Londyn w opiumowych oparach cz. 2

Dokończenie przygody ZC w wiktoriańskim Londynie.

MG: Madzia

Postacie:

Ata – Margaret Thatcher (sic!). Artystka-rzeźbiarka, nowoczesna kobieta wiktoriańskiej Anglii, z zamiłowania okultystka.

Jaro – Archibald McDonnel. Twardy jak stal, niewzruszony niczym skała Gibraltaru kapitan wielorybnika „Golden Goose”. W wolnych chwilach pisarz i poeta, a zarazem okultysta.

Damian – Rufus Nelson. Lekarz, a przy tym mistrz sztuk walki oraz wolonczelista-hobbysta, a przy tym… uwaga!… RUGBYSTA!

Ja – Malcolm McClusky, wicehrabia Dunedin. Lowelas, birbant, ale zarazem podróżnik i miłośnik polowania na grubą zwierzynę (Azja, Afryka) . Prowadzi się dość frywolnie jak na para Zjednoczonego Królestwa.

Rozmowa z Devi została zakończona, wcześniej jeszcze większość z nas (poza Margie) zdecydowali się w przypadku śmierci poświęcić jej ostatnie tchnienie. Pozostało nam znaleźć sposób na dostanie się do świata, gdzie rośnie wielkie, nienazwane i potworne zagrożenie. Tam mieliśmy zaprowadzić Durgę – bojowy awatar Devi. By się jednak dostać do tej krainy, musieliśmy zdobyć ów środek, który kilka dni wcześniej w palarni opium wciągnęliśmy do płuc i za jego sprawą otworzyliśmy bramę do własnych dusz. Pokręcone nieco, ale wbrew pozorom logiczne. Jako że palarnia opium spłonęła, trzeba było odnaleźć Minari (a raczej jej sobowtór wypełniony robakami).

Powróciliśmy do Londynu (tę samą bramą, przez którą dostaliśmy się do wymiaru hinduskiej bogini) i, korzystając z informacji otrzymanych m.in. od naukowców z Klubu Dżentelmenów, kontynuowaliśmy śledztwo. Jako że trop po Minari się urwał, nie pozostało nic innego jak ponownie spotkać się z Maxem – zaprzyjaźnionym policjantem. To jednak także okazało się trudne. Max nie zjawił się od rana na swoim komisariacie, toteż zdecydowaliśmy się odwiedzić go w domu.

Nic z tego. Nie dość, że na nasze pukanie odpowiadała głucha cisza, to jeszcze wścibska sąsiadka zaczęła się dopytywać, czego szukamy. Rufus wykazał się „zdolnościami dyplomatycznymi” i zaczął podawać się za policjanta, co, biorąc pod uwagę nasz ubiór i zachowanie, nie wyglądało zbyt przekonująco. Baba zamknęła się w domu i stamtąd zawiadomi via phone (piekielny wynalazek!) prawdziwą policję. Mieliśmy mało czasu. Rufus, jak przystało na lekarza-rugbystę, otworzył kopniakiem drzwi i naszym oczom ukazał się makabryczny widok. Max wisiał u powału, siny, z językiem wywalonym na zewnątrz. Rufus, wszak lekarz (i rugbysta! i mistrz sztuk walki!) przeszukał sprawnie ciało denata, znajdując karteczkę z zapisanym adresem. Tam też się udaliśmy.

Przedmieścia Londynu, niewielki, piętrowy dom z ogrodem położony z dala od innych zabudowań. Jako że Max miał znaleźć dla nas Minari, założyliśmy, iż ów adres znaleziony przy nim mógł mieć coś wspólnego z prostytutką. Z tego względu miast od razu podejść do wrót, skrycie (mniej lub bardziej, biorąc pod uwagę poruszającego się jak słoń Archibalda) dostaliśmy się do ogrodu. Do wrót wejściowych miała podejść Margie z Rufusem, a ja z Archibaldem zapukać do tylnych.

Tak też uczyniliśmy.

Z przodu Margie i Rufus dojrzeli w oknie Minari, co sprowokowało ich do działania. Kiedy usłyszałem strzały, wypaliłem kulę z ciężkiego Martina-Henry’ego w zamek drzwi i wraz z Malcolmem wpadliśmy do środka. Ja z wiernym, dwulufowym Hollandem, Archie z pożyczonym ode mnie dźwigniowym .30 cal.

Przeciwnik nie miał broni. Nie miał też kształtu. Miał narośla i macki. Mimo to kilka ciężkich kul z bezpośredniej odległości rozerwało go na strzępy szybciej niż nam udało się dojść do siebie po zobaczeniu go.

Podobnych istot, było w tym domu więcej, niektóre niewidzialne, wszystkie obrzydliwe i groźne. Walka była długa i ciężka, sobowtór Minari szybko padł z głową roztrzaskaną przez kulę z mego karabinu, ale kolejne trafienie niewidzialnego potwora położyło mnie na ziemi. Ciężko ranny był równie Archie. Oberwało się Margie. Szczęśliwie nasz najlepszy lekarz wśród rugbystów wykazał się, ratując nasze nędzne żywoty.

W domu znaleźliśmy substancję, która umożliwiała przejście do miejsca, gdzie skrywa się nienazwane, ale wyjątkowo wredne zło. Czym prędzej narysowałem z Margie bramę, a Rufus odśpiewał inkantację. Głęboko odetchnęliśmy dymem z palonego świństwa znalezionego w domu i…

… znaleźliśmy się na bezkresnej, szarej, skalistej równinie. Niebo czarne, gwiazdy nieznane, po horyzont płasko. Z pewnością nie była to Ziemia, ale to był najmniejszy problem, bowiem jedna z gwiazd zaczęła się powiększać i po chwili było już jasne, że to nie gwiazdka z nieba, lecz jakieś gigantyczne monstrum okolone mackami niczym słoneczko na obrazkach dzieci. Szczęśliwie nie zdławił nas strach, lecz tylko zmotywował do wezwania Durgi.

Tak, wiedziałem, że bojowy awatar Devi miał być brzydki i okrutny, ale do cholery to miała być wojowniczka na lwie. Tymczasem ujrzeliśmy kolejnego potwora o wielkim odwłoku, kilku ni to pajęczych, ni to owadzich odnóżach, wielkim torsie z obwisłymi kobiecymi piersiami i potężnymi szczypcami (ostrzami?) przy karykaturalnych łapach. Durga na szczęście skupiła się na drugiej bestii, ignorując nasze mizerne osoby. Rozpoczęła się epicka walka na niebie. Jedna bestia drugą kaleczyła, tryskała krew, ziemią wstrząsały wrzaski potworów, a ja się zastanawiałem, czym się różni jedno od drugie, bo już nikt by mi nie wmówił, że tu trwa walka Dobra ze Złem.

Cudem udało nam się uniknąć spadających głazów, macek uderzających o ziemię etc. Wreszcie oba potwory chwyciły się tak skutecznie, że ani jeden, ani drugi nie mógł przeważyć walki na swoją stronę. Każdy z nas, kto miał broń, wycelował w „gwiazdeczkę” i wypalił. To wystarczyło, by Durga pokonała uchwyt potwora i rozerwała go na strzępy.

A potem spojrzała na nas wciąż ogarnięta szałem i … odeszła. Coś mi mówi, że byliśmy bliscy od stania się „collateral damages” w tej boskiej walce.

Powrót do Londynu nastąpił nieco samoistnie. Zło zostało odegnane, ale czy pokonane? Tak czy inaczej poważnie się zastanawiałem, czy nie odwołać mojej myśliwskiej wyprawy do Somalilandu, skoro już napolowałem się w Londynie, tudzież w „innych światach”.

UWAGI:

1. No, jak zwykle fajnie. Ja bym zagrał jakąś kilkuprzygodową kampanię w ZC, co by się zżyć z postaciami.

2. Madziu jak tam Wolsung? Kiedy gramy?

Reklamy

komentarzy 6

  1. I to wszystko w godzinę. 😀
    Cholera, zapomniałam Ci wysłać reinkarnacji….:/ Przepraszam.
    Co do kampanii, jak będą chętni, to można nawet to pociągnąć dalej… wszak kult wciąż istnieje, jak ktoś pamięta słowa Panów z Klubu, nawet w Policji są ich szpiedzy (co wyjaśnia opieszałość Policji i śmierć Maxa), a Wy zepsuliście im Bożyszcze, więc nie będą zachwyceni i pewnie będą chcieli o tym poważnie porozmawiać. :). Nie wiecie, czym są te Wije, kto nimi kieruje itp… Ale to jak będą chętni, bo przygoda była przewidziana jako jednosesjówka jednak.
    Co do Wolsunga… Pomyślałam sobie, żeby spróbować kilka przygód na próbę zagrać w tym Wolsungowym systemie, sprawdzić, czy nam podpasuje i czy w ogóle dam sobie z nim radę. A kampanię już zrobić w tym, co wybierzemy. Ale kiedy to nie powiem, na razie się prawkuję i mam popołudnia zajęte 😦 jakieś miesiąc, półtorej… może zaczniemy równolegle z Conanem??

  2. A jak podeślesz, to wrzucę ku potomności, by inni wiedzieli, jakie pokłady wredoty w Tobie drzemią:).

    Kampania – tak!

    Wolsung – też!

    BRP Conan – w nast. tygodniu podam dokładną datę, kiedy zaczynamy. Prowadzenie wymienne uważam za świetny pomysł, Marek nie ominie sesji conanowskich, a zależało mu na tym.

  3. Oooo pomysł wdechowy z wymiennymi sesjami 🙂 Jak wypali to nawet mogę przestać wyjadać Magdzie frytki 🙂

  4. Trochę mnie przeraża ZC. To znaczy, nie w ten sposób co powinien. Tak generalnie konwencją i sposobem gry. Jakoś… nie wiem. Chętnie bym kiedyś zagrał, ale bałbym się prowadzić.

    Przy okazji. Zapraszam serdecznie na Karnawał, wpadniesz? Są orzeszki i w ogóle. 😉

  5. conan super . zgadzam sie z marem wiec idę kupić worek ziemniaków

  6. jutro mnie nie praca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s