Conan BRP odc. 12 – w Scandadze

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek.

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem)

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą.

I złowróżbna reszta:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Nadchodzący świt zastał bohaterów nieopodal nieforemnej, ogromnej fortecy Dzieci Nocy, której centrum stanowiła schodkowa piramida z czarnego kamienia.  Bohaterowie sprawdzili ślady, w tym trupy ubitych Piktów i skądinąd słusznie ocenili, że dzicy wpadli w łapy gadziego ludu. Podobnie rubinowa czaszka. Nic więc dziwnego, iż zdecydowali się działać. Co prawda na murach znajdowały się straże, były jednak stosunkowo nieliczne oraz nieuważne. Guri i Korgoth podkradli się do wielkiej bramy (kilkumetrowego tunelu wyciosanego w majestatycznych, topornych murach), za nimi Thorr. Cymmeryjczyk, nie czekając na pozostałych, zagłębił się pomiędzy wielkie, lecz opuszczone dolmeny tworzące zabudowania osady, a Thorr i Guri strzegli bramy, czekając na pozostałych. Niestety, Aegea i Ronja zostały dostrzeżone przez strażników. Choć dziewczyny starały się ukryć, to teren, podmokłe pustkowie, nie sprzyjał temu. Grupa wojowników Dzieci Nocy opuściła osadę (Thorr i Guri zdołali się przed nimi ukryć), by pochwycić bohaterki, w których obronie stanął dzielny Gerardo ze swym niemniej dzielnym niewolnikiem Umbą.

Aegea marudzi. Ciągle marudzi, przynajmniej wedle Korgotha.

Korgoth: Kurwa! Ją chyba wyjebali z tego wielorybnika. „Nie wypływamy dzisiaj, bo buja. Nie wypływamy dzisiaj, bo mgła. Nie wypływamy dzisiaj, bo mam okres!”

Starcie potoczyło się szybko. Padły ciosy i kilka ze stworów legło w błocie i krwi. Jednak ich prymitywna broń też niejednokrotnie przebiła się przez pancerze BG. Mimo to po kilku rundach walki wszystkie Dzieci Nocy padły, a Gerardo, Ronja i Aegea zdołali umknąć. W tym czasie Guri i Thorr wyeliminowali strażników i mogli zaobserwować jak duża grupa, wręcz horda Dzieci opuszcza miasto, by dopaść pozostałych BG.

Korgoth bez większego trudu dotarł do podnóża czarnej piramidy. Tysiące Dzieci Nocy otaczało budowlę, na której szczycie stał nie kto inny a sam Gandavus! Jowialny kupiec, który wrobił bohaterów w kradzież Czarnej Derketo, odziany w czarną, powłóczystą szatę z wężowymi motywami, odprawiał obrzędy ku czci Seta. Za jego plecami stały dwie zakapturzone postaci – człekokształtne, lecz poruszające się w dziwnie gadzi sposób. Przed Gandavusem, na niewielkim ołtarzu lśniła krwistym światłem rubinowa czaszka!

Popędliwy Cymmeryjczyk przedostał się (ukradkiem) przez kordon Dzieci Nocy, w fascynacją obserwujących Gandavusa, i ruszył w górę piramidy. Nim jednak dopadł kupca-czarownika, ten zakrzyknął inkantację i przerażająca, czarna jak noc istota o nietoperzych skrzydłach pochwyciła swego pana i poniosła w stronę Scandagi. Wściekły Korgoth zmełł pod nosem przekleństwa (no cóż, gracz prowadzący go klął całkiem głośno:)).

Ktoś do Ronji o zagrożeniach w mieście: Uważaj, bo cię zgwałcą i jeszcze nie zapłacą.

Herosi opuścili kamienną osadę i ruszyli w stronę stolicy Conawagi. Choć po drodze niejeden raz wzywał ich zew przygody (a to dziwna bestia, a to ślady tajemniczych istot), to przecież nie dali się jej skusić. Po trzech dniach marszu dotarli do miasta. Scandaga, niemal czterotysięczne miasto, było największą osadą w Westermarku. BG pamiętali, że są poszukiwani, toteż starali się za bardzo nie rzucać w oczy. Przez kilka dni leczyli rany, zbierali informacje i obserwowali dom Gandavusa.

W międzyczasie Gerardo kupił (a raczej zamówił) za otrzymane od Korgotha pieniądze, ciężką, łuskową zbroję.

Wreszcie drużyna zdecydowała, że najwyższy czas wedrzeć się do domu Gandavusa i skraść czaszkę. Nocą podeszli do posiadłości kupca. Naprzeciw niej, po drugiej stronie monumentalnej alei wznosił się gmach jednej ze świątyń Scandagi. Herosi wspięli się na marmurowy dach i stamtąd obserwowali otoczoną niedużym ogrodem posesję.

Pilnowało jej z zewnątrz zaledwie dwu strażników, a na terenie ogrodu dodatkowo wielka, czarna pantera. Z tą poradził sobie Korgoth, który znalazł gdzieś bezdomnego psiaka i przerzucił go przez ogrodzenie. Kiedy kot zajmował się biednym psiskiem, Cymmeryjczyk wdrapał się na dach domu Gandavusa i rzucił koniec liny czekającym na dachu świątyni kompanom. Ci bez przeszkód przedostali się ponad głowami strażników.

Okazało się, że w domu jest zaledwie dwóch najemników, strzegących parteru. BG rozpierzchli się po piętrach i uważnie je przeszukali. Znaleźli trochę cennych rzeczy oraz dwa ważne artefakty. Thorr wszedł w posiadanie dwu, gładko oszlifowanych zielonych, kamieni szlachetnych. Patrząc przez, widział dziwną magię bijącą ze ścian, wężowe symbole, falujące niewyraźne obrazy. Dziwna, stara księga zapisana nieznanym pismem nagle odkryła przed sobą obrazy zapomnianych istot, demonicznych bestii kryjących się gdzieś na krawędzi widzenia. Te same szkła odkryły, że jedna ze ścian w sypialni Gandavusa jest ukrytym przejściem. BG mimo oględzin sekretnych drzwi, nie zdołali znaleźć sposobu ich otwarcia.

Jak zamaskować się pośród wyznawców Seta?

Korgoth (do Gerarda): Narysuj na tarczy kutasa, powiem, że to kobra.

W tym czasie Korgoth i Gerardo znaleźli dzban w jakimś egzotycznym winem. Łyknęli solidnie i w moment pospali się. Czarny lotos.

Jako że te dwa kloce nie były łatwe do noszenia, pozostali zdecydowali się poczekać, aż się obudzą. Jednak po dwu godzinach nie tylko Poitaińczyk i Cymmeryjczyk się nie ocknęli, ale w dodatku otworzyły się sekretne drzwi. Od środka.

Thorr zareragował pierwszy i jednym ciosem zarąbał zaskoczonego strażnika, a następnie zablokował wyjście. W wąskim korytarzu, który kończył się schodami prowadzącymi gdzieś głęboko pod ziemię, zobaczył kilku wojowników. Walka nie miała większego sensu. Pytanie jak długo mógł walczyć w korytarzu, zwłaszcza, że był ranny (starcia z Piktami przed Moczarami Duchów sprzed kilku dni). Zarządzono ewakuację.

Thorr zatrzasnął drzwi, a następnie zablokował je meblami, a następnie wraz z Ronją ruszyli przodem, Guri i Aegea nieśli zapite mordy Korgotha i Gerarda. Na parterze zdołali unieszkodliwić strażników, ale to nie był koniec. Wściekły Gandavus rozsadził magią ognia ścianę i strażnicy ruszyli w pościg za BG. Poleciały bełty z kusz, a w ogrodzie Ronja i Thorr stoczyli walkę z panterą.

Jakimś cudem skończyło się na ciężkiej ranie Aegei i kilku zadraśnięciach u pozostałych. Drużyna umknęła z posesji i zgubiła pościg. Sprawa byłą jednak zbyt poważna, by wrócić do karczmy. Gandavus z pewnością zacznie szukać BG.

Dlatego Aegea kupiła o świcie starą łódź od jednego z rybaków i poszukiwacze przygód (i skarbów) wypłynęli na jezioro Scandaga, by wreszcie zaszyć się na jednej z niewielkich wysepek, których nie brakowało tutaj.

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. Heh, pominąłeś milczeniem mój interes życia na mieczu Ronji 😀 I tak wyszliśmy na plus 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s