Wolsung odc. 4 – w mrocznych otchłaniach kompleksu

Selena Stark (Ata) – prywatny detektyw skłócony z ojcem (także detektywem), człowiek, Alfheimka.

Sebastien Mouton (Damian) – paromobilista, sportowiec i odważny Akwitańczyk (szok, prawda?:))

Profesor Gillinghaussen (Ja) – krasnoludzki technomag z Wotanii, nieśmiały i wycofany świr. Tutaj wraz ze swoimi pomocnikiem, kilkunastoletnim ulicznikiem z Lyonesse – Brianem.

MG – Madzia

Niewielka ekspedycja złożona z trójki bohaterów, pięciu górników, geologa oraz wielkiego, samobieżnego świdra aka Monstrualne Dildo Chaosu zanurzyło się w otchłanie korytarzy, chodników i sztolni. Profesor Gillinghaussen sprawnie poprowadził ciężką maszynę, która utorował bohaterom drogę do zasypanej kopalni Rockfortów. Zaaferowany, nie dostrzegł, iż całą ekspedycję ktoś śledzi. Szczęśliwie intruza dostrzegli Selena i Sebastian. Zaczaili się na niego, jednak na próżno. Nim udało im się dopaść Zacka (bo to on był), ten ręczną zapalarką zdetonował rozmieszczone w korytarzu ładunki i zawalił chodnik za ekspedycją. Mało kto się tym przejął. Raz, że badacze mieli pod kontrolą samobieżny świder, którym mogli sobie wyrąbać drogę na powierzchnię. Po drugie bardziej ich interesowało to, co jest z przodu.

Niespełna godzinę później dotarli do wielkiego wyrobiska dawnej kopalni Rockfortów. Z potężnej komory wychodziło kilka korytarzy. Wszędzie walały się stare instalacje i urządzenia w tym wielki reaktor maniczny, który czym prędzej uruchomił profesor Gillinghaussen (zapewniając sobie mocy na kilkukrotne skorzystanie z potencjału technomagicznego).

Sebastian (udaje, że podnosi czaszkę jednego z zastrzelonych strażników i nią potrząsa): Ej, chciałem tylko pogrzechotać grzechotką [w czaszce była kula].

Selena [pokazując na głowę Sebastiana]: Swoją pogrzechocz!

Eksploracja kompleksu wiązała się nie tylko ze zbieraniem i zabezpieczaniem śladów czy też dowodów wskazujących na zaangażowanie Rochfortów we współpracę z venrierowcami podczas Wojny. Tych nie brakowało: szkielety w mundurach wotańskich, dziwne urządzenia, komory, zbiorniki, prądnice czy generatory. Choć sprzęt od dawna nie był zdatny do użytku, to przecież pozostali ci, którym dał on życie: ghoule i nieumarli!

Z nimi to kilkukrotnie bohaterowie się zmierzyli. Trójka członków „Różowej Kakadu” wspartych przez krzepkich górników z wielkim Rolandem na czele musiała się przebijać przez coraz większe grupy bestii. Początkowo było to ledwie kilka ghouli. Z tymi eksploratorzy poradzili sobie dość szybko.

Druga walka była jednak dużo poważniejsza. Kilka ghouli zaatakowało od tyłu, od przodu tuzin nieumarłych, wotańskich żołnierzy uzbrojonych w karabiny z nasadzonymi bagnetami oraz … strzyga, pieprzona wotańska strzyga! Wyjaśniło się, kto stał za niepokojami w kopalni. Początkowo wydawało się, że BG nie odeprą ataku wroga. Sebastian i Selena odstrzelili kilka bestii. Akwitańczyk jeździł w znalezionym parocyklu (wraz z elfim geologiem) i rozjeżdżał ghoule, Selena strzelała do nieumarłych. Wreszcie profesor wykorzystał swoje moce, błyskawicznie połączył porzucone przez nieumarłych karabiny, spiął je razem, podłączył do mocy i odpalił długą serią po atakujących zombiakach. Kończyny, łby, korpusy rozpruwała seria gorącego ołowiu. Po tym pokazie mocy niedobitki potworów zostały szybko zabite.

Niestety strzyga zbiegła.Rozpoczął się ostatni akt przygody.

Znalezione wcześniej dokumenty nie tylko potwierdziły, że Rockfortowie współpracowali z przeklętymi naukowcami Ven Riera, ale także w kompleksie stworzono potężnego, mechanicznego żuka, który pod ziemią miał się przekopać w rejon Lyonesse i tam zdetonować ogromny ładunek wybuchowy. Co prawda kompleks został porzucony, jednak żuk wciąż działał. Teraz strzyga dosiadła go niczym dżokej i pognała podziemnymi korytarzami w stronę stolicy. Profesor Gillinghaussen wykorzystał swoją moc i ruszył w pościg swoim świdrem, a Selena i Sebastian parocyklami.

Opis mechanicznego żuka.

MG: Jego oczy lśnią, ma wysokie odnóża, a poszczególne segmenty korpusu są ze sobą połączone.

Gillinghaussen: Human Centipede!

Niezwykle efektowny i dynamiczny wyścig zakończył się, gdy wreszcie BG udało się uszkodzić żuka, osaczyć, a sama strzyga, sprowokowana do nieostrożnego manewru, ostatecznie uszkodziła dziwną maszynę. Lyonesse było uratowane, ale nie BG, bowiem venrierowska bestia stanęła do walki.

Okazało się jednak, że dla zgranego zespołu strzyga nie jest zbyt poważnym przeciwnikiem. Po krótkiej walce została pokonana.

Na powierzchni odbył się ostatni akt przygody. Pochwycono Zacka (rannego przez pułapkę profesora Gillinghaussena – patrz poprzedni raport), rozwiązano spór pomiędzy górnikami a dyrektorem, a dama i dżentelmeni „Różowej Kakadu” mogli wreszcie wrócić do Lyonesse, by swoim przyjaciołom opowiedzieć przy świetnej, sunnirskiej herbacie epopeję kopalnianą.

Po przygodach ekipy z "Kakadu" Wielki Świder Profesora Gillinghaussena pojawił się jako zabawka w wielu alfheimskich sklepach.

Selena wciela się w prywatnego detektywa rodem z filmu noir.

Selena: Przyklejam peta do dolnej wargi.

[Sebastian i Gillinghaussen głupio się uśmiechają]

Selena: Do dolnej wargi górnej!

UWAGI:

1. Mechanika kombosowa – jak się odpowiednio człowiek przyłoży, to cuda zrobi.

2. Fajny żuczek Madziu, choć automatyczne dildo lepsze:) – to nowy gadżet profesora.

3. Może jednak przyznawajmy PDki nie po przygodzie, a po sesji? Ta przygoda trwała ponad dwie sesje, a że gramy na dwie postacie, to w zasadzie rozwój będzie cholernie powolny. Zauważcie, że zagraliśmy 4 sesje, a jeszcze nikt niczego nie rozwinął.

Reklamy

Komentarzy 6

  1. Mechanika kombosowa – jak się odpowiednio człowiek przyłoży, to cuda zrobi.
    jak masz żetony 😛

  2. Też tak myślę, że po sesji będzie lepiej 🙂
    Po sesji PD-ki, po przygodzie osiągnięcia, ok?

  3. Widzę, że Ci się dildo spodobało.. 🙂

  4. Jeśli chodzi o pedeki też jestem za rozdawaniem ich po sesji :D. Mechanika jest boska trzeba się tylko rozbujać.Jutro znów się pobujamy, ale jeśli moje karty będą tak słabe jak do tej pory zastrzegam sobie prawo do spalenia tej wrednej talii i osobiście zakupię nową …ta za długo była z Jarem pod jednym dachem!

  5. ha ha ha. karty rozdaje los. mechanika kombosowa i mocno filmowa. ale to wszystko nic do klimatu jaki tworzy Madzia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s