Sword & Wizardry odc. 4 – pierwsze podziemia

Gracze:

Awer (Michał) – młody potomek rodu rycerskiego, woj, który patroluje Stonemarch i Cairngorm Peaks, zwalczając potwory. Spokojny, lecz żądny przygód. Zazwyczaj głos rozsądku w drużynie.

Bedwyn (Ja) – myśliwy i drwal z Timbervale mający na utrzymaniu matkę i dwie kilkuletnie siostry. Silny i wielki rębajło i świetny strzelec. Sprytny, cwany, ale niezbyt mądry. Śmiały i dzielny poszukiwacz przygód. Zazwyczaj komentator.

Gnorum (Adam) – krasnoludzki kucharz w ciężkiej zbroi i wielkim hełmie opatrzonym drzwiami do piecyka (jaaasne, to taka przyłbica). Wesołek, dusza towarzystwa i nieodrodny syn krasnoludzkiej braci, co to żadnego niebezpieczeństwa się nie lęka (ze względu na wyłączenie odpowiedniego ośrodku w mózgu). Zazwyczaj pierwszy w działaniu :).

MG: Paladyn

Raport Paladyna

Gnorum: Ja na śnieg, który jest wyższy ode mnie się nie ruszam!

Bedwyn: Każdy śnieg jest wyższy od ciebie.

Środek zimy, północny skraj doliny Nentir. Malownicza, górska wioska Timbervale – rodzinne gniazdo Bedwyna. Zimno, że jaja klekoczą, śniegu nawaliło zresztą po owe klekoczące, a u Gnoruma, z natury nieobdarzonego solidnym wzrostem wręcz po migdałki. Mówiąc w skrócie zimowa i parszywa dupa blada. to jednak nie zraziło dzielnych poszukiwaczy przygód. Po kilku dniach spędzonych w domostwie Bedwyna herosi znów zapragnęli powrócić na szlak przygody. Domy w Timbervale odśnieżyli, drew narąbali, a pewnie i utłukli jakiegoś wilka, który za blisko pod domostwa się przywlókł. Dość rzec, że wreszcie opuścili ciepłe pielesze, by przejść się po otaczających wioskę zalesionych wzgórzach, teraz kryjących się pod grubym całunem śniegu.

MG na temat bodaj zalet krasnoludów: Some men are born lucky, some men are born tripods.

Dość szybko się okazało, że przygoda może czekać tuż za progiem, a konkretnie kilka kilometrów od wioski. Przedzierając się przez głęboki śnieg (w rakietach pożyczonych w wiosce) w pewnej chwili BG dostrzegli trzy kupieckie wozy zaparkowane w trójkątne obozowisko od góry przykryte plandeką. Na miejscu się okazało, że poza kilkoma końmi, nie ma tu żywej duszy. Ani kupców, ani ochroniarzy, ani ewentualnych napastników. Nic kompletnie. Jest za to, w pobliżu wąskie wejście do wilgotnej pieczary. No i wozy pełne narzędzi, żarcia i dobytku kupieckiego.

Po odpowiednim zabezpieczeniu znaleziska cała trójka wyposażyła się w linę i dwie lampy (wszystko wzięte z kupieckich wozów) i weszła do jaskini, która okazała się być zaledwie przedsionkiem podziemnego kompleksu. Kamienny, szkaradny posąg barbarzyńskiego bóstwa wskazywał, że podziemia wyryły gobliny lub przynajmniej przez dłuższy czas je zamieszkiwały. Mimo przenikliwego zimna czuć było obezwładniający smród tym stworów.

Na czele pochodu stanął dzielny Gnorum, prawdziwy krasnolud nizinny, co to żadnych gór i podziemi się nie boi. Ruszył bez strachu w ciemne korytarze, a Awer i Bedwyn powlekli się za nim. Poza tym ściany pokryte były dziwną, elastyczną substancją przypominającą płaty wodorostów. Gnorum nawet odłamał fragment i spróbował. Okazały się być obrzydliwe w smaku.

O tym, że śmierć w podziemiach może być dużo bardziej zdradziecka i groźna od pokracznych gobbosów przekonali się już wkrótce, znajdując za progiem do jednej z komnat przerąbane na pół zwłoki (zapewne jednego z właścicieli znalezionych wozów). Gnorum uważnie obejrzał podłogi, ściany, a potem wszedł do komnaty. Opadająca niczym wahadło kosa, niemal urżnęła mu łeb. To znaczy urżnęłaby, gdyby był człowiekiem, a tak ostrze jedynie świsnęło nad kosmatą, lecz najwidoczniej pustą łepetyną krasnoluda. Ostrze zatrzymało się, a potem z głośnym szczękiem zniknęło w suficie ponownie śmiertelnie niebezpieczne.

Po takim pokazie siły, bohaterowie (jak już tylko spędzili ciarki z grzbietów) rozejrzeli się jeszcze kilkukrotnie i z pewnością uważniej, znajdując wkrótce kilka ruchomych płyt, które włączały pułapkę. Dzięki temu bez większych problemów (ranny został tylko Awer, a w zasadzie ledwie skaleczony) przedostali się do wnętrza komnaty. Ta okazała się pokaźną komorą w całości przykrytą tą samą substancją, znalezioną wcześniej w korytarzach. Tworzyła ona także dziwne kokony mniej więcej wielkości człowieka. Awer (człek światły)  teraz zrozumiał. Owa substancja była wydzieliną jaszczuroludzi, zaschłą w napotkane formy.

Gnorum: Nie zrobiło im się ciepło na widok jaszczuroludzi?

MG: Zrobiło im się mokro, a i na chwilę ciepło.

Awer zadumał się nad przemyślnością jaszczurzej rasy, która dzięki takim kokonom potrafiła przeżyć podobne zimno (w każdym z nich zapewne znajdował się inny gad).

Bedwyn zadumał się poważnie nad tym, jak bardzo herosi dostaną w swą bohaterską dupę, jeśli przez przypadek obudzą ze snu zimowego gady.

Gnorum zadumał się nad tym, jak obrzydliwa w smaku jest wydzielina jaszczuroludzi :D.

Ostatecznie całą trójka schowała swe bohaterstwo głęboko w onuce i zdecydowała się nie przeszkadzać w śnie jaszczurkom (a były i pomysły, by wszystkie zaciukać:)). Delikatnie, powoli i ostrożnie ominęli legowiska paskudztw i weszli do kolejnego korytarza. Ten kończył się wrotami z brązu opatrzonymi napisami w języku goblinów. Gnorum (lub Awer) zdołali odczytać owe napisy, które zawierały bogaty, choć zapisany potocznym językiem opis potencji wodza zielonych oraz sposoby udowadniania tejże w towarzystwie pochwyconych krasnoludzkich panien. Gnorum zawrzał gniewem, Bedwy jedynie się skrzywił z obrzydzenia – seks goblina i krasnoludki nie był tym interracial intercourse, który chciałby obejrzeć.

Spotkanie z trollem.

Awer: Mówiłem, byśmy tam nie szli?!

Bedwyn: Mówiłeś! Mówiłeś! Ale byłeś nieprzekonujący!

Za wrotami znajdował się grobowiec. Na kamiennym tronie siedział dumnie wysuszony trup trolla, wokół niego leżały ciała pozostałych śmiałków (tych od znalezionych wozów), których spotkała zemsta zza grobu. Jak łatwo się domyśleć, po wejściu herosów do komory troll powstał i ruszył do ataku. Pierwszy cios dosięgnął Bedwyna, który złożył się w pół i ciężko ranny padł na posadzkę. Awer odciągnął przyjaciela pod ścianę i tam go szybko opatrzył, a Gnorum zajął walką potwora. Wkrótce krasnoludowi (już rannemu) pomógł Awer, a spod ściany wspierał ich z łuku osłabiony Bedwyn. Troll widać pokazał już wszystko, co umiał, bo każdy jego kolejny cios chybiał celu. Potężne ciosy trafiały w próżnię, a bohaterowie wściekle kąsali go stalą. Gnorum zajmował od czoła trolla, kiedy Awer  przemknął na plecy bestii i zdradziecko sprytnie wraził ostrze swej magicznej włóczni w… Wraził gdzie wraził. W każdym razie troll-zombie upadł ostatecznie martwy, a BG mogli się cieszyć znalezionymi skarbami – złotem oraz zaklętą tarczą, która przypadła Gnorumowi w uznaniu za zasługi i odwagę w penetracji podziemi.

Awer stojąc za plecami trolla i dzierżąc magiczną włócznię: Zafundować mu rektoskopię?

Jednak ze względu na rany nie było mowy o dalszym badaniu kompleksu. Herosi opuścili korytarze i w raz z końmi i wozami powrócili do Timbervale.

Łupy!

Gnorum (oglądając piękną, magiczną tarczę): Szkoda, że to nie krasnoludzka…

Bedwyn: Oj, to taka tarcza unisex. Nie przejmuj się.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s