari zginął w pożarze. Ze względu na brak ciała i doniesienia o przestępstwie londyńska policja nie zamierzała podjąć śledztwa. Było to tym dziwniejsze, że profesor był osobą niezmiernie szanowaną i dość znaną.

Badacze Tajemnic nie mogli pozostawić tej sprawy samej sobie, zwłaszcza po nocnych doświadczenia. Wpierw zdecydowali się odwiedzić Minari. Krótkie śledztwo wsparte garścią pensów i szylingów pozwoliło ustalić miejsce zamieszkania prostytutki. Co niewiele zmieniło. Miranda leżała skulona obok swego łóżka, zamarznięta na kamień! Na miejscu nie znaleziono innych poszlak, które pozwoliłyby pchnąć śledztwo naprzód.

Nie pozostało nic innego, jak wypytać o samego profesora. Może informacje dotyczące przedmiotu jego badań pozwolą ustalić, dlaczego zaatakował Minari?

Devi i jej przymioty

Wizyta na uczelni oraz w domu profesora zaowocowała, dzięki mniej lub bardziej legalnym działaniom bohaterów, zdobyciem informacji o celu badań profesora. Zajmował się Devi/Durgą, bawolim demonem Mahiszą, czyli po prostu mitologią hinduską. Zarówno notatki, jak i zachowanie, a przede wszystkim malunki pokrywające ściany pracowni i ukazujące rozmaite bramy, wskazywały, że biedny profesor był ogarnięty obsesją. W liście do niejakiego Abhiraya sugerował, że Devi/Durga nie są jeno bytami mitologicznymi, lecz realnymi. Postulował, iż jest możliwe stworzenie bramy wiodącej do planów zamieszkałych przez owe istoty, o ile tylko posiada się klucz. Z opisu wynikał, iż eliksirem jest jakiś dekokt czy eliksir.

Kolejny trop prowadził do klubu dżentelmenów, którego członkiem był profesor. Szczęśliwie należał do niego także wicehrabia McClusky. Pech chciał, iż kobiety nie miały tam wstępu, dlatego MArgie wraz z Rufusem zdecydowali się zbadać jeszcze jeden ślad. Wedle notatek profesora nadciągająca, niedawno wychwycona przez teleskopy kometa miała mieć coś wspólnego Devi/Durgą i całym tym hinduizmem.

Odwiedziny przez Margie i Rufusa uczelni oraz uczestnictwo w wykładzie dotyczącym astronomii nie zaowocowało zdobyciem zbyt ważnych informacji.

Wykład o astronomii okazał się zbyt trudny. Mimo to Rufus i Margie podchodzą do profesora.

Malcolm: I pewnie mówią: „Bardzo nam się podobała ta część wykładu, jak pan profesor powiedział: Witam na wykładzie dotyczącym astronomii”

Tymczasem Archibald i Malcolm odwiedzili klub, gdzie próbowali rozpytać się o profesora. Początkowo śledztwo niewiele przyniosło, jednak poinformowanie o śmierci naukowca zaszokowało się sztywnych arystokratów. Kompletnie nie uwierzyli bohaterom, wreszcie jeden z kolegów profesora, a zarazem inny badacz poprowadził bohaterów do jednego z pomieszczeń klubu i pokazał CAŁEGO i ZDROWEGO profesora! Ten, zauważywszy bohaterów, rzucił się do ucieczki!

Malcolm i Archibald ruszyli w pościg. Po drodze dołączyli do nich Margie i Rufus. Cała czwórka dotarła dorożką do domu, w którym skrył się profesor.

Malcolm przedstawia Archibalda w klubie dżentelmenów.

Malcolm: A to jest dzielny kapitan McDonnel ze statku wielorybniczego… eee… „Łapu Capu”.

Archibald: „Golden Goose” buraku!

MG: Taaa, za harpun łapu i sieć capu.

Mroczne wnętrze budowli kryło w sobie bluźnierczą tajemnicę. Zaraz po wejściu bohaterów zaatakowała służba. Dziwna służba, cuchnąca, rozkładająca się! Żywe trupy uzbrojone w noże, tasaki i pałki okazały się nie lada przeciwnikiem dla niedozbrojonych bohaterów (tylko Margie i Rufus mieli pistolety, a Malcolm myśliwski kordelas).

Po kilku minutach walki padł ciężko ranny Rufus. Pozostali też nie wyglądali najlepiej, choć dwa animaty zostały ubite, inne dwa powoli przeważały nad Margie i Malcolmem. Archibald dostał się na piętro, ale tam niemal zginął za sprawą zaklęć rzucanych przez jakąś kobietę, zapewne kapłankę i towarzyszkę profesora.

Rufus to typowy lekarz.

Rufus (o jednym z NPCów): Mam mu jebnąć?

Malcolm: O proszę. Mogę wiedzieć na którym miejscu był pan doktor wśród 400 absolwentów?

Archibald: Zmieścił się w pierwszych 400.

MG: Był na liście zapasowej.

Malcolm: Na studia dostał się ze stypendium sportowego.

Byłoby krucho, gdyby nie pomoc dwu były towarzyszy profesora z klubu uzbrojonych w potężne strzelby. Ostatecznie zombie, nafaszerowane śrutem, legły na ziemi. Zginęła kapłanka ubita wspólnie przez Archiego i Malcolma,  a na koniec profesor, a raczej coś go udające (z ran „profesora” wyłaziły czerwie, jak wcześniej z Minari).

Walka z zombie.

Malcolm: Nie to jest najgorsze, że nas pokąsały zombie, ale fakt, iż najbliższy lekarz…

MG: … jest rugbystą.

Już po walce towarzysze profesora wyjaśnili, iż od pewnego czasu podejrzewali, że profesor odkrył tajemnicę jakiegoś kultu (wyznawcy Mahiszy?), za co zapłacił życiem. Teraz byli tego pewni. Ze swej strony obiecali umożliwić BG dostęp nie tylko do notatek profesora, ale także jego domowej pracowni.

W niej właśnie bohaterowie znaleźli klucze (6 buteleczek bezbarwnej substancji), inkantację oraz rysunek właściwej bramy. To umożliwiło im na przedostanie się do wymiaru Devi. Malcolm wyrysował na podłodze bramę, pozostali odśpiewali inkantację, wreszcie wszyscy wypili klucze.

Brama rozjarzyła się i otworzyła, ukazując cudowny, pełen zieleni i słońca krajobraz. Po przekroczeniu bramy bohaterowie znaleźli się na bezkresnej, pięknej łące. Tam czekała już na nich Devi, przepiękna hinduska bogini – naga dziewczyna o egzotycznych rysach, sześciu rękach (!), o pięknej budowie ciała. No i naga.

Mimo szczególnie trudnych warunków dla męskich postaci badaczom udało się porozumieć z Devi, która okazała się być życzliwie nastawiona wobec śmiertelników. Nic dziwnego skoro oczekiwała, iż staną do walki z demonicznym zagrożeniem u boku Durgi – wojowniczego awatara Devi.

Margie namawia do przekroczenia bramy.

Margie: Musimy działać! A tak to będziemy siedzieć, ślinić się i żreć dupą trawę!

Malcolm: Oj!

Rufus: Jesteśmy dżentelmenami, mówi się: „Raczył spożywać odbytem…”

Archibald: „…saneczkując przy tym jak pies”.

Oczywiście czwórka badaczy, mężnych Szkotów i Anglików zgodziła się zmierzyć z nadprzyrodzonym zagrożeniem, do czego jednak miało dojść dopiero na następnej sesji.

UWAGI:

1. Przypominam, że kończymy przygodę we wtorek. Cthulhowcy spotykają się godzinę wcześniej.

2. Wolsung, Madziu! Przypomnisz, bym przyniósł?

Advertisements

komentarzy 14

  1. Kwiatki z sesji w ramkach równie ciekawe, co sama przygoda. 😉

  2. A wielkie dzięki :), przyjmuję miłe uwagi za autorkę i potwierdzam fajność :).

  3. Przypominam o Wolsungu… :]
    Słyszałam, że kończymy za dwa tygodnie, na prośbę takiego jednego…

    BTW, kto zgodził się na cenę Devi i obiecał poświęcić w razie czego ostatnie tchnienie własnie jej? Wszyscy chyba…?

  4. Ja nie wiem, patrzyłem na jej cycki.

    A co do kończenia, lepiej w najbliższy wtorek, bo się zapomni wszystko. Jeden warunek, zaczynamy równo o 16.30 (oczywiście, jeśli ta godzina faktycznie wystarczy).

    Jak ktoś się spóźni, to albo sobie odpuszczamy, albo kończymy bez niego. Co o tym sądzicie?

  5. Najbliższy wtorek dla mnie może być, ale tam chyba Beci nie pasowało… przynajmniej tak zrozumiałam. Ale wolałabym, żeby wszyscy byli na końcówce…Tak czy inaczej, jeżeli się sprężymy, w ciągu godziny powinniśmy skończyć. 🙂

  6. Godzina to rzecz względna

  7. Dostałem info od Damiana, że nie ma go w ten wtorek, czyli chyba faktycznie skończymy 15 marca.

  8. informuję, że mnie również nie pasuje najbliższy wtorek. przenieśli mi szkolenie i już we wtorek około 20 wyjeżdżam do Łodzi. 😦

    jeśli zaś chodzi o sesje to jak zwykle była świetna. Madzia jest najlepsza od zewu.
    jedno tylko zastrzeżenie mam. musimy popracować nad klimatem. za mało się boimy, za dużo śmiejemy. a chyba nie o to chodzi w ZC.

  9. Chodzi-srodzi. Ja przychodzę się bawić, bać to się mogę żony, jak wrócę pijany. 🙂

  10. oj Tomasz

  11. Ale my się śmiejemy na każdej sesji… cokolwiek by się nie działo. I to chyba nie o klimat chodzi, ale o podejście. Ludzie przychodzą, żeby się bawić, a jak się bawią, to przeważnie się śmieją… Trudno oczekiwać, przynajmniej ja nigdy nie osiągnę takiego poziomu, żeby tacy wyjadacze horrorów jak Wy, grający od lat nastu w systemy najróżniejsze, trzęśli portkami ze strachu na mojej sesji. Co najwyżej mogę Was wkurzyć jakimś zagraniem bardzo nie fair, ale chyba nie o takie emocje chodzi…
    Przestraszyć – nie przestraszam, za cienka jestem. 😀

  12. TY się, Magda, nie tłumacz. Ty na sesji strzel macką Damiana w jajka. Będzie miał i strach, i ból, i dylemat, i klimat. 🙂

  13. NO kurde 🙂 emm ja ewentualnie jakoś dam radę tego 15 dojechać :D.
    Madzia ja tej Pani duszy nie obiecałam, wiesz mój mąż nie u niej pewnikiem więc ja wolę po staremu niebo, piekło, czyściec 🙂 a nie jakieś sześciorękie cycate ogłupiacze facetów, pfffff….

  14. To dzisiaj kończymy czy przekładamy na za tydzień? Damiana ma nie być.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s