Conan BRP odc. 26 – początki Wieży Zemsty

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy. Właściciel dzikiego psiura – Wyrwiflaka, dla którego była to ostatnia sesja.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Po ciężkich przejściach w podziemnym kompleksie, który być może już wkrótce stanie się kopalnią żelaza, bohaterowie zafundowali sobie dwa miesiące odpoczynku, który ponownie spędzili w ulubionej knajpie. Większość leczyła rany, część doszkalała się w wybranych umiejętnościach. Korgoth poduczył się piktyjskiego, niektórzy poćwiczyli walkę. Prawie sielanka. A tymczasem nadeszło lato – miesiąc Ognia. Ostatnie dnie bohaterowie spędzili z Gleukosem, organizując materiały oraz ludzi do budowy pogranicznej wieży. M.in. przedsiębiorczemu wojakowi udało się opłacić majstra kamieniarstwa i budownictwa ze Scandagi i zrekrutować kilkunastu robotników i czeladników (już na miejscu w Oriskonie). Na koniec Gerardo wynajął dziewięciu najemników (rekrutów, tanich, lecz niezbyt dobrze wyszkolonych) oraz jednego weterana-dziesiętnika.

Opracowano też plany przyszłej wieży. Miała się ona znajdować nad samą Rzeką Gromu, na kilkunastometrowym klifie, z jedną choć dość szeroką drogą dojazdu. Jako że już tu niegdyś stałą budowla obronna, zostało nieco kamienia, który miał posłużyć na budowę fundamentów i parteru, pozostałe 3 piętra miały być wzniesione  twardego dębu lub buku porastającego brzeg Rzeki Gromu. Poza kwaterami Gerarda i jego przyjaciół miały się tutaj znajdować: niewielkie koszary na ok. 10-20 żołnierzy, kuchnia, kuźnia, posterunek obserwacyjny (na szczycie wieży).

7. dnia tegoż miesiąca herosi zdecydowali się opuścić Fort Griset. Już wcześniej zaznajomili się z grupą osadników, którzy chcieli im towarzyszyć i osiąść na ziemiach Gerarda. Było to siedem rodzin z Tauranu, blisko 6 dziesiątek ludzi (z czego prawie połowa dzieci). Lud nawykły do życia w lesie, chętnie przyjmowany na pograniczu, bo twardy i umiejący się bronić.

Tym samym dzielni bohaterowie wyruszyli ponownie na szlak. Wraz z nimi jechało 7 wozów z taurańskimi osadnikami, trzy wielkie wozy-lory z narzędziami i materiałami budowlanymi (lord Glyco przychylnie patrzył na plany bohaterów, toteż sporo przyspieszył organizację budulca etc.) a na nich dwunastu czeladników z mistrzem-kamieniarzem, całości dopełniała dziesiątka żołnierzy z Oriskonie osłaniających tę karawanę.

Podróż wąskim i nierównym szlakiem nie była zbyt szybka, w dodatku ciągle siąpiło, toteż ziemia nieco rozmokła. Mimo to po dwu dniach kawalkada wozów dotarła do Andagi, owej wioski, przez którą tylekroć bohaterowie przejeżdżali. Przywitał ich rosły drwal, starszy wioski – Gort, dawny znajomy z poprzedniej wyprawy nad Rzekę Gromu (zimą). Wioska trochę odetchnęła po ostatnich najazdach Piktów. Co prawda zwiadowców lokalnych plemion wciąż spotykano, ale było dużo bezpieczniej. Teranus obruszył się, kiedy usłyszał, że bohaterowie chcą zachęcać jego ludzi do wyjazdu nad rzekę, ale szczęśliwie obie strony szybko się porozumiały. Po nocy spędzonej na ucztowaniu i wspominkach karawana ruszyła dalej, lecz w towarzystwie Teranusa. Drwal, słysząc prośbę Korgotha, by znalazł dla nich jakiegoś przewodnika, zdecydował się osobiście pomóc.

Przez połowę dnia wozy przebijały się przez gęstą puszczę. Teranus okazał się niezwykle pomocny. Nie tylko wskazywał przejezdne miejsca, ale wraz z Korgothem i Thorrem sprawdzał teren, by podróżujący nie wpadli w zasadzkę. Przez przypadek trójka zwiadowców wytropiła kilkudziesięciu Piktów, którzy wracali za rzekę. Wojownicy byli wycieńczeni, a wielu z nich nosiło stare, improwizowane opatrunki. Wydawało się, że wracają z dalekiej wyprawy. Być może była to ta sama grupa, która przebiła się przez Oriskonie i dotarła do doliny rzeki Karihton. Szczep się zgadzał, były to Niedźwiedzie – niscy, krępi wojownicy o charakterystycznej fryzurze (niski, szeroki na kilka centymetrów pas włosów biegnący od czoła po kark). Teranus i BG odczekali, aż dzicy odejdą i wrócili do swoich. Zmieniono nieco trasę karawany i po południu wyjechano na rozległą trawiastą równinę. Drzew nie było tu zbyt wiele, lecz zarośla i trawy sięgały pasa, toteż nietrudno było wpaść w zasadzkę. Z tego względu wozu poruszały się kolumną, a żołnierze i bohaterowie uważnie rozglądali się wokół siebie.

Już wkrótce okazało się, jak słuszne było takie postępowanie. Na godzinę przed zmierzchem wszyscy usłyszeli odległy, lecz potężny ryk dzikiej bestii. Po chwili dołączyły do nich inne, podobne. Wysłani zwiadowcy (czyli ponownie bohaterowie) dostrzegli wielkie gadzie bestie o wyprostowanej postawie. Wielkie jak koń łby i paszczęki pełne zębów sugerowały, że ich właściciele znajdują się wysoko na szczycie piramidy pokarmowej. Zresztą dla BG nie było to pierwsze spotkanie z tymi potworami, choć pierwsze w tej epoce. Swego czasu przecież, poszukując na jeziorze Scandaga kryjówki Laramby przenieśli się w czasie i stoczyli bój z podobnym monstrum. Problem w tym, że tam był jeden tyranozaur, tu kilkanaście, poza tym herosi mieli pod opieką sporo ludzi i jakoś im nie zależało na stratach. Czym prędzej rozbito warowny obóz, dziesięć wozów powiązanych ze sobą wozów utworzyło krąg, rozdzielono warty i rozpalono ogniska. Nocą co i rusz ryki przerywały odpoczynek próbującym spać wędrowcom. Wreszcie jeden z potworów wyczuł widać ludzi, bowiem zbliżył się zanadto do obozu. Ostrzelany przez kusze (żołnierze) i łuki (osadnicy) zaryczał wściekle, a potem zaszarżował. Strzały odbijały się od jego grubej skóry. Thorr wyskoczył przed linię wozów i, choć towarzysze wołali go, by wrócił, stanął na drodze gada. Niestety nie zdołał uniknąć jednego z ciosów. poszarpany kłami i odrzucony na kilkanaście metrów legł nieprzytomny na ziemi. Dopiero reszta BG wspólnymi siłami zdołali ubić bestię.

Rankiem kawalkada, jeszcze ostrożniej niż zwykle, wznowiła marsz. Tyranozaury prawdopodobnie odeszły w puszczę, której linia rysowała się przed bohaterami na dalekim horyzoncie. Widzieli już niskie, płaskie, zalesione wzgórza, gdzie już wkrótce założą swoją osadę. By nie kusić losu (w postaci wielkich gadów) ponownie zmienili kurs i pojechali na północ. Dojechali do Rzeki Gromu i ruszyli wzdłuż niej. Po drodze odkryli ruiny niewielkiej osady wybudowanej w stylu nemedyjskim. Nie było w niej żywego ducha. Najprawdopodobniej wszyscy wymarli. Nieliczne ocalałe przedmioty sugerowały, że mogła to być osada, w której zamieszkiwali uczeni mędrcy, którzy z jakiegoś powodu musieli opuścić swą ojczyznę.

Wreszcie pod wieczór karawana dotarła do celu wędrówki. Wozy, mozolnie wjechały, wciągane przez woły i koniec, na wzniesienie, gdzie miała stanąć Wieża Zemsty (taką nazwę przyjęto, o ile pamiętam). Wszystko zagłuszał potężny ryk wody. Wozy ustawiono w mur, blokując wjazd na klif, rozładowano lory, rozbito obozowisko. Osadnicy zdecydowali się póki co tutaj mieszkać, wraz z żołnierzami i budującymi. Umowa, zawarta z Gerardem, zakładała, że pomogą w budowie, a w zamian później im się pomoże w założeniu osady. Wybrano już nawet miejsce, niecałe 2 km od wieży, nad pięknym, krystalicznie czystym potokiem.

Herosi, wciąż pokryci kurzem, podeszli do krawędzi klifu. Kilkaset metrów dalej dostrzegli źródło ryku. Trzydziestometrowy wodospad, wściekła kipiel wody, nieujarzmiony żywioł natury. Po drugiej stronie Rzeki Gromu (tutaj szerokiej na 150-200 metrów) cicha, ciemnozielone ściana lasu, nad którą właśnie zachodziło krwistoczerwone słońce. Gdzieś tam kryli się Piktowie, ich śmiertelny wróg.

Od samego ranka wszyscy wzięli się do pracy. Osadnicy wraz z majstrem i jego czeladnikami rozpoczęli budowę. Żołnierze rozdzielili między siebie warty, a herosi wyruszyli, by sprawdzić okoliczne tereny (patrz: sprawdzić okoliczne heksy, by się przekonać, w jakie gówno wdepnęli).

Wpierw BG sprawdzili dokładniej nemedyjskie ruiny, a nie znalazłszy niczego ciekawe, wrócili do lasu. Zagłębiwszy się w gęsty matecznik, zawędrowali kilkanaście kilometrów od swej osady. Tam też zastała ich noc. Rozpalili ognisko, a tymczasem Guri (wraz z Wyrwiflakiem) i Gerardo ruszyli w las na coś zapolować.

Czasem od tak zwyczajnych rzeczy rozpoczyna się desperacka walka o przeżycie.

Już podczas powrotu obaj bohaterowie dosłyszeli szelest listowia. Ktoś skradał się w ich stronę. Dobyli broni, bacznie się rozglądając. Kolejne szelest dobiegły ich z różnych stron. Byli okrążeni. Wreszcie dostrzegli nagi tułów jednego z intruzów wystający z krzaków. Guri podszedł, chcąc poznać zamiary nieznajomego i wtedy dostrzegł, iż od pasa w dół ciało istoty to wzdęty pajęczy odwłok i cztery pary czarnych nóg pokrytych szczeciniastym włosiem. Gerardo słyszał niegdyś ponure baśnie o tych potworach – pajęczoludy z Poitain. Obaj herosi stanęli plecami do siebie, rzuciwszy na ziemię zapalone pochodnie. Obserwowali, jak kilka hybryd zbliża się do nich z każdej strony. Jeden z pajęczoludów ewidentnie był ich przywódcą.  Z jego czoła wyrastały krótkie, czarne rogi, a w rękach jako jedyny dzierżył dziwny, pełen haków i zadziorów miecz wykonany z czegoś przypominającego pancerz żuka. Dwu innych miało krótkie łuki z podobnej materii.

Guri: Pająki skrzyżowane z ludźmi?

MG: Tak, jak centaury. To są pajęczoludzie z Poitain.

Korgoth (zniesmaczony, do Gerarda): Co wy tam pierdolicie w Poitain?!

Przez chwilę trwały podchody obu stron, wreszcie jeden z bohaterów (chyba Gerardo) nie wytrzymał napięcia i zaatakował. Pajęczoludy okazały się twardymi przeciwnikami. Choć większość z nich nie miało broni, to pazurami potrafili przebić się nawet przez ciężkie zbroje, jakie nosili obaj bohaterowie. Pajęczoludy przyskakiwały i cięły szponami, starały się rozdzielić ludzi, ale ci trwali twardo, chroniąc sobie nawzajem plecy. Gerardo wymieniał ciosy z wodzem pajęczoludów, ale obrywał od pajęczych łuczników. Guri zbierał razy od stawonogów, ale i sam przebijał się przez chitynę pokrywającą ciała wrogów. Wreszcie przeciwnik Gerarda oberwał jeden raz za dużo i zaczął się wycofywać, jego kompani rzucili się mu na pomoc, ale potem sami próbowali przerwać walkę.

Po spotkaniu z tyranozaurami i w trakcie paskudnej walki z pajęczoludami.

Korgoth: Gdzieś ty, kurna, pojechał?! Znowu ci bubel wcisnęli! Za łatwo Glyco ziemię dawał!

Być może wtedy skończyłoby się bez większych strat. Co prawda nie zginął żaden pajęczolud, ale i bohaterowie czuli się jako tako. Wtedy Guri naparł i związał walkę kilka pająków. Ci czując, że bez zabicia ludzi nie uda im się odejść, podjęli ponownie walkę. Wódz pająków skrył się pośród krzewów i ogarniających bohaterów ciemności, ale jego podwładni naparli na herosów.

Od tego momentu walka stała się dużo mniej pomyślna dla bohaterów. Najgorzej miał się Guri, który w krótkim czasie zebrał sporo ran. Co prawda jeden czy dwa pajęczaki padły, ale wciąż było ich zbyt wiele. Obozujący przy ognisku kompani BG usłyszeli już wcześniej ich wołanie o pomoc, toteż rzucili się na pomoc przyjaciołom, ale walka toczyła się daleko. Nim Thorr i Korgoth dotarli z odsieczą, Guri był już prawie martwy. Ostatni cios, który miał zakończyć jego żywot, przyjął na siebie wierny Wyrwiflak. Pies zaskowyczał i padł martwy, niemal przecięty na pół szponami pajęczoluda. Krótko potem legł Guri, wykrwawiając się po kolejnym trafieniu krytycznym.

Kiedy przybyła odsiecz, Gerardo walczył już ostatkiem sił. Ubił kolejnego wroga, lecz po kolejnym ciosie stracił przytomność. Thorr i Korgoth zostali sami, mając przeciw sobie jeszcze ok. 6 pajęczoludów. Ostatecznie jeszcze Thorr został ciężko ranny, a jedynie Korgoth trzymał się na nogach (choć po tym, jak go pająki zasypały ciosami, zostało mu kilka punktów Wytrzymałości).

Prawdziwe pyrrusowe zwycięstwo. Choć zginęło ok. 10 pajęczoludów, to nigdy herosi nie byli tak blisko Total Party Kill. Wyrwiflak poległ a pokaleczeni, krwawiący i fatalnie opatrzeni (za medyka musiał robić Korgoth z kilkunastoma punktami na First Aid :)) wojowie wrócili do obozu.

W tym samym czasie Aegea i zostawiony z nią Umba też stoczyli swoją walkę z jednym pajęczoludem, zapewne wysłanym na zwiady. Argosanka jednak umiejętnie wykorzystała swoje umiejętności, nie dała się związać walką wręcz. Ostrzelała z kuszy paskudę (bodaj z drzewa), a potem fachowo rozkazując Umbie, wzięła wroga z dwu stron i niemal bez ran go wykończyła.

Jak łatwo się domyśleć, po takich przejściach BG wrócili na miejsce budowy wieży, zastanawiając się, co dalej robić. Chyba tylko jedna postać miała ponad połowę Wytrzymałości.

Koniec sesji. Nastroje średnie.

MG: Co robicie na następnej sesji? Polujecie na tyranozaury?

Jeden z graczy (Gerardo?), patrząc smętnie na poziom punktów życia: Nie wiem, będzie już zima.

Ps.

1. Jaro, potrzebny jest opis wieży, jak już stanie. Może jakiś prowizoryczny plan, bo prędzej czy później na pewno się przyda.

Po tym, jak Guri nie wycofał się i dalej toczył walkę z pająkami, tłumaczy się, że nie zamierza uciekać, bo honor i w ogóle.

Korgoth: Spoko! Pierwszy, kto zobaczy kiedyś uciekającego Guriego, może go zastrzelić!

Gerardo: Tzw. prawo pierwostrzału.

Reklamy

Komentarzy 10

  1. Postaram się coś narysować i podrzucić.Nie wiem tylko czy ładnie wyjdzie 🙂

  2. A tam ładnie! Popatrz na nas. Przy nas to wszystko ładne jest, nawet Madzia 😉

  3. ja byłem ale na sesji ale musiałem wyjść do pracy

  4. Kilka projektów wieży…

    http://4photos.net/en/image:65-198826-Wooden_tower_images

    Głosowanie uważam za otwarte

  5. zapałki nie wierze

  6. Uczcijmy Wyrwiflaka minutą wycia….
    GuuUUuuuuurriiii!!!! 😀

  7. Kurna, szukałem wieży a znalazłem kolejną wariacje nt. „kolczego bikini”… Ooooo mother of armor 😉

  8. z skąd to bierzecie takie żeczy boskie

  9. Jeśli wieża będzie taka jak nasz ekipa to pewnie będzie wyglądać tak 😉
    http://browse.deviantart.com/?order=9&q=watchtower&offset=72#/d2v1t7h

  10. @ Pablo
    Poprawione, przepraszam za przeoczenie.

    @ Thorr, Korgoth

    Wasze projekty dziwnie się pokrywają. Widać jak w Asgardzie i Cymmerii architektura stoi (o ile nie leży:))

    A bikini ma pewnie bardzo wysokie wyparowania 🙂

    A tak w ogóle plan już jest. Wrzucę na dniach jako osobny wpis 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s