Conan BRP odc. 22 – krew na śniegu

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy. Właściciel dzikiego psiura – Wyrwiflaka, o którym przypomina sobie, kiedy jest już za późno.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz piachu i wiatru, a ostatnim czasem także „Ten, Który Kradnie Moc Innym”.

Żołnierze aquilońscy zgromadzili się na krawędzi lasu. Szykują się do ataku na obóz Piktów.

Korgoth [do Gerarda, skrzeczącym głosem]: Release the hounds, masta?!

Mimo iż niewielkie siły obsady Wieży Śmierci oraz osadników, którzy ocaleli z ataków Mangust i Niedźwiedzi na pograniczu poniosły pewne straty podczas zasadzki, to dwie setki trupów piktyjskich nastroiły wszystkich pozytywnie. Dość szybko BG podjęli decyzję, by przeprawić się przez rzekę, zostawić w Wieży ciężko rannych, pochować zabitych, a następnie ruszyć na obóz.

W pół dnia Gerardo ze swoją armijką powrócili (po drodze zwiadowcy natknęli się na ruiny spustoszonego kilkanaście lat wcześniej przez Piktów donżonu aquilońskiego – jego eksplorację odłożono na później). Na miejscu odbyła się błyskawiczna narada z Primusem Secundusem. Zdecydowano się położyć wszystko na jedną szalę. Ogołocono Wieżę z wojowników (zostało bodaj 7-8 osadników z łukami oraz kobiety, dzieci, starcy i ranni (w liczbie ponad 200!) Pozostałe siły (wraz z Primusem) uzupełnione mniej więcej do stanu sprzed bitwy w jarze ruszyły ponownie na drugą stronę. Oddział Gerarda prezentował się następująco (możliwe niewielkie nieścisłości):

– ok. 18 łuczników bossońskich

– 10 ciężkich piechociarzy z Gunderlandu

– 7 zwiadowców

– ok. 60 osadników (cywile, ale nawykli do walki, twardzi zawodnicy, niemal wszyscy uzbrojeni w łuki, częściowo zdobyte na Piktach)

Piktowie z pięciu obozów wciąż dysponowali ok. trzema setkami wojowników. W dodatku z północy wciąż nadciągały kolejne plemiona, ok. 20 km na zachód od obozowiska znajdowała się wielka osada Piktów. Choć sytuacja mogła wydawać się trudna, to należało pamiętać, że Aquilończykom udało się przechwycić inicjatywę i rozbić duży rajd piktyjski. Atakować trzeba było do momentu, w którym Piktowie utracą możliwości ofensywne, a osadnicy i obsada Wieży Śmierci będzie w stanie na tyle uspokoić sytuację, by uzupełnić zapasy, zablokować ponownie granicę oraz doczekać posiłków wysłanych przez lorda Glyco.

BG tak wybrali moment wyruszenia, by do obozowiska dotrzeć w dzień (nocą Piktowie dużo lepiej sobie radzą niż Aquilończycy) i czym prędzej zaatakować. Żołnierze i osadnicy byli już zmęczeni, a ostra zima (mrozy, -30 stopni od około miesiąca!) mocno ograniczyła czas działania poza wieża.

Pod obozy siły Gerarda dotarły forsownym marszem, poprzedzane czujkami zwiadowców. Atak przeprowadzono bez przygotowania, nim Piktowie zdążyli zgromadzić razem siły z pięciu obozów. Dość rzec, że w ciągu kilku kolejnych godzin Aquilończycy zdołali rozbić w pył i wyrżnąć siły pierwszego obozu, roznieść posiłki wysłane z drugiego i zaatakować trzy kolejne. Gwałtowność ataku była tak wielka, że Piktowie poszli w rozsypkę. Ledwie dwóm setkom (z czego ledwie setce wojowników) udało się ujść rzezi i umknąć do pobliskiej osady. Wśród ocalałych była Flavia i jej białe wiedźmy, niestety herosom nie udało się dopaść tej, która prawdopodobnie stała za stworzeniem koalicji plemion szczepu Mangusty i Niedźwiedzia.

Tymczasem osadnicy, żołnierze i herosi dali upust swej nienawiści, dorównując w okrucieństwie piktyjskim dzikusom. Na pograniczu nie istnieje pojęcie litości. Straty poniesione przez siły Gerarda były naprawdę niewielkie, mniej więcej kilkunastu rannych i zabitych.

Pod koniec dnia Gerardo zdołał wreszcie zebrać do kupy objuczonych łupami żołnierzy i osadników (niestety nieudany test Command wydłużył czas reorganizacji). Nie chcąc kusić złego, zdecydowano się nocą przejść przez Rzekę Gromu i wrócić do Wieży Śmierci. Podczas nocnego przemarszu jakaś bestia zaczęła eliminować wojowników i osadników, jednego po drugim. Mimo działań BG nie udało się jej namierzyć, toteż Gerardo nakazał przyspieszyć marsz, co nie było głupie, biorąc pod uwagę, że strach wkradł się w szeregi zwycięzców.

Coś poluje na powracających z bitwy żołnierzy. BG znajdują ślad.

MG: Dziwny, duży owalny, lecz z długimi zagiętym szponami.

Korgoth: Jak słoń ze szponami?

MG: Tak!

Korgoth: Słonioszpon! Znam!

Aegea: A jak wygląda słoń?

Korgoth [grzebie przy loinclothie]: Poczekaj!

Już podczas przekraczania Rzeki Gromu Zhuge Liang stoczył walkę magiczną z wrogim czarownikiem, najprawdopodobniej Flavią. Oto nagle za żołnierzami i osadnikami znajdującymi się na lodzie, pośrodku rzeki otworzyła się szeroka i głęboka wyrwa w dwumetrowym lodzie i pognała za maszerującym wojskiem. Jeszcze chwila a połowa armii Gerarda skończyłaby w lodowatych odmętach Rzeki Gromu, ale khitajski czarownik rzucił za swoje i żołnierzy plecy magiczny podmuch wiatru. Odpowiednio wzmocniony prześcignął pękający lód i rzucił kilkudziesięcioma Aquilończykami, potoczył ich po lodzie, poturbował, ale przeniósł na drugi brzeg rzeki. Osłabiony Khitajczyk (spadł bodaj do jednego punktu mocy) przysiadł po drugiej stronie, ciężko oddychając. Jedynie jego towarzysze wiedzieli, że ocalił ich magią. Zwykli żołnierze i osadnicy myśleli, że ów wiatr był takim samym magicznym atakiem skierowanym przeciw nim co pękający lód.

O świcie zmęczona kolumna przekroczyła wrota Wieży Śmierci i padła bez życia na swe legowiska. Dzięki trzydniowym działaniom rozbito koalicję plemion, zginęło ok. 500 Piktów (w tym 350 wojowników) i uspokojono poruchawkę na granicy. Teraz BG mogli spokojnie powrócić do Fortu Griset i zdać relację z wykonanej misji lordowi Glyco.

Wcześniej jednak zdecydowano się powrócić do znalezionych kilka dni wcześniej ruin donżonu.

Ruiny były w zasadzie trzema, kamiennymi ścianami pozbawionymi dachu, wnętrze wskazywało, że donżon tworzyła w zasadzie jedna wielka komnata, a na jej środku zejście do piwnic. BG, nie znalazłszy nic na górze, zeszli po wąskich, kamiennych schodach…

I się zaczęło.

Piwnicę też tworzyła jedna komnata, wielka, rozległa. Na północnym krańcu znajdował się jeden grobowiec, na południowym drugi. A w całej komnacie kilkanaście szkieletów, opancerzonych na wzór aquiloński i uzbrojonych w ciężkie miecze. Na ich czele stał rosły szkielet w przepięknym skórzanym napierśniku, którego płaty skóry układały się, tworzą na klatce piersiowej pięknego orła o rozłożonych skrzydłach.

Wódz szkieletów skosił Guriego i Wyrwiflaka. Atakuje dalej.

Aegea [na schodach]: Mogę mu skoczyć na plecy?

MG: Możesz.

Gerardo: Zasadniczo tylko możesz mu skoczyć.

BG stanęli do walki i trzeba rzec, że choć przyjęli dobrą taktykę, to przewaga wroga sprawiła, że padali jeden po drugim. Od południa falangę stworzyli Guri z Wyrwiflakiem, Gerardo z Umbą oraz Thorr. Preciw nim stanęło mniej więcej 8 szkieletów i ich wódz. Od północy przeciw mniej więcej 6 szkieletów stanął Korgoth. Pozycje na schodach zajęła Aegea z kuszą oraz powyżej Zhuge. Ten ostatni niestety musiał stawić czoła tym szkieletom, które ożywiły się na powierzchni i zaatakowały schodami. Khitajczyk zdołał co prawda kilka roztrącić i zniszczyć wiatrem rzuconym na ślepo, ale dwaj wrogowie błyskawicznie go powalili. Szkielety ginęły pod ciosami BG, ale wtedy włączył się do walki ich wódz. Wymachując dwoma kopeszami, atakując błyskawicznie i nieprzewidywalnie powalił wpierw Gueriego, a potem Wyrwiflaka. Niemal zabił Umbę, ale tego z kolei ratował swoimi atakami Gerardo. Od północy co prawda nadciągnął (poraniony już solidnie), ale krótko potem legł na ziemi (po dwu ciosach szkieletów – wszak miał tylko 6 HP) Gerardo.

Wodzowi przeciwstawił się głónie Korgoth i Aegea, po części Umba. Razem udało im się ubić największego przeciwnika, ale po walce – ponownie zwycięskiej – obraz drużyny malował się wyjątkowo mizernie. Guri, Gerardo i Zhuge byli ciężko ranni, a pozostali też ostro oberwali. Przeszukanie ciał i grobowców zaowocowało odkryciem złota, Thorr odnalazł wór pełen tanich kolczyków i bransolet ze srebra, a Korgoth wciąż piękną skórzaną zbroję. BG przypomnieli sobie, że słyszeli od Ygera, jednego ze zwiadowców opowieść o tym, że należała ona niegdyś do Jonara – człowieka, który był hrabią w centralnych prowincjach, ale z jakiegoś powodu ruszył na pogranicze służyć jako zwykły żołnierz. Być może z czasem uda się herosom odnaleźć jego spadkobierców i przekazać im pancerz?

W południowym grobowcu nie było ani ciała, ani skarbu, lecz wąski korytarz prowadzący stromo w dół. Nie było jednak mowy o dalszej eksploracji. Herosi po prostu nie nadawali się w tej chwili do niej. Zdecydowano się wrócić do Wieży.

Na miejscu bohaterowie odpoczęli, a następnie ruszyli w drogę powrotną. Wraz z nimi szli ocaleli osadnicy, by znaleźć nowe miejsce, gdzie mogliby osiąść. Część myślała o odbudowaniu swoich domów, inni chcieli zamieszkać w Forcie Griset lub jego pobliżu. Okazało się jednak, że w wyniku ataków Piktów (przynajmniej dwustu wojowników przeszło przez granicę i ruszyło w stronę doliny Karihton) na Andagę, zginęło wielu mieszkańców osady, spalono część palisady etc. Po negocjacjach ze strony herosów mieszkańcy wioski zgodzili się przyjąć ocalałych z ataków na pograniczu, a ci z chęcią przyjęli schronienie za palisadą.

Kilka dni później (z czego dwa dni śnieżycy, którą BG przeżyli w improwizowanym schronieniu) BG dotarli do Fortu Griset. Brudni, ranni, zmęczenie i zmarznięci stanęli przed lordem Glyco i złożyli raport. Gubernator nie tylko im podziękował, ale przyznał papiery zezwalające na użytkowanie znalezionej przy trakcie do fortu jaskini (rudy żelaza etc.) Był w tym jeden haczyk, BG zobowiązali się do przejęcia ziem na zachód od Wieży Śmierci, wybudowania nowej wieży i strzeżenia granicy na Rzece Gromu w tym rejonie. Mieli prawo sprowadzać osadników i organizować własną armię.

BG w gościnie u lorda Glyco.

Korgoth [smutno]: Tyle dni bez picia. Bez picia!

MG: Lord Glyco smutno kiwa głową, za jego plecami otwierają się drzwi. Wchodzą skąpo ubrane służące, niosąc półmiski pełne mięsiwa.

Korgoth: Bez picia. Bez ruchania.

Po wszystkim BG zdecydowali się na dłuższy odpoczynek w forcie. Minął ostatni miesiąc zimy i zaczęła się wiosna – miesiąc Wróbla. Minął dokładnie rok, odkąd herosi rozpoczęli swą epopeję na pograniczu.

Lord Glyco dał ziemie rycerzowi Gerardo

Aegea: Wybudujemy sobie pałac!

Gerardo [w odniesieniu do kilkumiesięcznej zimy i mrozów]: Zimowy, kurwa!

UWAGI:

1. Wiem, że raport spóźniony, ale straty już nadrobiłem. Proszę napisać, jak dacie radę, co dalej?

– Eksploracja ruin na północy nieopodal Wieży Śmierci? (znaleźliście zejście niżej)

– Eksploracja jaskini, gdzie znaleźliście rudy żelaza, a z dolnych korytarzy było słychać ryki bestii?

– Organizowanie osadników, budowa wieży na ziemiach otrzymanych przez Gerarda?

– Do doliny Karihton, gdzie udali się Piktowie? To dla nich święte miejsce. Pełno grobowców, kurhanów i pobojowisk.

– Kontynuacja wątku Flavii, czyli polowanie na magiczną sukę?

– Coś innego?

2. Na następnej sesji już wiosna. Może wreszcie skończy się ten jebany śnieg i przyspieszy tempo marszu.

3. Jakby co jest szereg starych wątków, z Conawagi i Schohiry. Jest broń ukryta blisko Fortu Athacastrum, jest spadkobierca rodu księcia Arpello z Pellii (w tymże forcie), jest czarownik Seta ze Scandagi, który Wam cudem uciekł (ciekawe co teraz się dzieje w podziemnej świątyni Seta?) Ktoś wynajmuje lub wynajmował bandytów, by blokowali szlak handlowy między Oriskonie a Conawagą. Są dziwni sekciarze (Dusiciele Baal-Pteora), którzy uważają, że skradliście figurkę Czarnej Derketo. Etc.

Reklamy

komentarzy 13

  1. Ja jesem za oczyszczeniem przyszłej kopalni coby można było zacząć eksploatację. A później na północ budować wieżę. 🙂

  2. O, to propozycja godna przyszłego barona!:)

  3. Ja też jestem ZA.
    Gospodarka to podstawa 😀

  4. ja jestem za koplnie z czegoś szlachta musi zyć

  5. Może być kopalnia. Mamy „chyba” trochę spokoju na granicy i więcej czasu na zbudowanie „wieży zemsty” 🙂

    @pustelnik
    Z Ciebie taka szlachta jak z koziej pi*dy harmonijka!

  6. nie jestem szlachta

  7. Wątek „magicznej suki” też kuszący 🙂 🙂 🙂

    • Mało Ci ostatnio magicznych dziewczyn do towarzystwa? Po ostatniej gustowne kalesony Ci zostały. 😀

  8. jest kuszący ale muszę się odpakować .

  9. A przypominając sprawę „misia”. Są miejsca gdzie inaczej się to załatwia 🙂 http://wczasiepracy.pl/site_media/photos/2011/02/12/bialorus_thumbnail/bialorus_534x0.jpg

  10. Umba zapakowal i zrobil z zoltego chinskie ciastko z wrozba – jak zlamiesz, masz niespodzianke.

    Jaro, pidzamke.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s