Conan Barbarzyńca Remade

Seans za mną, czas spisać wrażenia. Zastrzegam, że fabuły nie opisuję, lecz mimowolne spoilery się pojawiają!

Przyznaję, iż byłem mocno sceptyczny, gdy dowiedziałem się, że szykowana jest nowa ekranizacja prozy Howarda. Sceptycyzm wzrósł, gdy ujrzałem odtwórcę roli Cymmeryjczyka. Hawajczyk jako barbarzyńca z północy? Wygolony mydłek, który dotychczas pamiętany był głównie ze Stargate? Szczęśliwie moja najpoważniejsza obawa zniknęła bez ślady. Conan naprawdę jest Conanem, gibkim, zwinnym góralem, któremu zarazem nie brakuje sprytu. Z pewnością nie mamy ze stereotypem idioty, jaki ze względu na rozmaitych domorosłych krytyków twórczości Howarda (którzy często tejże nawet nie czytali), który zaistniał, kiedy niektórym zaczęło się wydawać, że barbarzyńca oznacza krańcową głupotę (Jarl być może powiedziałby, że to pozostałość marksistowskiego myślenia o historii:)). Nowy Conan postępuje zgodnie z filozofią ludu Północy: bogom się nie kłania, nie prosi ich o nic (choć może zabrakło zwyczajowego zaklinania się na Croma czy Mitrę:)) i zmierza prosto do celu. Prawdopodobnie słowa skierowane do Tamary zaistnieją jako kolejny cytat, który na potęgę będzie kopiowany i przerabiany na Youtube: I live, I love, I slay. I’m content. Swoiste echo onelinera o zmiażdżeniu wrogów i lamencie ich kobiet.

Hyboria czy nie Hyboria?

No właśnie. Najczęstszy zarzut, z jakim się spotkałem, czytając recenzje „Conana” czy wypowiedzi komentujących na blogach i FB, dotyczył klimatu. „Film nie ma klimatu Hyborii Howarda”. Problem z tzw. klimatem czy nastrojem jest niestety nie do ominięcia: subiektywne wrażenie. Co decyduje o tym, że jakieś dzieło nawiązujące do prozy Howarda, ma klimat czy nie opowiadań Two-Gun Boba? Występowanie nazw? Charakterystyczny świat, sugerujący, że przed ludźmi było wiele innych cywilizacji? Ruiny? Powiew dzikości i barbarzyństwa? A może kult siły, stereotypowo pokazane kobiety jako ladies in distress? Cholera wie.

Mogę mówić tylko na temat własnych wrażeń. Jak dla mnie świat ukazany w nowej ekranizacji bliższy był oryginałowi niż oba filmy z Arniem. Cymmeria w pierwszych scenach filmu jest bliska temu, jak sobie ją wyobrażałem. Dzika, niebezpieczna, zimna i barbarzyńska. Panuje kult wojownika i stali. Zgodnie z nielicznymi opisami wierzeń cymmeryjskich zawartymi w opowiadaniach, mieszkańcy Północy nie modlą się, nie stawiają świątyń, bo nie ma to większego sensu. Miast tego wierzą, że sami decydują o swym losie, co tylko podkreśla wyjątkowość Conana, który z jednej strony jest kwintesencją ich filozofii (sam zdobył dla siebie koronę), a jednocześnie pozostaje beznadziejnym wręcz fatalistą.

Zresztą nawiązania widać w scenografii: zingarańskie plaże, majestat stolicy Argos – Messantii (po kiego grzyba ktoś na siłę tłumaczył nazwy własne w filmie?  Messancja, ki ch…omik?),  turański Shahpur, wzgórza Cymmerii. Miejsca, które zaistniały tylko w filmie (Argalonu nie kojarzę z prozy, tam miastem złodziei było Arenjun) otrzymały odpowiedni wygląd i sztafaż, by w pełni pasować do specyfiki krainy (m.in. orientalizm). Jednocześnie uniknięto nadmiaru nawiązań do naszej kultury (zmora chociażby suplementów do Conana D20, gdzie chociażby Cymmeria to miejscami nielogiczny miszmasz wiedzy zawartej w opowiadaniach i rekonstrukcji opartej na historii ludów celtyckich). Powiem szczerze, że miejscami takich intertekstów mam już dosyć.

Tak czy inaczej przedstawiony świat był dla mnie wystarczająco hyborejski. Okraszony nawiązaniami do opowiadań (Wieża Słonia, Yara, Venarium), dziki, nieokiełznany, niebezpieczny. Sceny likwidacji obozu niewolników, ucztowania w Argos, walk w Cymmerii sprzedały mi sporo inspiracji do kolejnych sesji w świecie Conana. Mentalność piratów i barbarzyńcy, którzy po odparciu ataku siepaczy Zyma wznoszą miecze w górę i ryczą, ile sił. Bo choć towarzysze zginęli, to walka jest wciąż tym, co pozwala poczuć piękno życia. Prymitywna filozofia? Być może, ale przecież to ona właśnie przebija z twórczości Howarda, dla którego garnitur cywilizacji, jaki przywykliśmy nosić, był duszący i niewygodny.

Dzika, lecz piękna

Trudno coś zarzucić zdjęciom. Ujęcia pokazują ogrom świata i miejsc, w których rozgrywa się akcja (właśnie akcja, a nie fabułą, o czym dalej). Niesamowite było nawet niebo. Choć nieraz kadr ujmował nieboskłon, to chyba ani razu nie było ono kompletnie czyste, bezchmurne. Nie wiem, czy był to celowy zabieg, lecz kłębiące się chmury w rozmaitych barwach i odcieniach pokazywały dzikość świata, dynamikę. Wskazywało, iż jako ludzie jesteśmy naprawdę mali przy tym, co nas otacza.

Muzyka

Tyler Bates nie zaskoczył. Lubię tego kompozytora, ale zdaję sobie sprawy, że to raczej rzemieślnik, a nie objawienie muzyki filmowej. Oczywiście w odpowiednich chwilach miażdży patosem, w innych napędza akcję. Nie ma mowy o żadnych eksperymentach, elektronice, mocnych riffach zapożyczonych z rocka etc. Jest tylko konwencjonalnie, symfonicznie. A może aż? Dla mnie szczególnie miłe były te fragmenty, które ilustrowały muzykę Hyborii: karczma w Argos, suk i zajazd w Argalonie. Odpowiednio dzikie, wesołe, z zauważalną, orientalną nutą.

Bates nie zaskoczył, ale i nie rozczarował.

Fabuła czy akcja?

Zdecydowanie ten typ fabuły, który teoretycy literatury zwą akcją. Pretekstowa, oparta na starym jak świat motywie zemsty i walki ze Złem tak wielkim, że świat pogrąży w Ciemności (obowiązkowo Z i C, broń Mitro z małej litery). Fabuła pędzi od walki do walki, z nielicznymi chwilami oddechu (wyjątkowo długa scena romantyczna, bodaj 3 minuty ze sceną seksu na kilkanaście sekund:)?) Czasem jest logicznie, czasem mniej, jak w przypadku ataku żołnierzy Zyma na okręt piratów Artusa i Conana. Zresztą pytanie, skąd okręt na morzu Vilayet, skoro przedtem mamy sceny morskie na wybrzeżu Argos i Zingary? Nie oczekuję jednak realizmu (i idealnej zgodności z mapą) od dzieła, które w bezpośredni sposób nawiązuje do opowiadań pulp, gdzie świat przedstawiony jest skonstruowany zgodnie z definicją czasoprzestrzeni awanturniczej Bachtina: liczne przeskoki między lokacjami, pretekstowość fabuł, proste konflikty oparte na dychotomiach (zło-dobro, dogoni-ucieknie, pokona-zginie etc.)

Mimo wszystko jednak to właśnie fabuła jest najsłabszą stroną filmu, co nie znaczy, że sięga dna. Gdyby porównać to, co zaproponowano w „Conanie” z np. „Willow”, zauważymy wiele podobieństw. Pościgi (scena z wozem wyjątkowo mi się skojarzyła z tamtym filmem), walki, przerysowane postacie – ukochana głównego bohatera podobna pod względem charakterologicznym (kobieca, delikatna, ale zarazem twarda i umiejąca się bronić).

Conan…

… to Conan, po prostu. Jak wspominałem, miałem obawy. Nieco uspokojony poczułem się, widząc zdjęcia z filmu, a potem Momoę w „Wojnie o Tron”. Khal Drogo był postacią drugoplanową, a przecież został zagrany wyraziście i intrygująco.

Po filmie mogę powiedzieć, że jako Momoa jest bardziej zgodny z pierwowzorem niż Arnie. Żywotny, zawzięty, bitny, a przy tym szorstki etc. Niektóre dialogi (z Tamarą na pokładzie okrętu piratów) czy sceny (siłowanie się na rękę z Artusem, rozmowa z uwolnionymi niewolnikami z obozu Zingaran) tylko podkreślają, że w tym przypadku casting nie zawiódł. Styl walki podkreśla te cechy Conana, do których przywykliśmy. Oparty na sile, nieco łajdacki, a przy tym kojarzący się z dzikim zwierzęciem.

Podsumowując

To nie jest arcydzieło, ale nie tego oczekiwałem, idąc na filmową wersję przygód Cymmeryjczyka. Za dużo walk, fabuła uproszczona? Dostałem taki film, jakiego z grubsza oczekiwałem: pełen akcji, świetnych obrazów a to wszystko okraszone wyrazistym bohaterem. Poboczni nie byli zbyt oryginalni? Przerysowani? Jasne, podobnie jak pomagierzy Thulsy w „Barbarzyńcy” czy side kicki Conana z „Niszczyciela”. W końcu to pulp, prawda?

Nie oznacza to, że jest to film bez wad. Spieprzono wątek artefaktu, wiadomej maski. Po cholerę potrzebował jej Zym, poza wskrzeszeniem żony? Miała jakieś moce? Ponoć jej właściciel miał władać światem. Oj daleko jej do Serca Arymana. Ogólnie jak dla mnie poważny błąd.

Podobnie motywacja głównego antagonisty. Podobnie jak w ekranizacji historii Solomona Kane’a, scenarzyści musieli tłumaczyć, dlaczego główny bohater walczy ze złem (w sword’n’sorcery walczy, bo tak trzeba, Kane niszczy Zło, bo tak powinien robić, i tyle), tak tutaj zły do szpiku kości Zym chce ożywić swą małżowinkę. Pomysł jak dla mnie mocno z dupy i niepotrzebnie przydający człowieczeństwa antagoniście Conana. To nie Bergman czy Antonioni, by bawić się w pogłębianie psychiki. O wiele lepiej prezentował się związek Zyma z jego wszeteczną i zepsuta córką-czarownicą (kurcze, bo przecież, że nie czarodziejką). Zabarwiona mocnym erotyzmem, jednak nie została odpowiednio wykorzystana. Zresztą ogólnie postać Marique została przeszarżowana przez Rose MacGowan i nawet typ filmu nie broni tutaj sposobu prezentacji postaci rodem z arcydzieł BDSM.

Kultowy?

A skąd to mam wiedzieć? Czy ktokolwiek może przewidzieć, że dany film okaże się na tyle wyrazisty, by wejść na stałe do zbiorowej pamięci? „Blade Runner” początkowo zbierał bęcki w recenzjach, zresztą nawet na siebie nie zarobił, a w tej chwili uważany jest (całkiem słusznie) za arcydzieło. „Conan Barbarzyńca” arcydziełem nie był, a wszedł na stałe do kanonu filmów fantasy czy w ogóle tekstów kultury popularnej.

Mi póki co wystarczy, że obejrzał fajnie zrobiony filom fantasy, który dobrze przedstawił jednego z moich ulubionych bohaterów, a przy tym stworzył na ekranie świat, który mi zapadł w pamięci.

Reklamy

Komentarzy 19

  1. Specjalisa od prozy Howarda nie jestem więc się na ten temat nie wypowiadam :p

    Ja mam mieszane uczucia odnośnie filmu. Przede wszystkim zawiodło mnie 3d dzięki, kóremu film był super ciemny, prawie czarny i wolałem zdejmować okulary żeby coś więcej zobaczyć.

    Dla mnie to wszystko było za bardzo teledyskowe, szkoda ze zabrakło charakterystycznej muzyki, która ubarwiłaby opowieść.

    U mnie cała sala wybuchała śmiechem z powodu wielu scen i wypowiedzi.

    Główna refleksja po filmie: zrobię przeróbkę tej historii, na taką jak wg mnie ten film powinien wyglądać.

    Podchodziłem z dystansem, ale mogli to zrobić o wiele ciekawiej przy odrobinie większym zaangażowaniu.

  2. Racja, zapomniałem o tym wspomnieć. 3D było z dupy. Nieraz widział filmy w trójwymiarze, po raz pierwszy wyszedłem z kina z lekkim bólem głowy. Inna sprawa, że ostatnio w ogóle mam dość 3D.

    Co do reszty, dzięki za komentarz. Jasne, pewnie, że mogli lepiej. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że to nie koniec przenosin REHa na ekran kinowy.

  3. Niestety 3D dupowate, ale mi nie bardzo to przeszkadzało 😉 Film fajny, Cymmeria zajebista, a Conan i jego rodzina… super! Ech, to dopiero duch walki – kobieta ciężarna, w pancerzu, na środku pola bitwy!

  4. Co do odczuć z filmu w wielu momentach bym się z Tobą nie zgodził – jasne, utrzymywał fajny klimat, jasne jest to film o Conanie, dobrze że go zrobili. Ale czegoś w nim brakowało.
    Pomijam fabułę (lubię pretekstowe fabuły – ale wolę też jak są fajnie wykonane) czy głównego antagonistę, którego motywacje popisowo spieprzono (Gerard powiedział ‚brakowało mi napięcia seksualnego pomiędzy ojcem i córka’ i o ile mówił to dość żartobliwie, to zdecydowanie ujmowało to trochę sedno sprawy, skoro już coś takiego poruszyli). Jeśli chcieli dać mu motywację w stylu ożywienia żony dało się fajnie poprowadzić fabułę, żeby jego motywacja była rzeczywiście widoczna i fajnie przedstawiona. Z drugiej strony mogli go zrobić po prostu Złem i to też dało się fajnie przedstawić przy pomocy paru drobnych przeróbek. Skończono gdzieś pomiędzy, z niedorobionymi wątkami i NPCami (zwłaszcza córeczką, która aż się prosiła o aktywny wątek ‚zabiję Tamarę, żeby ojciec musiał rządzić ze mną po nieudanym rytuale’).

    Również latanie po mapie w tą i z powrotem, z olaniem geografii i upływu czasu mnie irytowało tylko delikatnie.

    Bardziej irytował mnie kretyński montaż i jego liczne wpadki – podpływanie w nocy/od biedy o świcie do statku (w ogóle motyw mega z dupy 😀 ) i walka w środku dnia, magiczne pojawienie się lasu z innej lokacji przy powrocie z jaskini czy znikająca krew na upadających ciałach.
    Fajnie, że epatowali juchą z rozbitych głów, ale mogli już być konsekwentni – i osoby (w tym Conan) trafione ostrzami mogłyby krwawić z miejsc gdzie dostały 😉

    Pozrzędziłbym trochę na walki – zwłaszcza przedłużającą i nudnawą końcową (mam wrażenie, że nie było na nią pomysłu innego niż ‚no i waląca się świątynia’ – zupełnie zabrakło dynamizmu jaką charakteryzowała się walka Conana i Zyma w ruinach bastionu) oraz bitwę o wioskę, która miejscami porażała absurdem.

    Na schematycznych sidekicków z drużyny Chaos All Stars bym nie narzekał, co najwyżej na niepotrzebne przyspieszanie zejścia niektórych zamiast zapewnienia tego w fajny sposób – tak jak to zrobiono z pierwszą dwójką.

    3D było ekstremalnie kiepskie i jako takie prawie w ogóle nie występowało w filmie. Niestety to teraz norma, że normalne filmy ‚przerabiają na 3D’ i chujowe efekty tego widać.

    Najbardziej brakowało mi magii. Oprócz piaskowych wojowników a’la Prince of Persia występowała tylko Maska Bezużyteczności (i węszenie krwi córeczki). Po chuj dawali dwójkę złowrogich magic-userów skoro u Zyma w ogóle nie poruszyli tego elementu postaci?

    Aha, no i Croma (jedno wypowiedzenie w całym filmie). Oraz wspomnienia czegokolwiek innego niż Mitra.

    zrzędliwy Szczur

  5. O kurde, aleś nawalił uwag. Z częścią się zgadzam, z częścią nie. Pokrótce, faktycznie to były faile:
    1. Motywacja Zyma. Pisałem o tym. W pulpie antagonista jest zły i nikogo to nie dziwi i nie obchodzi dlaczego. Niestety współczesne kino choruje na minimalistyczny (czyli z pupy, a nie z pulpy psychologizm). Jak zły to musi być przyczyna.
    2. Magia. Racja, nie wspomniałem o tym. Skoro dali magików, to więcej magii. Jak dla mnie wystarczyłoby z Marique zrobić wieszczkę etc., by uniknąć siepanymi ludkami z piasku, ew. podbić ją i zrobić faktycznie kimś w rodzaju Toth-Amona.
    3. Relacja ojciec – córka byłą zabarwiona erotyką, ale nie poszli dalej, a szkoda. Ojciec odrzuca córkę, w pulpie miałoby to swój koniec w ostatecznej zdradzie Zyma przez tę porypaną gothkę (ogólnie, IMO najsłabsza postać w pilmie).
    4. Przeskoki geograficzne. A w Indianie Jones Cię to nie irytowała? Dla mnie pulp z dobrodziejstwem inwentarza. To, co pisałem w recenzji: czasoprzestrzeń awanturnicza. W takowej świat przedstawiony składa się z wyizolowanych odcinków czasoprzestrzennych (obóz w Zingarze, karczma w Argos, klasztor w Shahpurze etc.) połączonych osobą bohatera (niekoniecznie związkiem przyczynowo-skutkowym).

    Pojawiający się las jestem w stanie wybaczyć czy walkę w dzień na okręcie (więcej widać!), właśnie z powodu umowności filmu.

    5. Po namyśle zarzut co do ostatniej walki chyba słuszny. Śmierć Marique jakaś taka zwykła (po raz kolejny dowód, że postać źle wykorzystana lub zgoła niepotrzebna, nie lepiej było połączyć je w jednym Zymie?), a sama walka dłużyzną trąci (choć starcie na kole fajne).
    6. 3D. Kompletnie się na nim nie znam, ale fakt, tu miałem wrażenie, że jest na siłę robione.
    7. O zaklinaniu na Croma pisałem, też mi tego brakowało.

    A swoją droga tak globalnie, jak oceniasz film?

  6. 1. Tak, dlatego szkoda trochę, że nie uczynili go po prostu Złym skurwielem.
    Skoro już odeszli na tyle, że budowali mu jakiś pseudo-zawiły rys psychologiczny, to IMHO mogliby to zrobić dobrze – i albo postawić na wątek ojciec-córka albo zrezygnować trochę z motywu żony czarownicy i zrobić go choćby uczonym, który wpadł w Zło starając się żonę ożywić.

    W ogóle pojawia się jakiś wątek nazywania Zyma królem (ale chyba nie wiadomo czego) z czapki oraz jakiegoś podboju świata, którym znowu niezbyt się zajmuje.

    Tak w ogóle to po wyglądzie Zyma miałem straszliwe wrażenie, że jest nemedyjczykiem 😀

    2. Ja osobiście najchętniej bym widział trochę plugawnej, rytualnej magii (i potem widocznych jej efektów) zamiast tych piaskoludków. Smakowanie krwi dla mnie było ok, no ale trochę mało tego było. Zymowi, jak już uczynili go czarownikiem, też powinni dać jakieś moce – zwłaszcza od kiedy założył maskę.
    Kurcze, albo nawet takiej magii jak prezentował czarnoksiężnik Akiro w Conanie Barbarzyńcy.

    3. Całkowicie się zgadzam.

    4. Indiana Jones miał zajebisty motyw z ukazywaniem podróży 🙂
    Tutaj irytowało mnie to w limitowanym stopniu – głównie dlatego, że mam wrażenie, że można by pokazać to samo zachowując większą dawkę sensu.
    Co do walki w dzień – niestety, rzadko na filmach udaje im się zrobić fajne walki nocne (a da się) i mam wrażenie, że czasem filmowcom nawet nie chce się próbować.

    5. Koło było fajne. Nie mogli wywalić Marique – byłoby za mało postaci kobiecych jak na przepis ze Świętego Lasu 😉

    Pomimo swojego zrzędzenia film globalnie oceniam jako całkiem spoko – moim zdaniem oryginalny Conan Barbarzyńca był jednak zarówno lepszy jak i bardziej ‚conanowy’, ale to chyba wypadkowa nostalgii i rozczarowania wieloma źle zrobionymi elementami w tym filmie 🙂
    Niemniej bardzo fajnie że go zrobili, liczę że się dobrze sprzeda i zrobią kolejne filmy o Conanie – tym razem może bardziej howardowskie. Godzina Smoka mi się marzy 🙂

  7. Ad 1 Nemedyjczyk? No tak, jakieś takie skurwysyństwo z oczu mu patrzyło:).

    Ad 2 Oj tak, rytualna i bluźniercza, a tu standard na końcu. Ofiara z dziewicy (no dobra, już nie dziewicy:)). Magia orientalna w filmie Milliusa naprawdę fajnie wyszła.

    Ad 4. No tak, patent z mapą nie do przeskoczenia, można go tylko upiększać jak w nowej ekranizacji.

    Ad 5. No tak, czarnuch był, brakowało geja:).

    A co do kolejnych, też czekam.:) A na ścisłą ekranizację nie liczę, jest zbyt hermetyczna i pewnie się nie sprzeda. To ta sama zasada, z powodu której „Avatar” nie był hard sf a bajką sf, bo mogły na niego pójść babcie z dziećmi i Pocahontas obejrzeć.

    Ale tak, też marzę o Godzinie Smoka, Czerwonych Ćwiekach (że projekt animowany upadł, ech) i moim ukochanym opowiadaniu: „Za Czarną Rzeką”

    O, kolejny zarzut w sumie. Piktowie byli na początku zajebiści (powarkiwania, wycia, te gniewne i te, hehe, pełne bólu:)), ale potem kompletnie zniknęli. Pacyfikują jeszcze wioskę barbarzyńców (kurde, Zym tam zebrał pierdolone NATO – Piktowie, rycerstwo hyborejskie, czarne ludy, łucznicy (choć nie wyglądali na bossońskich czy shemickich), jazda hyrkańska lub turańska. Fajne.

  8. 4. Kiedyś z Garnkiem jak przygotowywaliśmy jakiś panel dyskusyjny albo prelekcje to nam wyszło, że są 2 dobre filmowe przedstawienia podróży, które aż się proszą o przeniesienie do RPG – te z Indiany Jonesa z kropkami na mapie oraz ze Snatcha (http://www.youtube.com/watch?v=wyKBSy6rgdY i http://www.youtube.com/watch?v=jZoYUQSU38E) 🙂

    Fakt, Piktowie na początku byli fajni.
    Co do ekipy Chaos All Stars – śmiesznie to wyglądało taka totalna zbieranina ze wszystkich stron świata (i bardzo pulpowe było). Choć zarówno łuczników jak i rycerstwa (brak herbów – a przynajmniej ja nie widziałem – dyskwalifikuje wszystkie feudalne kraje) trudno mi było przyporządkować – stawiałbym na jakiś konnych zbrojnych i piechotę z tego samego kraju.

  9. Z tym feudalizmem to dziwnie u REHa, niby jest a jednak tylko pretekstowo. Niby baronie, rycerstwo, ale dalekie to od klasycznych nawiązań do średniowiecza. Akurat ot jeden z moich problemów jak teraz gramy w Hyborii. Nie naśladować średniowiecza, a jak już to Mroczne Wieki i orientalizować. Podobało mi się, jak to rozwiązano w komiksach Marvela z lat 70-80.

    Snatch wymiatał, ale sam byłbym ciekaw, jak to fajnie do RPG przenieść np. Do filmowego Conana nie pasuje chyba, za bardzo komediowe.

  10. No taki feudalizm na poziomie przeciętnego fantasy (z pewnymi wyjątkami czasem, ale rzadko), ale z pełną świadomością. Może okres rozkwitu Normanów będzie dla ciebie też dobrą inspiracją (wtedy było sporo awanturniczych rycerzy a feudalizm też w wielu elementach się dopiero tworzył albo czasem dość się różnił od średniowiecznego)?

    Tak, zupełnie nie pasuje.
    W RPGach obie metody stosowałem, ładnie się sprawdzają. Podróż przedstawiona na zasadzie lotnisko/stempel/lostnisko/akcja-w-nowym-miejscu dobrze pasuje wszędzie, gdzie nie bawimy się w przygody drogi lub zagrożenie podczas podróży nie jest elementem na który należy uważać.
    W WFRP przykładowo podróże pomiędzy miasteczkami korzystając z tej metody przedstawiałem często w postaci opisania odbicia z przystani, jakiejś rozmowy czy scenki krótkiej po drodze (mijana barka, żołnierze, zasłyszane plotki – często coś co dawało info o sytuacji w okolicy) i opisywałem przybijanie do docelowego miasteczka i spotkanie z mytnikiem.

  11. Różnie zapożyczam. Mroczne Wieki, wczesne średniowiecze we Francji i Niemczech (truwerzy, trubadurzy, minnesangerzy etc.), Celtowie. Ale wszystko ostrożnie i doprawiam dziwactwami w rodzaju inkrustowanych,zdobionych zbroi, Dziki Zachód z osadnikami i wozami, prawierzenia, hełmy wikińskie rodem z filmów i książek XX w. (obowiązkowe rogi:)) Ma być pulpowo a nie realnie. Bawiłem się w bezpośrednie zapożyczenia w WFRP. Znudziło mi się.

  12. Słusznie, zapożyczenia są najfajniejsze gdy na ich podstawie można coś fajnego zbudować. Dziki Zachód to w sumie REH jak najbardziej miał, zwłaszcza w rejonie w którym prowadzisz 🙂

  13. Ja powiem krótko – to czego się obawiałem było ok (no może poza 3D którego się obawiałem i które w 200% spełniło moje obawy – powiem tylko że ta technologia w tym filmie to porażka, bez przesady -40% dla filmu za 3D – też zdejmowałem okulary żeby coś w ciemnościach zobaczyć). Tak krótko to:
    Na plus:
    – BayWatch daje radę (czyt. odtwórca Conana);
    – fajne krajobrazy (szkoda że w 3 dupy ale o tym dalej)
    – nareszcie film z uniwersum Conana
    – niezłe sceny walki – widowiskowe
    – piktowie – jako „zezwierzęceni ludzie”
    Na minus:
    – tragiczna technologia 3D która właściwie uniemożliwiła oglądanie filmu i podziwianie scenerii;
    – kaszaniasty montaż, który sprawił że film jest zbyt chaotyczny i nie układa się w opowieść;
    – scenariusz – w części dot. dialogów – normalnie obciąłbym kasę temu kto je pisał – rozpacz.

    Ja nie jestem tak łaskawy jak Tomasz, chociaż lubię REH, uważam że film nie będzie kultowy, ma wiele wad. Został źle zrobiony technicznie – to dzisiaj wada niewybaczalna. Montaż jest jak z filmów klasy C i mocno dyskwalifikuje całość. Dzięki głupim niedoróbkom produkcja miejscami wygląda kompletnie amatorsko. Zobaczymy czy film ukaże się w 2D na DVD albo Blueray, bo dzisiaj do kina na 3 dupy to nie polecam. Może na płaskim ekranie film ukaże dodatkowe walory. Na chwilę obecną mam poczucie zmarnowanych 30 pln. Szkoda kasy.

  14. Dzięki za uwagi. Fakt, z wieloma się zgadzam. 3D (też mówimy „w trzy dupy” :)) szajsowne, ale montażu tak negatywnie nie odczuwam. Ogólnie przyznam się, że jestem przerażającym fanboyem REHa i Conana.

    Pewnie dlatego nie mam poczucia zmarnowania trzech dych. No ja jeszcze byłem w fajnym towarzystwie w kinie:). Nie ma to jak pociągać z piersiówki na seansie:).

    A co do dalszych losów, czy będzie kultowy – po prostu nie wiem. Natomiast może być cienko z ew. sequelem. Film miał słabe otwarcie – 10 baniek za weekend, a produkcja kosztowała 90.

  15. Co do sequela to szkoda. Gdyby tfurcy wyciągnęli wnioski z pierwszego filmu, kolejne mogłyby być dużo lepsze.

    IHMO 3D zabije ten film. Na płaskim, w kopii cyfrowej byłoby o niebo lepiej.

    Montaż jak pisałem sprawiał wrażenie amatorskiego – jakieś z dupy przeskoki itd. Nie jestem ekspertem od montażu – jedynie jako widz opisuję wrażenia braku ciągłości fabuły.

    BTW: po pijaku to się człowiekowi wszystko ładniejsze wydaje. 😀

  16. P.S. Postać pomocnika Conana, złodzieja – araba (doprawdy nie wiem w świetle ostatnich wydarzeń skąd scenarzyści wpadli na ten koncept), to dno, muł i bagienne wyziewy. Rozumiem że epizodyczna itd ale w tej formie lepiej byłoby wyciąć tego kolesia, szczególnie że istotny dla fabuły nie był.

  17. Ej, nie byłem pijany:). Nie zdążyłem.

    A co do Araba (stawiłbym na Zamoranina lub Turańczyka) to bez przesady. W ten sposób można było wyciąć Artusa, też film by się bez niego obył, podobnie bez przełożonego monastyru, kilku pomagierów Zyma. Ogólnie postacie drugoplanowe nierzadko mogłyby wylecieć z dzieła.

  18. Inna nazwa niż Miasto Złodziei nie pada u Howarda. Arenjun to wymysł jego kontynuatorów, poza tym leży po przecwinej stronie Zamory niż MZ.

  19. Racja. W „Wieży Słonia” to nawet ta nazwa nie pada, poza określeniem dzielnicy jako „Maul”. Arenjun wprowadził de Camp, przerobiwszy jedno z „afgańskich” opowiadań Howarda („The Curse of the Crimson God” z O’Donnellem).

    Natomiast z drugą częścią komentarza się nie zgadzam, Miasto Złodziei najczęściej jest nazywane Arenjun właśnie i to za sprawą de Campa, który tak je nazwał we wspomnianej przeróbce i umiejscowił w okolicach Gór Kezankijskich. I tak jest przyjęte.

    Można oczywiście badać tekst jak Rippke na swoim blogu (kojarzysz?), gdzie wykłada, że Miasto Złodziei powinno być umiejscowione w innym regionie Zamory niż to sobie zaplanował de Camp. Jednak tego typu wywody (naprawdę imponujące) napotykają ścianę w postaci faktu, że REH nie umiejscawiał wszystkich swoich lokacji na mapie i nie dbał o pełną logikę swego świata. Dopiero jego naśladowcy i badacze za wszelką cenę starali się poskładać wszystko do kupy, co nie zawsze było możliwe. Przykładem tego jest chociażby Westermarck i Pogranicze Bossońskie. Trudno czasem dociec, czy to dwa osobne twory, czy jeden. Czy Bossonia przenika się z ziemiami osadników nad Rzeką Gromu. W większości opowiadań REHa to Bossończycy strzegą granicy. Jednak w „Za Czarną Rzeką” to Westermarck jest forpocztą cywilizacji, a Pogranicze, no cóż, gdzieś tam jest (za Westermarkciem?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s