Wolsung odc. 12 – wklepy od drzewa

Izabela Kartier (Ata) – orcza spirytualistka z Alfheimu, lubi duchy nie spirytus (niestety), urodziwa, egzotyczna i dość dynamiczna.

Fergus O’Casey (Damian) – alfeimski nizioł będący szanowanym myśliwym, któremu żaden zwierz nie jest obcy (choć niektóre pojawiają się nie tam, gdzie powinny:))

Theodore Skellbrooke, lord Kleinbautten (Ja) – trolli arystokrata z Alfheimu, birbant, który nocą zmienia się w zamaskowanego mściciela – Kawalera de la Fere.

MG –  Madzia

Nadszedł czas walki.

Z jednej strony trójka bohaterów z dalekiego Lyonesse, z drugiej dziwny ork, a zapewne jakiś zapomniany i zwyrodniały duch przyrody. By pokonać go, trzeba było wyciągnąć poza granicę polany, w której centrum rosło wielkie drzewo więżące pod swymi korzeniami grupkę dzieci z wioski.

Dość szybko udało się odpowiednimi manewrami wyrzucić przeciwnika poza polanę, a bez wsparcia drzewa okazał się być prostym przeciwnikiem. Po  pokonaniu orka BG ruszyli w stronę drzewa. To jednak zaczęło smagać konarami bohaterów, a korzenie niebezpiecznie zacisnęły się na ciałkach dzieci.

Walka obrzydliwie nieczysta, paskudna, drzewo odporne na razy i broń bohaterów, a chaos potęgowały nieudane próby wyrwania dzieci spod korzeni. Dość rzec, że wszyscy BG w końcu padli ogłuszeni ciosami przeklętej rośliny. Stawka została przegrana. Miast uratować dzieci, bohaterowie po ocknięciu się znaleźli ich zmasakrowane ciała (bodaj dwójka tylko ocalała). Mieszkańcy wioski ze smutkiem przyjęli wieści o losie dzieci, mimo to pomogli bohaterom i skierowali ich dalej tropem Gorana Żmija. Ponoć więcej profesor Fusco miał się dowiedzieć w zamku Stara Srebrenica.

Po dniu jazdy czarnym powozem ekspedycja profesora dotarła do okazałej, otoczonej palisadą karczmy zarządzanej przez przesympatyczne małżeństwo Karychów. Stary Karych był wieli jak góra, brodę miał gęsta i czarną niczym matecznik czarnoborski, a głos donośny niczym trąba sygnalizacyjna w zeppelinie. Jego piękna małżonka – Karychowa, była korpulentną (w zasadzie okrągłą) kobietą w średnim wieku. Para posiadała nastoletniego syna, który bujał się po okolicy z przyjacielem (niejakim Grubym).

Od gospodarzy BG dowiedzieli się, że na zamku w Srebrenicy gościła niegdyś Vesna (córka Gorana Żmija), którą wygnano podczas buntu przeciw ojcu. Zdobyła przychylność pana na zamku – Radowida Siwego oraz jego synów (Mirko i Terbold). W końcu jednak zbuntowali się oni przeciw Vesnie, która w jakiś sposób oczarowała Wasila, trzeciego z synów. Ten prawdopodobnie zabił braci. Wedle legend z zamku uciekła jedynie Swetłana (matka zabitych?), która znalazła pomoc u miejscowych chłopów i jednej z okrutnych nocy odbiła zamek. Wasil i Vesna zginęli, przeżyło jednak dziecko Vesny – dziewczynka.

Z tego wszystkiego BG ustalili, że lady Marion Monroe jest nie tyle Vesną, co jej potomkinią.

Tak czy inaczej głębsze rozważania przerwała prośba Karychowej. Jej jedyny syn ponoć kompletnie się jej nie słuchał, podobnie jak ojca, dlatego kobiecina poprosiła lorda Skellbrooke’a, by ten przemówił chłopakowi do rozsądku. Rozmowa z nastolatkiem oraz jego przyjacielem przyniosła szereg nowych wiadomości. Oto młodziaki znaleźli w pobliskim kurhanie dziwny diadem. Iza wyczuła w znalezisku złowrogą magię. Lordowi udało się przekonać młodych, by dali diadem na przechowanie, co okazało się słusznym posunięcie. Oto nocą pewien człowiek próbował siłą odebrać artefakt, został jednak szybko obezwładniony przez Skellbrooke’a. Przepytany wyjawił, iż chciał oddać diadem komuś dużo bardziej znacznemu.

No i stało się, tej samej nocy ów ktoś znaczny stanął u wrót do karczmy. Był to ożywiony miejscowy watażka sprzed setek lat. Potężny rycerz, żywy szkielet prowadzący kilka dziesiątek podobnych sobie istot. Tubalnym głosem szkielecia abominacja ryknęła, iż żąda, by oddano mu diadem zrabowany z kurhanu oraz wydano mu dwu młodocianych sprawców. O ile herosi chcieli oddać znalezisko, to nie mogło być mowy o poświęceniu dzieciaków. Wyzwani do dyskusji BG wyszli z karczmy (konkretnie Fergus i Theodore) i stanęli przed rosłym, nieumarłym rycerzem.

Cholera wie, czym by się skończyła dyskusja. Może wygrałby rycerz i trzeba by było eskalować do walki. Może wygraliby Fergus z Theodore’em i obyłoby się bez starcia fizycznego. Co z tego, skoro Izabela narysowała rytuał i spróbowała zdradziecko usidlić rycerza. Ten uznał to za (skądinąd słusznie) wrogie i parszywe działanie odtrąbił atak. Obaj bohaterowie z ledwością umknęli do karczmy.

Ponownie walkę przełożyliśmy na kolejną sesję.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s