Conan BRP odc. 17 – na tropie Larambe

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Ronja (Ata) – hyperborejska prostytutka porwana przez Thora, poza tym kartograf drużyny. W obecnej chwili topornik zagłady z dwucyfrowym licznikiem trupów na stylisku.

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Kush czy Zembabwei.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą. Z plemienia zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Pablo) – khitajski czarownik specjalizujący się w tumanach, wydmach i plaży.

Minęły 4 tygodnie, podczas których bohaterowie leczyli rany, trenowali, zżywali się ze społecznością Fortu Athacastrum. Nastał miesiąc Śnieżnej Małpy. Spadł śnieg, przykrywając pola, lasy i wzgórze. Wokół fortu rozciągała się biała pustynia.

Gerardo na Umbie – swoim wiernym wierzchowcu. Podsumowanie.

Korgoth: Na Umbie. Afrika Korps!

Herosi ostatecznie wyjechali, nie wstępując w szeregi zwiadu armii aquilońskiej. Po krótkiej (o dziwo:)) dyskusji ekipa zdecydowała się kontynuować marszrutę, jaką zaplanowano jeszcze w Scandadze jakieś 3-4 miesiące wcześniej – do Oriskonie. Co prawda miejscowi weterani odradzali BG wędrówkę zimą, zwłaszcza do zapomnianej przez Mitrę prowincji, gdzie panują podobne mrozy, co w barbarzyńskiej Cymmerii, ale co to dla herosów.

Zakupiwszy zapasy (m.in. żywność i ciepłą odzież) wyruszyli na trakt. Było niezwykle zimno, choć śnieg póki co utrzymywał się ledwie 20-centymetrową warstwą, siarczysty mróz dawał się podróżnikom we znaki. Trakt był niemal pusty. Pierwszego dnia BG spotkali tylko nadjeżdżającą od strony Lordar karawanę z bronią i pancerzami dla Aquilończyków w Forcie Athacastrum i Velitrium. Szef karawany, początkowo przyjazny, opowiedział nieco o Lordar oraz bandytach, którzy ostatnimi czasy atakowali kupców pod miastem. Ponoć jedną karawanę wyrżnęli, a dwie inne ostro poszatkowali. Banici mieli być liczni i nieźle zorganizowani (herosi od razu pomyśleli, czy to przypadkiem nie poszukiwany od dłuższego czasu Larambe „Półdiabeł”). Rozmowa z kupcem skończyła się w chwili, gdy ten rozpoznał w BG ludzi, którzy pod Theniteą wykonali zlecenie Kompanii Westermarckijskiej (poniekąd) i rozbili osadę uciekinierów.

Guri wyznaje animizm, ale wtedy gdy mu to wygodne.

MG: Tamtej pantery nie chciałeś zabić, bo to pewnie czyjś duch. Tę bez problemu. Twoja wiara jest elastyczna jak szwedzka prezerwatywa.

Gerardo: Z IKEI.

Tego samego dnia, jadąc przez rzadki las, dostrzegli kilka wozów osadników. BG przyłączyli się do ich obozowiska na noc, wymienili garść informacji z Burgiem (wielkim Taurańczykiem dowodzącym grupą ok. 24 osadników). Korgoth nawet próbował pomóc babci Burga, starowince o niespożytej sile, apetycie na rum Burga oraz języku godnym bosmana. Natomiast Guri i Thorr upolowali śnieżnego lamparta.

Korgoth obiecał, że ukradnie dla starowinki rum Burgowi (nota bene wnukowi). Cymmeryjczyk zostaje przyłapany.

Burg: I dałeś się durniu jej omotać? Ona od Tauranu wszystko nam wychlała, to ostatnia beczułka!

Korgoth (chlipiąc): Snif… tęsknię za mamą.

Następnego dnia grupa dotarła do Lordar. Miasteczka liczącego 600-700 mieszkańców, a w zasadzie wielkiej wioski która rozrosła się podgrodziami wokół stołbu lorda Teutolusa – poplecznika gubernatora Barrabusa z Conawagi. Zabudowania, poza kamienną faktorią niejakiego Connachta w większości drewniane, świeżo wybudowana faktoria Kompanii w osobnym podgrodziu, świątynia Mitry, stołb i… niewiele więcej.

Jeszcze przed miastem herosi zaprzyjaźnili się z grupą kawalerzystów Teutolusa, co zaowocowało wielką popijawą.

Karczma „Orle Pióro”, wieczór. Zwykła oberża z dyli drewnianych, kryta gontem i darnią. Kilka przybudów, stajnia osobno. Asortyment kiepski. Ot, ale, miejscowe wino i beczka „luksusowego” napitku z Poitain (wino poitaińskie prześladuje BG od początku przygód:)). Bohaterowie opłacili nocleg, Korgoth podopytywał się o uroczą córkę karczmarza, choć nieco przygłupią:

Karczmarz (NPC): „Denia?! Cymmeryjczyku, ona ma dopiero 14 zim!

Korgoth: No i co, ale będzie moją żoną!

Zaczęło się delikatnie, a skończyło na tym, że Zhuge wydał 100 złotych lun na pijaństwo z miejscowymi, w tym żołnierzami. A skończyło?

Rankiem szóstka bohaterów i Umba przebudzili się w ciemnicy. Brakowało Gerarda, połowa byłą obita, Ronja naga, Korgoth nagi. Przybyły strażnik bardzo chętnie, lecz przez kraty, wyjaśnił cóż herosi nawywijali. Cóż, impreza wymknęła się spod kontroli. Po wypiciu całego wińska w karczmie herosi ruszyli do stodoły, gdzie miał spać karczmarz z rodziną (w tym córką Denią). Czemu w stodole? Bo jego pokoje wcześniej wynajął Zhuge.

Korgoth porwał Denię, by wziąć z nią ślub w świątyni Mitry. Ktoś zaprószył ogień. Stodoła spłonęła, szczęśliwie nikt nie ucierpiał. W świątyni Korgoth obudził kapłana Mitry i zażądał ślubu. Wstawił się za nim Thorr. Kapłan odmówił, więc Korgoth stwierdził, że „ch… kładzie na takiego boga”. Posąg przewrócił, a potem rozebrał się i zrobił, co rzekł wcześniej. Potem Thorr pod wpływem impulsu ogolił się swoim bastardem, ogolił pół łba, a włosy dokleił obliczu Mitry, bo przecież „prawdziwy mężczyzna powinien mieć brodę!” Akurat pech chciał, że to wyobrażenie Mitry nie miało. Potem cała ekipa wyszła na zewnątrz, a że w mieście już wrzało, to koledzy BG – kawalerzyści Teutolusa (równie pijani), sprali miejscowych. Ronja chcąc ułagodzić tłum, rozebrała się i po stwierdzeniu, że co prawda poprzedni zawód porzuciła, zaproponowała, ze wszystkich pogodzi, byle po kolei podchodzili. No to wybuchły zamieszki.

Karczmarz proponuje wino.

Karczmarz (NPC): Tego nie warto pić. Z cymmeryjskich jabłek. Małe toto, pomarszczone.

Korgoth: Doskonałe!

Karczmarz: Kwaśne jak ch…

Korgoth: Pyszniunie! Szarlotka wspaniała!

Aegea: Z tych psiurów?

Zhuge głośno wrzeszczał, że jest czarownikiem, toteż na wszelki wypadek ludzie unikali Khitajczyka. Tymczasem Aegea i Guri odkryli, że miejscowy arystokrata ma przed swoim domem piękny stawik, malownicze oczko wodne. Ukradła komuś niewielką łódkę (a może to beczka była?) i pokazała, że ten akwen jest żeglowny. Guri wiosłował. Oczko wodne, ogród, ziemia wokół, wszystko było zniszczone, zmasakrowane, zalane.

W tym czasie Gerardo poczuł oburzenie, że lord Teutolus go nie przywitał. Jak to?! Rycerz rycerza!!!? Toteż wsiadł na biednego Umbę (swego czarnego niewolnika), zabrał widły i na prowizorycznym rumaku z prowizoryczną kopią pogalopował pod stołb Teutolusa. Tam nazwał go psem bez czci i honoru, psubratem, tchórzem i zwyczajnym skurwysynem. Nic dziwnego, że sam skończył w ciemnicy, ale pod stołbem Teutolusa.

Lord również o poranku porozmawiał z BG, a następnie złożył propozycję nie do odrzucenia. Wybaczy im pijaństwo, wandalizm, obrazę jego, ba! obrazę Mitry, ale muszą zdobyć łeb szefa bandy, który nie tylko pustoszy okolicę i atakuje karawany, ale także zablokował trakt do Oriskonie. Szef bandy miał być wedle Teutolusa tego samego koloru skóry co Umba. Larambe „Półdiabeł”!

BG nie tylko przeprosili Teutolusa, kapłanów Mitry, ludzi, karczmarza (opłaciwszy mu spaloną stodołę), ale czym prędzej (choć na potwornym kacu), wyruszyli na północny wschód od Lordar. Gdzieś tam znajdowało się obozowisko banitów.

Po imprezie. W światyni Mitry, przeprosiny i postawienie posągu:

Kapłan Mitry [zdegustowany]: I zioniecie mi tutaj wódą!

Korgoth: O przepraszam, winem!

Thorr: Poitaińskim!

Korgoth [do kapłana]: A jak nie uważasz mnie za dobrego męża, to powiedz mi to w twarz!

W tym rejonie, na pograniczu conawagańsko-oriskońskim śnieg był o wiele głębszym, mróz jeszcze dotkliwszy, a opady większe. Herosi, brnąc w zaspach dotarli do wzgórz i ostrożnie zanurzyli się pomiędzy pagórki,w  jary i wykroty, gdzie biały puch zalegał ponadmetrowymi zwałami. Korgoth tropił, pozostali (głównie Ronja, Aegea, Zhuge i Thorr) nasłuchiwali, obserwowali etc.

Wreszcie wpadli na trop. Po ok. godzinie dotarli do zasypanej, spalonej chaty (zapewne pozostałość po rajdzie Piktów), gdzie przeczekali, widząc, że wzdłuż jednego z grzbietów przemieszcza się oddział bandytów. Po kolejnej godzinie herosi odkryli bardziej uczęszczany szlak przez banitów (m.in. zabezpieczony pułapkami na niedźwiedzia etc.), który doprowadził ich do podnóża kilkusetmetrowego, kopulastego, zarośniętego wzgórza, które zwieńczał megalityczny krąg.

Umba (po tym jak Gerardo zrobił z niego rumaka) patrzy rozżalony na „bwana kubwę”.

Korgoth: Przestań Karino, nie rób scen.

Wpierw trafili na strażnika zajmującego pozycję na drzewie. Odczekali godzinę, aż pojawi się jego zmiennik. Kiedy ten wszedł na drzewo Thorr rzucił w jednego z nich swoją wekierą (rany! znowu bez konsultacji z grupą!) Zaraz potem strzelił Guri (łuk) i Aenea (kusza). Perfekcyjne rzuty (02 i 03!) dały wielkie obrażenia, bełt praktycznie odstrzelił rękę jednemu z banitów (cywilizowanemu Piktowi), a strzałą wbiła się w gardło rosłego Aquilończyka, zapewne dezertera z armii.

Następnie bohaterowie dotarli do krawędzi polany, na której znajdowały się 3 wielkie szałasy. Straży nie było, a z wnętrza dobiegało chrapanie, ale także odgłosy rozmowy. Nim BG zaatakowali, z drugiej strony nadciągnęła kolejna grupa banitów. Byli to głównie Aquilończycy, ale także kilku Piktów oraz jeden Shemita. Dowodził nimi wysoki i chudy Stygijczyk z kopeszem na plecach. Wściekły Stygijczyk wywołał podwładnych, sprał po mordzie ich dowódcę i zażądał raportu, a potem wysłał dwu swoich na sprawdzenie stanowisk. Thorr i Korgoth się cofnęli i zapadli w śnieg po obu stronach szlaku prowadzącego do stanowisk straży na drzewie. Obaj bandyci nie mieli szans, zostali błyskawicznie ścięci.

Tymczasem na polanie też nie było zbyt spokojnie. Dwu banitów ruszyło w stronę lasu na patrol i wlazło wprost na ukrytą Aegeę. Ta wypaliła do jednego z nich, leżąc pod śniegiem, praktycznie odstrzeliła mu nogę (chwilę potem go dobiła mieczem). Drugi banita dobył broni, wrzasnął, ale wtedy Zhuge zmienił go w węża (przy tej temperaturze biedny gad błyskawicznie zamarzł).

Choć w lesie panował półmrok (drzewa, padający śnieg, zachmurzone niebo), banici dostrzegli śmierć swoich kompanów (byli ledwie 70 metrów dalej). Stygijczyk wydał rozkazy i jego ludzie tyralierą ruszyli w stronę lasu, większość szła na ukrytą i w pośpiechu ładującą kuszę – Aegeę.

Thorr i Korgoth usłyszeli agonalny wrzask postrzelonego przez kompankę banity i pognali w stronę swoich. Podobnie Guri, który ich ubezpieczał.

Wybuchła walka na krawędzi lasu. Choć banici byli lepiej wyszkoleni od typowych Piktów, a na pewno uzbrojeni i opancerzeni (przynajmniej skórzane zbroje, część aquilońskie kolczugi), to niewiele zrobili herosom. Jeden z nich praktycznie wlazł na ukrytego pod śniegiem Gerarda. Poitaiński rycerz wcześniej położył na sobie znalezioną wcześniej pułapkę na niedźwiedzie. Ta odcięła praktycznie nogę banity. Rycerz wydobył się spod śniegu i ściął kolejnego z banitów, a rundę później jeszcze jednego. Pozostali w panice uciekli (morale spadło). Ronja podobnie zaatakowała i też jednego zabiła, drugi oberwał od swego z kuszy (fumble), do Hyperborejki dołączył Thorr i we dwójkę już bez trudu odpierali ataki bandytów. Najgorzej miała Aegea, sama była najgorzej ranna, ale przecież też ścięła przynajmniej dwu kolejnych banitów (jednego zastrzeliła z kuszy, trafiając od dołu w podbródek – szłom denatowi odskoczył jak korek z poitaińskiego wina).

Korgoth umiejętnie podkradł się od strony pleców do dowodzącego Stygijczyka i jednym ciosem w plecy (tchórz!) ściął go. Tego było już zbyt wiele, ocaleli banici rzucili się do ucieczki. Jeszcze kilku padło od ciosów bezlitosnych bohaterów. Ostatecznie z 25ciu przeciwników uciekło ledwie sześciu.

Herosi po opatrzeniu ran (w zasadzie lekko draśnięto Gerarda no i Aegea straciła ponad połowę HP), ruszyli w stronę wzgórza, gdzie prawdopodobnie znajduje się główny obóz banitów oraz ich herszt – czarny Larambe.

UWAGI:

1. Jeśli ktoś ma pretensje do tego, co Wasze postacie wyrabiały po pijaku, to mówić. Trochę improwizowałem, mam nadzieję, że nic nie przegiąłem. Celowo nie podbijałem ostro konsekwencji, bo to był mój wymysł i wyszedłbym na buca.

2. Damian, to jakoś trzecia albo czwarta sesja, gdy w kluczowej scenie (finałowa walka) wychodzisz, bo masz coś do załatwienia. Nie wiem jak innym, mi to przeszkadza (czy to w Wolsungu czy w Conanie).

3. Gratuluję, bo ta walka całkiem udana była.

4. Korgoth mięczaku, mogłeś mieć taki piękny pojedynek! 😉

5. Pablo, zasady! Zasady magii! Opanuj zasady magii i swoje czary!

6. Plotki, zahaczki, ploteczki:

a) Na północ od ołtarzu Jhila wedle jednego z oficerów F. Athacastrum znajdują się podziemia piktyjskie.

b) W Oriskonie gubernator najmuje do służby Piktów z miejscowych plemion.

c) W Lordar faktoria Connachta współpracuje ze znanym Wam wrogiem Kompanii – Zarraneo z Coyagi.

Jak coś pominąłem, dopiszcie.

Advertisements

komentarze 22

  1. W OD&D, wg. zasady Arnesona, dostałby za tak wydane złoto 100 GP. 😉

  2. To czarownik, fighting man dostawał za chlanie! Korgoth i Gerardo dostaliby już jakieś 34 000 🙂

  3. Ty mi tu nie mięczakuj 😉 pojedynek to będzie ale z głównym „bossem”! A jak dopracujemy tryb zasadzkowy to będziemy kosić że ho ho….
    A tak na marginesie to te podziemia mogą być interesujące, no oczywiście to nie to co kurhan który okazał się być ZA DALEKO I NIE PO DRODZE!!!!!!!!!!!

  4. Z bossem pojedynku też nie będzie bo go żywcem jako rumaka musimy sprowadzić. 500 złotych lun na czarnym koniu jeździ 🙂

  5. Jak… jak KURHAN za daleko i nie po drodze?? No jak…? One zawsze są po drodze… :(( Jestem rozczarowana, nie umiecie się bawić!! W takim wypadku jestem za podziemiami. 🙂

    Poza tym nie wiem czy bym dożyła końca sesji, jakby Korgoth się w pojedynek bawił. A tak było efektywnie, efektownie i przy okazji uratował mi duszę 🙂

  6. Ej Kurhan nie za daleko tylko za głęboko, Korgcie drogi sam marudziłeś, że zima, że ziemia zamarza i Umba się nie przekopie i takie tam inne, że tak przypomnę. Podziemia jak najbardziej 😀 jestem za dawno nie złaziliśmy w jakieś mroczne, wilgotne paskudne…eee ok ale loszki się nie liczą.

    • A właśnie że był za daleko. 4-5 dni drogi liczą z powrotem i to był główny powód rezygnacji.

  7. „Umba się nie przekopie”

    Wy naprawdę jesteście gorsi niż KKK. BTW, Jaro rzuciłeś szmaciarzowi na krzyżyki?

    Co do lochów na północy, one mogą być dość daleko no i to by zakładało odstąpienie od Oriskonie i powrót do Ołtarza Jhila. Dajcie mi tylko wcześniej znać. Chyba że pomysł zostawicie na wiosnę, zostało Wam ledwie 2 miesiące do niej.

    Powiem Wam, że dość klimatyczne dla mnie było to podkradanie/przebijanie się przez śnieg. W Oriskonie będzie go jeszcze więcej :).

    A co do pojedynku, Aegea dawała sobie całkiem dobrze radę, choć nie jest pancernikiem.

  8. Zaraz tam gorsi nie histeryzuj 😀 co ?no jak tylko 2 miesiące to…właściwie jedna popijawa, znów będzie trzeba odpracować, obiją nas poleczymy się czas nam minie migiem.

  9. Lochy można odstawić do kolejki na cieplejsze miesiące a tu dokończyć sprawy i dotrzeć w końcu do Oriskonie. A co po pojedynku z bossem…. A skąd wiesz Jaro, że nie będzie? A może On zachowa się w sposób na tyle dodupny, paskudny i be be i nie będzie wyjścia jak tylko mu wpie#$% znaczy się dokonać honorowego oklepu ryja? 🙂

  10. Że zacytuję klasyka „Willow, ty to byś się tylko grzebał w ziemi…”. Zróbmy choć raz coś spektakularnego. Jakąś wioskę Piktów wyrżnijmy czy coś. W końcu nie tylko oni mają licencje na terroryzowanie pogranicza. A lochy nie zając jeszcze wiele z nich zwiedzimy (od środka) 🙂
    Korgoth: My jako przedstawiciele jedynej słusznej strony nie powinniśmy nawet brać pod uwagę, że bambus może chcieć się przeciwstawić dominacji białej rasy.
    A jak będzie chciał tym gorzej dla niego ( z małej litery). 🙂

  11. Dobry tekst, Jaro.

    A co do Larambe. Proszę jak jeden sukces w odparciu ataku banitów, sprawił, że Wam ogony na sztorc stanęły :).

    (I rzuć Umbie na krzyże, coś chyba dostał)

  12. Choć po Was, to raczej nie dostał krzyżyków za testy, ale…
    http://kwejk.pl/obrazek/871520/w,krzy%C5%BCu.html

  13. Kolejna szarża Gerarda będzie już bardziej spektakularna 🙂 http://www.youtube.com/watch?v=q70ql6R9P8Y&feature=player_embedded

  14. jaro szczęśliwe kość istnieją

  15. Gerardo szarżuje zawsze i na wszystkim. Dla prawdziwego rycerza z Poitain wierzchowcem jest wszystko, co ma cztery nogi (na przykład łóżko:))

    • Ooooo to jeśli tak to z Jareckiego RYCERZ nad RYCERZE! Potrafi szarżować na wyże po 16 godzin 😉 Kiedyś mu oczy zgniją 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s