Wolsung odc. 1 – zakazana miłość

Pierwsza sesja Wolsunga prowadzonego przez Madzię. Koncepcja nietypowa, bo każdy z nas kontroluje dwie postacie. Globalnie, bo przy każdej przygodzie wybiera, którą tym razem zagra.

Postacie łączy przynależność do klubu dam i dżentelmenów „Różowa Kakadu”.

Izabela Kartier (Ata) – orcza spirytualistka z Alfheimu, lubi duchy nie spirytus (niestety), urodziwa, egzotyczna i dość dynamiczna.

Selena Stark (Ata) – prywatny detektyw skłócony z ojcem (także detektywem), człowiek, Alfheimka.

Sebastien Mouton (Damian) – paromobilista, sportowiec i odważny Akwitańczyk (szok, prawda?:))

Fergus O’Casey (Damian) – alfeimski nizioł będący szanowanym myśliwym, któremu żaden zwierz nie jest obcy (choć niektóre pojawiają się nie tam, gdzie powinny:))

Theodore Skellbrooke, lord Kleinbautten (Ja) – trolli arystokrata z Alfheimu, birbant, który nocą zmienia się w zamaskowanego mściciela – Kawalera de la Fere.

Profesor Gillinghaussen (Ja) – krasnoludzki technomag z Wotanii, nieśmiały i wycofany świr.

MG – Madzia

Z cyklu "Goście Charlotty Le Mae" - dziś prezentujemy "Bettie Borno i jej krystalograf".

Lyonesse, kwiecień, wiosna odkrywa swe uroki przed mieszkańcami wyspiarskiego imperium. Grupa członków szanowanego klubu „Różowa Kakadu” otrzymuje zaproszenia od elfiej arystokratki, Charlotty La Mae. Trzy dni relaksu, balów i rozmów na poziomie. Trudno odmówić.

Przedstawienie postaci – Selena Stark. I głupie dygresje graczy (kajam się):

Ata: Selena miała za złe ojcu, że ją ignoruje, toteż założyła swoją agencję detektywistyczną.

Ja: I nazwała ją „Chuj w dupę ojcu?”

MG: Ej, kulturalnie! „Członek w pupę tatusia”!

Podróż na północ Alfheimu do malowniczo położonego pałacu La Mae upłynęła bez przygód. Już na miejscu zostaliśmy przyjęci przez gospodynię i jej piękną córkę – Lisandrellę. Dziewczę, w melancholijnym nastroju, oprowadziło nas po pałacu, pokazując przy okazji piękne obrazy ozdabiające ściany w głównym hallu. Choć Lisandrella sama była malarką (ponoć obiecującą), to obrazy okazały się być autorstwa Johana Sentinelle – także elfa, o którym młodziutka córka Charlotty wyrażała się z nietypową czułością i wrażliwością.Po odpoczynku udaliśmy się na kolację, gdzie cała nasza gromadka zapoznała się z pozostałymi gośćmi Mme Charlotty. Był tam krasnoludzki marchand – Arno Vivaldi, Estelle Febriche – mecenas sztuki, sunnirska, orcza piękność – Sanwe Mei, gwiazdor filmowy – ogr Leonid Makarenko i wielu innych. Szczególnie atrakcyjna (przynajmniej dla mojej postaci – lorda Kleinbauttten) okazała się Bettie Borno – piękna niziołeczka, rzeźbiarka, kokietka i uwodzicielka. Z nią spędziłem wyjątkowo miłe chwile (spacer po ogrodzie przy świetle gwiazd).

Przedstawianie własnych osiągnięć. Izabela cwanym i wrednym manewrem prosi Fergusa przy świadkach, by opowiedział, jak to upolował w Sunnirze wielkiego niedźwiedzia.

Damian: Niedźwiedź? Jaki niedźwiedź? To nie jego biotop. Tam go nie powinno być!

[Od tego momentu teksty o niedźwiedziu „którego nie powinno tu być” zdominowały sesję]

Po kolacji członkowie klubu „Różowa Kakadu” opisali swoje przygody, przyprawiając gości (głównie młode damy) o rumieńce emocji i drżenie serca.

[W tym momencie dokonaliśmy wyboru postaci do przygody: Iza Kartier, Fergus O’Casey o raz Theodore Skellbrooke]

Nocą do drzwi pięknej Izabeli zapukała Lisandrella. Piękna elfka wpadła do pomieszczenia i wyraźnie wzburzona opowiedziała dzieje swej miłości do Johana. Rzecz jasna matka nie akceptowała tego związku, chcąc wydać córkę za Albina Vayettę – elfiego przemysłowca z Mancaster (też obecnego w pałacu). Albin był klasycznym przykładem aroganckiego, a co za tym idzie mordostrzelnego elfa, który na wszystko i wszystkich patrzy z góry. To zresztą niemal doprowadziło do skandalu podczas kolacji, kiedy to (jako Skellbrooke) skomentowałem odpowiednio to, że manifestuje swoją zażyłość z Lisandrellą.

Damian próbuje opowiedzieć historię niedźwiedzia. Dzielnie mu pomagamy.

Ja: To może to było tak? Fergus zakrzyknął: O nie! To niedźwiedź. A niedźwiedź na to: O tak! To ja! A Fergus: O nie! To nie twój biotop!

MG: O tak, teraz już mój!

Ostatecznie panna Kartier przykazał Lisandrelli grzecznie czekać w swoim pokoju, a spirytualistka udała się do drugiego skrzydła, gdzie znajdowały się pokoje zaproszonych dżentelmenów (w tym i nasze). Ryzykowała skandal, bowiem sprawa okazała się dość poważna. Nie dość, że zbliżał się czas zaślubin z Vayettą, to jeszcze zaginął Johan Sentinelle – faktycznie ukochany Lisandrelli. Młody elf miał tej nocy uciec wraz z dziewczyną, toteż dziwne było, że nawet się nie pojawił.

Izabela, widać rozmaitych talentów ostoja, bez problemu się wkradła do mojego pokoju, a krótko potem ja obudziłem pana O’Caseya i wspólnie opuściliśmy pałac (przez okno, improwizowaną liną z prześcieradeł).

Śmiechawa z Skellbrooke’a i faktu, że przebiera się kilkukrotnie w ciągu dnia.

O’Casey: Panie lordzie, a panu nie pogniecie się ten piękny strój?

Skellbrooke: To się nie gniecie, drogi panie, to…

Kartier: … ortalion?

Domek Johana, położony w ogrodzie, pozwolił zebrać kilka informacji. Co prawda elfa tu nie było, lecz za to odkryliśmy piękny akt Lisandrelli namalowany przez Sentinelle. Widać było, że ich związek wszedł już w zasadniczą fazę. Nie dziwiłem się jednak Johanowi, widząc na obrazie szereg walorów posiadanych przez elfkę. Dodam szereg złożony z dwu elementów :).

Poza tym znalezione ślady sugerowały, iż Johan nie tyle został porwany, co poszedł z własnej woli i w dodatku w kierunku pobliskich wrzosowisk.

Podobnież i my uczyniliśmy. Wrzosowiska nocą wydawały się nie tylko tajemniczym, a wręcz magicznym miejscem. W świetle księżyca dostrzegaliśmy każdy szczegół: pokręcone drzewa, omszałe głazy, kilka przygarbionych, humanoidalnych sylwetek pełzających wśród trawy… Moment! Nim zdołaliśmy się dobrze przygotować, sylwetki pobiegły do nas na małpi sposób i zaatakowały.Dojrzeliśmy pazurzaste łapy i trupie, podłużne pyski o skośnych ślepiach. Ghoule!

Dyskusja we własnym towarzystwie. Analiza sytuacji rodzinnej.

O’Casey: Charlotta chce wydać córkę za mąż, a córka wolałaby biegać nago i malować paźgawce.

[Czym do cholery są paźgawce?]

Dobyłem doskonałego rapieru kawalera de la Fere i dwoma szybkimi pchnięciami uśmierciłem parę bestii. Pozostałe trzy ominęły mnie i pognały w stronę mych towarzyszy. Kolejne dwie padły, gdy sztucer pana O’Caseya wypalił z hukiem. Ostatni ghoul dopadł Izabeli, lecz nim zdążył uczynić jej krzywdę, padł trupem dzięki niezawodnemu oku niziołka.

Po walce okazało się, że za wrzosowiskiem znajdował się stary cmentarz, a na nim wejście do katakumb. Ostrożnie zapuściliśmy się w głąb wilgotnego, cuchnącego stęchlizną korytarza. W komorze grobowej odkryliśmy Johana medytujacego przed obrazem (swoje autorstwa), który namalował na ścianie grobowca. Malowidło przedstawiało dziwnego, podobnego do elfa mężczyznę, który wedle Izabeli miał być fae – zapomnianą istotą z  dawnych wierzeń alfheimskich. Johan znajdował się w przerażającym stuporze. Zareagował dopiero wtedy, gdy wylałem farbę na jego obraz. Krzyknął głośno, a potem zemdlał.

Ciąg dalszy chwalenia się osiągnięciami.

MG (jako któryś z NPCów): A jakie były osiągnięcia spirytualistki?

Ja: Wywaliła dwa winiaki na raz?

Droga powrotna zajęła nam nieco więcej czasu, głównie za sprawą Johana, którego trzeba było nieść. Wreszcie udało nam się położyć do łoża młodego malarza. Pan O’Casey zaoferował się, że popilnuje nieszczęśnika, a my wróciliśmy o świtaniu do pałacu. Zdołaliśmy jeszcze się przebrać i wziąć udział w śniadaniu (podobnie O’Casey, którego pospiesznie sprowadziliśmy do pałacu, by nie wzbudzać podejrzeń). Co prawda miałem później pomóc Izabeli przy Lisandrelli i Johanie, ale niestety trolla krew stanęła na przeszkodzie. Dałem się sprowokować wyniosłemu Vayetcie i zadeklarowałem swój udział w zbliżającym  się polowaniu. Pokażę mięczakowi z Mancasteru, co potrafi prawdziwy arystokrata!

MG: To ghoule. Jak się nażrą to zapadają w letarg.

Skellbrooke: Może damy im niziołka?

UWAGI:

1. Od strony gracza mechanika wolsungowa aż tak nie boli. Pozwala się bawić bez ciągłego martwienia się o zasady. To Madzia ma przerypane :).

2. Naprawdę lubię ten świat.

Advertisements

komentarzy 11

  1. Ufff… no pierwsze koty za płoty, jak to się mówi. 🙂 Mechanika nie taka straszna, tylko o wielu rzeczach trzeba pamiętać. I konfrontacje ciągle jeszcze mnie onieśmielają. Ale mam nadzieję, ze już będzie z górki, a za wszystkie opinię i uwagi będę wdzięczna. 😀

  2. JA Ci już mówiłem. Lubię u Ciebie grać, bo masz fajne pomysły i jest faktycznie inaczej, subtelniej. Mechanika jest do przeskoczenia jak widać i cieszę się z tego, bo po pierwszej sesji, którą prowadziłem, miałem odmienne wrażenie. Ekipa też jest fajna, choć Damianowi jak zwykle należy się solidny oklep, za olanie sobie MG i graczy.

    Kiedyś wydrukuję i nakleję na szybie jego wozu „karnego kutasa za pokazanie dupy współgraczom” 😀

  3. @Smartfox zapomniałeś opisać jak paradowałam w Twoich pończochach :D. Nie drukuj mu tego karniaka…no jak możesz nawet o tym myśleć , tej naklejki i tak nie powinno tam być ;p

    Madzia popieram Foxa w całej rozciągłości. Masz świetne pomysly i gra się u Ciebie inaczej :D.
    Mechanika mnie przerażała dość mocno: moce, czary gadżety, atuty, kart, żetony i osiągnięcia aaaaaale nie jest tak źle., Ba ma przeczucie, że będzie coraz lepiej.

    BTW czy my osiągniecie wybieramy po przygodzie czy po sesji ?

  4. W podręczniku pisali co prawda, że po sesji, ale ja myślę, ze lepiej będzie po przygodzie…. Twórcy się chyba z przygodą w sesję wyrabiali i stąd ta informacja. Chyba, ze chcecie inaczej… 🙂

  5. @ Magda
    Zobaczymy z czasem, ostatnia sesja była nieco krótsza.

    @ Ata
    Oj tam, bo przemoczyłaś swoje, to jako dżentelmen pożyczyłem Ci swoje, prawda?

    A naklejki faktycznie nie powinno tam być, to nie jej biotop:)

  6. Po sesji bierzcie (no chyba że mało się dzieje albo bardzo krótka jest), więcej osiągnięć naprawdę nie zaszkodzi, a chyba każdy ma się czymś co zrobił podczas sesji pochwalić. Za to więcej osiągnięć da większe możliwości do aktywnych popisów postacią.

  7. Dzięki, Krzysiek. Tak sobie w sumie myślałem (choć to od naszej Mistrzyni zależy), ale i tak tamta sesja była dość krótka. Jakoś trudno mi wymyślić stosowne osiągnięcie. Może gdybym Betty uwiódł?:)

  8. Ok 😀 o rany ale jak ja uwiedziesz dasz radę się przebrać między jednym a drugim…donoszeniem ponczu ???

  9. Spokojna Twoja, skośna rozczochrana:).

    Po czym poznać sunnirską piękność? Jak zjeżdża po poręczy, to słychać: fap-fap-fap, bo ma w poprzek :).

  10. Se wypraszam nie fap-fap-fap to takie prostackie tylko – fhap-fhap-fhap. Tak ? Zachowuj się byle jak, ale się zachowuj.

  11. Poziom trzymać proszę, nie?
    W ostatniej sesji to raczej ciężko o osiągnięcie, była krótka i w ogóle… wprowadzająca raczej. Ale może być po sesjach, zobaczymy, jak się sprawdzi 😀
    Uwiedzenie Betty nie będzie zbyt wielkim osiągnięciem.. ale gdybyś się jej oparł? 😀 Kto wie?
    Gospodynię uwiedź, też niczego sobie przecież 😀 Albo Albina.. legendarne będzie. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s