Evernight (odc. 30) – Dom Oldhama

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella aka Mira Belladan (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Mistrzyni miecza a teraz zabójczyni upiornego węża – Seta. Potomkini rodu Belladanów i świeżo pasowany Czerwony Rycerz (Rycerka:))

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Przynosząca pecha heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków. Jak się okazało zwie się Dalai z rodu Lanów. Paskudnego rodu, należy dodać. Być może przyszła dziewczyna Fulka de Lorche :) .

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, amoralny złodziej bez jakichkolwiek zahamowań. Notoryczny dupcyngiel.  Nie cofnie się przed okradzeniem dziecka, muzeum czy rycerza! Wannabe hero, który równie łatwo pada, co masakruje jednym ciosem demoniczne węże. Przyszły pogromca pająków i przywódca Podziemia.

Cavas (Damian) – Rosły wojownik, mistrz galopady na pająku. Urodzony szwendacz stawiający nieudolny opór próbującym go uwieść kur… dziewczętom. Ostatnio wyrósł na herosa, co to się wrogom nie kłania. Pechowiec, który regularnie poznaje oczyszczającą moc ognia.

Zong nieobecny.

Sezon 2 Odcinek 17 Wyprawa do Domu Oldhama (c.d.)

Od dawna już Maszyn nie było na powierzchni, a Królewski Port się zmienił. Nadal straszył wypalonymi ruinami, stertami gruzów, szkieletami mieszkańców, jednak teraz bez przerwy rozbrzmiewał od głosami walki. Wszędzie na terenie miasta znajdowały się posterunki Podziemia, powstało kilka nowych Enklaw. Ludzie garnęli się pod sztandar Waluzji, by walczyć ze znienawidzonym najeźdźcą (pozawymiarowym oprawcą J). Niewielkie grupki bojowników szarpały linie zaopatrzeniowe Władców, napadały na konwoje, eliminowały oddziałki pająków, niszczył infrastrukturę. Wróg pozamykał się w kilku wielkich bazach, które odgrodził czujnikami, alarmami i zaporami energetycznymi. Postawił ruchome wieże z działami energetycznymi, zainstalował wyrzutnie eksplodujących pocisków, którymi zasypywał gruzy, w których kryli się żołnierze Podziemia. Zmodyfikował swoich żołnierzy. Latające mózgi stały się większe, masywniejsze, dodano im opancerzenie, by zminimalizować ogromne straty. Latające kufry i szalupy poruszały się w grupach liczących przynajmniej trzy maszyny, bowiem żołnierze nauczyli się wykorzystywać magię i zdobyczną broń do strącania latających pojazdów. Oraz częściej pojawiały się pękate, masywne latające barki Władców, które pod osłoną lekkich szalup i kufrów wysadzały pajęczy desant w miejscu, gdzie zauważono bojowników. A ludzie kryli się w brudnych, podziemnych schronach, ale wciąż żyli i walczyli.

Herosi, po wyjściu na powierzchnię, weszli niemal w sam środek ofensywy Władców. Oddziały Myśliwych (już w nowej, wyhodowanej wersji, jakiej prototyp BG znaleźli w bazie Władców na ziemiach Lanów) biegły pomiędzy ruinami, starając się zajść z flanki broniących się w jednym z kompleksów miejskich. W czarnych, modułowych pancerzach przypominali bardziej wielkie żuki niż ludzi. Wspomagały ich maszyny Władców. Zmodyfikowane wirniki doposażone w energetyczne muszkiety skakały ponad pozycjami ludzi, starając się wykryć przeciwnika. Jeden ze stworów oberwał zygzakowatą błyskawicą z kuszy energetycznej, zadymił w powietrzu i zwalił się martwy. Maszyny leżały w ukryciu, starając się przeczekać atak najeźdźców. Spomiędzy ruin dawnego portu wyjechała nagle monstrualna wieża na gąsienicach. Czarna, przydymiona stał pojazdu obwieszona była pękami cygar, energetycznych muszkietów i innych urządzeń niosących okrutną śmierć. Pojazd sunął powoli, miażdżąc pod gąsienicami zmurszałe kamienie, cegły, nadpalone kości poprzednich ofiar. Muszkiety grzały wiązkami promieni, kamienie z hukiem pękały lub topiły się, zmieniając w żużel. Jedno z ramion ruchomej wieży zapłonęło tuzinem płomieni i śmiercionośne cygara pomknęły w kierunku ludzkich pozycji. Huk eksplozji ogłuszył bohaterów.

Bohaterowie ranni, Edi nie bardzo chce oddać napój leczniczy:

Mira: Ulecz mnie, wtedy nie będę miała kar do testów i uleczę innych.

Edi (obłudnie): Ale ja nie umiem leczyć.

MG: Ech, zaczyna się.

Dalai: Edi, ty szmato!

Choć wydawało się, że atak wroga ominął ich pozycje, Edi zauważył w pewnym momencie błysk na odległej wieży dawnej żurawia portowego. Asasyn Władców, snajper z muszkietem, przepatrywał ich pozycje. Widać, też zauważył coś podejrzanego. Ediemu nie udało się odstrzelić wroga, który uciekł, a chwile potem na głowy Cavasa, Dalai i Mirabelli biegnących w kierunku żurawia, spadły bomby. Wyprawa rozpoczęła się pechowo, bowiem ¾ drużyny było poważnie rannych. Szczęśliwie napój leczniczy Ediego (oddany niechętnieJ) postawił na nogi Mirę, a ta swoją magią i kunsztem leczniczym jako tako połatała pozostałych.

Problemem było wydostanie się z miasta, bowiem Władcy otoczyli Królewski Port barierą energetyczną. Z pomocą przyszli bojownicy jednej z powierzchniowych Enklaw znajdujących się na terenie dawnej dzielnicy biedoty położonej przy północnych krańcach miasta. Herosi spędzili w schronie dobę, rozmawiając z jego mieszkańcami. Wedle słów miejscowych ważne było, by przeczekali atak Władców. Kiedy walki ucichły, a w mieście zrobiło się nieco spokojniej, bojownicy rozstawili na ruinach dawnej świątyni Solariona nietypową armatę i wystrzelili z niej wielki harpun. Pocisk przeleciał ponad barierą i wbił się po drugiej stronie w pionową ścianę skalną dawnych kamieniołomów. Herosi na bloczkach przejechali po linie, przedostając się na drugą stronę.

O Mirze:

Edi: Pierwsza osoba w Waluzji, która miała wypadek lotniczy.

Po dwu dobach marszu przez ciemną i jałową krainę dotarli do podnóża Gór Grozy. Na jednym z pagórków wznosił się dwukondygnacyjny, otoczony wysokim murem dom Oldhama. Wokół niego rosły drzewka pomarańczowe, co prawda bezlistne, ale wciąż obsypane owocami. Herosi ostrożnie podeszli pod, wydawałoby się, wymarłą posiadłość i przeszli przez mur. Nieopodal budynku odnaleźli stosy trupów, dawny personel i pensjonariusze zakładu. Ciała były wysuszone, ewidentnie wyssane przez pająki. To wzmogło czujność śmiałków. Dostali się budynku, przepalając kwasem kraty w oknie.

Dywagacje jak przejść przez kraty w oknie się przedłużają.

Edi (głośniej): Mam kwach! Ile razy muszę mówić?!

Mira: Nie obchodzi mnie, co ćpasz.

Dalai: Lepiej już klej wąchaj.

MG: Popatrz, nagle wszyscy po stażu w Monarze.

Edi (złośliwie): Oni tam się leczyli.

Eksploracja parteru nie przyniosła zbyt wielu informacji. Bohaterowie odkryli kolejne trupy, a także rośliny hodowane w patio. Wśród nich rozpoznali drapieżne harpunowce Władców. Znalezione zostały także traktaty naukowe Oldhama dotyczące anatomii i medycyny. Niektóre wskazywały, że część działań doktora było mocno nieetycznych, a wręcz okrutnych. Choć Maszyny nie spotkały bezpośredniego zagrożenia, to kilka wydarzeń zaburzyło ich spokój. W niektórych pokojach było słychać kroki, przesuwały się meble, w zwierciadłach ukazywały się odbicia szaleńców o rękach zbrukanych krwią. Wszystko wskazywało, że część z pensjonariuszy, głównie szaleni mordercy przetrzymywani w oddziale zamkniętym, stało się po śmierci upiorami.

Cavas odmawia współpracy. Wpierw nie chce się wspinać na ścianę, potem stwierdza, że nie pływa.

Mira: Nie latasz, nie wspinasz się, nie pływasz… Co ty w ogóle robisz?

Cavas: Palę się.

Wyższe piętro było w całości pokryte zaschniętą wydzieliną pająków. Wszystko niknęło pod czarną, pociętą zielonym żyłami twardą pokrywą. Poszczególne pomieszczenia okazały się gniazdami pająków, które znajdowały się w dziwnym letargu, niby-śnie. Część z bestii bohaterowie wycięli, pozostałe odcięli, zamykając metalowe wrota prowadzące do oddziału psychiatrycznego.

Edi sprawnie okrada zabezpiecza mienie w komnatach domu Oldhama.

MG: Jest grzebień i lusterko. Przyda się. Wiesz, dla babek w Królewskiej Przystani.

Edi: Ty to masz łeb.

Dalai (wrednie uśmiechnięta): Powiem twojej pani.

MG: Weź dwa grzebyki i dwa lusterka.

Edi: Raczej grabie i zwierciadło.

Pozostały piwnice, czyli oddział dla szczególnie niebezpiecznych szaleńców. Okazało się, że Oldham i pielęgniarze uciekli krótko po Inwazji, pozostawiając obłąkanych na łasce pająków. W każdej celi znajdowało się truchło pacjenta, zazwyczaj noszące na sobie ślady makabrycznych tortur (tak się Oldham zabawiał), większość z nich sczezła od pajęczych szponów lub została pożarta żywcem.

Wreszcie w jednej z cel doszło do konfrontacji z miejscowym Władcą oraz jednym z ochraniających go usychaczy. O walce w zasadzie nie ma co opowiadać. Nim wezwane telepatycznie pająki uporały się na piętrze z zamkniętymi, metalowym drzwiami, Maszyny skasowały i Władcę, i usychacza, a potem grupę pięciu pająków, które zdążyły dotrzeć na czas.

Cavas znalazł sakiewkę z 300 złotymi słońcami. Chwilę potem, jakimś cudem miał już ją Edi. Chwilę potem podobną znajduje Mira.

Dalai: Po co liczysz? Od razu daj Ediemu.

Edi (dumnie): Nie będę taki, dam jej trochę potrzymać.

Grupa ok. 20 pajęczych bestii przedarła się wreszcie przez drzwi, lecz nim dotarła do bohaterów, coś je wybiło. Kiedy herosi weszli na piętro, odkryli potwornie okaleczone truchła pająków.

Sprawa wyjaśniła się, kiedy drużyna opuściła posiadłość. Spomiędzy pomarańczowych drzew wychynęły orki, dziesiątki orków wspartych ogrami i dwom gigantami. Droga na zewnątrz była odcięta, a nie było szans na powrót do dworu, bowiem na odchodne herosi podpalili go. Okazało się jednak, że orki nie żywią złych zamiarów. Przynajmniej póki co. Ich wódz, który przedstawił się jako Grokk, syn uśmierconego przez jakiś herosów króla Norgruga Sprośnego (co wywołało dość paniczną reakcję u niektórych z BG), zaproponował im wspólną walkę przeciw Władcom. Orki i ludzie mieli razem walczyć przeciw potwornemu najeźdźcy, jak za dawnych czasów. Jedyne, czego musieli dokonać, to przejść Próby Czerwonej Kobiety (tak orki nazywały Tarianę).

Po dniu forsownego marszu wataha wraz z bohaterami dotarła do siedziby orczych klanów. Bohaterowie ujrzeli kilka tysięcy zielonych, ogry, wargów, giganty, zgromadzony w wielkiej Sali wydrążonej w jednej z gór. Tutaj miały odbyć się ich próby.

Próba wyjaśnienia, dlaczego bohaterom nie udało się drzwi otworzyć.

MG (do Miry): Wiesz, ty pchałaś, a Edi ciągnął…

Mira: Chyba odwrotnie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s