Conan BRP odc. 8 – obrona karawany

Valeria (Madzia) – aquilońska złodziejka

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem)

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą.

I złowróżbna reszta:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Pablo) – khitajski mag z mocą sypania piaskiem po oczach (bez użycia łopatki!)

Ładunek kupca Arcusa został odzyskany. Wozy zaprzężone i załadowane (jedwabiem, płótnem, pancerzami etc.), choć ryzyko ataku Piktów było niemałe, bohaterowie wyruszyli na szlak pełni ufności w los i swoje umiejętności. Przed wozami szli dwa zwiadowcy: Ronja i Guri. Jakieś 20 metrów za nimi, jeden za drugim, jechały wozy. Pierwszy z Thorrem i Korgothem. Drugi z Valerią oraz Zhuge Liangiem oraz trzeci z mocną załogą: Gerardem i Umbą.

Przez pół dnia wozy turkotały wąskim traktem, po otwartym terenie. Okoliczne pola i nieliczne zagajniki nie były raczej miejscem, który doskonale nadawałoby się na zasadzkę. Pogoda również dopisywała, po kilku dniach deszczu i wielkie burzy, niebo było wypłukane do czysta, błękitne niczym oczy Brythunki. Słońce przygrzewało coraz mocniej, ani chybi lato zawitało do Westermarcku.

Oczekiwanie na zasadzkę.

MG: Za chwilę przejedziecie w pobliżu zagajnika, gęstej plątaniny zarośli i krzewów.

Korgoth [o Piktach]: Widać ich?

MG: Nie, nikogo nie ma.

Korgoth: A słychać.

MG: Niczego nie słychać, nawet małego ptaszka.

Korgoth [zrezygnowany]: No to chuj.

Pierwszych piktyjskich zwiadowców bohaterowie dostrzegli koło południa, kiedy karawana była już 10 kilometrów od Vascaty. Dzikusy ukrywały się w zagajnikach, coraz częściej występujących w pobliżu traktu. Wojownicy najwyraźniej na coś czekali. Uważnie obserwowali wozy i podążali za nimi. Gdzieś w połowie dnia BG dostrzegli grupę jeźdźców, najemników, nadciągających z naprzeciwka. Konni okazali się być najemnika Teodoryka, a w chwili obecnej ochroniarzami wielkiej karawany, która wiozło ładunek marmuru do Scandagi. Po rozmowie z bohaterami przywódca najemników cofnął się do karawany, a naprzód wysłał kilku jeźdźców, by sprawdzić informacje herosów dotyczące obozu Piktów. Krótko potem jeźdźcy wrócili, w pełnym galopie mijając wozy BG. Widać było, iż część jest ranna, a luzak sugerował, że jednemu z wojowników nie poszczęściło się podczas walki.

W ten oto sposób BG zostali sami. Teren nieco się zmienił. Wciąż był płaski jak stół, lecz nieco bardziej zalesiony. Niejednokrotnie trakt zbliżał się do gęstych zagajników. Napięcie rosło, herosi czuli na sobie nienawistny wzrok dzikusów.

Po niewielkiej przeróbce wozu (dodatkowe opancerzenie) Ronja i Valeria chcą na nim jechać.

Korgoth: Stuningować furę i już się zlatują.

Guri: Blachary.

Ronja [dumnie]: Drewniary!

Chmura strzał nadleciała, kiedy wozy przejeżdżały ledwie 50 kroków od ściany lasu. Większość poszarpała plandeki wozów, kilka utkwiło w burtach, dwie dosięgły herosów. Kolejna salwa wycelowana była w woły. Te z pierwszego i drugiego wozu wpadły w panikę i poniosły. BG nienawykli do powożenia, nie potrafili opanować zwierząt. Zhuge Liang wypadł z wozu, lecz udało mu się dobiec do Gerardo i wspiąć na jego wóz. Wóz Valerii zjechał ze szlaku. Woły galopem oddalały się od zagajnika. Ziemia niestety byłą podmokła, wóz zarył, jeden z wołów połamał nogi, drugi – poraniony, uciekł. Aquilonka wypadła z kozła i skryła się wśród wysokiej trawy.

W tym czasie wóz Korgotha i Thorra również poniosły zwierzaki. Jednak wyjątkowo pechowo. Woły dobiegły niemal do zagajnika i pogalopowały wzdłuż niego, wystawiając się na ostrzał łuczników. Strzały śmigały koło uszu herosów, perforowały plandekę, masakrowały burty. Thorr przerzucił swoją wielką tarczę na bok i udało mu się ochronić przed większością pocisków. W tym czasie Korgoth przeszedł na grzbiet wołu i dzięki sile fizycznej opanował go. To nie był jednak koniec zmagań. Część Piktów wyrwała się z lasu i pognała za wozem. Kilku zaczęło się wspinać na strome burty. Tymi zajął się Korgoth, ścinając niejeden z wymalowanych łbów.

Głupawka w trakcie walki.

Ktoś (Gerardo?) do Umby, który widzi wspinającego się na wóz Pikta: Umba rzuć go!

MG (jako Umba): Nie kocham cię!

U Gerarda było najgorzej. Strzały ubiły jednego z wołów, co prawda rycerz odciął truchło, lecz drugi zwierzak nie był w stanie pociągnąć odpowiednio szybko wozu. Piktowie ryknęli triumfalnie i w kilka dziesiątek zaatakowali wóz. Łuk Guriego i magia Zhuge powstrzymały na krótko dzikich. Szczególnie Khitajczyk się wykazał. Wpierw podmuchem wiatry powalił połowę napastników, następnie zasypał ich wałem piasku. Kilku Piktów znalazło swój kres. Wrogów jednak było zbyt wielu. Kilku wdrapało się na kozioł, na którym znajdował się Guri. Hyrkańczyk opędzał się od dzikich jak potrafił, dwu ubił, lecz w końcu został powalony. Nim zdążył wstać kilka ciosów dosięgło go, a krew obficie popłynęła z ran. Syn stepów rozpoczął pospiesznie odchodzenie z tego świata i witanie się z przodkami.

W tym czasie na wozie Gerardo ciosami bastarda osłaniał Zhuge (wyczerpanego czynioną magią) oraz Umbę (ciężko rannego przez dwie piktyjskie strzały). Poitaińczyk wymierzał potężne ciosy, ale i zbierał je. Dwie noce wcześniej stracił swą tarczę podczas walki w obozie Piktów, teraz to się na nim mściło. Przez kilkanaście rund odpierał ataki zewsząd otoczony przez dzikich. Blisko 4 tuziny Piktów próbowały go ubić. Miecz Gerarda oklejała posoka wroga aż po jelec. Niestety tych wciąż było zbyt wielu.

Szczęśliwie Korgoth zeskoczył z wozu i uporał się z grupą napotkanych wrogów (jedno potężne cięcie zamachowe i bodaj szóstka Piktów odeszło do Jhebal Saga) i pognał na ratunek towarzyszom. Thorr musiał przejść na tył wozu i stoczyć walkę z czwórką wojowników. W tym czasie przejechał w pobliżu starego dębu i stracił plandekę zerwaną przez gałąź. Aesir spadł z wozu, którym próbowały się zająć Ronja i Valeria. Owszem udało im się dobiec do pojazdu. Ronja wskoczyła na grzbiet oszalałego wołu, chwyciła za rogi i wykręciła łeb zwierzaka, próbując go opanować. Bydlę straciło równowagę, upadło, trzasnął złamany kar, a chwilę potem cały wóz skapotował, niemal przygniatając Hyperborejkę.

Korgoth i Thorr dobiegli w ostatniej chwili. Z pewnością ostatniej dla Guriego. Obaj wojownicy zmietli grupę Piktów, a Cymmeryjczyk przebił się do słaniającego się na nogach Gerarda. Niedługo potem Valeria dopadła Guriego i zaczęła opatrywać mu rany. Zhuge, osłaniany przez Gerarda i Korgotha uciekł z wozu i zmienił Valerię. Będąc lepszym medykiem, zdołał uratować Hyrkańczyka. Krótko potem Ocaleli Piktowie (a za wielu ich nie było), widząc, iż nie dadzą rady zdobyć wozu Gerarda, umknęli w las.

Walka była wygrana, ale jakim kosztem. Każdy był ranny, niektórzy bardzo poważnie (Ronja, Guri, Gerardo). Co prawda opatrzenie ran pomogło (w przypadku Gerarda, który oberwał bodaj dziesięć ran, ale stosunkowo małych , udało się niemal wyleczyć do stanu przed walką), ale zmęczenie zrobiło swoje. Poza tym BG utracili dwa wozy i większość wołów.

Jeszcze tego samego dnia, wieczorem, udało im się dołączyć do karawany z marmurem. Jej zarządca zdecydował się zmienić trasę i ruszyć na Velitrium, a potem od północy okrążyć Moczary Duchów. W ten sposób nadrabiał drogi, ale przynajmniej omijał Piktów. BG dołączyli do niego i następnego dnia dotarli do rozstajów, gdzie odłączyli się od karawany, by ruszyć na południe. Kolejnego dnia przejechali przez Deloyę i Theniteę, by wreszcie dotrzeć do Coyagi.

Już na miejscu spotkali się z Zarroneo oraz Arcusem, oddali ocalały wóz oraz ładunek, zainkasowali sporą nagrodę i postanowali wyleczyć rany w faktorii Zarroneo. OStatecznie w Coyadze spędzili pięć tygodni, lecząc się i szkoląc (Thorr wystąpił na arenie, gdzie co prawda został ranny, ale ostatecznie pokonał dzikiego, ogromnego goryla). Po zakupach (Korgoth nabył wreszcie porządną, lamelkową zbroję, a Thorr wielki, piękny hełm garnczkowy z ogromnymi rogami)ekipa opuściła miasto i ruszyła na mokradła (w pobliżu Thenitei), by rozprawić się z zagrożeniem, za sprawą którego wielu miejscowych zaginęło.

Początkowo mokradła niczym się nie wyróżniały. Jednak im bliżej centrum BG byli, tym bardziej spadała temperatura. Wpierw zrobiło się chłodno, potem BG zaczęli widzieć wydychane powietrze. Na roślinności pojawił się szron, potem śnieg. Wodę skuł lód, początkowo cieniutką warstewką, której grubość rosła wraz ze zbliżaniem się do wyspy położonej w centrum mokradeł. Ewidentna anomalia zaniepokoiła bohaterów. Śnieg, lód, ujemna temperatura latem w Westermarcku?

Na wysepce BG odkryli pokryte lodem ruiny (dwie zmurszałe ściany) oraz zejście do podziemi – szeroki, owalny, wijący się korytarz. Znaleźli też ślady jakiejś wielkie, pełzającej istoty, lecz wedle Thorra nie była to remora (lodowy robak, czerw z Gór Eiglofijskich). BG sprawdzili ekwipunek i wkroczyli pod ziemię.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s