Conan BRP odc. 20 – marsz do Wieży Śmierci

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy. Właściciel dzikiego psiura – Wyrwiflaka, o którym przypomina sobie, kiedy jest już za późno.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz piachu i wiatru, a ostatnim czasem także „Ten, Który Kradnie Moc Innym”.

Ze względu na czynniki pozaerpegowe Ronja wypadła z grupy. Jej postać pozostała w Forcie Griset, by knuć, intrygować i oczywiście się łajdaczyć :).

Andaga, niezwykle mroźna zima w Oriskonie. Herosi po uratowaniu kilkuletniej dziewczynki z wilczych paszcz zostali przyjęci w wiosce niczym wybawiciele. Osada niczym się nie wyróżniała, kilkadziesiąt chat z dyli, o stromych dachach krytych strzechą, całość otoczona mocną palisadą z jedną bramą z drewna bukowego – solidną i dobrze strzeżoną. Znać było, że miejscowi żyją z niebezpieczeństwem za pan brat. Nie gną karków przed nikim, mocno dzierżą broń w dłoniach i dają odpór każdemu, kto chciałby zabrać im to, co wydarli puszczy swą ciężką pracą. Trudno było szukać w Andadze atrakcji, w tej wiosce położonej na końcu cywilizowanego świata nie było nawet karczmy, choć szczęśliwie nie brakowało mocnego wina, piwa czy nawet ciężkiego ginu wyrabianego wedle taurańskich przepisów.

Tutaj BG zebrali więcej informacji dotyczących plotek zasłyszanych w Forcie Griset. O Aioli, córce starszego wioski mało kto chciał mówić. Raz, że starszy zginął niedawno w piktyjskiej zasadzce, po drugie… no  prostu mówić nie chcieli. Dziewczyna upuszczała wioskę, widać ktoś jej się spodobał w lesie. Pewnie Pikt czy inny parszywiec.

Inna sprawa miała się z Flavią, zaginioną żoną Antoninusa miejscowego kupca. Baba nie dość, że zdradzała męża, to jeszcze uciekła z wioski, opuszczając Antoninusa, który dzień wcześniej sprał ją solidnie. Flavia, piękna Aquilonka z centralnych prowincji, przywykła do luksusu i wygody, uciekła z Andagi w towarzystwie swego osobistego służącego i ochroniarza. Dzień później ruszył za nią kupiec wraz z dwójką swych ochroniarzy. Rosły drwal, uznany obecnie za przywódcę osady stwierdził, że Flavia romansowała z pewnym Gunderem, dziesiętnikiem oddziału ciężkiej piechoty, co to kilka dni obozował w pobliżu, a którego celem była Wieża Śmierci. Co nieco BG dowiedzieli się jeszcze od na wpół piktyjskiej służącej Flavii, żyjącej poza osadą, ale nie były to zbyt znaczące informacje.

Poszukiwania w domu Flavii.

Aegea: Może list mężowi zostawiła?

Korgoth: List? Baba? Czytać? Nie pierdolcie mi tutaj!

HErosi przeszukali dokładnie (za pozwoleniem miejscowych) dom Antoninusa, nie znajdując zbyt wiele informacji. Ogólnie można było wywnioskować, że kobieta przygotowała swoją ucieczkę i być może dołączyła do kochanka. Tak czy inaczej nic więcej bohaterowie się nie dowiedzieli.

Co do Aioli, sprawa okazała się być wyjątkowo poważna. Kiedy jednego z wieczorów BG oddawali się temu, co umieli najlepiej, czyli żłopaniu i obżeraniu się na koszta mieszkańców wioski, Korgoth wraz z Thorrem ruszyli na zwyczajowy wieczorny patrol wokół palisady. W pewnej chwili z ciemności wyłoniła się przepiękna, niemal naga blondynka, odziana zaledwie w zwiewną niczym pajęcza sieć szatę. Towarzyszyła jest prześliczna Piktyjka. Obie uwodzicielsko spojrzały na dzielnych wojów, rzuciły miłym słówkiem lub dwoma i zaproponowały upojną noc w swych ramionach. Czegóż było więcej trzeba? Thorr i Korgoth ruszyli za babami, śliniąc się i głupio uśmiechając. Szczęśliwie dla nich wcześniej Cymmeryjczyk wygadał się towarzyszom, że ma randkę:).

Tymczasem obecni przy pijaństwie drwale wreszcie opowiedzieli historię Aioli. Dziewczyna tak naprawdę nie żyła, zimna i martwa. Znaleziono ją kilka tygodni wcześniej poza wioską. Nie chciano o tym mówić, bo każdemu się zdawało, iż w śmierci dziewczęcia maczały paluchy mroczne siły. Jak widać, słusznie się zdawało. Thorr i Korgoth mogli być w niebezpieczeństwie!

Czym prędzej herosi ruszyli za swymi towarzyszami. Tropienie przychodziło im bez trudu, bo śnieg był głęboki, a obaj wojowie nie trudzili się, by ukryć swe ślady. Wszystkich odnaleziono ledwie kilka kilometrów za wioską. Na niewielkiej, przy kupie kamieni BG dostrzegli Aiolę wraz z jej piktyjską towarzyszką, obu swoich przyjaciół, kilku Gunderów w pancerzach aquilońskiej armii (zapewne oddział owego Gundera, z którym romansowała Flavia) oraz kilkunastu odzianych w pióra Piktów. Nie było zbyt wiele czasu, bo jeden tylko Mitra wiedział, co też zamierzała uczynić Aiola, a raczej coś, co się za nią podawało.

Rozpoczyna się walka z wiedźmami.

MG: A co za broń ma Thorr?

Thorr (zawstydzony): E tam, na randkę szedłem, tylko dwie wekiery.

Rozpętała się walka. Gerardo dał odpór Gunderom. Jednym pięknym, zamaszystym ciosem (prawdziwy majstersztyk) skosił niemal wszystkich przeciwników. Zhuge wdał się w magiczne starcie z oboma wiedźmami. Dzielnie sekundowali czarownikowi Guri i szyjąca z kuszy Aegea. A Thorr i Korgoth? Opętani urokiem (w jaki sposób, nie powiem:)) przez niby-Aiolę stanęli do walki przeciw sobie. Ich wola była zbyt mała, by odeprzeć złowrogą moc wiedźmy. Potężny dwuręczny miecz i wekiery poszły w ruch. Mocarne ciosy krzesały iskry z szyszaków i pancerzy przeciwników. Było to prawdziwe starcie tytanów.

W tym czasie Gerardo i pozostali jakoś dawali radę opętanym Gunderom, kładąc jednego po drugim. Zhuge udało się w końcu, w pojedynku magicznym ogłuszyć piktyjską wiedźmęm w tym czasie Aiola ukazała swe prawdziwe oblicze. Zniknęła piękna blond buzia, pozostał gadzi pysk człowieka-węża. Kiedy wiedźma zmagała się magicznie z Khitajczykiem, powoli nad nim przeważając, Thorrowi i Korgothowi udało się (duża w tym zasługa pozostałych BG, którzy robili, co się da, by zakłócić władanie mocą Aioli) zrzucić urok. Jeden potężny cios zrzucił wężowy łeb z karku. Walka się skończyła, nieliczni ocaleli Piktowie umknęli w las.

Po walce z wiedźmami.

Korgoth: Impreza była fajna. Pobił. Poruchał.

Po wszystkim, następnego dnia wyruszyli z Andagi na północ. Już kilka godzin później znaleźli niepokojące ślady Piktów, a niedługo potem kilkadziesiąt ciał osadników i kilka spustoszonych wozów!

Kolejnego dnia herosi, którzy poruszali się ostrożnie poprzez gęsty las. Choć zaspy były głębokie, to rakiety śnieżne ułatwiały marsz. Idąc mniej więcej tropem osadników BG wyszli z lasu na rozległą równinę. Tam też dostrzegli w oddali bezładną kawalkadę kilkunastu wozów a wokół 2-3 setki osadników i uciekinierów.

Herosi czym prędzej dognali tę maszerującą powoli kolumnę. Tam też po raz pierwszy wykazał się talentami dowódczymi Gerardo (motywowany przez Korgotha). Wspierając się swym statusem (urodzeniem, pochodzeniem etc.) zdołał zebrać do kupy ludzi, podzielić ich na walczących, zabezpieczyć kobiety i dzieci w wozach, a była ku temu najwyższa pora, bo z lasu wypadło kilkudziesięciu Piktów i wrzeszcząc uderzyli na osadników. Ci jednak przywitali dzikich deszczem strzał. Dość rzec, że atak został odparty przy minimalnych stratach własnych.

Wiedźmy pokonane. Zbieranie łupów. W tym zwiewnych szat czarownic wykonanych z nieziemskiej tkaniny.

MG (z rozpaczą): Nie bierzesz tego!

Korgoth: Biorę!

MG: Nie założysz tego!

Korgoth: Założę!

Aegea: Pidżama party!

Po walce BG dowiedzieli się, że Piktowie zaatakowali niemal wszystkie pobliskie folwarki i gospodarstwa. Kto nie uciekł, zginął. Chaty spalono, a wielkie bandy Piktów (w większości spoza Rzeki Gromu) ruszyły w głąb prowincji. Chcąc nie chcąc ocaleli skierowali się w stronę Wieży Śmierci, do której zmierzali także bohaterowie.

Wieża Śmierci okazała się być wysokim na 20 metrów, a szerokim na 10 przysadzistym donżonem wybudowanym co prawda z twardego, dębowego drewna, lecz na kamiennej podbudówce. Nie była ani piękna, ani strzelista. Toporne blanki wyglądały niczym zęby przedpotopowego gada, a u szczytu w dodatku zamocowano długie na dwa metry, żelazne (teraz pordzewiałe) kolce. Nie wciąż wisiały truchła Piktów, zapewne dla postrachu.

Wieżą dowodził dziesiętnik Primus Secundus, obowiązkowy, lojalny i dzielny żołnierz ciężkiej piechoty. Jak się okazało Piktowie atakowali Wieżę od trzech tygodni, lecz ledwie kilka dni wcześniej przedostali się po lodzie przez rzekę i otoczyli obsadę wieży. To, że osadnicy dotarli do celu było jedynie zasługą bohaterów. Straty załogi były póki co niewielkie, wciąż zdolnych do walki było ok. 40-50 żołnierzy (zwiadowców, bossońskich łuczników i gunderskich piechociarzy), ok. 20 było rannych, zginęło 10ciu, lecz poza Primusem wszyscy dziesiętnicy i dowodzący setnik. Ten ostatni po prostu pewnego dnia wstał i wyskoczył z wieży, zresztą podobnie jeden z dziesiętników. Inny zginął od strzały wystrzelonej z drugiego brzegu rzeki (jakieś 300 metrów od celu!), która trafiła wprost w strzelnicę! Tak czy inaczej ktoś lub coś zawzięło się na załogę Wieży Śmierci. Po drugiej stronie Rzeki Gromu rozrastało się obozowisko Piktów. Kilka plemion ze szczepów Niedźwiedzia i Mangusty zawiązało koalicję. Kto stał na jej czele? Trudno rzec, ale zwiadowcy donosili, że w centrum obozu widziano piękną, pomalowaną niczym Pikt blondynkę, zapewne Aquilonkę, której dzicy bali się niczym ognia. Z opisu wynikało, że może to być Flavia – zaginiona żona Antoninusa. A może coś, co ją posiadło lub udawało, podobnie jak Aiolę? Ciekawe było, że problemy zaczęły się mniej więcej wtedy, kiedy BG byli świadkiem dziwnego fenomenu pogodowego (nagły wzrost temperatury) oraz rubinowego blasku bijącego z kamiennego kręgu (Krąg Złego Czasu, który kilka dni później odwiedzili). Powoli wątki zaczynały się ze sobą łączyć, a z całości wyłaniał się dość paskudny obraz. Dzicy mieli nowego przywódcę lub przywódczynię, być może coś przyzwali i to przejęło Flavię. Mało tego kilka setek ich wojowników szykowało się do ataku na Wieżę Śmierci a ponad setka ruszyła w głąb Oriskonie, kierując się w stronę doliny rzeki Karihton (położonej poza Fortem Griset) – miejsca świętego dla Piktów.

Herosi w zasadzie przejęli dowództwo nad załogą Wieży Śmierci oraz osadnikami. Zorganizowali ich w zwarte oddziały, wozami wzmocniono prowizoryczną palisadę otaczającą wieżę (z jednej tylko strony, bowiem Wieża Śmierci wznosiła się ponad Rzeką Gromu, na wystającym cyplu), podejście pod palisadę wylano wodą, która szybko zamarzła, czyniąc całość jeszcze trudniejszą do zdobycia. Rannych, kobiety i dzieciaki umieszczono na niższych poziomach wieży, a mężczyzn w prowizorycznym obozowisku u podnóża budowli. Następnego dnia BG zaplanowali wypad na drugą stronę Rzeki Gromu. Cel taki jak zwykle – dowiedzieć się, co dzikusy knują a być może i zapolować na ich przywódcę (w domyśle – Flavię).

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. […] wozów dotarła do Andagi, owej wioski, przez którą tylekroć bohaterowie przejeżdżali. Przywitał ich rosły drwal, starszy wioski – Teranus, dawny znajomy z poprzedniej wyprawy nad…. Wioska trochę odetchnęła po ostatnich najazdach Piktów. Co prawda zwiadowców lokalnych […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s