Wolsung odc. 2.1 – panu z motylkowymi skrzydłami już podziękujemy

Izabela Kartier (Ata) – orcza spirytualistka z Alfheimu, lubi duchy nie spirytus (niestety), urodziwa, egzotyczna i dość dynamiczna.

Fergus O’Casey (Damian) – alfeimski nizioł będący szanowanym myśliwym, któremu żaden zwierz nie jest obcy (choć niektóre pojawiają się nie tam, gdzie powinny:))

Theodore Skellbrooke, lord Kleinbautten (Ja) – trolli arystokrata z Alfheimu, birbant, który nocą zmienia się w zamaskowanego mściciela – Kawalera de la Fere.

 

Fae. Ponoć. Jakoś ten spotkany przez nas był mniej seksowy, ale dużo groźniejszy.

MG – Madzia

Ustalanie planów.

Isabella: Ja zostaję, nie jadę na polowanie. Idę medytować z astralem, obcować z analem czy jakoś tak.

Ciąg dalszy śledztwa. Isabella postanawia zostać we dworze, by przywołać ducha (wejść w astral czy coś tam) przodka rodu La Mae. Tymczasem Fergus i ja udaliśmy się na polowanie. Dla Fergusa była to raczej nudna rozrywka. Niziołek, który samotnie ze strzelbą polował na potężne bestie (Często takie, które nie miały prawa występować na danym terytorium:)), nie znajdywał przyjemności w polowaniu z tłumem naganiaczy i psów. Ja tymczasem liczyłem raczej na okazję do uwiedzenie pięknej Bettie i przytarcia nosa parszywemu Valletcie – elfiemu przemysłowcy.

Przygotowania do polowania

Skellbrooke: Chłopiec stajenny oporządzi mi konia, a potem przygotuje rumaka do odjazdu.

Toteż tak naprawdę każdy miał swój epizod. Isabella przywołała aroganckiego ducha, który wyjaśnił jej, że za dziwnym opętaniem Johana Sentinelle stoi potężny fae. Dzielna orczyca poznała przy okazji prawdziwe imię przebiegłej istoty.

W tym samym czasie Fergus, samotnie podszedłszy za zwierzyną, odnalazł potężnego jelenie o ogromnym porożu. Byk miał przynajmniej 600 kilo wagi, jeśli nie więcej. Niesamowity strzał niziołka rozerwał komorę zwierzęcia i jeleń padł tam, gdzie stał.

Po kolejnej wspaniałej akcji Damiana

Ja: Jakoś jak się jest MG to bardziej śmieszą jego akcje niż wtedy, kiedy się jest współgraczem.

Równocześnie Bettie, ja i Valetta jechaliśmy sobie spokojnie w stronę lasu (ja na pożyczonym koniu), gdy seksowna niziołcza rzeźbiarka zaproponowała gonitwę. Pierwszy konflikt na sesji! Stawka jasna. Jeśli wygram, spędzę noc z Bettie. Jeśli przegram, ta przypadnie cholernemu elfowi. Oczywiście takiej gonitwy nie można przegrać. Choć elf wystartował świetnie, to przecież pasja elfa jest niepowstrzymana. Spiąłem rumaka i, galopując niebezpiecznym jarem, wyprzedziłem go o kilka długości [mechanicznie wykorzystałem żeton i kartę –  waleta pik, czyli dywersja, w tym przypadku wykorzystanie terenu).

Tak oto elf odszedł jak niepyszny ścigany moimi kąśliwymi uwagami, a Bettie zatrzepotała rzęsami i przyrzekła, że tej nocy… ale tu zmilczę. Dżentelmen wie, dżentelmen milczy.

Gonitwa – ustalanie stawki.

Ja: Jak wygram, Bettie będzie moja!

MG: Jak on, to ty jego?

Ja: To wtedy będę eskalował do konfrontacji fizycznej.

MG [z wrednym uśmiechem]: Oj to będzie fizyczne.

Niestety na przeszkodzie w osiągnięciu wygranego celu, stanęła Isabella, która wymusiła na mnie uczestnictwo wieczorne w wyprawie na cmentarz, gdzie miała nastąpić konfrontacja z fae [jak ktoś mi jeszcze raz na sesji zabierze sukces, który legalnie wygrałem w konflikcie, to urwę łeb jego postaci, o!]

Fae, przypominająca elfa istota o motylich skrzydłach, oczekiwał nas w tej samej krypcie, gdzie noc wcześniej zastaliśmy Johana malującego obraz. Ten sam, na który wylałem farbę. Pradawny oglądał dzieło Johana (i zarazem moje), przyglądał się swojej podobiźnie wyraźnie zdegustowany. Widząc nas, nie okazał zdziwienia, a jedynie niesmak, skądinąd od razu łącząc nas z aktem „wandalizmu”.

Po nocce z Bettie, piękną niziołczycą.

Ja: Oj, ja nie wiedziałem, że znajdę takie śliczne, małe Rafaello.

Isabella: Miała orzeszek w środku?

MG: Dopiero będzie miała.

Isabella rozpoczęła rozmowę (choć i ja dorzuciłem coś niezbyt pochlebnego na temat naszego rozmówcy), informując fae, ze zna jego prawdziwe imię. Tylko dzięki temu mogliśmy fizycznie uczynić krzywdę naszemu przeciwnikowi.

[Konflikt fizyczny – stawka: „Jeśli wygramy, odeślemy fae z tego świata, w innym przypadku pradawny zostawi nas nieprzytomnych i solidnie obitych, by porwać i skrzywdzić Bettie Borno”]

I w samą porę, bo wróg rzucił się na nas, ogarnięty wściekłością. Tak, dokładnie. Bez dania racji (bo przecież nie z powodu moich uwag!), zgoła nie jak dżentelmen zaatakował. Walka nie była zbyt długa, ale bolesna. Dla mnie. Nie wiedzieć czemu, parszywiec, co i rusz mnie zasypywał ciosami, miotał magią po całej krypcie niczym  szatan… znaczy tornado. Choć wielokrotnie raniłem go swym rapierem, uszkodziłem skrzydła, trafiłem w bok, to przecież pradawny nie był zwykłym śmiertelnikiem (wykorzystałem pozostałe dwie karty, w tym posiadanego jokera, 5 żetonów, osiągnięcie, dwa gadżety, dwa atuty!). Wreszcie po kolejnym ciosie padłem bez sił, ale moi towarzysze poradzili sobie z demonem. Isabella przywołała pradawnego ducha, który wspomógł nas w walce, a Fergus siał ołowiem ze swojego wiernego sztucera.

Fae trafiony po raz kolejny ryknął wściekle i zniknął na zawsze, a my mogliśmy wrócić do pałacu. Ja nieco kuśtykając z powodu odniesionych ran.

Już na miejscu, opatrzyłem otarcia i skaleczenia, doprowadziłem się do porządku, przebrałem i spocząłem na kilka godzin, by rankiem wstać rześko na śniadanie.

To na nim rozegrał się ostateczny akt dramatu pięknej Lisandrelli i młodego Johana. Córka madame La Mae, zagrożona jak się okazało ślubem z parszywym Valettą, zdecydowała się uciec z domu wraz z Santim (jak nazywała Johana). Isabella powstrzymała dziewczynę, sugerując, że lepiej wpierw porozmawiać z matką. Nasza negocjatorka skutecznie rozpoczęła dyskusję (konflikt o stawce: „Matka zgodzi się/nie zgodzi na ślub córki z Johanem”), osłabiając wolę madame, ale decydujący cios zadałem ja (niesamowity rzut na Ekspresję przy najniższym poziomie Charyzmy – łącznie 33 punkty). Madame zgodziła się na ślub, a Valettę odprawiła z kwitkiem, oskarżając o to, że próbował uwieść Bettie (he he!:))

Prawdziwym ukoronowaniem przygody była moja noc z Bettie, ale o tym cicho sza. No, tylko dodam, że tę samą noc Isabella spędziła z Makarenką (ogrem-aktorem), a Fergus ze sztucerem:).

Tak oto zakończyła się nasza wizyta w dworze La Mae.

Po wpisaniu osiągnięć (sobie dodałem: „Uwiedzenie artystki”, osiągnięć pozostałych BG nie pamiętam, może w komentarzach napiszą?) powróciliśmy do Lyonesse i zaczęliśmy kolejną przygodę, lecz pozostałymi postaciami.

Dlatego mini-raport z drugiej części sesji już wkrótce.

UWAGI:

1. Jest fajnie i śmiesznie. Konflikty jasno pokazują, co się osiągnęło. Taka gra w otwarte karty mi odpowiada.

Reklamy

Komentarze 3

  1. Cieszę się, że się podoba. 🙂
    Mi również odpowiada taki typ rozgrywki, daje przy okazji sporo możliwości. I mechanika nie taka zła jak ją malowali… 🙂
    Jeszcze ze dwie sesje i będzie szło jak po maśle.

  2. Świetnie korzystacie ze stawek! Moi gracze zawsze jakoś średnio chcieli się nimi bawić, ale po lekturze tego raportu będę próbował bardziej naciskać moje drużyny do ich wymyślania. Dzięki! 🙂

  3. Stawki nam samorzutnie wychodziły, jakoś tak z dyskusji i śmiechów na sesji. Zresztą MG wyczuła, ze mi zależy, by moja postać miała romansik z panią enpec:).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s