Conan BRP odc. 29 – rekonesans pod Kesavi

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Thorr nieobecny z powodów klanowych.

Dyskusja na temat zmian dynastycznych w Aquilonii. [hermetyczne dla tych co znają klasykę REHa :)]

MG: Król Conan nie żyje. Krajem rządzi Arpello z Pellii.

Korgoth: Arpello? Arpello niech spada!

Chwilę potem.

MG: Co do zasadności władzy Conana, to pewnie Numedides, zarżnięty podczas wojny domowej, miałby zastrzeżenia.

Korgoth: Oj tam, abdykował go przez dekapitację.

Kolejne spotkanie z lordem Glyco przeniosło nowe wieści. Ponoć posłańcy barona Torh przybyli do Scandagi negocjować z gubernatorem Barrabusem. Jeśli gubernator Conawagi teraz, po śmierci Conana, da wyraz swego poparcia dla barona Torh, to może się okazać, że pozostałe prowincje Westermarcku będą mieć poważny problem. W dodatku obozujący wciąż pod fortem Bracia Krwi mogą dać się zwerbować baronowi Torh, pogarszając sytuację lorda Glyco. W najlepszym razie, jeśli nikt ich nie wynajmie, spustoszą prowincję.

Dodatkowym problemem były plany Piktów, tymi jednak przynajmniej częściowo mieli się zająć herosi. I tak zmierzali pod Wieżę Zemsty, chcąc odstawić tam dwie kolejne grupy osadników spotkane podczas niedawnej wędrówki doliną Karihton. Ponadto kolejne partie kamienia, belek i narzędzi były już załadowane na dwie lory, które miały ruszyć nad rzekę. Korgoth, widząc, że będą musieli się zaopiekować ponad setką ludzi, z których większość nie umiała walczyć, najął pięciu weteranów, którzy po przyprowadzeniu bezpiecznie kupieckiej karawany z Lordar przepijali złoto w szynku Albuthy.

Karawana wyrusza. ponad setka bezbronnych osadników w ochronie pięciu herosów (w tym Gerardo solidnie ranny) i pięciu najemników.

Korgoth: Jesteśmy bezpieczni! Będzie nas chronił majestat rycerza Gerardo!

MG: Majestat za 17 HP?

Gerardo [dumnie]: Majestat nie ma hapeków!

Skoro świt licząca 12 wozów karawana ruszyła traktem do Andagi, by stamtąd przejechać przez las oraz równinę i wreszcie dotrzeć do Wieży Zemsty. Z nieba wciąż się lał żar, a rozmiękły dzięki wcześniejszym deszczom trakt stwardniał na kamień. Wyryte w nim koleiny także. Wozy turkotały wesoło naprzód. Osadnicy, pomni ostrzeżeń bohaterów, trzymali się blisko wozów, a najemnicy przepatrywali teren po obu stronach kolumny. Puszcza, choć tutaj już przetrzebiona przez drwali i myśliwych, wciąż była gęsta, niezbadana i groźna. Drugiego dnia podróży bohaterowie napotkali przybywających z naprzeciwka trzech żołnierzy lorda Glyco, jeden z nich – dziesiętnik, był werbownikiem. Szukał żołnierzy, którzy już wkrótce mieli walczyć z armią barona Torh. Jako że żaden z osadników nie kwapił się do nałożenia mundurowej tuniki, werbownicy ruszyli dalej, w stronę Griset.

Niewiele czasu później, kiedy kawalkada wozów ponownie wjechała w gęsty matecznik, bohaterowie spotkali szóstkę osadników z Andagi, twardych myśliwych, którzy ścigali werbowników. Ci ponoć porwali piątkę mężczyzn wysłanych wcześniej nad solanki. Werbowników było sześciu, wszyscy konno. To pozwalało przypuszczać, że napotkana przez BG grupa jedynie maskowała działania pozostałej trójki z pięcioma wierzchowcami i zapewne tą samą liczbą pochwyconych osadników. Bohaterowie pojechali dalej, lecz ostrożniej, a niektórzy (Guri i Korgoth) zajęli się sprawdzaniem tropów.

Na krótko przed zmierzchem odkryto ślady koni prowadzące w las. Cała karawana zatrzymała się na nocny popas, a herosi ruszyli na ratunek porwanym osadnikom. Faktycznie, okazało się, że żołnierze obozują w głębi lasu. Pięciu mężczyzn leżało na ziemi, powiązanych rzemieniami. To nawet nie była walka, lecz egzekucja. Bełt z kuszy Aegei zabił jednego z żołnierzy, a jedna z dwu wystrzelonych strzał przez Guriego raniła w nogę innego. Korgoth wypadł z lasu i błyskawicznie uśmiercił wciąż żyjących wojaków.

Pozostało wrócić do karawany. Duchota i odległe grzmoty wskazywały, że już wkrótce nadejdzie burza. Faktycznie bohaterowie w ostatniej chwili wrócili do karawany. Nagle lunął deszcze a potężne wyładowania atmosferyczne zaczęły bić po co wyższych drzewach. W zasadzie resztę nocy spędzono na ratowaniu dobytku. Burza nie minęła do rana. Ba! Zdawało się, że jest nawet silniejsza. Nie pozostało nic innego, jak zaprząc wozy i powoli ruszyć do Andagi, która znajdowała się 7-8 km dalej.

Przerażająca burza. Umba panikuje.

Umba [MG]: Pana! Pana! Bwana kubwa! To straszne pioruny mogą trafić w Umbę.

Korgoth [mściwie]: O tak! Częściej w czarnych trafiają!

Gerardo [moknący od kilku godzin]: Zwłaszcza jak się ich trzyma nad głową, by nie padało.

Wozy mozolnie pary wąskim traktem, który zamienił się w bagnisko. Koła raz po raz zapadały się po same osie, a wtedy wszyscy napierali na nie, starając się wydobyć je z grząskiej pułapki. Jak łatwo przypuszczać tempo podróży było minimalne. Minęła połowa dnia, a karawana przebyła ledwie 3 kilometry. Potoki lejącej się z nieba wody sprawiły, że widoczność sięgała ledwie dziesięciu metrów.

I wtedy z lasu nadleciały strzały. Zginęła dwójka osadników, w tym jedno dziecko. Inni zostali ranni. Niewielka grupa Piktów, korzystając z burzy, zdecydowała się zastawić pułapkę. Gerardo uporządkował osadników, którzy już bliscy paniki. W tym czasie Korgoth i Guri ruszyli w las. Dzięki wyostrzonym zmysłom [cholernie udane rzuty na Spot – w obu przypadkach poniżej 05!] wypatrzyli w tak ciężkich warunkach dwu piktyjskich wojowników. Guri zdjął swojego z łuku, a Korgoth odrąbał łeb drugiemu. Problem w tym, że Piktów było więcej. Dzicy okrążyli karawanę i zaczęli ją ponownie ostrzeliwać. Aegea i Zhuge zajęli się opatrywaniem rannych, a Gerardo ze swym wiernym Umbą wpadli do lasu. Rycerz wiedząc, że ma małe szanse wypatrzenia wroga, zaczął robić jak największy hałas. Bić mieczem w tarczę, ryczeć sprośne piosenki zawołanie rodowe. Keshanin przyłączyć się wyjąc i bijąc maczugą po pniach drzew. A Guri i Korgoth obeszli karawanę z drugiej strony i czekali na efekt.  Chwilę potem usłyszeli biegnących Piktów. Efekt – dwu kolejnych dzikusów zginęło. Ilu przeżyło? Nie wiadomo, ale zasadzkę zlikwidowano.

Nieco po zmierzchu karawana dotarła do Andagi, gdzie została przyjęta niezwykle gościnnie. Gort wylewnie podziękował za uwolnienie swoich pobratymców. A burza wciąż trwała. Nie było mowy o wyjeździe, toteż BG ze swoimi ludźmi zostali do czasu aż pogoda się uspokoi. Kolejne dwa dni.

Burza w końcu minęła, ale nie powróciły upały. Przez kolejne kilka dni puszczę i równiny spowijała gęsta, mleczna mgła. To dzięki niej (i tuzinowi myśliwych przydzielonych przez Gorta w podzięce do karawany) wyprawa dotarła do Wieży Zemsty. Po drodze przez las małpolud zwany czakanem rzucił głazem w bohaterów, raniąc Korgotha, lecz skończył marnie postrzelony przez Guriego z łuku i rozrąbany na pół akbitańskim dwuręczniakiem Cymmeryjczyka. Podczas podróży przez równiny słychać były ryki tyranozaurów, a raz nawet tętent ich potężnych nóg, ale dzięki mgle udało się uniknąć walki. Przestraszonych osadników herosi przekonywali, że to stado bawołów :).

Przerażające ryki tyranozaurów. Osadnicy, nie znając tych bestii, niepokoją się. Karawana jedzie w pobliżu Rzeki Gromu.

Osadnik [MG]: Panie, te straszne ryki… Co to za bestia?

Korgoth: Eeeee, to bawół.

Osadnik: A ten tętent?

Korgoth: Bo to stado bawołów!

[tętent się zbliża, słychać, że to jedna bestia biegnie z nogi na nogę, ziemia się trzęsie]

Osadnik: Stado? Tak równo biegnie?

Aegea: Bo one maszerują.

Korgoth: A ryk, bo bawół chciał się z rzeki napić wody. Wir był i mu łeb ukręcił. Z rzeką nie ma żartów!

Na miejscu budowy okazało się, że robotnicy i taurańscy osadnicy nie próżnowali. Postawiono fundamenty i kamienny parter. Wznoszono właśnie rusztowania do budowy pięter oraz kończono prace w piwnicach. W czasie, kiedy bohaterów nie było, miało miejsce wydarzeń. M.in. myśliwi znaleźli nad malowniczym potokiem wielką, miedzianą harfę, którą ozdabiały wizerunki ludzi o koźlich nogach (argosańscy faunowie?) Harfę, jako podejrzaną i ani chybi przeklętą, schowano w piwnicy, choć niektórzy z nowych osadników (a było tam kilku muzyków) wyraźnie oponowało. Korgoth był nawet zwolennikiem wyrzucenia jej do Rzeki Gromu.

Karawana dociera do Wieży Zemsty. Już widać palisadę obrońców.

Korgoth [do osadników]: Jesteśmy na miejscu! Witajcie w raju!

Nieznany wartownik z palisady [MG]: Kto jedzie! Już mówić, bo zapierdolę bełtem z kuszy!

Gerardo i Korgoth uśmiechają się z aprobatą.

Gerardo: Pochwalić! Pochwalić!

Po dniu odpoczynku bohaterowie ruszyli na drugą stronę Rzeki. Na sprawnie zbitej przez cieśli tratwie przepłynęli na drugi brzeg i skierowali się w stronę wielkiej osady Piktów, o której wiedzieli od czasu zimowej kampanii przeciw dzikusom. Dwa dni zajęło im przejście 20 kilometrów przez pierwotny matecznik. Raz po raz unikali piktyjskich patroli i partii. Im bliżej byli celu, tym głośniejsze stawały się bębny. Mówiły o kolejnych plemionach ze szczepów Niedźwiedzia i Mangusty, które przybywały pod Kesavi (bo tak zwała się osada Piktów). Nocą herosi musieli zlikwidować dwu zwiadowców kilkusetosobowej bandy wojowników i umknąć w las.\

Wreszcie dotarli pod Kesavi. Osada była naprawdę wielka, prawdopodobnie mieściła dwa do trzech tysięcy mieszkańców. Otaczała ją palisada i zasieki ze splątanych, kolczastych krzewów. Palisadę tworzyły zasadzone blisko siebie drzewa. Choć pojedynczy człowiek mógłby się tamtędy przecisnąć, t,  dla atakującej armii było to równa przeszkoda co kamienny mur. Na terenie wioski gęsto rosły starożytne dęby i buki, a ich korony łączyły się ze sobą wysoko ponad głowami. Chaty o ścianach z wikliny i gałęzi i dachach krytych trawą i darnią były dość duży, najczęściej okrągłe, czasem długie na kilkanaście metrów. Na północny zachód od Kesavi rozłożyły swe obozowisko plemiona Mangust (póki co 5 – ok. 500 wojowników), na północny wschód ponad 10 plemion Niedźwiedzi (ponad tysiąc wojowników), w samej wiosce mogło się znajdować blisko 1000 wojów. A bębny wciąż nawoływały kolejnych wojowników.

Bohaterowie przez dłuższy czas obserwowali osadę, zbierając informacje. Niestety nie udało im się wypatrzeć Flavii czy innych z „białych wiedźm”. Wreszcie pod wieczór pochwycili samotnego myśliwego. Szczęśliwie okazał się to jeden ze znaczniejszych wojowników (po raz kolejny szczęście w kostkach było po stronie graczy, trzy rzuty na 10 %, czy Pikt wie to, o co go „pytają”, trzy razy test udany). Tortury początkowo znosił dzielnie, ale kreatywne wykorzystanie wielkich, mięsożernych mrówek sprawiło, że Pikt, choć bliski śmierci i okaleczony, powiedział to, co wiedział:

– Flavia przebywa daleko stad, albo w Kaumudi (jakieś 10 dni drogi na północ), albo w Urthayi (ok. 20 dni drogi), albo wciąż na ziemiach szczepu Węża;

– W ciągu kolejnych 30 dni przybędą następne plemiona Mangust oraz kontyngenty ze szczepów Orła i Węża, łącznie będzie 4-10 tysięcy wojowników;

– Inwazja planowana jest w połowie jesieni, czyli za jakieś 40-50 dni;

– Flavia chce dotrzeć pod kurhan Thayendanegi, ale dlaczego, tego jeniec nie wiedział.

Po tym wszystkim bohaterowie wrócili nad Rzekę Gromu.

Ps.

1. Jutro na blog wrzucam grafikę Wieży Zemsty, autorstwa Jara (znaczy się Madzi, Jaro zatwierdzał :)).

Reklamy

komentarzy 6

  1. Scenka była piękna 🙂 KostkoBóg był po naszej stronie na tej sesji

  2. O tak. Wyszło dynamicznie i howardowsko. Biedny czakan.

  3. Bohaterowie oczywiście opatrzyli biednego Pikta i wypuścili go do swoich co? 🙂

  4. O taak! W końcu są humanitarni. Ja tylko tak przypomnę, że podczas zimowej kampanii wyrżnęli całą osadę, bez względu na wiek czy płeć. Cóż, Piktowie dla nich to nie ludzie.

  5. Ależ Tomaszu mylisz się bardzo. Dla nas to też ludzie, tyle że mali, pokraczni, czarni, nieinteligentni, grubiańscy, źli, mroczni, dzicy, śmierdzący, barbarzyńscy, bestialscy, brutalni, gwałtowni, nieludzcy, okrutni, zwierzęcy, agresywni, gwałtowni, niecywilizowani, nieobyci, nieśmiali, nieufni, niewyrobieni towarzysko, wstydliwi, niedostępni, pierwotni, prymitywni, grubiańscy itd… 🙂

    TSAR: oczywiście, że go wypuściliśmy wolno, tylko głupek nie chciał iść, a my go nie odprowadziliśmy, bo nie za bardzo wierzymy w ich humanitarność. a skoro nie poszedł to go pewnie mrówki w końcu oblazły, ale tego to już nie wiemy, bo odeszliśmy. Chłopak jakiś taki speszony był, chyba go onieśmielaliśmy.

  6. […] że jakaś złowroga magia omamiła umysły Aquilończyków. Podejrzenie dość szybko padło na tajemniczą harfę z miedzi, którą miejscowi odnaleźli jakieś 20 dni wcześniej. Ostateczna decyzja, by zniszczyć harfę zapadła, gdy okazało się następnego dnia, iż Oloric, […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s