Wolsung odc. 8 – Maharadża w niebezpieczeństwie

Selena Stark (Ata) – prywatny detektyw skłócona z ojcem (także detektywem), człowiek, Alfheimka.

Theodore Skellbrooke, lord Kleinbautten (Ja) – trolli arystokrata z Alfheimu, birbant, który nocą zmienia się w zamaskowanego mściciela – Kawalera de la Fere.

MG –  Madzia

Informacja w Lyonesse Crystalograph nie zapowiadała nowej, wspaniałej przygody:

Lyonesse. Kontrowersyjna wystawa. W tym tygodniu w Muzeum Abelarda w Kingsplace odbędzie się wystawa prac rzeźbiarki i malarki Betty Borno pod nazwą „Zakochanie, zniewolenie”. Panna Betty, znana ze swoich kontrowersyjnych dzieł, po raz pierwszy ma okazję wystawiać swoje prace w Muzeum Abelarda. Do kierownictwa Muzeum wpłynęło sporo listów protestacyjnych, jednak nowy Dyrektor nie ugiął się pod presją i z wystawy nie zrezygnował. Wystawa będzie trwała od 12-go maja do końca miesiąca. Zapraszamy wszystkich chcących wyrobić sobie własne zdanie na temat prac Panny Borno.

Na wystawę członkowie klubu „Różowa Kakadu” udali się we dwoje. Panna Selena, ze względu na swe artystyczne zainteresowania (ponoć jakieś posiada), a kawaler Skellbrooke ze względu na zainteresowanie osobą pięknej Betty, z którą łączył go ongi płomienny romans.

Przeciwników wystawy nie brakowało. Tłoczyli się (w większości proletariusze z Lyonesse), protestując przeciw „deprawacji, demoralizacji” i innych „de-„, których znaczenia zapewne nie rozumieli, manipulowani przez swoich strażników moralności. BG wyminęli tłum, który stawał się coraz agresywniejszy. W pewnym momencie wydawało się, że nawet sama Betty jest zagrożona. Szczęśliwie policja zaprowadziła wokół budynku Muzeum jako taki porządek.

Wystawa była zaiste imponująca a zarazem kontrowersyjna. W pełni zasługiwała na swój tytuł – „Zakochanie, zniewolenie”. Automatony odziane niczym damy i dżentelmeni przechadzały się, spacerowały. Większość z męskich automatonów miała obroże z przypiętą smyczą, której koniec dzierżyły w dłoni automatony-damy.

Przyjemność płynącą z obcowania ze sztuką po raz kolejny przerwali protestujący. Naparli na drzwi i mimo działań policji, wyważyli je. Tłum wdarł się do Muzeum, gdzie czoła stawił mu lord Skellbrooke. Nie pomogło to jednak. Ktoś uszkodził rzeźby, kto inny doprowadził do niemal tragicznego wypadku. Naruszona, masywna instalacja runęła wprost na pannę Borno. W ostatniej chwili uratował ją lord Skellbrooke. W tym samym czasie panna Selena, słysząc, iż ktoś wdarł się na piętro, wbiegła po schodach, chcąc przyłapać intruza na gorącym uczynku.

Okazało się, iż jest to czterech orków w dekańskich strojach i wielkich zawojach na swych łbach okrada zbiory muzealne! Selena rzuciła się w pościg za orkami, którzy pobiegli schodami na sam dach. Czekała tam na nich wiwerna, którą kierował kolejny ork, ale o wiele zacniej odziany. Typ dekańskiego radży.

Selena a wkrótce i Skellbrooke, który dołączył do przyjaciółki, próbowali powstrzymać bandytów. Lord odebrał skradziony eksponat (rodzaj lampy oliwnej) i przekazał go Selenie. Kiedy jednak lord sprawnie rozbroił swym rapierem a potem obił płazem uzbrojonych w sejmitary orki, dwu innych egzotycznych złodziejów dopadło Seleną. Dama próbowała się bronić, lecz dranie siłą odebrali jej lampę, a przy tym solidnie pobili i zrzucili z dachu. Selena cudem ocalała, choć dorobiła się przy tym paskudnej blizny na twarzy.

A radża uciekł wraz ze swoimi siepaczami.

Selena powołuje się na swoje kontakty.

Selena: Józio. Paser. Nizioł. Interesują go dzieła z średniej półki.

Skellbrooke: Nizioł. Na wyższą nie sięga.

Następnego dnia BG rozpoczęli śledztwo. Okazało się, że o ile sama lampa nie była zbyt znacząca, to ork, który ją skradł być może jest dość dobrze znany. Wedle jednego z informatorów to niejaki Rajamaji (czyt. radziamadzi :)), okrutnik, przestępca a przy tym geniusz zbrodni (czy jakoś tak). Rozpytywanie wśród informatorów zaprowadziło bohaterów do Joskun Town – dzielnicy pełnej dekańskich emigrantów (czy w ogóle sunnirskich). Na ślad wpadli dość szybko. Miejscowi kojarzyli Dekańczyka, choć raczej pod nazwiskiej Majaraji (czy. madziaradzi :)). Trop ostatecznie doprowadził BG do luksusowego hotelu w Joskun Town. Umiejętnie przeprowadzona z recepcjonistą rozmowa pozwoliła ustalić prawdziwe nazwisko Dekańczyka: MARAJAI DARABJANGA (czyt. maradziai darabdżanga!) Lord Skellbrooke i Selena wynajęli pokoje w pobliżu apartamentu podejrzanego, który następnie przeszukała pani detektyw. Odkryła m.in. starożytny manuskrypt zapisany w egzotycznym języku. Zawarte w nim ilustracje świadczyły, iż Marajai planuje coś strasznego.

Imiona i nazwiska dekańskie. I śledztwo.

Selena: To jak się zwie ten Dekańczyk?

MG: Majarai Darabjanga

Selena i Skellbrooke: JAK?!

MG: Majarai Darabjanga

Skellbrooke: O rany. Starafaja Ciamkamdżanga.

Potwierdził to Dekańczyk z pobliskiego antykwariatu. Księga pozwalała przywołać okrutnego dżina. Zaklęcie zaś musiało być przeprowadzone w szczególnie ohydnym, brudnym miejscu.

Na przykład … wielkim kolektorze ściekowym Lyonesse! Tak sądziła Selena i jak się okazało, miała rację.

Wędrówka przez ścieki początkowo nie była obfita w przygody. Ot, syf, brud, smród. Oczywiście czym byłyby ścieki bez wielkiego aligatora? Ten znienacka zaatakował BG, ale Skellbrooke jednym ciosem rapieru przebił bestię i dwójka bohaterów pomaszerowała dalej.

Po ubiciu krokodyla.

Selena (do Skellbrooke’a): Obróć go na grzbiet! Szybko!

Skellbrooke: W porządku!

MG: Z trudem, taplając się w nieczystościach przerzucasz cielsko.

Selena (rozczarowana): Eeeee, szkoda, nie ma butów.

Do finalnego starcia doszło we wspomnianym kolektorze. Majarai właśnie kończył rytuał przywołania dżina (którego zamierzał wykorzystać do zamachu na Maharadżę Dekanu, który przybył do Alfheimu z oficjalną wizytą). Skellbrooke z powodzeniem zajął się uzbrojonymi w sejmitary orkami, kiedy Selenie udało się przerwać rytuał.

Ostatecznie starcie wygrali bohaterowie z „Różowej Kakadu”. Co prawda na w pół przyzwany dżin próbował kusić Selenę, ale ta oparła się czarowi magicznej istoty. Poturbowane orki oraz złowrogi Majarai zostali pochwyceni i przekazani Alven Yardowi.

MG [do Seleny]: Słyszysz piękny głos w głowie, który mówi, że spotka cię wiele dobrego. Poznasz pięknego mężczyznę. Widzisz go nawet. Przystojny, męski, spogląda na ciebie…

Skellbrooke: „Siedzę na koniu”

MG [wściekła]: Zabiję cię!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s