Sword & Wizardry odc. 8 – Gnorum przechodzi do wieczności

Gracze:

Nalia (Tess) – młoda uczennica czarodzieja, która na maginię w ogóle nie wygląda, biorąc pod uwagę, iż ze wszystkich śmiałków dysponuje największą si łą. Cóż, potrafi przyje…walić kosturem.

Awer (Michał) – młody potomek rodu rycerskiego, woj, który patroluje Stonemarch i Cairngorm Peaks, zwalczając potwory. Spokojny, lecz żądny przygód. Zazwyczaj głos rozsądku w drużynie.

Gnorum (Adam) – krasnoludzki kucharz w ciężkiej zbroi i wielkim hełmie opatrzonym drzwiami do piecyka (jaaasne, to taka przyłbica). Wesołek, dusza towarzystwa i nieodrodny syn krasnoludzkiej braci, co to żadnego niebezpieczeństwa się nie lęka (ze względu na wyłączenie odpowiedniego ośrodku w mózgu). Zazwyczaj pierwszy w działaniu :) .

Bedwyn (Ja) – myśliwy i drwal z Timbervale mający na utrzymaniu matkę i dwie kilkuletnie siostry. Silny i wielki rębajło i świetny strzelec. Sprytny, cwany, ale niezbyt mądry. Śmiały i dzielny poszukiwacz przygód. Zazwyczaj komentator.

MG: Paladyn

Raport Paladyna

Po zaniesieniu w góry pergaminów i pozostawieniu w jaskini Marchana drużyna zdecydowała się ruszyć na południe. Raz, że miała już dość mrozów, śniegu i zimy jako takiej, po drugie zaczęło się robić w okolicy zbyt duszno. Wszak po śmierci kapłana Rynla i jego ludzi peloryci zaczną podejrzewać, że ktoś zagiął na nich pazur. Po krótkiej dyskusji drużyna zdecydowała się ruszyć przez góry w stronę Winterhaven.

Teren okazał się być ciężki, nie dość że zalesiony, to obfitował w jary, wąwozu, zdradzieckie wykroty, skalne występy… A w dodatku przyszła wiosna. Twardy, zbity śnieg począł topnieć, toteż dotychczas niezbędne rakiety zaczęły być potrzebne niczym rybie rower. Po całodniowej podróży rozbiła obozowisko na jednej z polan, rozpaliła ognisko i po solidnym posiłku rzuciła się na posłania.

Po śmierci Gnoruma.

Adam: Znów mam zaczynać od zerowego levelu? Nigdy!

Tess: Po twoim trupie, co?

Nocny spokój przerwał atak autochtonów. Podczas warty Bedwyna pomiędzy śpiących wpadł dziwny pakunek. Gdy myśliwy lekko go rozchylił, usłyszał brzęczenie wściekłych os. Czym prędzej obudził pozostałych i bohaterowie jak jeden mąż puścili się do dość chaotycznej ucieczki. Ten moment wykorzystali sprawcy zamieszania – grupa goblinów. Małe, nędzne stwory uzbrojone w prymitywną broń, rzuciły się do ataku! Gnorum zmiażdżył jednego swoim młotem, drugiego przebił na wylot Awer. Tej nocy jednak bogowie nie byli po stronie herosów. Goblin zaszarżował na krasnoluda, dzikim trafem trafił w słaby punkt pancerza i przebił serce dzielnego Gnoruma! Ten zaryczał wściekle i padł martwy na ziemię. Rozpacz po ubitym kompanie dodały sił bohaterom i zielonoskórzy zostali wybici w pień. W żaden sposób nie mogło to jednak przywrócić do życia biednego krasnoluda. Rankiem herosi usypali kurhan Gnorumowi i zmówili ostatnią modlitwą. Choć świat wokół budził się do życia, to dzielny krasnolud znalazł w tych dniach swój ponury kres.

Trójka bohaterów powędrowała dalej na południe. Niewiele odzywali się do siebie. Kroczyli naprzód, chcąc jak najszybciej dotrzeć do Winterhaven. Kolejna noc znów okazała się niespokojną. Obozowisko bohaterowie rozbili nieopodal porzuconego wozu kupieckiego. Dobytku żadnego nie znaleźli (poza zepsutym prowiantem w skrzyniach), jak i trupów. Nocą po raz kolejny stali się celem ataku. Dziwny demon o nietoperzych skrzydłach jął krążyć ponad obozowiskiem herosów. Bedwyn i Awer, słysząc wcześniej wrzaski potwora, ruszyli na zwiady. Nalia na szczęście zdołała zagasić ognisko i ukryć się pośród pobliskich skał. Stałą się przy tym świadkiem tego, jak demon, a raczej demonica (bowiem budowę korpusu niewieścią miała, a i takie dźwięki wydawała) zniszczyła pozostawiony dobytek, pożerając prowiant drużyny. Demonica, harpia czy mantikora (potwór miał poza skrzydłami i ciałem kobiety, ogon skorpiona) – nieważne, bohaterowie jakoś nie palili się do walki i woleli poczekać, aż bestia odleci do swego leża. Po wszystkim drużyna ponownie się połączyła i nocą przemaszerowała kilka kilometrów dalej, by uniknąć kolejnego spotkania z potworem.

Awer na patrolu: Biorę dzidę i idę.

Rankiem bohaterowie ruszyli dalej, licząc na to, że pod wieczór dotrą do miasta. Jednakże w połowie dnia, będąc ledwie kilka mil od Winterhaven, dostrzegli pośród skał, wznoszącą się na niewielkim wzgórzu u podnóża południowego łańcucha Caingorn Peaks, zrujnowaną wieżę. Wedle Nalii i Awera przypominała ona budowle wznoszone swego czasu przez diabelstwa – potomków ludzi i demonów, którzy eony wcześniej stoczyli walkę ze smokowcami o władzę nad światem. Wydawało się, że w ruinie mogą się kryć skarby, tak pożądane przez awanturników. Cóż z tego, skoro co prawda herosom udało się wejść do przedsionka wieży (położonego 3 metry ponad ziemią), ale dalszą drogę zablokowały solidne, metalowe drzwi zaopatrzone w dwie kołatki. Oznaczone były tak, iż można się było domyśleć, że jednej z nich patronuje ogień, a drugiej zimno. Awer zaproponował, by użyć obu w tym samym momencie, licząc na to, że obie siły się wzajemnie zniosą. Tak też herosi uczynili. Awer zasłonił się swoją tarczą, a Nalię zakrył Bedwyn. Efekt użycia kołatek był porażający! Śnieżyca i płomienie trysnęły w niewielkim pomieszczeniu, raniąc głównie Bedwyna.

Śmierć Gnoruma, co dalej?

Awer: Żarty żartami, ale…

Nalia (chyba): Rigor mortis postępuje.

Po tej porażce drużyna opuściła wieżę i już bez przygód dotarła do Winterhave, chcąc dowiedzieć się od miejscowych czegoś więcej o tej wieży. Na miejscu odwiedzili niejakiego Valthuna, straszliwego abnegata, brudasa i kombinatora, ale było nie było czarodzieja. Opowiedział on o Zborze Czarnych Gwiazd, sekcie wypędzonych z imperium diabelstw (Bael Turath), które wybudowało wieżę. Wygnańcy próbowali wprowadzić w życie swe złowrogie plany mające na celu, jakżeby inaczej, zdobycie dominacji nad światem. Cóż z tego, skoro smokowcy odkryli machinacje diabelstw i wybili je niemal do nogi. Kilku ostatnim ocalałym udało się za pomocą magii usunąć wieżę z tego planu. Coś jednak musiało pójść nie tak, skoro wieża co jakiś czas wracała do naszego świata, zwiastując klęski, katastrofy i wojny. Na tym kończyła się wiedza Valthuna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s