Evernight (odc. 36) – To już jest koniec

Drużyna: Las Maquinas de la Muerte

Mirabella aka Mira Belladan (Ata) – wojownicza półefka (dziedzictwo ludzkie), mistrzyni miecza, szabli i ciętego języka. Mistrzyni miecza a teraz zabójczyni upiornego węża – Seta. Potomkini rodu Belladanów i świeżo pasowany Czerwony Rycerz (Rycerka:))

Dalajlana (Madzia) – Elfia czarodziejka kształcona w Kos, miotacz magicznych pocisków i posiadaczka dwuręcznego, okutego kija. Przynosząca pecha heroina z nawykiem do skubania czyichś ubrań i poprawiania kołnierzyków. Jak się okazało zwie się Dalai z rodu Lanów. Paskudnego rodu, należy dodać. Być może przyszła dziewczyna Fulka de Lorche :) , o ile tylko rycerz zechce jednooką.

Edric „Edi” Godspike (Jaro)  – Człowiek, amoralny złodziej bez jakichkolwiek zahamowań. Notoryczny dupcyngiel.  Nie cofnie się przed okradzeniem dziecka, muzeum czy rycerza! Wannabe hero, który równie łatwo pada, co masakruje jednym ciosem demoniczne węże. Przyszły pogromca pająków i przywódca Podziemia.

Cavas (Damian) – Rosły wojownik, mistrz galopady na pająku. Urodzony szwendacz stawiający nieudolny opór próbującym go uwieść kur… dziewczętom. Ostatnio wyrósł na herosa, co to się wrogom nie kłania. Pechowiec, który regularnie poznaje oczyszczającą moc ognia.

Zong Zębatka (Pablo) – Jednonogi, przygłuchy krasnoludzki rusznikarz obwieszony patronami. Chciwy niczym Szkot z poznańskiego. Tzw. „Dziadek”. Oddany dowódca chłopów i spóźniony maestro muszkietu.

Pozostali członkowie ekipy szturmowej (NPC)

– krasnolud Esom Perth i jego 9 saperów z Przedpiekla. Obładowani prochem, ładunkami wybuchowymi, bombami i lontem.

– team grenadierów z Królewskiego Portu: Rico i Kowalsky, specjaliści od wysadzania pająków, obwieszeni bombami rozmaitego sortu,

– team krasnoludzkich szturmowców z Przedpiekla: Kałdun i Dudun, fajterzy z ciężkimi toporami, dodatkowo wyposażeni w muszkiet i garłacz energetyczny,

– ciężki muszkiet energetyczny wsparcia obsługiwany przez Hana i Chewbie (wojaków z Królewskiej Przystani), zdobyczna broń na trójnogu, wielka siła rażenia,

– Czerwony Rycerz Fulko de Lorche.

Sezon 2 Odcinek 21 Gniew! (c.d.)

Po starciu z grupą pająków bohaterowie ruszyli w głąb wylęgarni. Krążąc w labiryncie tysięcy kokonów, próbowali odnaleźć drogę prowadzącą na wyższy poziom. Cavas i Edi wkroczyli na schody, gdy do pozostałych dotarły odgłosy pościgu. Kolejne grupy pająków tropiły herosów, chcąc zatrzymać ich, nim dotrą na szczyt Iglicy. Szerokie schody zablokowała Mira z Fulkiem, z tyłu rozstawił się ciężki muszkiet energetyczny, a Dalai ze swoimi fajterami stanowiła wsparcie. Saperzy Esoma zabezpieczyli przedpole minami.

W tym czasie Cavas zauważył, iż wyjście na wyższe piętro bloku zautomatyzowane działko poruszające się na trzech pajęczych nogach. Grenadierzy Ediego rzucili bombami i zniszczyli działko, a Cavas zaatakował. W tym momencie otrzymał postrzał od zamaskowanego asasyna. Szczęśliwie nieszkodliwy. Drugiego strzału Sa Karan nie oddał. Seria stalowych bełtów wystrzelonych przez Ediego sperforowała kamuflujący pancerz zabójcy, a czarna krew trysnęła na sterylny korytarz.

Cavas: Rzucam bombę, która wybucha…

MG: Eeee, a inne nie wybuchają?

Cavas: Mam jeszcze ogłuszające.

MG: Aha, te krzyczą?

Mira: Krzykiem podpalonego Cavasa.

Iglica Władców.

Pozostali także nie próżnowali. Pierwsza grupa pająków padła na pasie min, drugą zatrzymała magiczna eksplozja Dalai. Stwory, które przeżyły wiły się na ziemi ogłuszone. Jednak trzecia grupa minęła pobratymców i niemal dotarła do schodów. Mira i Fulko przechwycili ich kilkanaście metrów od nich. Kilka stworów padło od razu, ale pozostałe zasypały ciosami Czerwonych Rycerzy poważnie raniąc Mirabellę. Szczęśliwie jednak wsparcie ciężkiego muszkietu walącego seriami po tłumie pająków, a także ostrzał Zonga i magia Dalai zrobiły swoje. Choć niektórzy byli ranni, to z ok. 60 pająków przeżyło zaledwie kilka.

Siłą rzeczy herosi przedarli się dalej, gubiąc pogoń. Choć Władcy wiedzieli, że intruzi są w Iglicy, to nie potrafili ich namierzyć. Grupa szturmowa prowadzona przez Ediego umiejętnie unikała patroli i latających mózgów. Minęła kilka pięter pierwszej wylęgarni i dotarła do kolejnej, gdzie znajdowały się kokony większych tworów Władców. W szarych i czarnych poczwarkach wiły się nie w pełni ukształtowane tupacze, usychacze, wirniki, wielkie larwy, kilkudziesięciometrowe czerwie etc. Edric, widząc przeogromną poczwarkę, zabrał kilku saperów i zaczął ją minować. Jeden z krasnoludów wydobył bombę w ceramicznej obudowie i delikatnie złożył pod panelem sterowniczym kokonu. Jednocześnie Mira rozcięła kokon, a cuchnąca, gęsta maź zalała herosów. Krasnoludy, po zaminowaniu kokonu, pognały na złamanie karku w kierunku schodów prowadzących do wyższego kompleksu. A że gnały wyjątkowo szybko, to BG zrozumieli, że to nie jest chyba zwykła bomba. Kiedy grupa dotarła do wyjścia, mina eksplodowała. Potężny błysk rozlał się sinym światłem po całym kompleksie, blask rzucił długie cienie po ścianach. W plecy bohaterów uderzył podmuch. Wpierw lekki i ciepły, potem fala gorącego powietrza powaliła ich na ziemię. Cały kompleks zmienił się w gorejące piekło.

Po raz kolejny herosom udało się ominąć wysłane siły Władców i dotrzeć (teleporterem) do kolejnego kompleksu. Nie był on podzielony na poziomy, lecz tworzył jeden wielki obszar wysoki na ponad 70 metrów. W powietrzu lewitowały setki sześcianów-klatek, tworząc trójwymiarową, pajęczą sieć. W klatkach znajdowali się pochwyceni mieszkańcy Waluzji. Okaleczone, torturowane istoty. Wiele z nich zostało w bluźnierczy sposób przetworzonych. Jednym przytwierdzono dodatkowe kończyny, innych zamieniono w ponure parodie różnych zwierząt i bestii.

[Pierwsze użycie teleportera]

MG: Czujecie, jakbyście się rozpadali na maleńkie gwiazdki…

Edi: Gwiazdki? Co za prymitywna technologia.

Mira: Na gwiazdki, też coś.

Dalai: Jak jakiś pedalski wampir.

Bohaterowie, niewiele myśląc, wskoczyli na unoszące się w powietrzu klatki i zaczęli mozolnie przeprawiać się przez kompleks. W połowie drogi zostali zaatakowanie przez latające mózgi (w wersji bojowej), lecz bez większych strat odpali atak, niszcząc większość z maszyn.

Wreszcie dotarli wyżej, gdzie znajdowały się laboratoria. Poszczególne urządzenia umieszczono w bąblach energetycznych, które szybowały chaotycznie w powietrzu. BG wpierw dali się złapać przez jedną z pułapek (a może środków transportu). Niewidoczna siła porwała ich w powietrze i poniosła w górę, by roztrzaskać o sufit. Bohaterowie powiązali się linami i znacząco spowolnili lot, jednak nijak nie potrafili opuścić pola tajemniczej mocy. Wreszcie Edi teleportował się do jednego z bąbli, uruchomił go, łącząc się fizycznie z biologicznym interfejsem i wciągnął wszystkich do wnętrza energetycznego tworu.

Kierowany przez Edrica bąbel wzniósł się majestatycznie w powietrze, kierując się w stronę kolejnego przejścia pomiędzy kompleksami. Kompleks, do którego wlecieli, był potężnym lądowiskiem, hangarem, koszarami i bazą operacyjną w jednym. W zewnętrznych ścianach znajdowały się wielkie bramy otwierane niczym migawka w aparacie fotograficznym. Herosi wlecieli powoli do kompleksu przez szyb w podłodze i ujrzeli tysiące pająków, dziesiątki wielkich tupaczy uzbrojonych w działa energetyczne, tranporterów gąsieniczowych, zastępy asasynów w modułowych pancerzach. Na poszczególnych pasach startowych rozgrzewały silniki setki pojazdów. Przeważały tam bezzałogowe kutry szturmowe, ale nie brakowało większych szalup desantowych, załogowych kufrów wsparcia czy gigantycznych drakkarów najeżonych bronią.

[Edi i krasnoludy minują największą poczwarkę, Dalai wskakuje na panel sterowniczy, gdzie umieszczana jest bomba]

MG: Wiesz, słyszysz Ediego i krasnego, jak coś mamroczą.

Dalai: A co?

MG: „Najpierw czerwony, potem niebieski, zacisk…”

Dalai: ZESKAKUJĘ!

A na  środku jeden mały bąbelek i dwudziestu dwóch straceńców, którzy korzystając z zamieszania, wyładowali się i rozproszyli po kompleksie. Edi przejął za pomocą kompleksu sterowniczego jedną z ogromnych, jeżdżących na gąsienicach bestii Władców. Kilkunastometrowy stwór w ramionach miał zamontowane szybkostrzelne muszkiety energetyczne, a w barkach wyrzutnie rakiet. W jednej salwie, kierowany przez człowieka stwór rozniósł regiment pająków wraz z dowodzącym Władcą, kilkanaście kufrów i szalup, kilka tupaczy. Co prawda odrzut przewrócił maszynę, ale Edi nie przestawał strzelać, potęgując chaos. Krasnoludzcy saperzy rozrzucili posiadane ładunki i miny. Cavas z dwójką podległych mu strzelców z pustym już muszkietem energetycznym przejęli jedną z szalup. Zaryczały silniki, maszyna wystartowała, zakręciła się w powietrzu, wyrżnęła o ziemię i przeorała kilka czworoboków pająków nim uderzyła w bramę hangaru i wypadła z Iglicy. Cavas i Han uciekli z ostatniej chwili, lecz Chewbie pozostał we wraku, który poszybował kilkaset metrów w dół, by roztrzaskać się u podnóża wieży.

Pozostali nie tracili czasu. Dalai kolejnymi czarami niszczyła maszyny wroga. Jej krasnoludy, Dudun i Kałdun ostrzeliwały się z broni energetycznej. Zong trafił ze zdobycznej broni w skład amunicji, Mira i Fulko pognali do znajdujące się 200 metrów dalej bramy teleportacyjnej prowadzącej na szczyt Iglicy. Chcieli zabezpieczyć ją i osłonić saperów, których ładunki wreszcie eksplodowały niszcząc centrum łączności, zgromadzoną broń, pojazdy, zabijając dziesiątkami pająki.

Wróg jednak otrząsnął się z zaskoczenia. Jeden z tupaczy obrócił działo i jedną wiązką zanihilował Kałduna. Dudun zaryczał w rozpaczy i z bezpośredniej odległości przepalił z energetycznego garłacza korpus bestii, a potem sam zginął trafiony przez asasyna. Ginęli też saperzy, bohatersko torujący pozostałym drogę do teleportera. Poprzez ogień, krew i ból grupa przebiła się do bramy i przeniosła prosto do centrum dowodzenia.

MG [do Cavasa, poważnie rannego]: Wiązka z muszkietu energetycznego przepala cię na wylot.

Mira [filozoficznie]: Generalnie to nie pierwsza dziura w Cavasie i nie ostatnia.

Edi: Ale pierwsza na wylot.

Tutaj bohaterowie przejęli inicjatywę. Widząc, iż w całym kompleksie, najeżonym projektorami, komputerami czy innym sprzętem, znajduje się zaledwie sześciu Władców i kilkunastu doborowych asasynów, zaatakowali. Salwa z broni (zdatnej do użytku, bo amunicji i bomb komandosi Podziemia już prawie nie posiadali) i magii (resztek potencjału Dalai) wybiła niemal wszystkich Władców i większość asasynów. Ci drudzy, widząc biegnących krasnoludzkich saperów z ładunkami wybuchowymi, wystrzelili. Do wystających ponad Iglicę wylotów dymnic dotarły tylko trzy krasnoludy: Esom Perth i jego dwu podkomendnych. BG zajęli pozycje, zdecydowani bronić się do czasu, aż kompani z Przedpiekla zakończą minowanie dymnic. Choć z asasynami i Władcami szybko sobie poradzili, nadchodzący wróg miał się okazać większym zagrożeniem. Kilkudziesięciometrowy nekrodrak, efekt złowrogich eksperymentów Władców, zaatakował. Walka była na tyle ciężka, że po chwili Zong i Cavas leżeli bez życia poszarpani pazurami i szponami bestii [w tej chwili ekipa praktycznie już nie miała fuksów, poszły też Karty Przygód]. Dalai zatrąbiła w Róg Athelstane’a i widmowy smok uderzył w nekrodraka, raniąc go. Bestia jednak wciąż byłą śmiertelnym zagrożeniem. Co prawda Edi wezwał przez pierścień żonę – smoczycę, ale brała ona udział w walkach o Królewski Port (bitwa toczyła się już od ładnej godziny). Mogła przylecieć dopiero po jakimś czasie.

A tymczasem BG stanęli na krawędzi zagłady. Kolejne ciosy nekrodraka niemal wyeliminowały Mirę. Co prawda posiadane eliksiry pozwoliły postawić na nogi Zonga i Cavasa, lecz w sumie każdy z BG był poważnie ranny. Wpierw zmobilizował się Cavas. Seria silnych ciosów ogłuszyła bestię, choć nie raniła [miałem kilka zachomikowanych fuksów]. A potem wkroczyła Mira. Po kilku rundach walk zdołała dopaść bestii (z którą rozpaczliwie walczyła Dalai oraz Edric), a potem ubić trzema celnymi ciosami.

Walka się skończył i całe szczęście. Saperzy skończyli swoją robotę. Trzy miny eksplodowały w dymnicach. Ostatnia, zaniesiona do środka przez samego Esoma, uczyniła największe szkody. Sam krasnolud tego nie doczekał, poświęciwszy się dla pozostałych. Iglica zadrżała, seria eksplozji zaczęła rozbrzmiewać w jej trzewiach, począwszy od reaktora i generatorów. Wtedy Edric dojrzał na horyzoncie mały, rosnący szybko punkt. To smoczyca, jego ukochana, przychodziła na ratunek.

Jedno z wielu starć.

Mira: Stajemy z Fulkiem, dobywamy mieczy i przeciągamy ostrzami po sobie. Głownie stają w płomieniach!

MG [zdegustowany]: To scena pasująca do teledysku Electric Six.

Była ku temu ostatnia chwila. Kolejna eksplozja niemal wyrwała Iglicę z podłoża. Wieża pochyliła się i zaczęła z ogłuszającym jękiem i zgrzytem chylić się ku ziemi. I wtedy Cavas dojrzał gdzieś poza zrujnowanymi systemami dowodzenia i łączności klatkę. A w niej piękną choć osłabioną dziewczynę, znaną im sprzed prawie dwu lat, z samego początku inwazji. Była to Barrena, bohaterka Jeźdźców w Szkarłacie, a tak naprawdę Rayna – jedyna córka króla Kadena!

Cavas, uratowawszy ją (wraz z Mirą), chciał powrócić na grzbiet smoczycy, ta jednak już odleciała. Iglica, wciąż wstrząsana eksplozjami, stała się areną ostatniej ucieczki herosów. Cavas, Mirabella i Rayna wrócili teleporterem do hangarów i tak wsiedli do porzuconego bąbla energetycznego. Ślizgając się po pochyłem podłodze, wystartowali. Kiedy znajdowali się kilkaset metrów od Iglicy, ta zniknęła w oślepiającym wybuchu, a ogromna fala uderzeniowa zniszczyła pozostałe instalacje Władców.

Kilkadziesiąt kilometrów dalej niedobitki grupy szturmowej wylądowały. Czekał już na nich komitet powitalny. Grupa bojowników Podziemia oraz Tam, mała dziewczynka uratowana przez herosów dwa lata wcześniej. Jąkając się (przedtem w ogóle nie mówiła), powitała bohaterów. W ręku trzymała uzdę białego rumaka, nowego wierzchowca nowego króla Waluzji – króla Cavasa (na przydomek poczekamy, ale pojawiły się pierwsze propozycje: Spalony, Wieśniak, Bosy etc.)

Kiedy całą ekipa, galopując na otrzymanych koniach, dotarła do ruin Królewskiego Portu, bitwa wciąż trwała. Bojownicy szykowali się do ostatecznego szturmu na centrum dowodzenia Władców. Cavas i reszta pogodziła skłóconych dowódców (Drugalla, Herreka i Kargana – króla orków), a potem była świadkiem zwycięstwa.

Tak oto Waluzja została wyzwolona!

UWAGI:

  1. A uwagi spiszę w następnym poście.
  2. Sesja jedna z lepszych w moim odczuciu. Prawdziwie wybuchowy koniec kampanii.
Advertisements

komentarzy 6

  1. Król Cavas Bosy
    A dlaczego bosy???
    Żeby mu słoma z gumiaków nie wystawała

  2. – Dlaczego król Cawas (bosy) trzyma pustą butelkę w lodówce?
    – Dla gości, którym nie chce się pić.

  3. – Dlaczego król Cavas otworzył nowe konto w banku?
    – Bo stare było już puste.

  4. – Dlaczego król Cavas o mało co się nie utopił?
    – Bo wrzucił peta do rzeki i chciał przydeptać.

    sezon drwin z nowego króla uważam za otwarty….
    ps… składam podanie na nadwornego błazna

  5. – Wiecie jak bija zegary na dworze króla Cavasa??
    – bim-ber-bim-ber…

  6. – Podobno król Cavas odkrył i spenetrował lochy…
    – Dwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s