Conan BRP odc. 24 – podziemne miasto Atlantydów

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy. Właściciel dzikiego psiura – Wyrwiflaka, o którym przypomina sobie, kiedy jest już za późno.


Zhuge Liang nieobecny, w rozjazdach.

Pobyt w Forcie Griset przedłużył się o dwa tygodnie. Powód jak zwykle ten sam – postawienie na nogi co bardziej rannych (w tym przypadku Korgotha). Po wszystkim bohaterowie ponownie wyekwipowali się (pochodnie, oliwa etc.) a następnie ruszyli traktem w kierunku „kopalni”. Po drodze spotkali dwa wozy, w zasadzie platformy przewożące drewno na budowę wieży strażniczej, która z rozkazu lorda Glyco stanąć miała na granicy między Oriskonie a Conawagą, co ciekawe stosunkowo blisko przyszłej kopalni BG (tak jakby Glyco zamierzał w przyszłości choć częściowo ją ochraniać). Eskortujący wozy wojak aquiloński okazał się być nie tylko rozmowny, ale również całkiem rezolutny. Nieźle orientował się w sytuacji prowincji, wiedział też, że Gerardo zamierza postawić swoją wieżę nad Rzeką Gromu oraz otworzyć kopalnię rud żelaza.

Thorr wciąż ma problemy ze złotym posążkiem, w którym uwięziono jego duszę. Nosić ze sobą? Ukryć?

Thorr: Zakopałbym go gdzieś, ale jak znam tego chuja… [patrzy znacząco na MG].

Korgoth [ze zrozumieniem]: No kurwa.

Już na miejscu bohaterowie rozbili obóz (zaraz u wejścia do pieczary), a następnie zajęli się dalszą eksploracją podziemi:

Poziom 1 – zalana pieczara

Tutaj nie było żadnych zmian. Wody pełno, duszno, huk i szum. Po raz kolejny BG zaplanowali późniejsze uregulowanie biegu strumieni, które zalewały pieczarą po uda ciepłą, nieprzejrzystą cieczą.

Zalana pieczara, woda. Fatalne warunki dla zdrowia.

MG: Jak tak będziecie tu łazić, to na starość złapie was artretyzm.

Gerardo: Na starość? Jaka starość?

Poziom 2 – wielki układ trawienny

Po dwu tygodniach martwe monstrum zaczęło się rozkładać. Smród panował tutaj straszliwy, a na wpół rozmiękła, gnijąca tkanka sięgała bohaterom gdzieniegdzie do pasa. Bohaterowie czym prędzej przedostali się do pieczary, gdzie znajdowała się paszczęka potwora, oczyścili wokół teren, zrzucając piętro niżej (tam gdzie wcześniej próbował swe konkwistadorskie ambicje realizować Korgoth :)) masę gnijącego ścierwa, a następnie wylali zapasy oliwy i zrzucili pochodnię.

Poziom 3 – osada Dzieci Nocy

Komora boga Dzieci Nocy.

MG: Na ścianach prymitywne malowidła, typowo stygijskie rzeklibyście. Postacie pokazane z profilu, ciała ludzkie, ale łby węży lub krokodyli.

Korgoth [z niesmakiem]: Ale się skundlili.

Gdy ogień już całkowicie przygasł, bohaterowie zrzucili linę i zeszli 50 metrów niżej, w to samo miejsce, z którego 2 tygodnie wcześniej w pośpiechu umykał Korgoth. Tym razem nie przywitały ich strzały czy włócznie, lecz kompletna ciemność i cisza. Herosi ustawili się w szyk i rozpoczęli eksplorację. Pieczary były tu rozległe i suche, strop jakieś 30 metrów wyżej, podłoże skaliste i nierówne. Wielkie komory skalne łączyły równie rozległe, gdzieniegdzie szerokie na 20-30 metrów korytarze. Całość sprawiała monumentalne wrażenie. BG w mizernym świetle pochodni, iż na krańcu północno-zachodniego korytarza znajdują się wielkie, drewniane wrota. Północno-wschodni i południowy niknęły w ciemnościach.

Dziecię Nocy

1. Południe – korytarz biegnący w tym kierunku po kilkudziesięciu metrach rozszerzy się znacząco, na tyle, że bohaterowie nie mogli dostrzec bocznych ścian. Mało tego dwukrotnie się obniżał za sprawą trzymetrowych stopni, które bohaterowie przebyli bez większego trudu. Po drodze Gerardo usłyszał dziwny zgrzyt, jakby odsuwanej kamiennej płyty, dzięki czemu grupa nie wpadła w zasadzkę Dzieci Nocy. Posługujące się dziwnymi procami drzewcowymi (miotającymi dziryty o krzemiennych grotach) nie trafiły w herosów. Jeden z gadoludów pechowo zginął od grotu wystrzelonego przez kompana, drugi schował się w szybie, z którego wylazł. BG czym prędzej zasłonili jego wylot kamienną płytą i przywalili ją wielkim głazem.

Po ok. 200-300 metrach korytarz dotarł do podziemnej, wartkiej rzeki, której szum herosi usłyszeli dużo wcześniej. Woda była lodowata, ale sama rzeka dość płytka. Na brzegu BG znaleźli jeszcze przystań niewielkich łódek (biorąc pod uwagę, że najwyższe Dzieci Nocy miały ledwie 120 cm wzrostu, łódki te były dla bohaterów ledwie baliami) oraz kilkadziesiąt klatek, w których Dzieci Nocy hodowały szczuropodobne gryzonie, zapewne na ubój.

W pewnym momencie z drugiej strony rzeki nadleciały znane już BG dziryty, dowodząc, że Dzieci Nocy doskonale widzą w ciemnościach. Herosi przeprawili się na drugą stronę i ruszyli naprzód kilkudziesięciometrowym korytarzem. Gady ostrzeliwały się zawzięcie, raniąc nawet niektórych z bohaterów, ale skończyło się tak jak zwykle. Kiedy korytarz zakończył się po kilkudziesięciu metrach, przyparte do ściany Dzieci Nocy musiały stawić herosom czoła w walce wręcz. W kilka chwil gady padły na ziemię porąbane w dzwona.

Na tym BG zakończyli eksplorację tej odnogi podziemi. Można było co prawda popłynąć wzdłuż rzeki, bowiem tam najprawdopodobniej uciekła część z Dzieci Nocy, herosi woleli jednak nie ryzykować.

2. Północny zachód – BG wrócili do miejsca, w którym zeszli i ruszyli w stronę drewnianych drzwi. Teraz już zamkniętych głucho i zabarykadowanych. Wrota miały zaledwie 2,5 metra wysokości i bez problemu można było się na nie wspiąć i przejść dalej (strop był kilka metrów wyżej). Aegea nawet przemyśliwała nad tym, ale po przypomnieniu sobie, z jaką siłą miotały dziryty proce Dzieci Nocy, zrezygnowała z tego pomysłu. Miast tego herosi konwencjonalnie wyważyli drzwi i … zobacyzli po drugiej stronie hałastrę gadoludów. Każdy dzierżył mocno broń: włócznię, maczugę, długi krzemienny nóż… Z rykiem wściekłości Thorr, Gerardo i Korgoth uderzyli na wroga. Starcie było krótkie, lecz zajadłe. Korgoth został ponownie raniony, ale na ziemię padło blisko tuzin gadzich trupów. Szeregi Dzieci Nocy pękły i cała hałastra rzuciła się do ucieczki, lecz kilkadziesiąt metrów dalej inna grupa przegrodziła drogę bohaterom. Ponadto z bocznych tuneli (dla BG w zasadzie niedostępnych, bo mających czasem ok. metra średnicy) wypadały kolejne stwory. Herosi jednak mimo ran parli naprzód, zostawiając za sobą szlak gadzich trupów.

Wreszcie drużyna dotarła do wielkiej komory, w której zbiegały się dziesiątki wąskich korytarzy i

Bóg Dzieci Nocy

szybów. Na środku wznosił się wysoki na kilkanaście metrów kamienny posąg węża o ludzkiej głowie. Jego oczy lśniły krwawo w świetle pochodni bohaterów. RUBINY! Aegea zwinnie wspięła się na posąg, który oczywiście ożył, gdy swym sztyletem odłupała klejnoty od kamienia. Stwór zasyczał wściekle, co niektórym herosom coś pociekło po nogach, a Sanity zmalała po raz kolejny. Mimo to wszyscy stanęli do walki. Stwór zawinął się wokół drużyny, naparł zwojami swego cielska, chcąc zmiażdżyć śmiałków. Temu wszystkiemu przyglądały się dziesiątki Dzieci Nocy, drżąc ze strachu przed swym ożywionym bogiem! Herosi z furią odparli atak monstrum. Potężne, akbitańskie ostrze miecza Korgotha niemal na pół przerąbało cielsko węża. Pozostali dzielnie wspomagali kompana. Guri ciął swym sejmitarem (stanął do walki wręcz, a co!), tocząc gadzią krew. Gerardo i Thorr, ramię w ramię, zadawali mocarne razy. Barbarzyńca i człowiek cywilizacji, zjednoczeni w walce z obowiązkowo plugawym i nienazwanym złem!

Wreszcie stwór poczuł, że to jego ostatnie chwile. Zakrzyknął głośno, zasyczał, a słowa mocy potoczyły się po całej komnacie. Dzieci Nocy wrzasnęły ze strachem a z powały spadł na wszystkich deszcz ognia! Wąż o ludzkiej głowie padł martwy, herosi poparzeni, obolali rzucili się do ucieczki. Zwłaszcza, że komnata zatrzęsła się posadach. Paniczna ucieczka skończyła się za drewnianymi wrotami, a chwilę potem komora i korytarze Dzieci Nocy zawaliły się, grzebiąc pod kamieniami setki gadoludów.

3. Północny wschód – eksploracja tego korytarza była już tylko formalnością. Ciągnął się przez ok. 100 metrów i kończył legowiskiem Dzieci Nocy. Nieopodal, w głębokim dole walały się resztki ofiar ludu spod ziemi, część szkieletów była ludzka. BG znaleźli tutaj też zrabowany ludziom dobytek, w tym trochę cennych rzeczy, które po dołączeniu do wcześniej znalezionych towarów oraz dwu wielkich rubinów zrabowanych przez Aegeę stanowiło całkiem niezły dobytek.

MG: Znajdujecie tu kilka sakiewek złota…

Korgoth [obłudnie]: Jakie złoto?

MG: No tak, Korgoth już zajebał.

Poziom 4 – wymarłe miasto Atlandydów

Zejście na niższy poziom kryło się pod kamienną płytą, którą wcześniej BG przywalili głazem. Teraz odsłonili ją i zobaczyli iż prowadzi na kamienne schody schodzące spiralnym korytarzem w dół. Kilkanaście metrów niżej odnaleźli dolną połowę owego Dziecięcia Nocy, które ich wcześniej ostrzeliwało. Korytarz zlany był krwią, a górnej połowy ciała brakowało. Guri zaczął przepatrywać teren i już miał zejść niżej, gdy bodaj Aegea i Gerardo po kierunku, w którym chlusnęła krew określili, że z sufitu zapewne spada jakieś ostrze. Z braku klasycznej, kilkustopowej tyczki Guri zdecydował się macać podłogę swoim mieczem, co nie na wiele się zdało, bo dziwny lęk ogarnął Hyrkańczyka (zapewne pod wpływem złośliwych uwag kompanów, co do ewentualnego pochówku Guriego). Wreszcie Thorr wziął sprawy w swoje ręce, a raczej pod dupę.

MG: W oczach posągu tkwią dwa, lśniące krwawo klejnoty!

Aegea [obłudnie]: Jakie klejnoty?

MG: Ech…

Usiadł na tarczy i zwyczajnie zjechał po schodach… Ech, pułapka okazała się być prawdziwym majstersztykiem. Strop na długości około dwu i pół metra obrócił się niczym karuzela a z krańców owego podwójnego wahadła wychynęły ostre jak brzytwa ostrza. Mało brakowało, a skulony na tarczy Aesir straciłby głowę, gdy mknąc po schodach, przeleciał pod śmigającym ostrzami. Te odcięły mu czubek jego pięknego, rogatego hełmu. Thorr uderzył tarczą w ścianę, inicjując kolejną pułapkę. Z otworów wyleciały stalowe strzały, raniąc poważnie woja.

Można rzec, że na tym etapie drużyna straciła ok. 70 % zabranych bandaży, a miała ich początkowo niemało. Szczęśliwie zapasy choć trochę uzupełniła robiąc szarpie ze znalezionych w zrabowanym przez gadoludy towarze ubrań.

Dwie pułapki były namierzone i oznakowane (przez Aegeę, która przemyślnie zaopatrzyła się w Forcie Griset w farbę i pędzelek :)), ale co dalej? Schody zstępowały wciąż niżej. Uszkodzony hełm Thorra, napełniony kamieniami posłużył jako sonda. Herosi zrzucali go po schodach, licząc, że jego ciężar uruchomi ewentualne pułapki. Jednocześnie uważnie obserwowali strop i ściany. Wreszcie hełm trafił w kolejną pułapkę, z bocznych ścian (znów na wysokości ok. 70-80 cm, jakby pułapki skierowane były przeciw Dzieciom Nocy) trysnęły strugi błękitnego ognia, tak gorącego, że przepalił on stal hełmu Thorra! BG ostrożnie ominęli feralny schodek, a Aegea oznaczyła kolejną pułapkę.

Na szczęście była to (chyba!:)) ostatnia pułapka. Schody wciąż prowadziły w dół. 100 metrów, 200, 300, 400… Herosi powoli gubili rachubę, jak głęboko się znajdują. Im niżej schodzili, tym częściej zauważali na kamiennych ścianach freski i płaskorzeźby. Ukazywały ono dzieje starożytnego ludu. BG widzieli piękne kobiety i mężczyzn spacerujących po rozległych alejach monumentalnych miast, ogromne wieżyce, wielkie pałace. Wielkiej krasy ogrody otaczały schodkowe piramidy przyozdobione posągami zapomnianych bóstw. Raj? Na kolejnych freskach starożytni twórcy oddali grozę trzęsień ziemi, spadających z nieba głazów, płomieni trawiących całe metropolie. Legendarny Wielki Kataklizm.Miasta zniknęły, oceany przetoczyły się ponad kontynentami, kryjąc je pod wodą, ludy wyginęły. Kolejne freski ukazały, jak ocaleli wędrują, próbują przetrwać i powoli degenerują pośród lodowej pustyni do poziomu małpoludów. Korgoth przypomniał sobie wtedy legendy, które słyszał, dziecięciem będąc, w wiosce swego klanu. O tym, że ich lud pochodzi od wielkich Atlantydów, których kres spotkał tysiące lat wcześniej.

MG: Widać, jak te piękne miasta giną pod uderzeniami Kataklizmu. Pożoga, trzęsienia ziemi, gniew oceanu, rozpacz i groza…

Korgoth [z zadumą]: To historia mego ludu.

Gerardo [z powątpiewaniem]: Aha.

MG: Dalej widać, ja ci którzy przeżyli degenerują, by stać się wreszcie zwykłymi małpoludami.

Gerardo [do Korgotha]: A to faktycznie twojego.

Ale kolejne freski ukazały, że nie wszystkich spotkał ów koniec. Nieliczni, którzy przetrwali Kataklizm skryli się pod ziemią. Na płaskorzeźbach było widać, jak kują pod ziemią korytarz,e budując podziemne miast, jak toczą walki z Dziećmi Nocy i powoli degenerują. Ostatnie malowidła i ryty były dużo bardziej prymitywne niż te na początku, wreszcie i one zniknęły.

Wreszcie po długiej, męczącej wędrówce herosi dotarli do krańca schodów. Wychodziły na starożytne korytarze. Choć po tylu latach ściany były popękane, a płyty zniszczone przez erozję, to mimo wszystko było znać, że niegdyś był to być może szczyt osiągnięć roboty kamieniarskiej. Bohaterowie rozpoczęli swą wędrówkę po wymarłej metropolii, a towarzyszyła im cisza i być może duchy tych, którzy tu niegdyś mieszkali.

Uskrzydlony szakal

Odkryli dawną strażnicę, która strzegła wejścia do miasta, stosy skorodowanej broni i pancerzy. Znaleźli bezdenną przepaść, przez którą wiódł niegdyś zwodzony most, po którym został skomplikowany mechanizm i nawinięty na bęben kilkumetrowy łańcuch, niestety zbyt krótki, by można go było przerzucić na drugą stronę, toteż zawrócili i w innym z korytarzy odkryli komory grobowe pełne sarkofagów i nisz grzebalnych (jak przystało na typowych „ograbców” – zawartość sarkofagów „ocalono od zapomnienia”, m.in. złoto, kosztowności, broń etc., sporo cennych rzeczy)..

Wreszcie herosi odkryli zejście niżej, kolejnym szybem udało im się zejść na niższy poziom miasta. Tu znaleźli starą, w wpół zasypaną kopalnię, resztki wózków, dziwny żelazny szlak dla nich (torowisko) oraz sporo szkieletów. Wszystko wyglądało, jakby coś zaskoczyło górników podczas pracy i ktoś celowo zasypał kopalniane korytarze.

Za kopalnią BG znaleźli dziesiątki cel (więzienie?), a dalej właściwe miasto umiejscowione w gigantycznej jaskini – dziesiątki jeśli nie setki kamiennych, ozdobnych budowli połączonych w jeden kompleks mieszkalny wznoszący się wzdłuż ścian kolejnymi tarasami. Podziemne pueblo.

Podziemna osada dawnych Atlantydów

Za miastem odkryli komorę z gigantyczną, martwą już maszynerią składającą się ze stalowych lin, zębatek, tłoków, naciągów itd. Ewidentnie brakowało w niej jednego elementu, którego hipotetyczny kształt udało się zrekonstruować Aegei (edukowana piratka!:))

W pobliżu znajdował się korytarz przegrodzony stalowymi wrotami bez jakiegokolwiek zamku czy sztaby. Skarbiec? Czyżby ów mechanizm mógł otworzyć te drzwi?

BG wrócili nad przepaść i opracowali plan, który miał im pozwolić przedostać się na drugą stronę (problemem był brak liny, którą zostawili wyżej). Aegea (ze wsparciem co silniejszych kolegów, którzy przerzucili ją na drugą stronę) przekroczyła przepaść i połączyła oba łańcuchy (po obu stronach znajdował się mechanizm), a BG po nim jak po linie przeszli na drugą stronę.

Znaleźli tutaj zrujnowane budynki, kolejne szkielety. Wszystko wskazywało, że potomkowie Atlantydów stoczyli swoją ostatnią walkę, ale z kim? Przeszedłszy ruiny, bohaterowie znaleźli się na szerokiej, podziemnej alei, ozdobionej wysokimi, wypolerowanymi kolumnami, a ta zawiodła ich wprost przed… Wznoszącą się na ok. 18 metrów ZŁOTĄ PIRAMIDĘ schodkową. Na jej szczycie przycupnął kilkumetrowy, złoty posąg uskrzydlonego szakala, u którego stóp ktoś dawno temu złożył stalowy tłok opatrzony dwoma kołami zębatymi, wedle Aegei właśnie tę część, która umożliwiała uruchomienie mechanizmu.

MG: I przed waszymi oczyma roztacza się olśniewający widok. Wielki plac okolony kolumnami, a na środku kilkunastometrowa piramida. Cała ze złota!

Gerardo [obłudnie]: Jaka piramida?

MG: No bez jaj!

W tym, momencie w głowach BG pojawiło się kilka wątpliwości:

1. Czy wziąć tę część i uruchomić mechanizm?

2. Jak pokonać ożywionego, złotego szakala, bo to, że ożyje było tak pewne, jak fakt, że Guri znów zrobi coś głupiego.

I NAJWAŻNIEJSZE:

3. Jak wynieść stąd tę wielką złotą piramidę?!!!

Kłótnia o edukację i wiedzę, czyli do czego służy znalezione w mieście COŚ

MG: Ty nie wiesz, do czego to służyło!

Guri: Wiem, uczyłem się!

MG: Gdzie, kurwa?!

Guri: W domu!

Korgoth: Miał indywidualne!

PS.

1. Węże robią się u mnie podobną obsesją co u Howarda. Następnym razem trzeba Wam posłać jakąś inną bestię. Krokodyla? Krowę? Wściekłego knura? 😉

2. Boli mnie Wasz brak zaufania do mnie… kto wie, może uda Wam się wyjść bogatszymi niźli król Turanu? 😉

Reklamy

komentarzy 21

  1. Jak zwykle genialne przygody. Ja na razie prowadzę X-Files na BRP (love this game), ale ckni mi się do BRP fantasy coraz bardziej, zwłaszcza po Twoich hyboryjskich raportach, ziom. 🙂

  2. Dzięks, dzięks:). BRP podbija moje serce coraz bardziej, w zasadzie robi się to mój kluczowy system (choć czasem marzy się odskocznia). Conan nabiera rumieńców.

    Ja cały czas czekam na Twoje raporty lub cokolwiek, co mogłoby przybliżyć gry. Szkoda, że „Lost” nie ciągniesz. „X-files” w PRLu?

    W czerwcu moglibyśmy się spotkać, popiwkować:). Byle bez wspaniałych zespołów z Jarocina, które nagłaśniasz:)

    • Teraz nagłaśniam pojedynki kapel z całej PL, przez 3 miechy – chyba znienawidzę gitarowe granie 😉 X-Files współcześnie, bo moja luba nie pamięta tamtych czasów, a to za duży abstrakt by był. Planescape to pikuś przy PRL. ;P Piwko zawsze, niekoniecznie w Mecie, chociaż jak zrobią ulicę, to masz 5 minut tramwajem na dworzec. 🙂 Daj znać, jakby co.

  3. „Boli mnie Wasz brak zaufania do mnie…” No kurwa 😉 My ufamy Ci bezgranicznie! A co do szakala, przecież on jest ze złota nie? A to wystarczająca motywacja by go zatłuc przy użyciu wszelkich dostępnych środków. Choć jak znam naszą ekipę to ktoś już mu zajumał skrzydełko…

  4. Taaaaa:
    – Szakal się budzi i uderza was skrzydłem.
    – Banda hipokrytów chórem: Jakim skrzydłeeeem?!

    • A w życiu…. pierwsze słowa jakie padną gdy on ożyje: WYCENIAM!!! 🙂 🙂 🙂

  5. a ty wierzysz ze go wyniesiesz ………..

    • Ech, odpowiem najkulturalniej jak potrafię… Morda w kubeł kitajska ściero! 🙂

  6. tak kultura słowa tak spaniała jak ten posąg .

  7. Zostawcie moralne dylematy i pomyślcie lepiej, jak te piramidę wyciągnąć z tej kopalni… bo inaczej faktycznie będziemy bogaci jak król, tyle że Turbanów. Z ręczników frote… 🙂
    PS. WYCENIAM!!

  8. tak ale czy wielki pana i władca na to mam pozwoli

  9. A czemu nie? Darmowa siła robocza zawsze do wynoszenia się przyda ;p A piramida ze złota na bank nie jest co najwyżej obłożona złotymi płytkami.
    A szakala tak łatwo wykończyć też nie będzie. Walnąłeś kiedyś mieczem w metalową ścianę? Masaż dłoni zapewniony 🙂

    • Idąc tokiem Twego rozumowania… Skoro piramida nie jest cała ze złota wiec szakal tez pewnie nie! I może ma w sobie np: trociny 😉 Walnąłeś kiedyś mieczem w metalową ścianę??? Oczywiście, że tak! Pancerniaków na drodze już kilku nam stanęło, zakucie po szyje jak „stalowe ściany”! Pokonani? Pokonani! A do tego przyświeca nam szczytny cel… przywracamy złoto do obiegu w handlu 🙂

    • Przyszedl Jaro i zabil szlaachetnego ducha kreatywnego RPG. Pozwolicie, by jakas poitainska wywloka podcinala Wam skrzydla?!

      A co do pancerniakow to byl jeden, a ile bezpodstawnych pretensji? Ze minusow nie policzylem do unikow i inne drobiazgi…

  10. No kurwa!!!! 🙂

    • Wyceniam..zaoczne ale jednak no..nie dajcie się. Skośnooki jak zawsze defetyzm siej.Szakal(nie znam osobiście ale dla was wywłoczka jakaś pewnikiem) to pikuś ..dinozaury ubite, jakiś avatar Boga postrzelony a wy wypchanej trocinami kukły się boicie?
      @Lisie wiesz…jakoś tak rozumiem ich”bezgraniczne” zaufanie.:D.

  11. Pytanie quizowe, w jaką grę komputerową gra teraz Smartfox? 🙂 Lud domaga się notek :).

    • Jak ma czas to w Fallout: New Vegas :). Notki jak się da (bo mam trochę pracy) uzupełnię w weekend.

      A co do ludu, to ja się kilkukrotnie ostatnio do ludu dobijałem, a lud milczał. A była chęć i czas, by zrobić jakieś piwo:)

    • Uprasza się o wybaczenie 😦 Lub nie wie gdzie ręce wsadzić. Obrona dyplomu za pasem i pracy ponad miarę. Nie pamiętam już kiedy spędziłem spokojny weekend we Wrocławiu. Nadal chętnym na spotkanie, jak tylko uda nam się zgrać terminy.

  12. „Następnym razem trzeba Wam posłać jakąś inną bestię. Krokodyla? Krowę? Wściekłego knura?”
    Dzika, guźca albo inną taką francę. Miś urwiłapka już był.

    • Na wczorajszej sesji były pajęczoludy. TPW (Total Party Wounded), nie powiem, 3 postacie pogilgały znów śmierć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s