Conan BRP odc. 9 – Śmierć bohatera

Valeria (Madzia) – aquilońska złodziejka

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem)

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą.

I złowróżbna reszta:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang nieobecny.

Bohaterowie po dłuższym wypoczynku ruszyli ponownie na szlak. Lato w pełni, a przecież na bagnach nad Potokiem Noża panował zupełni inny klimat. Lód skuł ziemię, zamroził cuchnące moczary, mróz kąsał boleśnie, zwłaszcza Guriego, nawykłego raczej do gorących stepów Hyrkanii. Ani chybi jakaś magia sprawiła, iż w miejscu, gdzie zazwyczaj było duszno i parno , zapanowała niepodzielnie zima.

Bohaterowie jedno obrzucili okiem zlodowaciałe ruiny na wyspie, ledwie dwie zmurszałe, pokryte śniegiem ściany, i zeszli do podziemi. Korytarz bardziej przypominał norę drążoną przez ogromną dżdżownicę niż pozostałości lochów. Owalny w przekroju, gładki i śliski, bił chłodem, który przenikał ciała herosów aż do kości. Z każdym oddechem dzielni bohaterowie wydychali kłęby pary, każdy krok przybliżał ich do nieznanego przeciwnika.

Ten zaatakował, jak to zwykle bywa, w najmniej spodziewanym momencie. Idący na końcu Gerardo poczuł mocne uderzenie, szczęśliwie tarcza przejęła cios, toteż Poitaińczyk, co prawda ranny, lecz sprawny, padł na ziemię. Napastnik, potężna, tchnąca lodem bestia przypominająca krzyżówkę węża, czerwia i jaszczura ponownie zaatakowała. Herosi, zaskoczeni, niemal wpadli w panikę. Kolejne uderzenia pełzacza (bo tak zwali bestię ziomkowie Thorra z Asgardu) powaliły Umbę i Ronję. Guri próbował wskoczyć na pełzacza, jednak potworne zimno bijące od jego ciała zmroziło dłonie Hyrkańczyka, a skóra odeszła od ciała.

Herosi przemierzają lodowe korytarze pełzacza, co chwilę się ślizgając.

Thorr: Teraz by się przydał Khitajczyk. Mógłby piaskiem lód posypać.

Po tym pokazie swej siły bestia odskoczyła od ludzi i zniknęła w plątaninie korytarzy, zapewne chcąc wywabić swe ofiary do szerszej komory, gdzie mogłaby w walce użyć swych ogromnych, wężowych splotów. Drużyna, poszarpana atakiem pełzacza, podążyła za potworem.

Kolejny i zarazem ostatni akt boju rozegrał się na jednym z rozgałęzień korytarzy. Kiedy poranieni członkowie ekipy szukali drogi na powierzchnię lub próbowali oskrzydlić potwora, atak pełzacza przyjął na siebie Korgoth i Thorr.

I tak jak wcześniej bestii dobrze szło w walce, tak teraz szczęście mieli BG. Pełzacz uderzał, dwoił się, lecz większość jego ataków nie dosięgło celu. Za to ciosy Aesira i Cymmeryjczyka wręcz szatkowały przeciwnika. Wreszcie pełzacz otrzymał potężny cios bastardem od Thorra, zadrżał i legł martwy.

Jaro rzuca w tabeli skarbów. K100 pokazuje wynik: 6! Ledwie 200 lun.

Korgoth: Kurwa, niższy rzut, by oznaczał, że przychodzi straż i daje nam mandat za zajebanie pełzacza!

Herosi opatrzyli rany i zabrali się za przeszukanie legowiska potwora. Niestety, pośród kości, śniegu, lodu nie było zbyt wiele cennych rzeczy. Sakwa ze złotymi lunami oraz bogato zdobione lustro było jedyną zdobyczą BG. Po spieniężeniu wszystkiego nie wyszło nawet 100 lun na osobę [Tak, wiem. Jaro już nigdy nie rzuca w Tabeli Skarbów:)].

Truchło samej bestii, nie spajane mrozem, błyskawicznie rozpadło się, roztaczając wokół siebie smród gnijącego ścierwa. Co ciekawe również bagno zaczęło tajać. Bez magii pełzacza natura mogła przywrócić właściwy porządek rzeczy.

Korgoth [pokazując Ronję]: Mamy karawaniarkę chorą.

MG: Eeee, karawaniarkę?

Korgoth: Bo tirówka to źle brzmi.

Po odpoczynku drużyna powróciła do Thenitei. W lasach, po drodze BG spotkali karawanę Kompanii, której ochroniarze (ewidentnie czymś przestraszeni) przepłoszyli BG (niewiele brakowało, a gorąca głowa Thorra doprowadziłaby do kolejnej walki).

W Thenitei przenocowali, a o świcie ruszyli do Coyagi. Miejscowi rangerzy usilnie namawiali BG do pozostania w osadzie, bowiem na trakcie do Coyagi coś mordowało kupców (może z tego powodu napotkani dzień wcześniej ochroniarze Kompanii byli przerażeni?), herosi jednak jak zwykle kozaczyli, toteż dowodzący rangerami dziesiętnik machnął wreszcie ręką i przepuścił ich.

Marsz był mozolny, bowiem po walce z pełzaczem Ronja nie bardzo mogła chodzić o własnych siłach (poszatkowana przez kły bestii noga).  Wreszcie późnym wieczorem, kiedy już zapadły ciemność, BG dostrzegli mroczny zarys wysokiej palisady otaczającej Coyagę. W tej samej chwili od strony lasu usłyszeli przerażający skowyt torturowanego człowieka. Po raz kolejny drużyna ruszyła niczym lemingi w stronę niepokojącego odgłosu. Jedynie Thorr pozostał przy rannej Ronji.

Kiedy gros drużyny dotarła do lasu, odkryła w nim palące się na niebiesko ognisko oraz kilka tyczek, a na nich nabite głowy ofiar – kupców, o których zaginięciu mówili rangerzy w Thenitei. Wokół ogniska roiło się od śladów łap zakończonych imponującymi pazurami. Tym tropem bohaterowie ruszyli dalej.

W tym samym czasie Ronja i Thorr dotarli w pobliże miejskiej bramy. Trakt prowadził przez pola pokryte wysokim zbożem, toteż Aesir uważnie rozglądał się wokół siebie. Kto wie, jaka bestia mogła się kryć tutaj? Wreszcie dwójka podróżników ujrzała dziwną postać zmierzającą do nich od strony miasta. Wysoką, chudą, dziwnie nieludzką. Z bliska okazało się, że ciemności i obawy zmyliły BG. Był to jeden z coyagańskich kupców, który nie wiedzieć czemu po nocy opuścił w miarę bezpieczną osadę. Teraz, otępiały z niewidzącymi oczyma, szedł naprzód, trzymając w dłoni pochodnię. Zatrzymany przez BG, odzyskał zmysły. Rozejrzał się wokół i, widząc, iż jest na trakcie, wpadł w panikę. Wedle jego słów w ten sposób ostatnio ginęli miejscowi kupcy. Coś ich zmuszało do opuszczenia osady, a następnego dnia znajdowano ich bezgłowe ciała. Miejscowi mawiali, że to leśny diabeł poluje.

Plany herosów.

Ktoś: Co robimy dalej?

Korgoth: Siedzimy pod spożywczym i pijemy browary.

Guri: Ranczo Wilkowyje.

Thorr i Ronja zaoferowali się, że bezpiecznie odprowadzą kupca do miasta (ledwie kilkaset metrów!), co zresztą ten zamierzał stosownie wynagrodzić. Próżne jednak nadzieje na zarobek. Wkrótce cała trójka usłyszała dziwne wycie, syk, a kupiec wpadł w panikę i pognał w zboże. Nim Thorr zdołał go zatrzymać, był już martwy. Dzielny Aesir natomiast stanął przed rosłym demonem. Bestia miała ponad 2 metry wzrosty, jej korpus pokrywały węzły, grubych mięśni, a sękate łapy kończyły się szablastymi pazurami. W jednej z rąk demon trzymał odciętą głowę kupca. Nogi istoty zginały się w przeciwną stronę niż ludzkie i przypominały nieco kończyny wielkiego ptaka, stopy jedna bliższe były niedźwiedzi. Ogromny łeb, zwieńczony wielkimi rogami wyrastającymi ponad psim pyskiem i inteligentnymi, skośnymi ślepiami budził przerażenie.

Thorr skierował ostrze miecza w pierś bestii, ta jednak zaśmiała się i melodyjnym głosem zażądała, by wojownik odstąpił. Bohater tak też uczynił. Demon rozpostarł nietoperze skrzydła i poszybował w stronę lasu. Oczywiście (nie pytajcie, dlaczego „oczywiście”:)) BG ruszyli za nim.

Pozostali herosi, tropiąc dziwne ślady (a jak się pewnie domyślacie, należące do demona) dotarli do ruin, niewielkiego kompleksu kopulastych budynków przypominających budowle z Iranistanu.

Co krzyczy heros, gdy wrogów kupa?

Valeria [otoczona przez szkielety]: Chłoooopaaaki! Rubinowa czaszka!!!

Korgoth [biegnąc na pomoc Valerii]: Wedle zasady, przy napadzie nie krzyczysz „Ratunku!” a „Pali się!”

BG wkroczyli do kompleksu (poza Gurim, który zabezpieczał teren), chcąc go splądrować. Niestety, poza pięknymi szatami, sakraliami czy przedmiotami pochówkowymi niewiele znaleźli. Valeria doświadczyła jeszcze wizji, w któej bogato odziani arystokraci zgromadzeni byli przed ołtarzem, gdzie składano ofiary z ludzi. Na samym ołtarzu pyszniła się ludzka czaszka z rubinu!

BG na tyle dużo czasu spędzili w ruinach, że demon, z którym wcześniej spotkał się Thorr i Ronja, zdołał powrócić. Jak łatwo się domyśleć, sytuacja błyskawicznie stała się dla BG niekorzystna. Magia demona ożywiła zalegające wszędzie szkielety, które zaatakowały herosów. Sam demon opanował swą magią Guriego i nakazał mu nadziać się na własny sejmitar. Szczęśliwie Wyrwiflak, pies Hyrkańczyka, ugryzł swego pana i wyrwał go ze stuporu. Wściekły demon niemalże ubił zwierzę jak i samego syna stepów :). W tym czasie Korgoth i Gerardo zdołali dotrzeć do broniącej się rozpaczliwie przed szkieletami Valerii i ochronić ją przed przeciwnikami. Szkielety traciły czerepy i kończyny pod mocarnymi ciosami herosów, jednakże nadal atakowały. Sytuacja robiła się nieciekawa. Czary demona rzucały BG niczym marionetkami Gerardo i Korgoth, brocząc krwią, zaatakowali wroga. Ten jednak jednym ruchem dłoni sprawił, iż wokół zapanowały absolutne ciemności. Wtedy Korgoth popełnił koszmarny błąd. Wymachując na oślep mieczem, zaatakował. Miał mikre szanse na trafienie przeciwnika, który doskonale widział w otaczającym mroku, za to dużo większe na ranienie kompanów. Jeden z ciosów trafił w drobną Valerię [pechowe trafienie krytyczne w kompana:(], która straciła w jednej chwili 25 hp, nogę i życie.

Cymmeryjczyk, także ciężko ranny, zdołał uciec z pułapki, podobnie jak Gerardo.

Ronja i Thorr też w końcu dotarli na miejsce, gdzie musieli stoczyć walkę z ożywionymi trupami najemników (czyżby ci, którzy wcześniej weszli do tego kompleksu? a może przebudzili demona?) Tym razem Ronja była bliska śmierci. Jeden z ciosów powalił ją na ziemię i gdyby nie Guri, zapewne by sczezła.

Po walce, kiedy już rozwiały się ciemności, a demon zniknął, BG zabrali ciało Valerii i pochowali je. O świcie poraniona ekipa dotarła do Coyagi, która tradycyjnie zaczęła pełnić rolę  lazaretu herosów.

UWAGI:

1. Kajam się, bo czułem, że sesja jakoś tak sobie mi wychodzi. Nudnawo było i biorę to na siebie.

2. Aha, by była jasność. Oczywistym jest, kto zabił (oczywiście przypadkowo) Valerię. Zresztą, o ile pamiętam, Korgoth nie może kłamać (chyba że właśnie wprowadził modyfikację do swego słynnego kodeksu barbarzyńskiego:)).

3. Ciągnie Was do walki jak kota pod samochód. W tym tempie rotacja bohaterów jest nieunikniona. No i profil przygód też będzie jednostajny. Nie jesteście niezniszczalni, co widać. Korgoth już dwa razy uciekł spod kosy, Guri raz, Gerardo też był blisko. Ronja ze Śmiercią jest po imieniu, pożyczają sobie kapcie, kubeczek i szczoteczkę do zębów. Zastanówcie się, co chcecie robić. Jeśli faktycznie polować na mobki, to okay, ale byle była jasność. Tyle że wtedy nie będzie w drużynie innych postaci niż wojowników, a to przypuszczam szybko zacznie nas wszystkich nużyć.

4. Do niektórych. Bycie heroicznym herosem nie oznacza od razu rzucanie się do walki z uniesionym mieczem i pieśnią na ustach. Magia tu jest mordercza. Ostatnia sesja była ostrzeżeniem.

Conan też niemal zawsze na tajniaka atakował magów. A nie frontalnie z żelastwem w dłoni. Szczerze mówiąc sławetny Cymmeryjczyk równie często uciekał co gonił. Wiedział, kiedy należy spierdalać. Pewnie dlatego doczołgał się do tronu :).

5. Aha, teraz leczenie w Coyadze oznacza już zapłątę Zarraneo za gościnę. Nic Wam nie jest winien, a powtarzalność Waszych wizyt u niego sugeruje, że można na Was niezłą kasę zbić. Czyli 1 złota luna od dnia, za żarcie i nocleg. Poszatkowanych ochroniarzy nie potrzebuje.

Reklamy

Komentarzy 41

  1. Ej…szczoteczki jej nie pożyczam, aż tak blisko nie jesteśmy. Ogólnie walka walką ale …no będzie nudno. Zastanówmy się może nad innymi możliwościami. Jeśli „sekcja karków’ wygra to zmienię postać na coś co potrafi walczyć. Ronja ma bowiem wiele nieodkrytych talentów..eh i bez podtekstów mi tu ! ( Tak Lisie ty też 😀 )

  2. Ano właśnie. Ronja jest świetną negocjatorką, ale jakoś mało jest okazji do użycia Persuade poza zastraszaniem. Zresztą to się prędzej czy później odbije na ekipie. Zastraszanie czy wpierdol działa w obie strony.

  3. U mnie jest podobnie. Właśnie wróciłem z sesji w D&D, w której moim graczom udało się otworzyć body count 🙂

  4. Mea culpa 😦 Kajam się przed Magdą za ukatrupienie jej postaci 😦 Z miejsca wypatroszę Korgotha jeśli tylko Fox zgodzi się na zamianę! Na otarcie łez obiecuje porcję gorzkiej czekolady i czteropak czegoś smacznego dla Madzialeny na wyłączność. Osobiście uważam ten rodzaj „krytycznego pecha” za dodupny. Rozumiem, że każda akcja niesie jakieś konsekwencje, ale chujnia zaczyna się w momencie kasowania komuś postaci. I bez znaczenia jest w jakiej sytuacji, przy takim rzucie robi się rzeźnia.

    Korgoth nie zamierza kłamać co do ww sprawy. Choć nie wiem od kiedy jego kodeks jest tak sławny, wspomniałem o nim raz.

    „Do niektórych. Bycie heroicznym herosem nie oznacza od razu rzucanie się do walki z uniesionym mieczem i pieśnią na ustach. Magia tu jest mordercza.” Czuje się wywołany do tablicy jako „niektóry” 🙂 Jest w tym dużo prawdy, ale jest też druga strona. Historia postaci, punkty światopoglądu rozpisane na dwa różne bieguny. Czynniki te sprawiają, że czasami „rzucanie się do walki z uniesionym mieczem i pieśnią na ustach” to normalne zachowanie dla danej postaci która hołduje kultowi siły, walki, odwagi. Do tego dochodzi jeszcze „żywiołowość” na poziomie 80%, totalna nienawiść do magii związana z historią postaci. W takiej konfiguracji mamy wyskokowy drink na bazie testosteronu o nazwie „Korgoth”

    A teraz sprawa nudy. Moim zdaniem chyba po prostu kiepsko radzimy sobie z sandboxem. Brak przewodniego motywy sprawia, że łazimy bez celu i prosimy się o wpierdol. No ale to już nasza wina.

  5. @ Robert
    No cóż, bohaterowie umierają:).

    @ Korgoth
    No offence

    Co do krytyka. Mozna przedyskutować, choć w tym przypadku akurat nawet pasowało. Było ciemno, a Korgoth wymachiwał nieostrożnie mieczem (4 ataki na rundę). Nie sposób było ocenić, kto gdzie jest, Valeria miała pecha.

    Kodeks jest sławny, bo ja o nim wspominam:). Wypisałeś go i w większości przypadków stosujesz, stąd i dla mnie jest ważny.

    Mówiąc o atakach frontalnych. Jasne, zgadzam się, ale tylko dwie uwagi:
    1. JEst jeszcze instynkt samozachowawczy. Gdyby i jego wziąć pod uwagę, to wiele Waszych planów byłoby skuteczniejszych.
    2. Rozumiem odgrywanie postaci, ale proszę tylko, by wziąć też pod uwagę tych, którzy podczas walki nie mogą się tak łatwo wykazać. Mówiąc inaczej – od rozmowy do walki bardzo łatwo przejść, ale od walki do negocjacji czy perswazji o wiele trudniej.

    Z sandboxem to jak mówiłem biorę na siebie winę. Tutaj ja się muszę postarać bardziej. Choć faktycznie, główna fabuła powinna być Waszym pomysłem. Nie chcę narzucać.

  6. :)) Czekoladka mile widziana, a czteropaka sama nie wchłonę. :D. Poza tym nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… może z tego motyw przewodni się wykluje…można tropem Rubinowej Czaszki pójść, demona załatwić jak należy… moja następna postać jest właśnie na tropie kupca, który ponoć ją ma, albo miał (tu już się okaże, czy moja wiedza była dobra)… (nie zdradzam tu żadnej tajemnicy, bo się już kilku osobom chwaliłam moim super genialnym w swej błyskotliwości pomysłem na motyw przewodni). Za taką czachę to ponoć można statek kupić i to z załogą! To chyba lepsze niż liczenie na rzuty na skarby takiego jednego, co to znajduje najwyżej na waciki… 🙂

    A i po przemyśleniu stwierdzam, że faktycznie pech Korgotha trochę za bardzo przemienił się w pech Valerii. Może ograniczyć to do wykluczenia z walki po prostu? Bo fakt, tym razem tak pasowało, że nawet się nie stawiałam, ale jak kiedyś taki dobry wojownik jak Korgoth zdzieli w normalnej walce przez plecy czyjąś już napakowaną rozwinięciami postać, i ta postać zejdzie z powodu pechowego rzutu, i to jeszcze nie swojego, to można by się wkurzyć…

  7. Motyw „Rubinowej Czaszki” wydaje się być klawym motywem przewodnim. Zwłaszcza, że już kilka osób straciło dla nie głowę tudzież inne członki… Pytanie tylko, na cholerę nam statek, tym bardziej z załoga 😉

  8. @Madzia a ja się nie zgadzam. Pech Korgotha pozostał jego pechem tyle, że ty byłaś najbliżej. Kostkologia niestety, a przecież to nie pierwszy raz kiedy w ruch szła tabela „peszkiem” w roli głównej.
    Korgoth już do końca swych dni będzie musiał, żyć ze świadomością, że odebrał życie niewinnej( bo przecież kradzież nici się nie liczy 😉 ) kobietce.

  9. 😀 nam na nic ale nowa postać Madzi spełni marzenia :D.

  10. Valeria też do końca życia żyła ze świadomością, że Korgoth zabił niewinną kobietę… 🙂
    A statek potrzebny Mi, bo ja będę piratem.. 🙂

  11. TO JEST PIRATKA :p

  12. 1. Sprawa Czaszki ustalona z MAdzią. Zresztą to dotyczy wszystkich. Nie pytajcie się mnie, czy możecie coś wprowadzić do sesji, gry czy świata gry. O ile tylko to pasuje do konwencji i tego w co gramy (mówiąc ordynarnie, nikt nie robi sobie jaj i nie testuje cierpliwości współgraczy), to wprowadźcie. To nie oznacza od razu, ze to, co wymyślicie spełni się w taki sposób, jak założyliście. To nawet nie musi być prawdziwe, a być jedynie plotką, ale tak czy inaczej rozkręci grę. Jeśli coś mi się nie spodoba, to wyraźnie powiem, więc nic się nie stanie. Właśnie z tego powodu nie mieliście szczegółowo historii opisywać.

    2. Co do tabeli pechów. Wydaje mi się, że ona nie jest głupia. Szansa na to, że ktoś zginie jest naprawdę mała. To, że Maro wyrzucił takie wyniki dwukrotnie jest faktycznie pechowe, ale rzadkie. Natomiast jeśli miałbym ją przebudować, to w obie strony, czyli skoro Wy nie trafiacie siebie nawzajem, to przeciwnicy również. Ogólnie wydaje mi się to niepotrzebnym wygładzaniem mechaniki. A tak jest wrednie i niesympatycznie, i co najważniejsze nieprzewidywalnie.
    Załóżmy, że wprowadzimy tę zmianę, a także wcześniejszą, czyli zwiększenie HP zwracanych przez leczenie. Sesje jeszcze bardziej będą „firght oriented”. Jeśli tego chcecie, to okay. NA razie mi naprawdę mechanika odpowiada (nawet jeśli bywa, ze mi kosicie mocnego potwora bez strat własnych), bo karze popełniane błędy i nieznajomość zasad. Mi się to podoba.

    3. Czaszka oznacza zarazem konfrontację z demonem-czarownikiem. Motyw wręcz na kampanię, chyba że znów uznacie, że można go zabić po prostu w walce wręcz:).

    Może przy okazji przejrzyjcie pozostałe, nieruszone wątki? Ewentualnie dołóżcie coś od siebie?

  13. Tomasz ma rację. mechanika jest dobra i nie powinniśmy jej naciągać na naszą modłę, bo szybko może się to obrócić przeciw nam samym.

  14. No dobra, przekonał mnie. 🙂 Nie naciągajmy mechaniki, niech zostanie tak jak jest . 🙂
    Czyli mam rozumieć, ze samemu można sobie np. plotki wymyślać? Albo stwierdzać, ze w karczmie gdzieśtam spotkało się starego znajomego, który właśnie szuka/tropi/ściga….cośtam?
    Cool. 😀

  15. Czaszka, demon…buahahaha..no to idziemy. Ja tak naprawdę to mam ochotę zrobić z…pupci jesień średniowiecza pewnemu kupcowi …nie lubię jak się ze mnie robi złodzieja,szczególnie jeśli oskarżenia prawdziwe nie są .
    No to Madzia – niech nam żyją morskie opowieści ;0!


  16. 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  17. Śmierć Valerii to nie tylko wina pechowych rzutów… złodziejka bez pancerza, z jednym wojownikiem w całkowitych ciemnościach walczą z demonem… gdyby nie rzuty Mara to wystarczyłoby jedno porządne trafienie od demona i efekt byłby podobny. A że kośćmi turlał Maro… no cóż… może to nas czegoś nauczy.

  18. Nauczy. Nie zbliżać się do machającego żelastwem.
    No to teraz już wszyscy walczący więc ciężko się spodziewać, że przygody będą z intrygami politycznymi. Może korzystając z okazji zmienić postać na coś mniej agresywnego (i pechowego)?

  19. kto powiedział, że ja walcząca??

  20. @ Jaro
    Postać Aty nie jest wojownikiem, choć macha dwuręcznym toporem. Ma sporo cech społecznych.

    Sami wojownicy. Niezłe wyzwanie dla mnie. Bardzo prawdopodobne, że dla NPCów staniecie się mocnymi i sprawnymi, ale mimo wszystko pionkami, których można w wuja robić. Jak to miało miejsce z kupcem w Scandadze.

  21. szczerze nie co ma o tym myśleć bo z jednej strony to jest conan, ale coraz bardziej widzę że to tylko MMo

  22. Postać Aty nie jest wojownikiem…. ale z dwuręcznym toporem uczestniczy w prawie każdej walce 🙂 🙂 To taki „wojownik amator” 🙂

  23. Twoja postać uczestniczy w wielu dyskusjach i rozmowach z NPCami, czyli jest negocjatorem, mediatorem i specjalistą od perswazji? W sensie specjalistą-amatorem? 🙂

  24. Specjalistą-amatorem, z ogromnym naciskiem na amatora 🙂 Ale… jeśli deklarujesz się na nie-wojownika to po co Ci dwuręczny topór?

  25. Chociaż, rzeczywiście każdemu może się przydać, np: do odganiania wilków podczas srania w lesie… 😉

  26. Korgoth słoneczko a co mam robić ?? Zatykać dziury w waszych ciągle kaleczonych żelazem, poznaczonych szramami ciałach …gdybym nie machała „amatorsko” toporem to zwyczajnie, przez większość czasu „leżałabym i pachniała”.
    Swoją drogą postać Jara też nie korzysta z wielu umiejętności, w końcu to szlachcic …

  27. ja nie ma broni żadnej tylko nosze ciężką skórę i to jest moja jedyna styczność z bronią . a co do wymiany poglądów jest teki gośc co napnie swoje nieście i tyle negocjanci.

  28. @ Korgoth- generalnie to był jedyny rodzaj broni, jeśli dobrze pamiętam dostępny dla mnie :). Prostytutki jakieś szczególnie bitne nie są :), topór był chyba z nacji …a zresztą to dzicz jest i łażenie tam bez broni mądre nie jest.

  29. Gerardo to szlachcic owszem, ale nie konserwatywny 😉 Prostytutki jakieś szczególnie bitne nie są?? Masz więcej killsów niż nasza „herbowa śmierć w berecie” 🙂 🙂 Właśnie, Jaro! A dlaczego nie korzystasz ze swoich szlacheckich umiejętności??? Pokaż czego Cie nauczono na dworze! Tyle nam o tym opowiadałeś! Przecież byłeś wysoko postawiony nie? Nie każdy może nosić taką czapeczkę z dzwoneczkami? 😉

  30. korgoth używa jedynie umiejętności związanych z napinam mętni

  31. Chyba ktoś kogoś próbuje sprowokować 🙂
    Teraz będzie okazja, w mieście się posiedzi, to i w hazard się pobawi, języka się zasięgnie, kogoś kto zna się na demonach poszuka, kupców przepyta, pośledzi, poprostytuuje wśród wyższych sfer i w Matę Hari pobawi, arystokrata kino postawi… 🙂 Będziemy się mogli culthuralnie wykazać 😀

  32. myślę że zacznie się tarcia.

  33. Te pustelnik, jak Korgoth „ponapina mętni” to Ci dupa „pękni”!

  34. A chcesz zeby ci sie zatarł

  35. A na dworze nauczono mnie ignorować buraki. ;p

    • Oj oj oj ! Gerardo, znowu mylisz znaczenie słów, nauczono Cie obalać a nie ignorować buraki 🙂

  36. @Korgoth Gerardo ma rację „ignorować burakl” a ty się mylisz bo”obalać” ale winiaki .

    • Widzisz, i tu się mylisz. Poitaiński napitek o konsystencji wina z racji swego podłego smaku, marnej jakości i właściwości przeczyszczających nie nosi miana „winiaka” lecz sławną nazwę „burakko”. I proszę mi się tu nie napinać bo na najtańszych trunkach się znam 🙂 🙂 🙂

  37. No wiem, że na tańszych… jak zainwestowałam w butelkę czegoś znaaaacznie lepszego, to nikt nie docenił 😦 W torbie leży na dnie. Przy stosie Valerii moglibyście obalić za jej życie pozagrobowe. (tylko nie wpadać na pomysł smażenia kiełbasek, bo będę Was nawiedzać!).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s