Conan BRP – preludium I

Księżyc na chwilę wyjrzał zza chmur oświetlając puszczę, która nocą rozbrzmiewała tysiącami krzyków, pisków, skrzeków czy wrzasków. W oddali słychać było monotonne dudnienie plemiennych bębnów. Wojownik ponownie skrył się wśród splątanych krzewów, czekając aż srebrny dysk zasłonią czarne, burzowe chmury. Jego gibkie, miedzianoskóre ciało lśniło od potu. Od wielu godzin był w podróży, przebył Wzgórza Pojednania, ominął Kesavi. Wreszcie przepłynął gniewną Rzekę Gromu. Czas naglił. Dziwny zew przywoływał go od kilku dni.

Puszcza ponownie utonęła w ciemnościach. Ponad drzewami poniósł się nieludzki, opętańczy śmiech, który chwilę później zagłuszyła feeria ryków i kwików, osiągając crescendo w przenikliwym pisku. Wojownik nie zważał na to. Był dzieckiem nocy. Wychynął z zarośli, rozejrzał się uważnie i ruszył przed siebie. Z kocią zwinnością omijał wykroty i wiatrołomy, przemykał głębokimi jarami. Bliższy był zwierzęcym drapieżnikom niźli ludziom, do sadyb których się zbliżał.

Wreszcie stanął na krawędzi lasu. Setki pniaków straszących niezabliźnionym drewnem wyznaczało granicę, do której dotarli osadnicy. Dniem i nocą aż za rzekę niósł się huk siekier, ludzkie krzyki, szczęk młotów obrabiających wielkie kamienie. Wojownik drgnął. Uniósł głowę i zmrużył oczy. Na tle ciemnego nieba z trudem wypatrzył czarną bryłę nienawistnej wieży. Delikatny dźwięk, z trudem przebijający się przez odgłosy puszczy, dotarł do jego uszu. Miękkie, lecz dźwięczne tony harfy.

***

Groteskowe sylwetki nagich szamanek wiły się w bluźnierczym, perwersyjnym tańcu. Ich ciemne ciała połyskiwały w półmroku z lekka rozświetlanym jeno przez żarzące się węgle w ognisku. Śpiew wzmógł się, kiedy w klatce z  lekkich, lecz mocnych pnączy najsilniejsi wojownicy wnieśli kilka obdartych z szat ofiar. Młode Aquilonki o białej skórze i szarych oczach, krzepkie, lecz zgrabne Gunderki, delikatne Poitainki o atłasowej, smagłej skórze, wysoka i mocna jak stal Cymmeryjka – wszystkie drżały przerażone,  . Niewolnice kupione od zingarańskich handlarzy, którzy nie bali się przekroczyć Gór Potaińskich i handlować z plemionami.  Sprzedane przez aquilońskich renegatów, zdrajców wchodących w konszachty z dzikusami. Porwane na pograniczu z ufortyfikowanych wiosek.

Jedna z szamanek, biała niczym śnieg, o pełnych piersiach aquilońskiej piękności, przerwała swój wyuzdany taniec i, kołysząc biodrami, podeszła do zasuszonego szamana pokrytego wężowymi tatuażami. Uśmiechnęła się a krwawy blask płomieni zatańczył w jej oczach. Czarownik dał znak i pierwszej z dziewczyn poderżnięto gardło. Jej krew z sykiem padła na rozżarzone węgle. Z setek gardzieli zgromadzonych wokół wojowników wydobyło się wilcze wycie. Wróżba była pomyślna.

Dziesiątki dni drogi na wschód, za Rzeką Gromu w masywnych chatach z dębowych dyli spali ci, którzy szukali na pograniczu spokoju i bezpieczeństwa.

Reklamy

Komentarzy 7

  1. Korgoth! Jest Cymmeryjka do pomszczenia 😀

  2. O proszę! Uwielbiam te swoje tanie prowokacje:)

  3. Cymmeryjka, Gunderka, Aquilonka i…. Poitainka? Gerardo miał brata??? 🙂 Ech, Trzeba ruszyć, no nie ma wyjścia…! A człowiek chciał spokojnie osiąść…

  4. A gdzie Ty chcesz ruszać? Ich będzie kilka tysięcy. Przyjdą do Was. Możesz osiąść 🙂

  5. Jak to gdzie??? Zawsze chciałem zwiedzić Lemurie 🙂

  6. Ej… ale do piktów to chyba nie w tą stronę? 🙂

  7. głowa pełna marzeń \;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s