Wolsung odc. 7 – bomba na trybunach

Izabela Kartier (Ata) – orcza spirytualistka z Alfheimu, lubi duchy nie spirytus (niestety), urodziwa, egzotyczna i dość dynamiczna.

Sebastien Mouton (Damian) – paromobilista, sportowiec i odważny Akwitańczyk

Profesor Gillinghausen (Ja) – krasnoludzki technomag z Wotanii, nieśmiały i wycofany świr. Tym razem bez pomocnika, kilkunastoletniego ulicznika z Lyonesse – Brianem.

W kolejnym numerze Lyonesse Crystalograph (bodaj z 9 maja 1884 roku) pan Sebastien Mouton odczytał tako oto informację:

Lyonesse. Walka o Złotą Antylopę. Trwają przygotowania do dorocznego wyścigu paramobili o Złotą Antylopę na torze wyścigowym w Winledon. Jak donosi nasz korespondent, w wyścigu tym ma wziąć udział zdobywca zeszłorocznej nagrody, sir Jacoby „Strzała” Jacobson, oraz mistrz Slavii, Roch „Wij” Wilewski, wracający na tor po poważnej kontuzji. Zapowiada się zacięta walka, mamy jednak nadzieję, że nie odstraszy to innych zawodników. Trwają zapisy chętnych do wzięcia udziału w wyścigu.

Dla nieustraszonego ryzykanta, paromobilisty i prawdziwego dżentelmena była to nie lada gratka!

Rozmowa o Wilewskim.

Profesor Gillinghausen: Nie ma co mu ufać. To Slawijczyk. Jedź na wakacje do Slawii. Twój paromobil już tam jest.

Początkowo zapowiadało się, że będzie to całkiem zwykły dzień. Ot, emocjonujący wyścig i ostatecznie wygrana Sebastiena. Akwitańczyk przybył na miejsce wyścigu (wcześniej się nań wpisawszy) wraz ze swoim przyjacielem oraz profesorem Gillinghausenem, który zaoferował swoje usługi jako mechanika i wynalazcy. Jako że regulamin dopuszczał przeróbki pojazdów, dzień i noc Mouton wraz  z profesorem spędzili na udoskonalaniu wspaniałego paromobilu Akwitańczyka.

Przez noc wehikuł Mouton wzbogacił się o kilka ciekawych modyfikacji, jak:

– maniczny dopalacz,

– emiter suchego lodu,

– maszyna różnicowa z możliwością wgrywania do pojazdu różnych programów.

Profesor Gillinghausen: Mogę ci programować kartami perforowanymi strategie działania silnika w wozie. Wrzucam do maszyny różnicowej kartę „Tryumfalny start” , potem „Przerażający wiraż”, potem…

Selena: U niego są tylko trzy karty. Pierwsza – „Walka o wejście”, druga – „Walka o wszystko” i trzecia – „Walka o honor”.

W tym czasie Selena zapoznała się z innymi uczestnikami wyścigu w tym dwoma faworytami: sir Jacobsonem i przybyszem ze Slawii – Rochem Wilewskim. Miała też okazję obserwować wysiłki teamu kierowanego przez wynalazcę [na Cthulhu, zapomniałem jego nazwiska], który wielokrotnie starał się zdobyć sławę swoimi wynalazkami, lecz za każdym razem stawał się pośmiewiskiem naukowej elity Alfheimu. Tym razem wystawił wspaniały paromobil, którym miał kierować bliżej nieznany niziołczy szofer. Warto jeszcze wspomnieć o alfheimskiej damie, która miała w wyścigu prowadzić różowy pojazdy. Panienka szybko wpadła w oko kochliwemu Sebastienowi.

Wnioski, jakie Selena wyciągnęła z kilku rozmów, były dość niepokojące. Po pierwsze, upokorzony profesor albo sam coś kombinował, albo mógł być ofiarą czyichś machinacji. Po drugie, sam wyścig mógł stać się areną całkiem nieprzyjemnych wydarzeń – sabotażu czy nawet ordynarnego ataku na uczestników lub zgromadzonych gości. Spirytualistka co prawda ostrzegła swoich towarzyszy, ci jednak byli zbyt zajęci pracą na paromobilem Sebastiena, toteż zignorowali ostrzeżenia swej przyjaciółki.

Sebastien Mouton. Podrywacz i łamacz serc niewieścich. Ogólna głupawka.

Sebastien: Ja mieszkam w dzielnicy Lyonesse, gdzie jest dużo akademików żeńskich.

Profesor Gillinghausen: Jak się nazywa? Dymadełko?

MG: Stare Dymadełko i Nowe Dymadełko. Oraz Dymadełko-Zdrój.

Selena: Dymadełko Górne i Dolne.

Dopiero ranem zmienili zdanie, kiedy Mouton znalazł w swoim namiocie list, w którym wycięte z gazety słowa groziły, że jeśli Sebastien nie wycofa się, czeka go straszna śmierć. Takie same listy, jak się okazało, otrzymali inni uczestnicy zawodów – Jacobson, Wilewski czy alfheimska piękność. Jak łatwo się domyśleć nikogo to nie powstrzymało od udziału w wielkim wydarzeniu.

O poranku Mouton stanął na starcie, a Selena i profesor Gillinghausen zasiedli na trybunie dla VIPów. Kiedy sędzia dał znak do startu, uczestnicy biegiem pognali do swoich wehikułów, ryknęły motory i pojazdy ruszyły, sypiąc na boki żwirem.

Chwilę przedtem Selenie udało się podsłuchać rozmowę upokorzonego wynalazcy ze swoim kierowcą. Okazało się, że intuicja orczycy nie myliła się. Profesor umieścił pod trybuną dla VIPów wielką bombę, która miała uśmiercić wielu ludzi. Eksplozja prawdopodobnie miałaby nastąpić z chwilą przejazdu zwycięzcy przez linię mety (fotokomórka czy inny mechanizm).

Niestety Selenie nie udało się powstrzymać kierowców, toteż zaczęła krzyczeć do zgromadzonych, że pod trybunami znajduje się bomba. Dołączył do niej profesor Gillinghausen.

Od tego momentu przygoda potoczyła się dwutorowo

I. WYŚCIG

Selena: Sebastien i jego paramobil.

Sebastien: Paromobil!

Profesor Gillinghausen: U niego para-, bo Sebastien uciekł z paraolimpiady.

[Nie tylko Damian kierował w nim swoją postacią, ale i my dostaliśmy po NPCu. Ja JAcobsona, Ata Wilewskiego]

Pojazdy ruszyły na złamanie karku. Już na samym początku Jacobson wpadł w kontrolowany poślizg i wyrzucił z trasy niziołka (tego od profesora) [zasługa jokera, dobicie w pierwszym manewrze ;)]. Pojazd potoczył się, uderzył w bandę, potem zatrzymał na skale, sypiąc wokół częściami. Dla niziołka był to koniec wyścigu [a dla MG niespodzianka, he he].

W tym czasie Wilewski zdołał wyprzedzić Moutona, lecz ten zgrabnym manewrem wyminął go i zrzucił (wykorzystujac miotacz suchego lodu:)) z niewielkiego mostu. Jeszcze kilka manewró i Wilewski wypadł z walki. Alfheimska piękność w „róssioffym ałtku” walczyła przez jakiś czas, ale ostatecznie wyścig zakończył się zwycięstwem Sebastiena.

II. BOMBA

Profesor Gillinghausen zamierzał nie tylko odnaleźć bombą, ale wcześniej ewakuować gości. Niestety, nawoływanie o tym, że ktoś zaminował trybuny, zadziałało odwrotnie. Dość rzec, ze wybuchł skandal, a jeden z konstabli zabezpieczających imprezę zaczął strofować Wotańczyka.

Konfrontacja społeczna (dyskusja). Jeśli profesor przegra, traci punkt Reputacji (jedyny!) i ośmiesza się przed zgromadzonymi. Jeśli wygra, to konstabl zgodzi się pójść z nim pod trybuny i sprawdzić, czy jest tam faktycznie bomba.

Początkowo wszystko wskazywało, że profesor nie ma szans. Wszystkie umiejętności społeczne na 3, Pewność siebie 12… masakra. Z trudem obronił się przed atakiem konstabla („Ależ panie profesorze, tak nie można…”). Raz, potem drugi… [Poleciała mi połowa żetonów, osiągnięcie, dwie karty i jeden z atutuów]. Dopiero udany rzut pozwolił najpierw osłabić konstabla (jeden znacznik), a potem przekonać do swojej racji. Ostatecznie to moc profesora (a konkretnie zaklęcie w emiterze przenośnych dziur) okazało się kluczowe. Gillinghausen strzelił pod nogi konstabla i siłą przeniósł się z nim pod trybuny (wysoki rzut na Perswazję:)). Za nimi wskoczył do stworzonego tunelu Selena.

Bombę znaleźli bez trudu. Wielka konstrukcja, okablowana etc. Wydawało się, że bez trudu profesor ją rozbroi (stosowna umiejętność na 9, szereg atutów i bonusów, wreszcie niewykorzystana Moc oraz karta i dwa żetony w zapasie). I co?

I dupa?

Najpierw fatalna fuszerka w rzucie na rozpoznanie konstrukcji (dwie, pierdolone jedynki!), dorzut za żeton dał bodaj 2 lub 3. Była jeszcze szansa na udany test, ale profesor musiał użyć Mocy, co z tego, skoro test na nią (śmieszne 20! przy statach profesora było ok. 70 % szans na udany rzut!) okazał się też nieudany.

Ostatecznie całą trójka ewakuowała się w ostatniej chwili. Co prawda nikt w zamachu nie zginął, ale niesmak pozostał… I bałagan.

UWAGI:

1. BTW Madziu, przy takim zakończeniu tak naprawdę wygraliśmy tę przygodę. Co z tego, że bomby nie rozbroiliśmy, skoro nikomu nic się nie stało. Spokojnie mogłaś pojechać nam po synapsach i dojebać za nieudane zakończenie. Kilka trupów, żali wobec „Różowej Kakadu”, wstyd… Na Twoim miejscu zastanowiłbym się jeszcze nad tym.

2. Ordery wojenne, do których się odwoływałem chyba trzykrotnie podczas dyskusji (ciągle ten sam kolor miałem), chyba zrobię sobie jako gadżet.

Advertisements

komentarzy 9

  1. Ty mi imię natentychmiast zmień 😀 Zapomniałeś o moim straconym punkcie reputacji bo wszak oficjalnie rozpierduchę rozpoczęłam chochlikami a potem…Tobie rzut nie wyszedł ..grrr.Co do konsekwencji masz racje Madzia za łagodnie ale ja tam nie protestuje:D

  2. Ej no, konsekwencji nawet jeszcze nie zdążyłam „uwidocznić” bo nie było kiedy. Skończyło się na wybuchu… Jeszcze nie było nawet informacji w prasie… Poza tym takie było założenie jeśli się nie uda bomby rozbroić, to kontrolowany wybuch będzie. Co innego gdyby ktoś zaczął kombinować przy zapalniku na mecie (Sebastien był już blisko 😀 ) – wtedy byłoby bum i ofiary przy nieudanym teście. Nie wydaje mi się fair wobec graczy zmienianie założeń dla większego dokopania im. Ale wedle życzenia…
    Ja tam bym się czuła z deka oszukana.

  3. Ja mówię tylko o takiej prostej zależności:
    1. Bombę podłożył gość, by zabić wielu widzów.
    2. Na naszą ewakuację praktycznie ludzie nie reagowali, a potem wraz z Atą zniknęliśmy pod trybunami.
    3. Wydaje się, że w takim razie ofiary powinny być.

    Aha w sumie to ja widzę to tak:
    – Bomba rozbrojona – nikt nie ginie.
    – Bomba nierozbrojona – ktoś ginie.

    Nie widzę tutaj niczego nie fair, w stawce konfliktu mowa była tylko o tym, że jak przegramy bomba eksploduje, a konsekwencje eksplozji to już tylko Twoje ustalenia. Nie czułbym się oszukany :). O tym kontrolowanym wybuchu nie bardzo pamiętam, w zasadzie trudno kontrolować fakt, że się spieprzyło grzebanie w kablach (pierdolone kostki!:))

    Na razie wyszło, że bez względu na nasze działania nikt zginąć nie mógł.

    A konsekwencje towarzyskie (czyli jak nas opiszą w prasie), to niewielki koszt. Wszak i tak to dzięki temu, że rozpętaliśmy skandal na wyścigach ludzie przeżyli, więc opisywanie nas jako gamoniów, którzy sobie z bombą nie poradzili, to pikuś :).

  4. Oki, oki, następnym razem obiecuję krwawą miazgę 😀 Przyznaję, że czasem za łagodna jestem, i to może nudzić, postanawiam się zmienić.
    Przy okazji – faktem jest, że przy krytycznym pechu nie powinno być ani zagrania kartą, ani żetonu dla ratowania sytuacji…. heh… byłby wybuch o jakim marzyłeś. 😀
    Ale pewnie jeszcze będzie okazja.

  5. Czyli jak wyjebałem dwie jedynki (nie powiem „rzuciłem”, bo jeszcze mną trzęsie), to nie mogłem użyć żetonu na dorzut k10? Szajse!:D Byłaby piękna katastrofa. Postacie musiały przeżyć, bo nie było va banque.

    No i tak, Twoja łagodność to Twa jedna z niezliczonych zalet:).

  6. Świetne raporty z zapewne równie fajnych sesji. Zastanawia mnie jedynie, czy MG nie inspiruje się może od czasu do czasu Wolsungerią – tematyka przygód już po raz kolejny jest zbieżna z fabułą szybkostrzałów 😉

  7. Raz tylko. Z małpką. Bo zapomniałam że prowadzę i nic nie przygotowałam 🙂 Reszta to jak do tej pory moje prywatne wymysły, w większości wypadków wyśnione (nie pytajcie, co biorę 🙂 ) i ubrane jakoś tak w logikę i klimat epoki 🙂
    Jakoś tak mam problem z prowadzeniem przygód czyjegoś autorstwa… nie wyczuwam zamysłu i nigdy mi nie wychodzi 😦
    Aczkolwiek myślę że Wolsungeria nie raz mnie jeszcze uratuje przed wpadką 😀

  8. O Ty… małpko! 🙂

    A co do wyśnionych. Zaufaj Wędrowyczu. W naszym kręgu Madzia słynie z… niekonwencjonalnych snów (by nie rzec popieprzonych:)).

  9. @smartfox – dlatego w ważnych kwestiach opłaca się wydać _przed_ rzutem sztona na dodatkowe k10 – po samych jedynkach dupa blada i już nic nie można robić.

    A za nierozbrojenie bomby całkiem eleganckimi i łagodnymi konsekwencjami mogłaby być automatyczna utrata Reputacji (z uwagi na skandal i takie tam). No i fakt, że złowrogi naukowiec uszedł cało, a fallout spada na bohaterów. Nikt nie musi umierać koniecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s