Conan BRP odc. 7 – nocne wojaże

Valeria (Madzia) – aquilońska złodziejka

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem)

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą.

I złowróżbna reszta:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Lin (Pablo) – khitajski mag z mocą sypania piaskiem po oczach (bez użycia łopatki!)

 

Vascata okazała się być starą, bossońską osadą, która stałą tutaj nim Aquilończycy rozpoczęli cywilizowanie Westermarcku. Choć w chwili obecnej wchodziła w skład Conawagi, to mieszkańcy pamiętali, iż są Bossończykami. Zbiorowisko długich, niskich, krytych darnią domów otaczała mocna palisada. W Vascacie znajdowało się kilka warsztatów łuczarzy i grotników, a większość miejscowych umiała świetnie posługiwać się cisowym łukiem bossońskim. W centrum osady wznosiła się wysoka, drewniana wieża obronna – posterunek łuczników z armii pogranicza. Bohaterowie wkroczyli do osady, czując na sobie podejrzliwy wzrok twardych i nawykłych do trudów mieszkańców Vascaty. Hyff, starszy wioski, niski, krępy mężczyzna o brązowych włosach przetykanych siwizną okazał się być kwintesencją Vascaty. Obrzucił ponurym spojrzeniem przybyszów, a w szczególności egzotyków w rodzaju Guriego czy Zhuge, a potem obcesowo zapytał, czego tu szukają.

Początkowo BG sprzedali jakąś bajeczkę, nie chcąc zdradzać, iż przybyli po wozy Arcusa. Poszwendali się po osadzie, porozglądali, zanotowali w pamięci co ważniejsze miejsca (karczma, dom barterowy, kapliczka Mitry), a potem zdecydowali się jeszcze tego samego dnia wpaść do pobliskiej Scandagi i sprzedać łeb tytanicznego węża upolowanego kilka dni wcześniej.

Pogoda wyraźnie się popsuła. Wpierw zaczęło siąpić, potem lać, a wreszcie burza nadciągnęła nad cały Westermarck.

Scandaga. Największe miasto Westermarcku i zarazem stolica Conawagi oraz siedziba gubernatora Arrigusa Barrabusa. Ufortyfikowana, kilkutysięczna metropolia położona nad jeziorem o tej samej nazwie co miasto, nijak się miała do takich miast jak Tarantia czy Tanasul, jednak dla herosów była szczytem cywilizacji. Już w bramie strażnicy rozpoznali Ronję, która jeszcze niedawno pracowała tutaj (nim Thorr porwał ją i wyruszył na poniewierkę w świat:)).

Wizyta w Scandadze. Zakupy!:

Korgoth: My z Gerardem szukamy zbrojowni dla puszystych, takich z SIZE 20.

Do wieczora BG zdążyli obejść Scandagę, przejść się po targu, gdzie Gerardo zakupił miecz bastardowy, piękną broń z akbitańskiej stali. Ponadto sprzedali łeb węża zbrojmistrzowi Gandavusowi, który słynął w mieście z produkcji pięknie zdobionych pancerzy. Gandavus nie tylko zapłacił 600 lun za trofeum, ale zaprosił także BG na wieczorny poczęstunek w swoim pięknym domu.

Ronja ocenia wielkość Guriego, było nie było Hyrkańczyka: To taki miniaTurek.

Kiedy zapadł zmierzch bohaterowie przybyli do Gandavusa. Zbrojmistrz (wraz z milczącym, wielkim sługą o dziwnie długich, mocnych palcach) przywitał gości i zaprosił ich do siebie. Już podczas posiłku, przy tych wszystkich przepiórkach i świetnym winie z Messantii, Gandavus wyjaśnił, w jakim celu zaprosił do siebie bandę przybłędów. Okazało się, że kilku miejscowych od pewnego czasu ściąga od niego haracz. Właśnie tej nocy mają przybyć. Jeśli BG uda się ich odstraszyć, to Gandavus wyrazi swą wdzięczność brzęczącym złotem. Co prawda po opisie napastników Ronja poznała, iż należą oni do gangu, który pracuje dla wszechmocnej Gildii, ale to nie odstraszyło BG. Związali Gandavusa, pozorując napad (by napastnicy nie domyślili się, że zbrojmistrz wynajął ochroniarzy) i przygotowali się na wizytę gości.

Nie minęła godzina, a do domu Gandavusa weszło trzech intruzów. Dwu bandziorów z ciężkimi, aquilońskimi kordami oraz ich przywódca, ubrany bogato, lecz w typowy dla książąt półświatka sposób. Mimo iż BG mieli przewagę liczebną, nie przejął się, lecz ostrzegł ich, że wchodzą w drogę Gildii. To nie odstraszyło bohaterów. Korgoth rzucił się na dwu ochroniarzy bandyty, powalił ich na ziemię, a potem dobił dwoma pchnięciami. W tym czasie Gerardo, Valeria i Thorr zaatakowali przywódcę. Ten okazał się trudnym przeciwnikiem, nie tylko odpierał skutecznie ataki, ale i o mało co nie ranił Gerarda. Walka jednak nie trwałą długo. Przywódca bandziorów zginął, pchnięty w plecy przez Korgotha.

Po tym wszystkim Gandavus wypłacił nagrodę BG, a następnie ponaglił ich, by jak najszybciej opuścili miasto. Oj, przynajmniej w tym momencie niektórzy bohaterowie zaczęli domyślać się, że zostali w coś wmanewrowani.

Cała drużyna opuściła w środku nocy Scandagę bramą strzeżoną przez strażników opłaconych przez zbrojmistrza. Będąc już kilkaset metrów od miasta, dostrzegli, jak brama ponownie się otwiera, a na trakt wypada tuzin uzbrojonych i opancerzonych jeźdźców. Ktoś najwyraźniej ruszył za nimi w pościg.

Panujące ciemności, ulewny deszcz, huk gromów ułatwiły BG skrycie się przed pościgiem. Jeźdźcy pognali w kierunku Vascaty, nie zdając sobie sprawy, że zostawili poszukiwanych za sobą.

Tymczasem BG dziarsko pomaszerowali z powrotem do bossońskiej osady. Po drodze postraszyli grupę chłopów kradnących zboże któregoś z arystokratów. Zapewne bez problemu dotarliby do Vascaty, jednak ledwie kilka kilometrów od celu podróży dostrzegli palące się ogniska w pobliskim lesie. Burza ułatwiła podkradnięcie się. Okazało się, że to Piktowie, przynajmniej dwie setki pomalowanych dzikusów, biorą udział w jakimś rytuale. Szaman i jego towarzysze podrygiwali w dziwacznym tańcu, dźwięk bębnów i piszczałek przebijał się przez jednostajny szum deszczu. Korgoth zdecydował się podejść bliżej. Kryjąc się w zaroślach, ledwie kilkanaście metrów od ogniska, zobaczył piktyjskiego szamana. Czarownik odgrywał jakąś scenę, skakał wokół wyobrażonej rzeczy, zadawał ciosy wyimaginowanemu wrogowi, krzycząc coś głośno. Wreszcie zatrzymał się, zaczął śpiewać. Zhuge Li rozpoznał, że to formułą przywołania. Kiedy śpiew szamana urwał się, coś zmaterializowało się w ciemnościach. Bluźniercza bestia, plątanina macek, mięśni, upstrzona dziesiątkami paszczęk pełnymi ostrych kłów. Abominacja.

Pech chciał, iż w tym momencie błyskawica oświetliła Korgotha, odkrywając przed Piktami jego obecność. Barbarzyńca rzucił się do ucieczki, podobnie jak kryjący się nieco dalej jego kompani. Dzikusy, hałłakując i wrzeszcząc, rzucili się w pościg. Burza, wrzaski, ciemności. Prawdziwy chaos. Herosi dość szybko się rozdzielili. Zhuge wraz z Guri uciekli bez problemu z lasu i skryli się w innym zagajniku. Korgoth zapadł w zarośla, kryjąc się przed Piktami. Thorr i Ronja znaleźli płytką jaskinię. Ukryli się w niej, przy okazji odnajdując w pieczarze stosy kości i kamienny posąg Gullah – jednego z piktyjskich bóstw. Valeria, biegnąc na oślep, wpadła do jaru, ale niestety jeden z wojowników piktyjskich  dostrzegł ją. Musiała stoczyć ciężką walkę, lecz ostatecznie udało się jej oślepić przeciwnika rzuconą garścią błota, a potem wbić sztylet w oko.

Nie był to jednak koniec problemów. Przywołane przez szamana paskudztwo popełzło przez las, wprost na kryjących się w trawie Gerarda i Umbę. Widok demona z piekła rodem pozbawił zmysłów poitaińskiego rycerza. Umba natomiast wrzasnął przeraźliwie i w panice pognał na oślep.

Gerardo ocknął się niesiony przez Piktów. Wkrótce został przywiązany do pala przy ognisku . Zapowiadała się ciężka noc.

Szczęśliwie Poitańczyk już wkrótce nie musiał narzekać na brak towarzystwa. Korgoth, widząc pochwyconego druha, podjął o tyle brawurową co zwyczajnie głupią próbę odbicia Gerarda. Pognał z wrzaskiem na Piktów. Nim jednak ich udało mu się wyprowadzić cios, szaman coś krzyknął, spojrzał w oczy Cymmeryjczyka, a ten zatrzymał się jak wryty i upadł bez zmysłów. Magia powaliła dzielnego wojownika.

To nie był jednak koniec. Valeria próbowała podkraść się do ogniska i jako trzecia miała zakosztować piktyjskiej gościny. Wkrótce cała trójka, przywiązana rzemieniami do palów. Bębny podjęły rytm, szaman coś wrzeszczał, groził, śmiał się maniakalnie, dzikusy potrząsali bronią, a bohaterowie dyskutowali nad mizerią swego losu.

Rozmowy przy palach męczarni:

Korgoth (do Gerarda): Ten proces będzie nieuczciwy, już to czuję.

W tym czasie pozostali BG ruszyli na ratunek pochwyconym. Guri z Zhuge skryli się w krzakach, jak najbliżej pali, a z drugiej strony podkradła się Ronja z Thorrem. Tego, co nastąpiło potem, nie zamierzam opisywać dokładnie. Ogólnie powtórka z wcześniejszej zadymy. Korgoth napiął mięśnie i zdołał złamać pal, do którego był przywiązany. Piktowie rzucili się na niego. Gerard wciąż siłował się z rzemieniami, podobnie jak zręczna Valeria, której ostatecznie udało się przeciąć więzy ukrytym sztyletem.

C.d. rozmów „związanych z palami”.

Korgoth: Hehe, ja se przynajmniej przed chwilą nowego miecza nie kupiłem.

Gerardo: Taaaa, przechlałeś w knajpie wszystko.

Guri wystrzelił z łuku, ale… zerwał cięciwę. Wyskoczył więc, siekąc na lewo i prawo (noooo, usiekł jednego bodaj). Po drugiej stronie Ronja i Thorr zaatakowali, starając się odciągnąć jak najwięcej wojowników od swoich kompanów. Niestety nim Valeria uwolniła Gerarda, Korgoth zebrał tyle ciosów, że widmo śmierci zajrzało mu w oczy. Zhuge spacyfikował szaman, przygniatając go wyczarowanym piachem, a potem potężnym podmuchem wiatru powalił wojowników atakujących Valerię, Gerarda i Korgotha, co pozwoliło odsapnąć atakowanym. W tym momencie z ciemności wypełzło opisane wcześniej COŚ. Macki świsnęły w powietrzu, a z dziesiątek paszcz rozległo się wycie. Valeria (wyjątkowo fatalny rzut na Sanity:)) straciła zmysły z przerażenia, toteż Gerardo zapakował ją na ramię, zabrał swój miecz i rzucił się do ucieczki. Podobnie Korgoth. Guri miast uciekać, ponownie zaatakował. Nie tylko nikogo nie trafił, a jeszcze solidnie oberwał od Piktów. Jedynie Ronja i Thorr wycofali się w jakim takim porządku, choć nie obyło się bez problemów, kiedy Aesir odsłonił towarzyszkę (o ile pamiętam została wtedy ranna). Byłoby gorzej, ale magiczny wiatr Zhuge skutecznie powstrzymał Piktów od ataku.

Grupa zbiera się do kupy po ucieczce. Nastroje minorowe.

MG: Rozumiem, że „co było w lesie, zostaje w lesie”?

Ostatecznie cała drużyna zwiała Piktom, ale trudno było to spotkanie uznać za zwycięskie. Ubili może czterech, pięciu Piktów, poza Gerardem i Zhuge, każdy oberwał. Niektórzy solidnie.

Do Vascaty dotarli nad ranem, wpełzli do jednej ze stodół i zapadli w sen. Przed snem jeszcze dowiedzieli się od Hyffa, że grupa jeźdźców ze Scandagi (zapewneci sami, których widzieli BG) poszukuje parszywych złodziei, którzy skradli posążek Czarnej Derketo. No cóż, Gandavus chyba ich wpieprzył na konkretną minę.

Hyff (NPC): Co ciekawe ci jeźdźcy dokładnie opisali tę bandę co ukradła Czarną Derketo. Był tam Cymmeryjczyk o parszywej mordzie, wielki Aesir lub Vanir, Poitaińczyk i dwu skośnookich, jeden z Khitaju. Ciekawe, co?

Korgoth: Patrz, jaki zbieg okoliczności!

Słońce stało już wysoko (chyba, bo wciąż padało), gdy zabrali się do poszukiwań wozów. Nie było to wielkie wyzwanie. Dobytek Arcusa przechowywany był w domu barterowym, a Hyff, przekonany przez Ronję (a także Thorra), zaufał BG, że są ludźmi Arcusa i oddał im wozy. Co z tego, skoro brakowało owej cennej szkatułki z pachnidłami, na której szczególnie zależało Arcusowi?

Kilka rozmów z Hyffem pozwoliło ustalić, że Tacius – człowiek Arcusa i zarazem jego faktor, nim opuścił potajemnie Vascatę dużo rozmawiał z Tiberiusem – miejscowym kapłanem Mitry. Krótkie śledztwo pozwoliło ustalić, iż tak naprawdę tylko Tiberius widział wyjeżdżającego Taciusa.

Kapłan Mitry początkowo zapierał się, że niczego nie wie, lecz zmiękczony przez Korgotha i Thorra (oj nieładnie straszyć kapłana, obiecuję Wam solennie, że to się na Was odbije:)), wyznał, że ma owe pachnidła. To nie był niestety koniec. Przeszukanie domu Tiberiusa (a konkretnie piwnicy) zaowocowało odkryciem makabrycznej tajemnicy kapłana. Poza szkatułką z pachnidłami (a jak się okazało tak naprawdę z czarnym lotosem – być może tym samym, którego poszukują tajemniczy jeźdźcy ze znakiem lotosu na tarczy) BG odkryli rozkładające się zwłoki Taciusa, którego zabił Tiberius.

Kapłana przekazano Hyffowi, a następnie BG zaprzęgli wozy w woły i opuścili wioskę, kierując się do Coyagi.

UWAGI:

1. Zahaczki:

a) Jesteście poszukiwani za kradzież jakiegoś cholernego posążka. No i zadarliście z Gildią:).

b) Wedle Gandavus Gildia wymusza haracze od większości kupców i rzemieślników w Scandadze. Pytanie, czy Gandavusowi można wierzyć.

2. W związku z zamieszaniem z akcjami na sesji, wszelkie działania rozdzielane na rundy robimy wedle DEX (lub POW w przypadku Pabla, o ile tylko magikuje). Upraszam przy okazji o nieprzeszkadzanie, bo ostatnio w pewnym momencie było mi ciężko wszystko ogarnąć.

3. Pablo, opanuj wreszcie dobrze zasady magii. Nie chcę już robić przerw na Twoje doczytywanie. Zresztą to dotyczy pozostałych także. Wrzuciłem ekran MG ze skrótami najważniejszych zasad dotyczących walki etc., przeczytajcie to wreszcie (dotyczy niektórych). Nie podejmiecie działań specjalnych (typu oderwanie się od wroga, rozbrojenie, ogłuszenie etc.), jeśli nie będziecie wiedzieć, co i jak testować. Ja nie będę przerywać walki, by tłumaczyć te zasady.

Reklamy

Komentarzy 5

  1. Ech…zazdroszczę Twoim graczom takich kampanii:-)

  2. Dzięki, ale wiesz sam, że coś co prezentuje się raporcie a w rzeczywistości, to często różne rzeczy. Ta sesja akurat mi się podobała, choć było trochę zamieszania podczas niewoli u Piktów.

    Tak czy inaczej z sesji na sesję mi się chce coraz bardziej prowadzić Puszczę.

  3. Ech, sesja paskudnych demonów kostkowych 😉 Skuteczność działania na poziomie kilku procent! Trzeba wybrać się na zakupy po nowy zestaw bo te „suki” lądują na dnie szuflady! Z wrodzoną szczerością obiecuje poprawę i wprowadzanie mniejszej ilości chaosu na sesji 😉 A co do kapłana… to Mitra powinien nas błogosławić za oczyszczanie szeregów jego kapłanów z takich „Natanków” 🙂

  4. @smartfox

    Wiesz, ja się trochę użalam nad sobą, bo ostatnio z okazjonalnego, stałem się etatowym MG, mimo tego, że nie mam szczególnych predyspozycji do pełnienia tej roli. Do tego dochodzą jeszcze frustracje związane z ustalaniem terminów sesji.

    Tymczasem u Ciebie co parę dni nowy raport. W dodatku z chęcią zagrałbym w jakiegoś sandboxa. Próbowałem w sumie jakiś czas temu poprowadzić własnego, ale nieszczególnie przypadł moim graczom do gustu.

  5. @ Kogoth
    O tak, kości pokazały Wam wielkiego, parszywego fucka. A Damianowi to nawet kilkukrotnie. Ile razy pod rząd rzucił powyżej 90? Cztery? Pięć? Masakra. Rozwydrzyły Wam się te kościane suki, to macie. 🙂 A „Natanek” fakt, skończy pewnie marnie.

    @ Robert
    Sandbox narowisty jest. Zależy sporo od samopoczucia MG, a w moim przypadku szczególnie od tego, czy się jest zmęczonym. Kreatywność wtedy strasznie siada. Za to można się posiłkować predefiniowanymi wątkami i spotkaniami (kilka rzutów przed sesją). Mi pomaga czasem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s