Sword & Wizardry – o grubym Alvinie i pięknym Bedwynie

MG – Paladyn

Gracze:

Alvin (Koval) – młody kleryk Pelora, bimbrownik z Timbervale sprzedający swe wina i nalewki w pobliskim Winterhaven. Domorosły badacz, naukowiec i mądrala, a przy tym straszny tchórz wielce ostrożny.

Bedwyn (Ja) – myśliwy i drwal z Timbervale mający na utrzymaniu matkę i dwie kilkuletnie siostry. Silny i wielki rębajło i świetny strzelec. Sprytny, cwany, ale niezbyt mądry. Śmiały i dzielny poszukiwacz przygód.

System – Sword & Wizardry

Sesja za pośrednictwem Google+ Hangouts. Test możliwości platformy jeśli chodzi  o sesje RPG.

Lokacja: dolina Nentir (setting do D&D 4 ed.) po drobnych modyfikacjach (katastrofy i inne takie:)), sandbox.

Obszar akcji

Skończyła się jesień, pierwszy śnieg przykrył delikatną, półmetrową pokrywą zmarzniętą ziemię. Mogło być gorzej, rok wcześniej przywaliło od razu ponad metr. Plony już dawno były zebrane, pola leżały odłogiem a mieszkańcy uroczej osady Timbervale położonej u podnóża gór Stonemarch zabezpieczyli okiennice i drzwi w swych pięknych, malowanych chatach o stromych dachach krytym gontem. Zima na wsi to czas odpoczynku, snucia opowieści, rozkoszowania się czasem wolnyn.

Ale nie dla Bedwyna Wspaniałego! Znaczy być może kiedyś nazwą go Wspaniałym, Chwalebnym, Mocarnym czy Bohaterskim. Póki co po prostu Bedwyna Myśliwego lub Bedwyna Drwala.

W każdym razie Bedwyn zimą nie musiał wreszcie dniem i nocą dbać o osadę, polować, skórować lisy i bobry, bo przecież matka sama została po tym, jak tatkę wilki trzy zimy wcześniej zagryzły. No i jeszcze były dwie kilkuletnie siostrzyczki (Fiona i Sionach).

Za to zimą? Zimą mógł się szwendać wokół osady i marzyć, przeglądać starą książkę z ilustracjami miast, zamków, elfów i krasnoludów. Przeglądać, bo czytać nie umiał.

Znalazł wsparcie w Alvinie, młody kleryku Pelora, który jednocześnie zaopatrywał Stonemarch i Winterhaven w swoje doskonałe wina i nalewki. Teraz nadszedł czas przygotowania zapasów. Alvin wybierał się do Winterhaven, by sprzedać swe nalewki (pozostałe z poprzedniego urobku) oraz zakupić odpowiednie zioła i półprodukty do produkcji kolejnych. Bedwyn miał być jego ochroniarzem.

Mroźnego poranka wyruszyli z Timbervale. Alvin na swym rosłym koniu odziany w starożytną zbroję płytową (zabytkową, która zwykle stałą w rogu jego chaty) z ciężkim buzdyganem przy boku. A obok, pieszo, Bedwyn w „tatowej” kolczudze, z dwoma toporami za pasem i długim, cisowym łukiem w rękach.

Drugiego dnia wędrówki dotarli prawie do Mistwatch, niewielkiego miasteczka położonego nad brzegiem jeziora Wintermist, które swą nazwę zawdzięczało gęstej, wilgotnej mgle wiecznie zalegającej nad taflą wody. Jakieś 5 km od osady usłyszeli drapieżny chichot a potem słaby ludzki krzyk. Bedwyn podkradł się do zagajnika, z którego dobiegły te niepokojące dźwięki. Kryjąc się między zaroślami dostrzegł rozbebeszoną dwukółką kupiecką a na ziemi rozciągniętego właściciela wozu – kupca Burnwiga, który często odwiedzał Timbervale. Leżał jęcząc i trzymając się za złamaną nogę. Nad mężczyzną nachylały się dwie dwumetrowe bestie o pyskach hien – gnolle! Nim zdążyli dobić rannego, Bedwyn strzelił i spudłował, a potem zwinnie wspiął się na drzewo. Gnolle zaszarżowały, ale jeden z nich dostał dwie strzały, w tym jedną w gardło, po czym zwinął się martwy na ziemi.

Bedwyn opiera się atakom gnolli, a Alvin? Alvin rusza na odsiecz.

Alvin: Noooo… Zbliżam się…

MG: Zbliżasz się tak jakoś szybko do walki?

Alvin: Zbliżam się tak nie bardzo.

Drugi gnoll prawie ściągnął Bedwyna na ziemię. Myśliwy ze strachu aż wysypał z kołczanu strzały, ostatnimi dwoma ranił gnolla, wykłuwając mu oko. Potwora zabił Alvin, który początkowo trzymał się z dala od walki, ale wreszcie podbiegł do gnolla i ciosem buzdyganu złamał mu kręgosłup.

Wdzięczny za ratunek i opatrzenie Burnwig nagrodził bohaterów (120 sz w towarach). Jeszcze tego samego dnia BG przybyli do Mistwatch, gdzie zostawili rannego kupca, upłynnili towary, a Bedwyn kupił swego pierwszego rumaka – niestety były tylko konie pociągowe. To nie zraziło wojownika. Od tej chwili dosiadał Paproka – masywnego perszerona o kudłatych nogach.

Dyskusja o zadaniu od Barona.

Bedwyn: Chwała! Złoto! Sława! Nie myślisz o tym?! To tylko jakieś zielsko. Trzeba je zerwać na Uroczysku. Uroczysko, jak sama nazwa wskazuje, to miejsce urocze a nie niebezpieczne!

Alvin: Tam nie rośnie wężownik!

Bedwyn: A skąd wiesz, czy tam rośnie. Na rany Pelora, nigdy dalej niż do Winterhaven nie jechaliśmy. Tym nawet nie wiesz, jak brzoskwinie wyglądają!

Alvin: Brzoskwinie? Przecież każdy wie, że to takie duże rodzynki. Sprowadzałem przecież do swoich nalewek.

Po zebraniu garści plotek (m.in. o tym, że miejscowy baron poszukuje śmiałków, którzy znajdą mu na jakimś Uroczysku wężownik – rzadkie i cenne zioło) BG ruszyli dalej i dzień później dotarli do Winterhaven (plan 3D). Alvin sprzedał nalewki, kupił półprodukty. Bedwyn co prawda namawiał go, by poszukać pracy godnej herosów, ale Alvin był zupełnym pragmatykiem. Myślał tylko o powrocie do swej bimbrowni w Timbervale. Ostatecznie zgodził się wspólnie z Bedwynem podjąć zadania Barona z Mistwatch.

UWAGI:

1. Sesja trwała ok. 2 h efektywnej gry.

2. Mechanika Sword’n’Wizardry przywołuje wspomnienia – „Oko Yrrhedessa”. Jest odmienna, ale cudownie oldskulowa.

3. Mając niewiele HP człowiek nie myśli o straceńczej walce. Kombinuje, jak najmniejszym kosztem poradzić sobie z wrogiem. Np. włazi na drzewo.

4. Niech diabli porwą kleryka Pelora, który nie myśli o heroicznych czynach!

5. Raport z sesji (po angielsku) Paladyna, na Google+.

Advertisements

komentarzy 13

  1. Dobra Panie sesja wygląda git ale napisz Pan jak się gra przez Google+. Sam, z braku czasu, chciałbym sobie zamieszać przez sieć ale nie wiem jak i gdzie.

  2. Miałem trochę obaw co do grania przez Google+. Nie wiedziałem, jaka będzie komunikacja za pomocą czatu i kamerki, czy będziemy w stanie jasno się porozumieć.

    Stąd decyzja o użyciu kamer i wykorzystaniu Swords&Wizardry, gdzie zasad jest mało i nie trzeba się ich trzymać. Jeśli chodzi o skuteczność i efektywność G+ Hangouts:

    – darmowa platforma do videokonferencji (Skype każe sobie za to płacić), działa znośnie, choć mieliśmy drobne kłopoty techniczne. raz wyrzuciło Kovala, potem zresetowało nam połączenie. Trzeba raz na jakiś czas klikać w okienku Hangouts, bo program wykrywa bezczynność.

    – Dobrą rzeczą jest udostępnianie dokumentów. To co prawda robiliśmy za pośrednictwem Google Docs, ale mieliśmy przed oczyma karty postaci, mogliśmy je na bieżąco aktualizować i była pełna jasność.

    – Ja byłem zadowolony z poziom komunikacji. do tego stopnia, że z ufnością myślę o spróbowaniu gry w jakąś bardziej skomplikowana mechanikę. Nie podejmuje się na zasadach Pathfindera, ale ostatnio rozmawialiśmy sporo ze Smartfoxem o runeQueście i BRP 🙂

  3. @ Gulthank
    Gra się niezgorzej, choć w moim odczuciu nic nie zastąpi sesji f2f. Mimo to komunikacja jest przejrzysta, wszystko widać, nie ma przestojów. My akurat kostkujemy sami przed monitorem, zakładamy, że się bawimy a nie oszukujemy. Oczywiście, jak ktoś woli inaczej, może skorzystać z licznych programów do emulacji rzutów.

    Kamera i obraz z niej pomaga w komunikacji (część kodów niewerbalnych przechwytujesz), ale grałem niedawno przez skype’a bez obrazu i też jest nieźle.

    Jakie są wedle mnie ograniczenia?
    – W Conana gram w ekipie 1+7, nie wyobrażam sobie tego na wideokonferencji, zdecydowanie za dużo osób (ale może się mylę).
    – Trzeba zachować większą dyscyplinę w rozmowie, nie wchodzić sobie w słowo etc.
    – Nie da się stuknąć kuflem z kimś po drugiej stronie monitora (no ale Paladyn i tak nie pije, kurcze, każdy ma jakieś wady:))

  4. Dzięki za odpowiedź.

    Fakt, że ktoś nie pije lub jest małolitrażowy nie jest wadą ale ogromną zaletą. Krótki dowód logiczny z łatwością wskaże, że osoba nie pijąca ale przestrzegająca staropolskiego zwyczaju – „na krzywy ryj się nie przychodzi”, to skarb pozwalający utrzymać chwiejny balans ilości alkoholu wypitego, do przyniesionego na imprezę.

  5. Gulthanku, mądrość płynie z Twoich ust. Niepijący na sutej uczcie może pilnować ostro spożywających i zapobiec co głupszym wybrykom (dzięki, Jaro!:))

  6. @Paladyn:

    Z Pathfinderem nie jest aż tak ciężko – jestem po 5 sesjach przez MapToola i muszę przyznać, że po ustawieniu sobie rzutów w makrach wszystko przebiega bardzo płynnie. Tyle, że nie używamy mapek/gridów – z nimi pewnie by było nieco wolniej.

  7. „- darmowa platforma do videokonferencji (Skype każe sobie za to płacić), działa znośnie, choć mieliśmy drobne kłopoty techniczne. raz wyrzuciło Kovala, potem zresetowało nam połączenie. Trzeba raz na jakiś czas klikać w okienku Hangouts, bo program wykrywa bezczynność.”

    Jesteś pewien, że to kwestia Hangoutsów, a nie łydndołsa?

  8. @Enc: Ale gracie z wszystkimi character’s conditions, bleedingami, AoO i pełna mechaniką?

    @dzemeuksis: Na moje oko informatyka komunikat „Google serves has encounteres an unexpected error” wiąże się raczej z G+, niż Win. Ale i tak jdna próba to za mało, aby wydawać osądy.

  9. @Paladyn: Tak, poza siatką – czyli z uznaniowymi AoO (no ok, nie kojarzę „bleedingów” – chodzi Ci o utratę pw z powodu np. wounding weapon?).

    Choć w sumie to nie z pełną – niezbyt wiele jej pojawia się na sesjach, wykorzystujemy w zasadzie tylko pełne zasady walki + podstawy w innych kwestiach.

  10. Tak, chodziło mi m.in zdolność Rogue do zadawania brażeń bleeding (chyba dodatkowe 1k6 co rundę). Notorycznie przypominaliśmy sobie o niej „trzy, a może cztery… nie czekaj, to było, nie faktycznie cztery rundy temu”. 🙂

    Dla mnie S&W jest świetne, pozwoliło mi uwolnić się z gorsetu reguł. Będę pewnie chciał spróbować AD&D, Jest kilka gier, które z wyrzutem spoglądają na mnie z półki, że nic z nimi nie robię. Wraca myśl o moim ukochanym RuneQueście, ale to się zobaczy. Na razie chciałbym utrzymać granie i drużynę. Dwie osoby spokojnie się daje ogarnąć, ciekawe jak z trzema czy, o mój Boże, czterema graczami?

  11. Na razie rogue nie wybrał talentu do bleedowania (w ogóle grupa jest na 2 levelach, daleko do wounding weapons, bleeding critical, itd.). Wiem, że dalej będzie ciężej – zwłaszcza z drużynowym czarodziejem i druidem, ale moi gracze to nie powergamerzy, więc pewnie jakoś to ogarniemy. 🙂

  12. Jak byś miał powergamerów, to bym się nie martwił, bo by regułki znali jak talala 🙂

    Mnie zauroczyło S&W, choć wolałbym trochę większe rozróżnienie, jak w AD&D

  13. Gdybym miał powergamerów by pewnie znali reguły znacznie lepiej, niż ja – a tak jest okej, bo w sytuacji, kiedy nie pamiętamy jakiegoś detalu wymyślamy coś na poczekaniu 🙂

    Mnie ostatnio bardzo się spodobał The One Ring, ale raczej nie będę miał okazji sprawdzić go w praktyce. Ma bardzo elegancką mechanikę, nie tylko do sesji w Śródziemiu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s