Conan BRP odc. 4 – Dzieci Nocy i bandyci

Valeria (Madzia) – aquilońska złodziejka.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem)

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą.

I złowróżbna reszta:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny.

Zhuge Lin nieobecny.

Po czterech sesjach

Nastał wieczór. Bohaterowie, tak jak uprzednio zaplanowali, udali się pod faktorię Arcusa, by sprawdzić, czy kupiec nie pozostawił czegoś ważnego (tudzież cennego). Valeria otworzyła wielką kłódkę spinającą łańcuch na bramie w palisadzie, a następnie (nie bez kłopotów) włamała się do samej faktorii. W tym samym czasie Thor, strzegąc bramy, usłyszał, iż do faktorii podkrada się kilka postaci, najprawdopodobniej skorumpowanych żołnierzy na usługach Vorenusa. Siepacze setnika okazali się być weteranami, nie dali się wprowadzić w pułapkę. Ostatecznie wybuchła zażarta walka. W bramie stanął Thor i Korgoth. Co ciekawe obaj wojownicy mieli nie lada problemy z aquilońskimi żołdakami. Thorr został poważnie ranny w rękę, co uniemożliwiło mu na jakiś czas korzystanie z tarczy. Najlepiej poradził sobie Guri i Ronja, którzy wspólnie ubili trzech intruzów, a czwartego poważnie ranili. W innym rejonie faktorii Gerardo jednym ciosem odrąbał nogę przeciwnikowi. Ostatecznie dwu lub trzech żołnierzy uciekło, toteż BG błyskawicznie przeszukali faktorię. Obłowili się winem poitańskim oraz kilkunastoma skórami, które zabrali głównie Gerardo (a raczej jego Umba) oraz Korgoth. Cymmeryjczyk znalazł być może najcenniejszą rzecz. W pustej beczce po winie Arcus ukrył papiery, na których (wedle tego, co odczytała Valeria) zapisał swoich współpracowników, informatorów oraz innych wolnych kupców. Nie lada gratka dla Arcusa … lub Kompanii Westermarckijskiej.

O świcie awanturnicy opuścili Velirtium północną bramą. Sprawdzili niezmapowany dotychczas rejon, powrócili na trakt prowadzący do Bahors. Tam też przenocowali. Po drodze do Guriego przyłączył się zdziczały pies, wielki brytan o zmierzwionej sierści i potężnym łbie.

Malowniczy opis końca dnia.

MG: Zapada zmierzch. Strudzeni wybieracie miejsce na postój. Jeden idzie na wartę reszta wali się wokół ogniska.

Ekipa: [pełne durnej radości uśmiechy]

MG: Kładziecie się wokół ogniska!

Korgoth: Nazwijmy się swingersi.

Następnego dnia dotarli do Potoku Tulliena, gdzie na brzegu znaleźli trupa muła, w którego boku tkwiły dwie strzały o grotach z obsydianu. Muł miał przytroczone worki z żywnością, które zwiększyły zapasy bohaterów. Nigdzie natomiast nie było ciała kupca, do którego należało zwierzę. W potoku pies Guriego wywęszył trupa Pikta w czerwonym płaszczu, co pozwalało przypuszczać, iż nie był to zwykły wojownik. Po drugiej stronie potoku odkryto tropy prowadzące wzdłuż potoku na południowy wschód. Po niespełna 10 kilometrach ekipa dotarła do lasu, gdzie zgubiła trop. Guri odłączył się, by odnaleźć ślady, a pozostali ruszyli w głąb lasu.

MG: Docieracie do Potoku Tulliena. Na brzegu leży muł, w mule worki z towarem. Tkwią w nim dwie strzały.

Ekipa: W mule rzecznym?!?!

MG: Kurwa. Muł, takie zwierzę!

Ronja: Powiedziałeś „w mule” nie „na mule”.

MG: I ten muł…

Gerardo, Valeria: Rzeczny?

Korgoth: Może po prostu nazwij go osłem, co?

Na jednym z drzew, w prymitywnej klatce ekipa znalazła wygłodniałego więźnia, osadnika  z pobliskiej wioski, który opowiedział, iż został porwany a następnie uwięziony przez upiory z pobliskich Moczarów Duchów. BG uwolnili osadnika, a potem ruszyli w kierunku bagien. W pewnym momencie usłyszeli przenikliwy, okrutny i przepełniony nienawiścią śmiech. Rozpoznali głos uwolnionego osadnika.

W tym samym czasie Guri wraz z psem wdepnął w nie lada bagno (nomen omen). Pośród leśnej gęstwiny został zaatakowany przez dziesiątki małych, humanoidalnych gadów uzbrojonych w obsydianową broń. Choć dwu ubił, sam został ranny przez rzucony oszczep. Z trudem odpierał kolejne ciosy, wspierany przez brytana. Wreszcie rzucił się do ucieczki. Ścigany przez oszczepy i dziryty być może poległby, gdyby nie pies, który raz po raz osłaniał plecy Hyrkańczyka. Ten zresztą odwdzięczał mu się tym samym.

W tym czasie pozostali zdecydowali się ruszyć w kierunku uwolnionego osadnika, przeczuwając, iż uwolnili coś, co powinno pozostać w klatce. Wkrótce usłyszeli niosące się przez las okrzyki w dziwacznym, skrzekliwym i bluźnierczym języku. Domyślając się losu Guriego, rzucili się mu na pomoc. Tylko po to, by wypaść na niemal dwudziestu gadoludów, czy, jak ich nazwał Umba, Dzieci Nocy. Na każdego z bohaterów przypadła czwórka małych, lecz zażartych przeciwników. Gady doskakiwały, szarpały szponami, uderzały prymitywnymi toporami, maczugami czy dzidami. Niemal każdy broczył z mniejszych lub większych ran. Ostatecznie każdy ze stworów legł martwy na leśnym poszyciu, choć niektóre z nich trzeba było wręcz porąbać na kawałki.

MG: Z lasu wypada Guri, pędzi przez zarośla, potykając się, czasem przewracając. Goni go kilkanaście gadzich stworów w szarych opończach z kapturkami.

Korgoth: Kurwa, ewoki go gonią!

Po walce Guri dołączył do kompanów. Cała ekipa zdecydowała się póki co nie wchodzić na Moczary Duchów. Chcieli wpierw znaleźć jakąś wioskę i wyleczyć rany. Ruszyli na południe i wyszli na twardy, szeroki, kryty kamieniami trakt. Pod koniec dnia dotarli do obozowiska najemników z Wolnej Kompanii Teraula – weteranów wojny domowej, którzy szukali roboty na pograniczu. Teraul okazał się przyjaznym gospodarzem. Nie tylko przekazał wieści z Tarantii o zamachu na króla, ale także pozwolił BG przenocować u siebie. Dzięki temu część z bohaterów podleczyła się. Guri wreszcie (po ponad 10 dniach od starcia z lwem) miał obie ręce sprawne.

Następnego dnia BG podążyli dalej szlakiem na południe. Po 10 km weszli dotarli do rozstajów. Tam też opuścili wygodny, brukowany trakt i podążyli (wciąż na południe) zwykłą, ubitą drogą. Krótko potem usłyszeli z przodu odgłosy walki. Dziesiątka kupieckich wozów z trudem odpierała kilkunastu bandytów, zwykłych obszarpańców uzbrojonych w topory, maczugi, ale i miecze rycerskie oraz kusze (!) Herosi ruszyli na odsiecz napadniętym. Guri strącił z 200 metrów (strzał prosto w głowę!) jednego z kuszników, ale sam oberwał bełtem. Nie dość że krytycznie, to w tę samą rękę, którą dopiero co wyleczył. Efekt? Kolejne dwa tygodnie z niesprawną ręką.

Banici nie okazali się zbyt trudnym przeciwnikiem dla BG, choć nie obyło się bez ran, to przecież każdy z bandytów zginął. Właściciel karawany, kupiec aquiloński Grakchus nie tylko wylewnie podziękował bohaterom, ale także zaproponował pracę przy ochronie karawany i to za niezłą sumę w złotych lunach. Nic dziwnego, skoro stracił wszystkich ochroniarzy i część woźniców. BG mieli bezpiecznie przeprowadzić karawanę Grakcha przez Deloyę, Theniteę, by ostatecznie dotrzeć do Coyagi – stolicy Schohiry (kolejnej prowincji Westermarcku).

Po uratowaniu karawany.

Korgoth: A zbroje z ochroniarzy? Pewnie pasują na mnie? [Korgoth: SIZE 20, 210 cm wzrostu]

MG: Ty potrzebujesz zbroi z Wałujewa.

Jeszcze tego samego dnia, bez przygód, bohaterowie dotarli do Deloyi ufortyfikowanej wioski nad Potokiem Noża, opartej z jednej strony o kamienne urwisko.

UWAGI:

1. W zasadzie to ja czekam na uwagi. Są jakieś pytanie, wątpliwości, głosy krytyczne (tudzież pełne uwielbienia?) Cztery sesje na pograniczu za nami, już jakieś wrażenia każdy z Was ma.

2. Zauważcie, że walka tutaj daje spore możliwości. Silni wojownicy potrafią sobie poradzić i z czterema przeciwnikami na raz, ale rany nie goją się zbyt szybko. Może warto na przyszłość przemyśleć taktykę walki, by nie ponosić niepotrzebnych strat?

3. Guri po raz pierwszy łachotał kostuchę. Oby jej nie wkurwił za szybko. 🙂

Reklamy

Komentarzy 48

  1. …Korgoth został poważnie ranny w rękę, co uniemożliwiło mu na jakiś czas korzystanie z tarczy…. 🙂 Ja się zgadzam! Dwuręczny miecz w jednej łapce i pawęż w drugiej… sweet!!!!

  2. Szlag. Poprawione. Oczywiście Thorr;

  3. Na razie to się odbijamy: od lasu, od bagna… jak ping pongi. 🙂
    I dzięki temu, zamiast choć jedną rzecz do końca zrobić, to zaliczamy heksy na mapie. Ale ja nigdy nie lubiłam etapu grindowania w grach. 🙂
    Ale tak poza tym – pozytywnie, drużynka powoli się zgrywa, klimat jest….
    Tylko siostry brak 😦 I jakiś motyw przewodni by się przydał, jak np. Czarni z Sylvanii. Rozglądajmy się, może gdzieś leży… 🙂

  4. Etap przewodni? Ja nie stworzyłem odgórnie. Wy musicie wziąc sobie coś na barki:).

  5. Etap przewodni chyba sam się robi…. konflikt miedzy wolnymi kupcami a zrzeszonymi, przynajmniej mam odczucie, ze tu wepchaliśmy swoje łapy. Ale ja tam nie wiem, język mam na kilka % i niewiele rozumiem…. 😛

  6. Racja, póki co to najbardziej widoczny, ale cholera wie, co się wyklaruje wkrótce. Racja też, że się odbijacie od puszczy czy bagien. Walki wygrywacie, ale sami widzicie, że rany są tutaj uciążliwe. Sam nie wiem, albo faktycznie jak najszybciej zainwestować w dobre zbroje, ale na to trzeba kasy. Poza tym można skuteczniej walczyć, bardziej taktycznie, by nie ponosić strat. Choć niektóre wynikają zdecydowanie z rzutu kostkami i są niemal nie do uniknięcia (ostatni strzał kusznika w Guriego chociażby).

  7. Ja tylko dodam od siebie, że mamy za dużo wojowników i zgodnie z przewidywaniami wybieramy głównie rozwiązania siłowe.
    Co do braków to mnie również brakuje jakiegoś motywu przewodniego który scalałby grupę bo na dłuższą metę ciężko uwierzyć, że para spotkana w lesie jest na tyle godna zaufania żeby spokojnie przy niej pójść spać. Wiem, że rotacja postaci jest nieunikniona i nie ma co robić problemów z przyłączaniem nowych ale mimo wszystko łatwiej by mi było uwierzyć, że powinniśmy się sprzymierzyć z postacią ściganą przez sługusów Mrocznego Złego niż z przypadkowym podróżnikiem w lesie.

  8. @ włączanie nowych

    Jaro, to akurat wydaje mi się trudne do uniknięcia i tutaj pozostaniemy na pewnym poziomie abstrakcji, w innym razie pół sesji lub całą zleci na włączaniu nowych, a na tym nam nie zależy. Można zmniejszyć ten „recruitment shock” poprzez wymyślanie konkretnych pomysłów do postaci. Czego szuka, do czego dąży etc., o czym zresztą wspomniałeś. Wtedy mogą się pojawić wątki przewodnie.

    Tak na marginesie – Ata, Grześ, wciąż czekam na obiecane opisy postaci.

    @ motyw przewodni
    To znajdźcie go. Konkretną rolę. Chcecie być eksploratorami – eksplorujcie (Puszcza, Moczary Duchów). Owszem, łatwo zginąć, ale to ryzyko wpisane w grę. Chcecie stanąć po stronie Wolnych Kupców – to ich wspierajcie. Chcecie sobie wyrobić markę na rynku ochrony karawan – ochraniajcie karawany. Ale to musi być konkretna rola.

    Na razie trudno ocenić do czego dążycie i jaki cel macie. Na pewno ja tego Wam nie podrzucę, ja tylko (albo aż) przedstawiam świat, Wy macie z niego korzystać.

    Zresztą motywy przewodnie będą się zmieniać, nie ma w tym modelu gry szans na rozgrywkę jednotorową, w której cały świat się podporządkowuje intrydze. Większość wydarzeń i tak nie będzie miało z nią niczego wspólnego. Mało tego, w wielu nawet nie dojdziecie do rozwiązania. Pewien poziom chaosu jest nieunikniony (jak w otaczającym nas świecie).

    @ ekipa
    Eeee, dla mnie to nie problem. Im więcej wojowników, tym bardziej się zmienia styl gry. Wiadomo, że z kilkoma karkami nie władujecie się w intrygi śledcze w wielkim mieście, prawda? Inna sprawa, jeśli Wam to przeszkadza, ale wtedy pytanie, po co braliście takie postacie a nie inne? Przykładowo, mówisz, że wybieracie głównie rozwiązania siłowe, ale przecież swoją postacią sam do takiego przesz, bo taką masz postać. Wniosek, albo zmienić styl gry postacią, albo postać. To pierwsze wnosi mniej zmian, a i wydaje się elegantsze. Zresztą może się okazać, że już wkrótce właśnie wojownicy będą unikać rozwiązań siłowych (tak jak swego czasu solosi w naszej kampanii CP2020), bo widać, że walka to rany, a rany dłuuuuugo się leczą. To nie warhammer.

  9. W sumie ja tam motyw przewodni osobisty mam… chęć zemsty 🙂 Na Piktach za ubicie siostry i na Vorenusie za urwanie ucha siostry. Aita może i krótko pograła, ale niezły legat mi zostawiła. Brak tylko jakiegoś wspólnego celu, ale fakt, konflikt między kupcami może być „rozwojowy”. Myślę, że po prostu musimy usiąść wokół ogniska i to przemyśleć… flaszkę mam, można porozmawiać o wspólnej przyszłości. 😀

    Problem trochę mam z postacią – była podpasowana pod granie w duecie, teraz tak trochę… nie przystosowana jest, także proszę o niekrzyczenie, jak za bardzo do walki nie będę się pchała.. 🙂 Koncepcja się sypnięła… 😦

  10. Madzia, a nie możesz sobie przypodobać prostytutki? tak jakoś sobie ją wychować, przygarnąć, zaadoptować, jakieś więzy krwi? z braku laku i dziwka dobra. bez urazy Beatko! wystarczy się dobrze zgrać i porozumieć.

    Jeśli chodzi o wątek przewodni, to myślę, że już się powoli klaruje to co będziemy robić. zadarliśmy z wojskiem Vorenusa opowiadając się chcąc lub nie chcąc po stronie Arcusa. naszymi poczynaniami, tak mi się wydaje, powinna kierować chęć odnalezienia tego mościa i opowiedzenie się za wolnym handlem.

    a z zupełnie innej beczki. od 14 sierpnia przez tydzień mnie nie ma w Polsce, a z moich wyliczeń wychodzi, że to będzie sesja w EN. mam nadzieję, że nie będzie to jeszcze ostateczna walka z pająkami. stąd moja prośba Tomaszu. proszę o ewentualne przesunięcie tej ostatecznej rozgrywki o jeszcze jedną sesję. z góry bardzo dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

    • Jasne, że bez 🙂 Damian 🙂 . Ogólnie powiem tak, przywykłam do mniej bolesnego odczuwania ran i brak mi możliwości, że tak powiem oszukania śmierci (PP, fuksy) zrobiło się w tej kwestii ciut…hmmm ciężko i topornie a za mało heroicznie> Z drugiej strony bardziej realnie, nie wiem jeszcze czy mi to przeszkadza i jak bardzo :). Moja postać macha toporem bo kurde, co ma stac z boku jak mego wybawcę leją ?? Z drugiej strony w moim wypadku to znowu droga do szybkiego zgonu.

  11. Myślisz, że mogę wynająć za kilka lun dziennie? 😉 Nie wiem czy mnie stać, z resztą to nie to samo. 🙂

    Co do długości leczenia się ran – to wg mnie największa wada systemu. Wiem, w ZC też tak było, ale jednak rozgrywka nie była aż tak nastawiona na walkę, za bardzo to nie przeszkadzało. Tutaj ewidentnie głównie walczymy, i gdy przypadkowy cios (wina kostek) wyłącza nam na dwa tygodnie łucznika tak, że ani sobie nie pogra, ani się nie przyda, ani nie rozwinie umiejętności, to jest to nieco upierdliwe. Może w takich sytuacjach zamiast całkowicie pozbawiać go możliwości strzelania dać mu jakieś minusy do umiejętności?

  12. Przychylam się do prośby Damiana, po całej kampanii, w której niewątpliwie się wykazał, szkoda pozbawiać go przyjemności finalnego skopania pajęczych odwłoków 🙂 Może w tym czasie jakaś jednosesjówka…?

  13. @ Magda
    Z mojego punktu widzenia to nie wada, lecz zaleta. Wymusza myślenie. Nieprzemyślane akcje kończą się nieprzyjemnie. Za pierwszy razem Guri odłączył się od ekipy, tropiąc coś… Wytropił lwa. Nim nadbiegliście na pomoc, został ranny. Za drugim razem wdał się w pojedynek strzelecki, można było to nieco inaczej rozegrać. Pech w kościach (a raczej moje szczęście) tylko pogłębił problemy.

    Wydaje mi się, że w tym świecie walka powinna nieść zagrożenie życia, a rany pokazują, ze nie jesteście niepokonani. Z tą przydatnością Damiana to też bez przesady, że jest tylko łucznikiem. Z ranną ręką tropi, leczy, dyskutuje, włamuje się, odłącza od ekipy i ucieka przed watahą gadzich kurdupli.

    Mam wrażenie, że wciąż gramy na nawykach z WFRP, a ostatnio EN. Rany leczy się szybko, bo magią (naturalnie rzadko kiedy, prawda?) Tutaj magia jest potężna, ale raczej sporadyczna. Pozostaje zdrowienie naturalne. Dla pocieszenia powiem, że nie goni Was czas. Możecie w siedzibach cywilizacji leczyć się do woli, nie minie Was przygoda, bo te niejako swoim działaniem sami generujecie. Pełna dowolność. Jeśli faktycznie będziecie mieli taką potrzebę, to zmienię zasady dotyczącą naturalnego powrotu do zdrowia, ale IMO to zabierze nieco uroku z gry.

    Minusy do umiejętności. W pewnych sytuacjach zgoda (jak z leczeniem), ale kiedy ma się bezwładną łapkę, to nie sposób napiąć łuku. Może strzelić z kuszy (od biedy), może rzucić czymś, ale do łuku to musi mieć dwie grabie. Toteż zostaw to uznaniowo na sesji, pewne rzeczy da się zrobić, innych nie. Ja jeszcze dokładnie przestudiuję to w podręczniku. Wiesz, jak jest ze mną, mogłem czegoś nie doczytać, zapomnieć etc.:)

    @ Damian
    O tydzień sesji nie przesunę, bo wtedy się rypnie skomplikowana konfiguracja:), ale tak jak Madzia mówi, mogę coś jednosesjowego poprowadzić. A może Madzia.

    A MOŻE JARO?

    (Tak, wiem, Jaro. A może jednak nie:))

  14. No może i racja z tym leczeniem. Trochę za wygodni się zrobiliśmy… aczkolwiek za zaletę tego nie uważam. Wymusza myślenie, oczywiście, ale i tak rana jest wynikiem rzutu kostką, jak się ma pecha, to i byle wieśniak może wyłączyć z walki, i taktyka tu nie pomoże.
    I zgadzam się, że gdy zadokujemy na dłuższy czas w mieście, można się wyleczyć, tu i tak szybkość leczenia nie ma raczej znaczenia, ale w sytuacji daleko od domu może być ciężko przeżyć, bo się ma po prostu pecha. (nie mówię tu o atakowaniu lwa i innym gilganiu kostuchy, bo to wiadomo…).
    O leczeniu magicznym nawet nie pomyślałam. 🙂
    Może chociaż lekko przyśpieszyć leczenie naturalne?

  15. Jak mówiłem, mogę przyspieszyć, ale proszę, by dać tej zasadzie jeszcze szansę. Może 2-3 sesje, okay? Jeśli nadal będzie to Wam zgrzytać, to przyspieszę, choć nie chciałbym, by to było tak, ze mija tydzień i ciężko ranny staje na nogi.

    Co do zadawania ran. No wiesz, zwykły lamer mało Wam robi (taki Pikt z maczugą to ledwie 1k6 ran), ale jak się staje przeciw lwu, krokodylowi czy facetowi z kuszą to już boli. To mi się podoba. Wiesz, tu są bonusy do obrażeń wielkie. Starcie z potworem a la smok będzie dużo większym wyzwaniem niż chociażby w SWEPL.

  16. Lew mnie nie zabił przypominam no..

  17. Nie mówię o Tobie, ale Damianie. Ciebie zabiły trzy czynniki. Lew Cię nie zabił, ale bez lwa byś przeżyła.

    Aha, jeszcze jedno. Nie chcę też, by nagle się okazało, że wyprawa za Rzekę Gromu to lekka wycieczka. Na razie mi się podobało, czuliście chyba niebezpieczeństwo.

  18. (Cholera, wyłączę chyba dwupoziomowe zagnieżdżanie komentarzy:))

    No to był ewidentnie pech:D. Wszyscy ich dostali. W WFRP też często było niefajnie, gdy nadlatywały strzały. Ogólnie to wtedy też w pułapkę wpadliście (komuś z Was nie wyszedł test Spot).

  19. Zdecydowanie tak, kurcze jest jak napisałam wyżej dużo bardziej realnie. Może potrzebujemy ciut więcej czasu, żeby do tego przywyknąć. Dostosować styl grania do warunków :). Ogólnie bawię się fajnie( ale z wami trudno żeby było inaczej ) i chyba mimo wszystko poczekałabym ze zmienianiem czegokolwiek jeszcze chwilę :).

  20. No czuliśmy, czuliśmy, zasadniczo mi cały czas coś dyszy chlodem w kark :).
    Ja nie twierdzę, ze obrażenia mają być mniejsze…. ma boleć i to wprost proporcjonalnie do wielkości kłów zwierza czy majchera napastnika. Tutaj zgadzam się w zupełności, trzeba czuć, ze można zginąć, emocje większe i się nie świruje tak i nie rumakuje. Chodzi mi tylko o to, żeby nie za często dochodziło do sytuacji (u mnie to będzie dość częsta sytuacja, bom słaba), że po jednej walce w następnych już szybko się nie udzielę, bo czekam do wyleczenia tych kilku uderzeń mieczem). I żeby po ciężkiej walce, w której nieźle się wykrwawiliśmy, kilka dni potem nie zginąć od wideł jakiegoś chłopka, bo mi tylko 3 punkty wróciły, a on mi 4 zadał… No mnie by to z deka zasmuciło 🙂

  21. CO walki jest dobra, wydajemi się że zbalasowana a tagrze szybka i prosta .u twarzami że dokonałem dobrego.wyboru.
    Z gadam się z.jarem że jest dużo zawodowców do walki ale się nie dziwię bo to jest conan i każdy chce być jak on. A drugą życzą będzie rany i kontuzje Wiec nie dziwię.się tym. Wiec wasze lamety są bez podstawie do to walka jak idziesz walczyć to Wiec że możesz zginąć.
    Co do celów moje wędrówki do zapomnych krajin przez bogów jest mi wiadomy i konkretny.
    Ps. Ją coś mogę prowadzić tylko powiedziecie jaki aten wam pasuje.

    • Zasadniczo to poczekamy aż oberwiesz czymś ostrym bo w końcu oberwiesz 😀 a swoją droga nikt nie lamentuje, tak mi się wydaje przynajmniej.

  22. z przykrościa stwierdzam, że to co piszesz o mnie Tomaszu to prawda. no ale taki jestem. z drugiej strony wydaje mi się, że nie wszędzie musismy chodzić razem. ostatnim razem fakt za daleko się zapędziłem, ale z tym lwem to raptem 200 metrów w otwartym terenie, więc to chyba nie aż tak daleko. po prostu pech mój.
    co się tyczy leczenia i ran, to z pewnością się za kilka sesji przyzwyczaimy. na razie, tak jak stwierdziłeś Tomaszu gramy na nawykach warhammerowych. jeśli jednak mielibyśmy zmienić coś w tej kwestii, to tak myślę, że jakiś współczynnik zmienić, np k4 zamiast k3, albo k3+1.
    co do przeniesienia sesji, to chodziło mi o dodatkową przygodę dla graczy, abym i ja później mógł dokopać pajęczakom, w razie jakby walka końcowa przypadała właśnie podczas mojej nieobecności.

    a tak jeszcze informacyjnie zapytam. odporność na ręce mam 7. za pierwszym razem dostałem 11. przez pewien okres czasu wróciło mi 5 i znów mogłem korzystać w pełni z ręki, do czasu gdy znów dostałem kilka obrażeń. tyle, że nie pamiętam czy dostałem 10 czy do 10 czyli 4. moje pytanie: jeśli chcę znów władać ręką muszę odzyskać ilość punktów poniżej tego progu. następną ranę dadaję do pozostałych obrażeń z poprzedniej rany, czy liczę od nowa? bo jeśli tak jak w drugim przypadku i jeśli dostałem do 10, to chyba nie straciłem władzy w ręce. no chyba że dostałem 10 obrażeń. czy kusza może tyle obrażeń zadać? byłem tym postrzałem tak zeźlony, że nie pamiętam. czy rozumiesz mnie Tomaszu o co mi chodzi?

  23. @ Damian
    Racja, zwracam honor. Z lwem przesadziłem, w sumie nie masz chodzić z innymi za rączką. W okolicy Moczarów Duchów inna sprawa. Ale nie zrozummy się źle, ja nie narzekam. Dzięki temu miałeś własną scenę i przygodę, a trzymanie się za wszelką cenę z dala od kłopotów to świetny przepis na przeżycie… i nudną grę. Jasne.Ja tylko tłumaczyłem, że to nie same zasady są przeciw Wam, ale jakby one wykorzystują Wasze działania. Nie tyle błędy (zwracam raz jeszcze honor), co działania.

    Zwiększenie kości leczenia do k4 lub k3+1? Mogę się zgodzić, zwłaszcza na k4. Wtedy k4 wyznaczałoby zwrot HP za udany test First Aid, użycie czaru oraz naturalny proces leczenia. Do dogadania na sesji.

    Co do EN. Nie bardzo już chcę robić dodatkową przygodę do settingu. Wolę spróbować coś innego, jednosesjowego.

    Co do postrzału rozumiem. Liczysz jako nową ranę. Tamta już jakby zaleczona była (wedle zasad nie sumujemy żywotności na danej strefie, bo za dużo pierdolenia by było z mechaniką, ale patrzymy czy JEDNORAZOWO, czyli W JEDNYM CIOSIE, rany przekroczyły próg odporności na ręce. Kusza zadaje 2k4+4, czyli max (bez krytyka) 12 ran. Jeśli nie masz na łapce pancerza, to tak, mogło przekroczyć na nowo próg odporności Twojej postaci. Natomiast nie pamiętam rzutu kostkami, wydaje mi się, że wyszło 10 ran, ale pewien nie jestem.

  24. Co do zmian…. to jeśli już coś zmieniać to dlaczego nie uwzględnić cech fizycznych postaci, przecież leczenie to składowa umiejętności medyka i odporności organizmu… czyli nie każdy powinien odzyskiwać żywotność w tym samym tempie, jeśli nie ma opieki. Jeśli już coś zmieniać to biorąc moją uwagę pod uwagę (ups) 🙂 …. Tylko po co komplikować, trzymajmy się zasad systemu, coś wybraliście, coś nowego więc to normalne, ze nie wszystko pasuje.
    Co do ilości wojowników… nie dziwi mnie ich ilość jestem pewny, że gdyby nie fakt, że jest już ich tylu większość grających nie-wojownikami stworzyłaby siepaczy, w końcu to Conan… Z drugiej strony, biorąc pod uwagę mechanikę to i tak najszybciej rozwija się umiejętności dotyczące walki, byłem na 2 sesjach i 90% (w przybliżeniu) testów dotyczyła walki, więc tak czy inaczej siepacze zrodzą się sami nawet z dziwek i złodziei.

    • Oj tam niekoniecznie, walczę bo jest po temu okazja, niekoniecznie zamierzam z tego uczynić sposób na życie swojej postaci. Znajdę sobie inną niszę ale trudno o to w lesie, na szlaku tudzież w innej zapomnianej przez Bogów lokacji :).Jeśli wyjdzie z nas banda pomylonych siepaczy, tez jakoś przeżyje ale, tutaj i tak mechanika zmieni nam styl walki. Będzie się opłacało kombinować i planować a nie lecieć na żywioł z imieniem dowolnie wybranego boga na ustach.

  25. Zgoda Grzegorz, ale to pod warunkiem takiego a nie innego modelu gry. Powiedzmy, że załatwiacie wydarzenia z ostatniej sesji inaczej:

    1A. Ktoś się skrada pod faktorię Arcusa? – ucieknijmy przez palisadę (Stealth) albo ukryjmy się w cieniu (Hide). Potem obserwujmy ich (Spot) i nasłuchujmy (Listen), a na koniec, jak coś znajdą, śledźmy (Track).

    1B. Ktoś się skrada pod faktorię Arcusa? – poczekajmy na nich i wycelujmy w nich broń. Zagroźmy im (Persuade), a następnie zacznijmy negocjacje (Persuade ponownie). Pokażmy się, że coś znaczymy (Status), ewentualnie wciśnijmy im jakiś kit (Fast Talk). Może uda nam się ich przekonać lub przekupić? Można potem przebrać się za żołnierzy (Disguise) i wejść do fortu.

    Model gry decyduje tutaj o podnoszeniu odpowiednich umiejętności.

    Analizując ostatnią sesję:

    1. Faktoria Arcusa – walka zainicjowana przez Was (szarża Korgotha).
    2. Małe gady na pograniczu Moczarów Duchów – walka, też Wy uderzyliście na kurdupli, kiedy Wam zastąpili drogę.
    3. Banici – szarża w kierunku wozów.

    Nie mówię, że wojacy, gady czy bandyci nie mieli morderczych zamiarów wobec Was, ale w zasadzie za każdym razem to Wy inicjowaliście walkę. Siłą rzeczy, wybierając takie a nie inne rozwiązania skaczą skille bojowe, Dodge czy Athletics.

    Ja cały czas próbuję Wam powiedzieć, że tu niemal wszystko zależy od Was. Jasne, nierzadko wpadniecie w zasadzkę lub będziecie zmuszeni odeprzeć atak, w końcu czasem powalczyć trzeba.

    Przypomnę raz jeszcze CP2020. Nikt nie powie, że to system, w którym walka jest nieważna (no proszę ja Was, osobny dodatek z samymi giwerami!), a przecież po zmianie kluczowych zasad (Wartość Balistyczna pancerza) to właśnie fajterzy (solosi) unikali niepotrzebnej walki. To postacie Jara i Mara kombinowały, jak się da, by niepotrzebnie nie strzelać, a jak dochodziło do walki, bo np. jakiś netrunner był wyrywny (he he!), to potem opierdalali go równo.

  26. „Zasadniczo to poczekamy aż oberwiesz czymś ostrym bo w końcu oberwiesz ”

    A fe, argument erystyczny.

    @ Pablo

    Co do prowadzenia, ja odpadam. Nie bardzo pasują mi systemy, które chciałbyś prowadzić i raczej też nie odnalazłbym się w Twojej grze i stylu prowadzenia.

    • Ej bo się łatwo wypowiada o czymś co go nie dotyczy. On nawet żadną bronią nie włada no :).

  27. ps jak nie powiedziałem ze będę prowadził swoje systemy tylko powiedziałam ze jaki wam sie pobada

    • Ale ja napisałem wyraźnie, ani systemy, ani styl prowadzenia, więc nie zagram u Ciebie.

  28. Ja co prawda nie miałam okazji u Ciebie grac jednak mam obawy, że też nie znalazłabym się w twoim świecie.

  29. czy jak powiedziałam ze będę prowadził l5r lub 40w . nic takiego nie powiedziałam

  30. Dopisuje się do Foxa. Odpowiedzi dlaczego mogę ci udzielić poza forum jeśli chcesz.

  31. Nie prowadzę po rozmów i po wypowiedzi

  32. Forum w sensie ogółu ludzkości która do blogu ma dostęp. Nie w sensie..no kurna chata no ..tłumaczyć się nie będę no 🙂 wszak wiem, że ty wiesz, że ja wiem o co ci chodziło nie a na dodatek ja wiem, że ty wiesz, że ja też wiem nie ??

  33. To jest chwyt poniżej pasa…a może piwo ci kupie co?? Abo nawet 2 ??

  34. ją.na tym ……..

  35. Jestem za rozwiązaniem co do leczenia, które zaproponował nasz Jaśnie Nam Panujący MG :).
    Przecież jak w mechanice coś nie pasuje, a to przeważnie wychodzi w trakcie grania, to można zmienić. 🙂 No, chyba, że zmienimy system 🙂

    BTW, ja też podziękuję za możliwość gry u Pabla. Styl prowadzenia nie dla mnie….

  36. Systemu to już nie zmienimy. Za dużo roboty.

  37. Z tym zmienianiem systemu (mechanikę znaczy się), to nie tą konkretną miałam na myśli, proszę mi nie amputować, że chciałam taką, a teraz chcę inną. Bo chcę tak, jak jest. Tylko mi chodziło o to, że jak coś w mechanice nie pasuje, to się zmienia albo to, albo mechanikę.

  38. Proszę mi nie amputować, że coś amputuję :). Ja wolę to podkreślić, że pisanie zasad do settingu zajęło mi sporo, toteż zmiana mechy odpada. W końcu napisałaś o zmianie systemu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s