Conan BRP odc. 28 – kurhan Thayendanegi

Sekcja karków:

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Gerardo i Aegea wybyli w cholerę, ale chatę nam zostawili :).

Ekipa mocno okrojona, ledwie czterech herosów, w tym dwa karki ofensywne i jeden dalekiego zasięgu.

Ostatnie wędrówki mocno dały się we znaki, nieleczone rany od spotkania z pajęczoludami (a u Thorra jeszcze wcześniej) utrudniały dalsze działanie. Z jednej strony przydałoby się zostać dłużej w forcie, z innej nie było to możliwe: wojna domowa w Aquilonii, król nie żyje zaginął, Piktowie planują inwazję prowadzeni przez zamysły Seta. Jak nie spojrzeć i tak dupa z tyłu. Dość rzec, że Guri miał 3 punkty Wytrzymałości a Thorr 7 (Korgoth ok. 24). Mizeria.

Prawdopodobnie z tego powodu dwaj BG pozwolili się wyleczyć przez przeklętą magię Zhuge Lianga. Khitajczyk wyciągnął ręce, wymamrotał jakieś dziwne słowa, a rany herosów zaczęły się zasklepiać, zarastać… Zaiste parszywe sztuczki czarowników! Ci, którzy się nimi parają lub z nich korzystają, mogą zostać pochłonięci przez któreś z tysięcy piekieł demonów!

No ale mniejsza z tym. Jest cel, jest środek do jego osiągnięcia. Solidnie podleczeni wojowie i nieco bardziej szalony Zhuge mogli opuścić fort i ruszyć na południe. Ledwie 20 km od fortu płynęła rzeka Karihton. W jej dolinie około 20-30 lat temu rozegrały się najkrwawsze walki podczas inwazji Aquilonii na pogranicze. Wiele plemion wyrżnęły tu królewskie legiony, wiele aquilońskiej, bossońskiej i gunderskiej krwi wsiąkło w tę niegościnną ziemię. Dla Piktów była to ziemia święta, ziemia kurhanów. Dla osadników miejsce przeklęte i niebezpieczne. Pobojowiska przyciągały ścierwojady (nie tylko zwierzęta!), kopce i grobowce – demony. Z jakiegoś powodu Piktowie ze szczepu Węża, a wcześniej Mangusty przeszukiwali w ciągu ostatnich miesięcy ten obszar i to właśnie zmusiło herosów do wyruszenia w tym kierunku.

Dzielni awanturnicy opuścili fort zachodnią bramą i zanurzyli się w dziki matecznik porastający wzgórza o łagodnych zboczach. Przedzierając się przez zarośla, czuli że powietrze robi się coraz wilgotniejsze, ziemia podmokła i czuć woń rozkładających się rośli. Upał był straszliwy, doskwierał nawet Guriemu i Zhuge przyzwyczajonym do wyższych temperatur.

Wreszcie cała drużyna dotarła do brzegu Karihton. Rzeka nie była zbyt szeroka, ledwie 7-8 metrów. Ponoć wpływała już na terenie Conawagi do złowrogiego Jeziora Diabła, jej wody stawały się tam jałowe i martwe. Tu jednak woda była zmętniona, dno muliste, a zwierząt pod dostatkiem, zarówno ryb jak i niezbyt przyjaznych gadów. Herosi usiedli na zwalonym drzewie i zaczęli się zastanawiać, co dalej. Przy okazji mogli odpocząć po ciężkim marszu. Słońce z wolna chyliło się ku zachodowi, toteż temperatura nieco spadła.

Mogli ruszyć na drugą stronę rzeki, gdzie rozpoczynały się karihtońskie mokradła (z tamtej strony Zhuge wyczuł woń rozkładających się ciał, pobojowisko?) Mogli podróżować wzdłuż rzeki.

Zdecydowali się jednak przekroczyć Karihton. Korzystając z liny Korgotha (zdobytej w podziemiach, niezwykle wytrzymałej, uplecionej z włosów martwych kobiet, które zanurzano w sokach rzadkiego drzewa, włosy nie kobiety), Guri przeszedł na drugą stronę i wtedy bohaterowie usłyszeli krzyk przerażonej kobiety, a potem pochrząkiwanie odyńca. Wszyscy pognali wzdłuż brzegu, chcąc się zbliżyć do źródła wrzasku. To Guri pierwszy zobaczył młodą, delikatną blondynkę w podartym odzieniu uciekającą przed równie przerażonym dzikiem, z którego grzbietu tryskała krew. Guri jedną strzałą położył zwierzę.

MG: Z lasu wybiega przerażona dziewczyna. Śliczna jak marzenie, delikatna blondynka.

Korgoth: Pierwszy rucham!

Thorr [ponuro]: Znowu mi świnia zostanie :(.

Uratowana dziewczyna okazała się być osadniczką z centralnych prowincji Aquilonii. Kilka dni wcześniej odłączyła się od swoich i zabłądziła tutaj. Przerażona błąkała się po lesie, cudem unikając dzikich zwierząt i innych istot, których wycie i skrzeki słyszała nocą. Jednak dziś wypadł na nią poraniony dzik i mało brakowało, a zginęłaby marnie. Guri uważnie obejrzał dzika. Jego grzbiet był rozcięty, wręcz poszatkowany przez dziwne, długie na ramię szpony o kształcie i ostrości szabli.

Rankiem herosi zdecydowali się odprowadzić dziewczę do fortu, szczęśliwie jednak jakieś 10 km na południe od Griset spotkali kilkudziesięcioosobową grupę osadników  prowincji Shamar. Ci biedni ludzie uciekli przed armią Koth i zawędrowali aż tutaj. Teraz byli przerażeni, bo daleko im było do twardych traperów z Tauranu. Mało który umiał walczyć, wielu nawet nie pracowało na roli. W Shamar byli farbiarzami, folusznikami i garbarzami. Korgoth wdał się w dyskusję z ich przywódcą i umiejętnie przekonał go, że najlepiej będzie, jeśli poczekają na nich w Griset, a potem wspólnie ruszą pod Wieżę Zemsty i tam osiądą. Tak oto BG znaleźli kolejnych mieszkańców swego kawałka pogranicza.

Po odstawieniu dziewczyny wrócili nad rzekę i po jej przejściu wkroczyli na ponure mokradła. Żar wciąż lał się z nieba, jednak splątane korony drzew sprawiły, że panował tutaj półmrok. Było gorąco i duszno. Herosi po drodze odkryli nadjedzone i rozkładające się ciało Pikta. Umarł od ran zadanych przez tę samą istotę, która raniła dzika. Wydawało się, że coś sięgnęło po dzikusa z gałęzi ponad nim. Ślady wskazywały, że bestia przytrzymywała się szponami, wbijając je głęboko w drewno. Już tutaj BG zaczęli podejrzewać, że to coś przypomina modliszkę.

Jakiś czas potem idących bohaterów zaatakował ów potwór. Guri, idący jako ostatni, poczuł nagle jak obejmuje go coś niezwykle silnego i unosi w powietrze. Hyrkańczyk, choć zwinny, nie zdołał uniknąć ataku i chwilę potem potężne, szablaste szpony gigantycznej modliszki rozdarły na nim kolczugę. Korgoth i Thorr rzucili trzymanymi pociskami, lecz chybili. Wtedy Zhuge wykrzyknął coś i modliszka padła nieprzytomna. Wielki owad chwilę potem został pocięty w dzwona.

Około południa bohaterom udało się wyjść z mokradeł na rozległy, suchy szmat terenu, w którego centrum znajdowały się piaszczyste kopce usiane dziesiątkami dziur i nor. Herosi, idąc kolumną po pas w trawie, ociekając potem, uważnie się rozglądając zbliżyli się do wzniesień [scena rodem z Nam, brakowało muzyki Jefferson Airplane, The Doors czy nowszego Black Angels].  Nagle z jednej z dziur wynurzyła się duża, trójkątna głowa. Potem kolejna i następne. Nagle kopiec zaroił się od modliszek. Najmniejsza miała dwa metry, największa przekraczała cztery. Herosi po prostu odwrócili się i pognali w las, a owady za nimi. W gęstych zaroślach bohaterom udało się zgubić trop. Przemaszerowali jeszcze kilka kilometrów i przespali noc na jednej ze znalezionych przesiek.

Rankiem podjęli marsz na północny zachód, dalej eksplorując dolinę Karihton. Już rankiem odkryli kolejne piktyjskie zwłoki oraz stary trop pozostały po marszu grupy kilkudziesięciu wojowników. Do zmierzchu znaleźli miejsce, do którego zmierzali dzicy. Wielki kurhan udekorowany na szczycie kilkoma obeliskami. Wokół kurhanu rozciągało się wielkie pobojowisko. Tysiące niepogrzebanych szkieletów. Wiele z nich nosiło resztki aquilońskich pancerzy. Na szczycie bohaterowie odkryli coś dużo znaczniejszego, stary wypłowiały sztandar V Legionu królestwa Aquilonii słynnego „Błękitnego Feniksa”, który został wyrżnięty podczas jednej z bitew o Oriskonie. Ledwie zapadł zmierzch, bohaterowie mogli dostrzec, jak pobojowisko ożywa. Humanoidalne, przygarbione sylwetki wypełzły spod ziemi i zaczęły ucztować pośród starych kości. Ghule. Dziesiątki ghuli. Nie dojrzały bohaterów, którzy ustawili się pod największym z obelisków, wokół sztandaru. Do czasu. Guri napiął łuk i dotkliwie zranił jednego ze ścierwojadów. Ghule zareagowały jak wściekłe zwierzęta. Obnażyły pożółkłe kły i rzuciły się na szczyt kurhanu. Teraz wyczuły świeże mięso. W końcu otoczyły bohaterów. Korgoth, Guri i Thorr odparli pierwszy atak, a kilka martwych bestii legło u ich stóp. W tym czasie Zhuge wspiął się na obelisk. Trupożercy napierali coraz mocniej. Na obelisk ewakuował się ranny Guri i Thorr. Cymmeryjczyk kilkukrotnie zamachnął się swym akbitańskim mieczem i, zostawiwszy za sobą kilka bezgłowych trupów, pobiegł za kompanami. A Khitajczyk po raz trzeci okazał swa moc. Wyrzucił ręce w powietrze i sprowadził wiatr, a potem przywołał chmurę piasku i rzucił nim w ghule. Ze szczytu kurhanu zeszła, niczym fala sejsmiczna, ściana miotanego wichrem piachu. Miażdżyła i kaleczyła ghule aż osiągnęła podnóże kurhanu. Te ścierwniki, które przeżyły ów pokaz mocy, umknęły, nie był to jednak koniec.

Emanacja mocy Zhuge (który po rzuceniu czaru niemal stracił przytomność) przebudziła coś nie całkiem martwego w kurhanie. Obce jestestwo wdarło się w jaźń Khitajczyka, który zaskowyczał z bólu i padł nieprzytomny. Tego było już za wiele. Herosi umknęli z kurhanu i zaszyli się ponownie w lesie. Wiedzieli już, że Węże przybyły tu prawdopodobnie do istoty śpiącej w kurhanie. Kiedy Zhuge się przebudził, powiedział, że usłyszał imię demona – Thayendanega.

Rankiem BG zdecydowali się wrócić do Griset. Ruszyli na północ. Po drodze wytropili zwiadowcę piktyjskiego, którego po pościgu (i odłączeniu się od grupy) dopadł Guri i zabił po krótkiej walce ( i cholernie fartownej, dawno nie miałem tak nędznych rzutów :(). Pod wieczór, ledwie 7-8 km o fortu bohaterowie odkryli w lesie nieznaną im wioskę osadników. Lenta była wciśnięta w gęsty matecznik i mogła pomieścić ledwie 100 mieszkańców. Tymczasem przebywało ich tutaj ok. 150ciu. Wszystko za sprawą osadników. Tym razem 50-osobowa grupa przybyła spod Tarantii. W większości byli to służący jednego z arystokratów. Nie wojownicy, ba! Nie rolnicy czy myśliwi! Służący, jeden kronikarz, kilku artystów, sporo pomocy pokojowej. W skrócie ktoś, kto w Oriskonie nie ma większej racji bytu. Natywni mieszkańcy Lenty już mieli dość przybyszów, oskarżali ich o kradzieże etc. Atmosfera była na tyle wybuchowa, że wkrótce mogło dojść do linczu. Dlatego herosi porozumieli się z  Rufusem (samozwańczym przywódcą Lenty) oraz przekonali przybyszów, by ci ruszyli z nimi nad Rzekę Gromu.

Przekonywanie osadników z Lenty do wyruszenia za Gerardem.

Przywódca osadników: My jesteśmy służącymi, nie rolnikami. Kronikarz, artyści, pokojowi…

Korgoth: I będziecie służyć rycerzowi, panu Gerardo!

Przywódca osadników [żywiej]: A pan Gerardo zna się na sztuce? Malarstwie? Rzeźbie?

Korgoth [z animuszem]: Jak chuj!

Około południa, następnego dnia herosi powrócili do Fortu Griset i zameldowali się u lorda Glyco. Uregulowali przy tym kilka spraw (wynajęty wcześniej Gleukos, jeden z żołnierzy, miast rekrutować pracowników i osadników dla Gerardo, zaczął przechlewać pieniądze. Naprostowany moralnie przez herosów i ponownie wsparty gotówką ruszył do Bossończyków, by nająć żołnierzy), otrzymali zapewnienie od gubernatora, że ten zajmie się rozruchem kopalni (Zhuge Liang zapłacił 2000 złotych lun) oraz spróbuje zorganizować górników. Od lorda bohaterowie dowiedzieli się też, kim był Thayendanega. Szaman i największy wódz szczepu Hien, który mieszkał na tym obszarze i został wyrżnięty podczas walk w dolinie Karihton. Thayendanega słynął jako czarownik, który ożywia trupy.

Czyżby to oznaczało, że Piktowie liczą na przywrócenie do życia, nie całkiem martwego szamana Hien?

Efekty zwiadu na terenie doliny Karihton:

1. Odkrycie kurhanu Thayendanegi.

2. Odkrycie kopców gigantycznych modliszek.

3. Zorganizowanie 50-osobowej grupy osadników z Shamar (farbiarze, folusznicy).

4. Zorganizowanie 50-osobowej grupy osadników z Tarantii (służący, artyści i inne obiboki).

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. […] w pobliżu osady przybyli posłańcy z wieścią, że osadnicy zbroją się i są gotowi, by pod sztandarem V Legionu „Błękitnego Feniksa” (powiewającym na szczycie wieży) oraz samym rycerzem Gerardem ruszyć spuścić Piktom […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s