Conan BRP odc. 25 – Luelleto i Anape

Uzupełniania raportów ciąg dalszy. Sesja jakoś z 27 maja.

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Guri nieobecny.

Śledzący dzieje największych patałachów bohaterów Pogranicza Piktyjskiego zapewne pamiętają, iż w poprzednim odcinku szlachetni herosi w atlantydzkich ruinach, skrytych setki metrów pod powierzchnią ziemi stanęli przed złotą piramidą zwieńczoną kilkumetrową figurą uskrzydlonego szakala. Szakal, wykonany z tego samego kruszcu, wart był tysiące lun, których BG tak bardzo potrzebowali na budowę wieży granicznej nad Rzeką Gromu.

Nietrudno się domyśleć, że dyskusja nie dotyczyła tego, czy zabrać złoto nas powierzchnię, ale jak to zrobić. Należy też przypomnieć, że u stóp szakala leżała dziwna, metalowa rura zakończona zębatkami. Prawdopodobnie brakująca część mechanizmu, który otwierał wielkie wrota, za którymi miał kryć się skarbiec.

Wreszcie podjęli decyzję. Z wolna wspięli się po złotych stopniach i stanęli przed szakalem. Jeden z bohaterów podniósł dziwną część, a w głowach wszystkich rozbrzmiał mocny, choć pozbawiony emocji, nieludzki głos. W jakiś sposób wiedzieli, że przemawia do nich ów złoty szakal.

Istota mówiła zagadkowo, lecz na tyle zrozumiale, że herosi poznali wreszcie jej historię (a może jej wersję historii). Zwała się Anape i była zapomnianym bóstwem Atlantydów. Kiedy niebo zagrzmiało, ziemia pękła, a płynny ogień zaczął toczyć walkę szalejącym oceanem, mieszkańców Atlantydy ogarnął pierwotny strach. Nadszedł kres ich istnienia. Jednak Anape, wielki i piękny szakal o rozłożystych skrzydłach demona poprowadził część z nieszczęśników w podziemia. Tam, tocząc nieustające boje z Dziećmi Nocy, zeszli w najniższe korytarze i wybudowali miasto. Miasto Ocalałych z Wielkiego Kataklizmu. Przez wieki żyli tu w podziemiach i choć z wolna degenerowali, wciąż składali dary ożywionemu bogu, Szakalowi – Anape. Bóg rządził surowo, lecz sprawiedliwie. Winnych karał straszną śmiercią, dobrych obdarzał darami, wszystkich nauczał życia pod ziemią. Dzięki niemu wydobywali nieznane metale, stapiali je razem, uzyskując stopy o niespotykanej twardości i wytrzymałości.

Anape opowiada historię swego ludu.

Korgoth: Jam jest potomkiem Atlantydów [skądinąd prawda, w końcu Cymmeryjczyk].

Anape [MG]: Wszak zeszliście do poziomu małp.

Korgoth: Już się odrodziliśmy.

Gerardo: Nawet przestali palce wąchać. 

Kapłani byli wykonawcami woli Anape. Aż pojawił się Luelleto. Najwyższy kapłan, najmędrszy spośród Atlantydów. I najbardziej pożądający władzy. Zdołał swym poddaństwem omamić Anape. Dzięki Szakalowi poznał tajemnice złowrogiej magii: nekromancji, demonologii. Wreszcie zdradził. Oszukany Anape wszedł prosto w pułapkę i zginął pod ciekłym, wrzącym złotem. A przynajmniej tak myślał Luelleto.

Nieśmiertelny za sprawą magii kapłan przekonał lud, że Anape odszedł, oddając mu swa władzę, a na jej znak okazał kilkumetrowy posąg Skrzydlatego Szakala. Jednak pod grubą pokrywą złota wciąż biło serce. Niełatwo jest zabić boga.

Mijały wieki, a Anape wciąż cierpiał uwięziony w zaklętym przez Luelleto metalu. Zbierał siły na jeden jedyny czar, dzięki któremu mógłby się zemścić. I po kilku tysiącach lat nadszedł ten czas. Magiczny zew wezwał z czeluści sługi Anape – latające, biegające, pełznące abominacje, który w jedną noc ognia i krwi wymordowały wszystkich mieszkańców miasta. Skoro zdradzili Anape i oddali się pod władzę Luelleto, nie było dla nich przebaczenia.

Jeden Luelleto zdołał umknąć do skarbca i zamknąć się za wrotami z magicznego metalu. Demony odeszły, a ostatni przyniósł do stóp część  mechanizmu, który otwierał owe drzwi. Czy istoty nie mogły uwolnić swego pana, czy też nie chciały, dość rzec, że na kolejne tysiące lat w podziemnym mieście zapanowała tylko śmierć. Gruba pokrywa kurzu pokryła ruiny, zgliszcza i ludzkie szczątki.

Herosi rzecz jasna nie zaufali Anape. Zbyt wiele dzieliło dzikich ludzi od bóstwa liczącego sobie tysiące lat. Długo dyskutowano, po czyjej stanąć stronie. Wreszcie Thorr założył na oczy owe dziwne szkła, które niegdyś zabrał z sypialni arcykapłana Seta w Scandadze. Miały one moc objawiania rzeczy takimi, jakie są. Teraz ujrzał dwa bijące serca. Jedno w posągu, a drugie pod nim. Złota statua Szakala kryła wewnątrz żywe ciało boga! Bohaterowie podjęli decyzję. Korgoth ciął z zamachu, odrąbując łeb Anape, a w tym czasie Aesir przebił mieczem jego serce. Umarło jedno tylko ciało, nie dusza bóstwa. To wytrysnęło z toczącej posokę szyi i wzniosło się pod powałę kawerny. A potem rzuciło zaklęcie, które miało pogrzebać Luelleto na zawsze… A przy tym i herosów. Ziemia zaczęła się trząść, kamienie spadać, ściany pękać.

Bohaterowie jednak zaryzykowali. Zdecydowali się otworzyć skarbiec, zabrać zawartość i wydostać się na powierzchnię.

Ruszyli spod piramidy, przedostali się przez przepaść i przemierzyli korytarze, by jakiś czas później stanąć przed wrotami. Tam potoczyła się druga rozmowa (przy wtórze trzęsącej się ziemi:)). Faktycznie, ktoś po drugiej stronie wciąż żył i przedstawiał się jako Luelleto. Twierdził, że stoczył wiele lat wcześniej bój z demonem Anape, pokonał go, lecz ten ostatkiem sił wezwał potwory, które wymordowały wszystkich poddanych Luelleto, a jego samego przeklęli wiecznym życiem. Teraz pragnął tylko jednego, zemsty na Szakalu.

Herosi Luelleto też nie zaufali, jednak żądza złota była silniejsza. Thorr umieścił część w mechanizmie, a ten ruszył z wolna. Zębatki napędzały wały, te przenosiły moc, naprężały naciągi, poruszały łańcuchami. I zgrzytnęła brama. Potężna zapora zaczęła się z wolna unosić. Odsłoniwszy kolejne wrota, a potem następne.Trzy bramy majestatycznie wznosiły się, kryjąc w kamiennym suficie.

MG: Bramy unoszą się po;woli. W komnacie coś się jarzy. Węgle, rozgrzane do czerwoności w tym… no… Jak to się nazywa… Po angielsku „brazier”… Metalowe. Na trzech nogach.

Jeden z graczy [usłużnie]: Grill?

Po drugiej stronie zobaczyli stos złota i klejnotów oraz zasuszoną postać. Luelleto! Ziemia nagle przestała  się trząść, jakby moc Luelleto powstrzymała Anape.

Czarownik wyrzucił z siebie kilka słów, które aż drżały od nagromadzonej mocy i otaczające bohaterów szkielety powstały, by rozedrzeć ich na strzępy. Taka była wdzięczność przeklętego kapłana.

Część herosów rzuciła się w stronę mechanizmu, chcąc na powrót zamknąć bramę, dzieliło ich jednak kilkadziesiąt metrów od celu. Korgoth zablokował korytarz, chcąc uniemożliwić Luelleto wydostanie się na zewnątrz. Kapłan ożywił kamień, zmieniając go w golema. Powolne monstrum parło naprzód, torując drogę swemu panu, a dziesiątki szkieletów gromadziło się wokół bohaterów. Aegea posłała bełt w Luelleto, ten jednak nie uczynił mu żadnej krzywdy. Kapłan faktycznie był nieśmiertelny.

Sytuacja była niewesoła. Luelleto miotał zaklęciami, Gerardo z Aegeą pobiegli do schodów, by przedostać się do Anape, za nimi biegł Zhuge Liang, jednak szybko został otoczony przez szkielety i powalony na ziemię.

Thorr przedzierał się do mechanizmu, chcąc zdążyć nim Luelleto z golemem wydostaną się ze skarbca, a Korgoth opóźniał ich marsz, jak tylko mógł. Szkielety padały dziesiątkami, lecz kolejne ciosy przebijały się przez pancerze herosów. Co prawda Aegea wspięła się po ścianie szybu (niestety drabina w końcu nie wytrzymała i rozpadła się na kawałki), a za nią (jakimś cudem) Poitaińczyk, ale do piramidy dzieliło ich jeszcze kilkaset metrów.

Tymczasem Luelleto już prawie wydostał się z komnaty. By utrudnić herosom zdusił magicznie wszelkie światło. Zapanowały stygijskie ciemności. Thorr ostatkiem sił przebił się przez wrogów, „na macanego” odnalazł właściwą część w mechanizmie i wyrwał ją. Bramy runęły w dół. Golem co prawda przeszedł, lecz ostatnie wrota przytrzasnęły nieumarłego Luelleto!

Jeden z ostatnich czarów Luelleto sprawia, że żyły Korgotha zapłonęły okrutnym bólem.

MG: Zamienił twą krew w truciznę.

Korgoth: Jak on mógł. Alkohol w truciznę zamienić.

Nie mógł się poruszać, lecz wciąż kontrolował nieumarłych. Golem zdołał pokonać Thorra, ale padł w walce z Korgothem. Cymmeryjczyk na słuch (wciąż panowały ciemności) zdołał trafić mieczem przeciwnika, a następnie podniósł Aesira i pobiegł naprzód, chcąc znaleźć jakieś bezpieczniejsze miejsce.

W tym czasie Aegea, jako szybsza i zwinniejsza, zostawiła Gerarda. Bez trudu przebyła rozpadlinę i biegiem ruszyła wzdłuż ruin, by stanąć wreszcie u podnóża piramidy. W tym czasie Gerardo niemal spadł do przepaści, przeżył dzięki temu, że porzucił część ekwipunku. (przepadło sporo złota i bezcenny miecz akbitański rycerza)

Argosanka wspięła się na szczyt i pośród złotych skorup odnalazła drugie serce, o którym wcześniej zapomnieli herosi [Tak wiem! Zagadałem Was! :)].  Jak łatwo się domyśleć Aegea czym prędzej przebiła je mieczem.

Luelleto w jednej chwili sczezł, a kontrolowane przez niego stwory rozpadły się w proch. Poobijani, ranni bohaterowie dochodzili do siebie. Kryjący się w pobliżu wielkiej studni Korgoth opatrzył niemal umierającego Thorra. Potem znaleźli nieprzytomnego Hyrkańczyka i zlanego krwią Zhuge Lianga.

To nie był jednak koniec. Anape odszedł do swego świata. Luelleto zginął. Zniknęła magia, która trzymała podziemne miasto w całości. Zaczęły pękać ściany, kolumny kruszeć. Pradawne freski szarzały, by ostatecznie zniknąć. Bohaterowie zabrali tyle złota, ile dali rady (m.in. skorupy po „więzieniu” Luelleto oraz to wszystko, co dotychczas naszabrowali) i opuścili rozpadające się w gruz martwe miasto.

Dzień później dotarli, wymęczeni i ranni do Fortu Griset. Tutaj złożyli raport gubernatorowi, lordowi Glyco oraz dowiedzieli się, że wynajęty przez nich żołnierz lorda – niejaki Gelukos, zorganizował pierwszych osadników, którzy chcieliby założyć osadę na ziemiach należących do Gerarda.

Jak łatwo się domyśleć, plan herosów na najbliższy czas był dwupunktowy:

1. Wyleczyć rany, bo mało kto czuł się na siłach, by podróżować dalej.

2. Ruszyć nad Rzekę Gromu i rozpocząć budowę wieży granicznej.

Po wyjściu z kompleksu czarnoskóry niewolnik Umba (pozostawiony na górze jako strażnik) przypada do nóg Gerarda:

Umba [MG]: Bwana kubwa! Bwana kubwa! Ja miałem sen, że bwana kubwa spadł w przepaść prawie!!! Bałem się!!!

Gerardo: „I have a dream…” On nawet jest czarny.

Advertisements

komentarze 2

  1. patałachy nie złe określenie 😛

  2. nawet dmuchawka nie mogę sie dla mnie za duza :d jednie kamieniem i nozem do jedzenie mogę sie posługiwać 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s