Conan BRP odc. 16 – przy ołtarzu Jhila

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny. W obecnej chwili topornik zagłady z dwucyfrowym licznikiem trupów na stylisku.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą. Z plemienia zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Pablo) – khitajski czarownik specjalizujący się w tumanach, wydmach i plaży.

Jak można się było spodziewać, herosi ani myśleli posłuchać rozkazów dowódcy zwiadowców z Fortu Athacastrum – Varrusa (Varra) Cienia. Ledwie Varro z grupką weteranów wyruszył z Estralus, bohaterowie zaczęli knuć. Knuli przez godzinę, a potem bez trudu wyrolowali pozostawionych strażników i spieprzyli przez palisadę. Kierunek – Rzeka Gromu.

Guri: Możemy się dowiedzieć, jakie plany mają Piktowie.

Korgoth: Umiesz po piktyjsku?

Guri: Nie. Ty umiesz po bębeńsku.

Przeprawę zapewniła improwizowana tratwa zrobiona m.in. ze zniszczonych dzień wcześniej przez Gerarda canoe Orłów. Późnym popołudniem BG znajdowali się już na drugim brzegu, pośród majestatycznych drzew Puszczy Piktyjskiej. Paskudna mżawka, wilgoć, znak kończącej się jesieni nie ułatwiały podróży. Drużyna ruszyła w głąb lasu. Na czele przekradało się dwu najlepszych zwiadowców w ekipie – Guri i Korgoth. Omijali wiatrołomy, przekraczali leśne strumienie i wypatrywali pułapek. Przez jednostajny szum siąpiącego deszczu wszyscy wyraźnie słyszeli głuche dudnienie piktyjskich bębnów. Korgoth rozumiał ich mowę. Już wkrótce złapani osadnicy mieli być poświęceni Jhilowi. O bóstwie tym szczególnie dużo wiedział Zhuge Liang. Jhil – dziecię Jhebal Saga, ponury kruk pijący ludzką krew z ofiar składanych o świcie. To tylko wskazywało, że za ok. 10 godzin pochwyceni umrą w cierpieniach.

Przeprawianie się przez rzekę. Dobytek na tratwie, reszta w wodzie. W tym zbroje (w tym świecie kurewsko drogie)

MG: No i problem ze zbrojami. Chyba nie płyniecie w nich?

Korgoth: Ja swoją łuskową ściągam pakuję w skórzany wór, a wór przywiązuję do nogi.

MG: Jak coś się stanie, to pociągnie cię na dno!

Korgoth [spokojnie]: Jebiemieto.

Po drodze Korgoth i Guri usłyszeli dwie, uciekające w panice osoby. Dwójka osadników – kilkunastoletni chłopak i jego starsza siostra zdołali uciec Orłom. Przekazali teraz BG to, co sami wiedzieli. Setki jeśli nie tysiące Piktów zebrało się na niewielkim wzgórzu, na którego szczycie wznosiły się starożytne, kamienne dolmeny oraz wielki głaz. To na nim miano uśmiercić ofiary.

Herosi wysłali uratowanych w stronę rzeki, jako ochronę dając im Umbę – czarnoskórego niewolnika Gerarda oraz Wyrwiflaka – półdzikiego psiego przyjaciela Guriego. Sami przyspieszyli, by na czas dotrzeć do wzgórza.

Dyskusja na temat wyprawy na Piktów.

Ronja: Ale co chcemy osiągnąć?

Korgoth: Dowiemy się na miejscu. Jak zwykle.

Kilometr dwa dalej wpadli w pułapkę. Szczęśliwie nie piktyjską, lecz aquilońską. Zwiadowcy Varrusa otoczyli herosów i rozbroili. Zresztą ci nie dążyli do starcia, chcieli się przyłączyć do chwackich żołnierzy. Cóż z tego, skoro Thorr odnosił się do Aquilończyków w wyraźnie wrogi sposób. Skończyło się na tym, że wojacy wypuścili herosów, ale nie było mowy o współpracy.

Wreszcie w środku nocy, omijając liczne grupy Piktów zmierzające do ołtarzu Jhila,  dotarli do wzgórza, na którego szczycie płonęły wielkie ogniska. Wokół nich kłębił się tłum Piktów ze szczepu Orła – wojownicy, starcy, kobiety i dzieci. Gdzieś tam znajdowali się pochwyceni osadnicy oraz… być może zwiadowcy Varrusa. O ile nie wpadli w pułapkę Piktów.

By dostać się do krawędzi lasu na szczycie wzgórza (sam szczyt był rozległą polaną, na północy której górowały kamienne dolmeny), trzeba było ominąć straże piktyjskie. Lub je wybić po cichu.

Mitraizm – jedna z najbardziej pacyfistycznych religii Hyborii. Zabijanie to zło.

Korgoth: Gerardo wierzy w Mitrę, ale nie jest radykałem.

Gerardo [dumnie]: Nie jestem ekstremistą!

Tym początkowo zajął się Korgoth.  Niezwykle cicho i umiejętnie skręcił kark pierwszemu strażnikowi, drugiego ściął mieczem. Kolejnego zastrzelił Guri. I tak powoli, lecz metodycznie grupa parła do przodu, idąc krwawym szlakiem wytyczonym przez Cymmeryjczyka i Hyrkańczyka. Dopiero przed samym szczytem doszło do pewnych problemów. Zresztą na prośbę samych BG. Korgoth co prawda mógł bez problemu załatwić ostatniego strażnika, lecz Thorr (nieumiejący się skradać), zdecydował się samemu dokonać tego czynu. Niemal skończyło się to zdekonspirowaniem herosów. Strażnik usłyszał Thorra z ok. 20 metrów. Wystrzelona strzała przez Guriego go tylko raniła (albo chybiła, teraz nie pamiętam), a czar rzucony przez Zhuge zawiódł. Już nie pamiętam który z BG, ale dobiegł do Pikta i nim ten wrzasnął, ubił go jednym ciosem.

Ronja: Byliśmy już raz za Czarną Rzeką!

MG: Za RzekąGromu. Za Czarną to był Conan i był wtedy w niebezpieczeństwie!

Korgoth [w fanbojskim oburzeniu]: Conan nigdy nie był w niebezpieczeństwie!!!

Ukryci pośród zarośli na skraju lasu bohaterowie mogli obserwować bluźnierczą uroczystość. Do świtu brakowało dwóch, może trzech godzin. Tymczasem w centrum, przy samym głazie obrzędy odprawiał niezwykle stary, lecz rosły Pikt o pobrużdżonej twarzy. Odziany w kolorowe szaty i gigantyczny pióropusz wznosił ręce do niebios raz za razem wykrzykując dziwne, nieludzkie słowa i potrząsając dłońmi, w których trzymał obsydianowy nóż.

Tutaj pojawiły się pewne problemy. Część z BG chciała od razu atakować, pozostali wahali się pomiędzy „pomóc zwiadowcom o ile zaatakują” a „wracać do rzeki, bo to nie nasza sprawa”. Minęła godzina, potem druga. Wreszcie szaman kazał przyprowadzić sobie pierwszą z ofiar. Blondwłosą dziewczynę, którą Piktowie obnażyli, a potem przywiązali do głazu. Wrzaski szamana osiągnęły swe crescendo, bębny przyspieszyły, Piktowie wrzeszczeli w transie. Nagle BG zobaczyli, iż pod dolmenami coś się rusza. To zwiadowcy Varrusa podkradli się do przywiązanych tam do drewnianych pali zakładników. Jeden po drugim był uwalniany i odprowadzany na tyły. W tym samym czasie dwu wojowników Varra zajęło się strażnikami. Jeden ze zwiadowców, szczególny desperat rzucił się biegiem w stronę głazu jakimś cudem [jako MG ustaliłem 20 % szans powodzenia tej akcji] uwolnił dziewczynę, uniknął ataków ochroniarzy szaman.

W tej chwili BG zaatakowali. Bełt z kuszy Aegei, strzała Gueriego i zdaje się, że jeszcze czyjś oszczep (Thorr? Gerardo?) wbiły się w pierś starca. Ten padł ciężko ranny. Gerardo i Korgoth wyszli z lasu. Ogromni, w lśniącej stali, z dwuręcznymi mieczami stanęli naprzeciw setek Piktów. Ci dostali amoku, miast  zwrócić się w stronę zwiadowców i uciekających zakładników, rzucili się w szale na bohaterów. Ci odrzucili wielkimi zamachami pierwszy atak, a potem zemknęli w las.

Tam Korgoth i Gerardo stanęli plecami do siebie i zatrzymali Piktów, umożliwiając ucieczkę pozostałym. Być może byłby to ich koniec, lecz Ronja i Thorr zawrócili, przebili się przez kordon i otworzyli drogę dla kompanów. Zadając potężne ciosy, czwórka wojowników siała wokół siebie śmierć i zniszczenie. Okaleczone, bezgłowe korpusu Piktów utworzyły na ziemi stos, a dotychczas mężne serca wojowników Orłów zadrżały. Dzikusy cofnęły się, wrzeszcząc w szale i strachu. Wykorzystali to herosi i rzucili przez las do szaleńczej ucieczki.

Przez kolejne kilka godzin gnali przez las, umykając pogoni. Z każdej strony słyszeli wrzaski i nawoływania piktyjskie. Niektórzy niemal pluli już krwią (trzy testy Staminy:), ktoś tam zszedł do kilku HP), gdy dopadli późnym rankiem Rzeki Gromu. Jak się okazało Varrus nie zapomniał o nich. Zwiadowcy osłonili odwrót BG, ostrzeliwując Piktów z drugiego brzegu rzeki. Sam Varro pozostał po piktyjskiej stronie, atakując, szarpiąc oddziały Orłów. W ten sposób wielu z nich odciągnął od BG.

Po południu wszyscy – herosi, zwiadowcy z Varrusem i uratowani osadnicy – dotarli do Fortu Athacastrum. Tam dziesiętnik zwiadowców zdał raport komendantowi fortu – ambitnemu, młodemu Savianusowi. Nie pominął niczego. Ni głupoty, ni brawury, ale też odwagi bohaterów. Komendantowi potrzeba było takich ludzi. Zaproponował herosom wstąpienie do oddziału zwiadu armii aquilońskiej. Nie będą musieli nosić tunik armijnych, maszerować, pełnić służby w forcie. Za to za oficerski żołd co i rusz będą się przekradać na drugi brzeg Rzeki Gromu – zbierać informacje, pacyfikować wraże plemiona, donosić Savianusowi o planach Orłów.

I ponownie. Część drużyny na to przystała. Część nie.

Zobaczymy na następnej sesji, co zrobią herosi Westermarcku.

UWAGI:

1. Wy naprawdę czasem prosicie się o problemy. Ostatnio pan Thorr chociażby. Najpierw zajście ze zwiadowcami. Potem kompletnie głupia sprawa z ostatnim strażnikiem Piktów.

Reklamy

Komentarzy 8

  1. Ja tam myślę, że współpraca z armią może być opłacalna. Raz, że jak widać wyszukiwanie questów zajmuje nam pół sesji (co mnie osobiście bardzo wkurwowywuje z racji rzadkich sesji). Dwa, kasa może licha ale zawsze jest. Do tego co „znajdziemy” to nasze 😉 A po trzecie, najważniejsze!!! Conan też był zwiadowcą!!! 🙂

  2. Trzecie najważniejsze. 🙂

    Jeśli chodzi o questy częstsze naciskajcie mnie częściej (bo to w sumie moja wina), bym:
    1. Przekazywał plotki, mam ich przygotowanych od wuja. Poza tym można generować te o Piktach etc.
    2. Informował o problemach w osadzie (tzw. abstrakty).
    3.Ustalcie sobie max. 5 minut rozmowy o planach drużyny, bo to już żal jaja ściska, kiedy po 30 minutach gadania nagle ktoś wypala: „Ale jakim mamy cel, co chcemy osiągnąć?”
    4. Zabawa w zwiadowcę zadziała pozytywnie na wasz status (zwłaszcza w odniesieniu do armii i osadników). Czyli nawet zwykłe 2-3 miesiące działania (żadnych wielkich czynów, ale po prostu tropienie intruzów, chronienie wiosek) sprawi, że będą Was lepiej postrzegać Wkrótce opiszę na stronie, jak działa Status (to szczególnie Jarowi może się przydać), ale w skrócie:
    – Będzie można nim wspierać testy perswazji lub używać do rozkazów.
    – Będzie można uznaniowo przyjąć, że ktoś np. ma prawo do budowy osady, zamku na pograniczu etc.
    5. Dla mnie jest dziwna (z punktu widzenia sensu gry), gdy po 2 h łażeniu po lesie pojawia się dyskusja: „działamy czy nie działamy”. Jeśli nie działacie, to 2 h sesji zmarnowaliśmy.

    Pojawia się wtedy po raz kolejny pytanie: „skoro postać nie chce ryzykować, woli po prostu przenosić się z miejsca na miejsca i działać tylko w prostych i łątwych misjach, to dlaczego wyruszyła na szlak przygody?”

  3. Ja chcę przekopać kurhan!! 9wiem, za dużo Skyrima :)) )
    I jestem jak najbardziej za przystąpieniem do armii, bo… a) kasa, a ja na statek zbieram; b) będzie rozkaz i zero dyskusji czy idziemy czy nie c) jako przyszłodowodząca statkiem muszę poznać wszelkie sposoby niesubordynacji i metody walki z nimi 😀

  4. raz to przebiłem bycie w na rozkaz i i było zawsze wiele halo

  5. powiem tak mówie nie armi

  6. O! To tak jak JA! Powiem TAK ale tak naprawdę mówię NIE! A mysle, że może…. 🙂 🙂 🙂 Szacun!

  7. powiem tak zawsze optowałem ze wykrojeniem 30 ha ziemi. A nie bieganie jak tu tam jak kobiet letnich obyczajów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s