Conan BRP – preludium II

Maszerujące setki łuczników i oszczepników wyglądały z góry jak mrówcza armia, która nagle wyroiła się z kopca. Piesze kohorty najemnych drabów z aquilońskich nizin i centurie twardych łuczników z bagnistej Bossonii dziarsko podążały ubitym traktem, wijącym się między stuletnimi drzewami. Wilgotne powietrze cuchnęło pobliskimi moczarami. Jednak to nie smród gnijącej roślinności sprawiał, że potężny, skarogniady rumak wciąż parskał, wzdymał nozdrza i kładł po sobie uszy, łypiąc przerażonymi oczyma. Na jego grzbiecie siedział potężny rycerz w szkarłatnej, okraszonej kothyjskimi rytami, płytowej zbroi, którą wieńczył wielki hełm wyobrażający groteskowy pysk jednego ze zwierzęcych demonów rodem z shemickich wierzeń. Jeździec spoglądał na swoich żołnierzy, nie bacząc na fanaberie rumaka. Wreszcie ściągnął mocno cugle i powoli zjechał ze wzgórza. Towarzyszący mu, odziani w stal przyboczni podążyli za nim, dzierżąc w dłoniach mocne lance ozdobione proporcami, na których widniał labrys stylizowany na literę T.

***

Oloric , zasłuchany w wieczorną grę cykad, zanurzył pióro turańskiego jastrzębia w srebrnym kałamarzu i nachylił się nad białą kartą. Znaki kreślił z niebywałą wprawą. Niespełna kwadrans później równe wiersze eleganckich i schludnych liter zapełniły niemal połowę pergaminu. Starzec zamyślił się, wyraźnie starając się coś sobie przypomnieć. Zatopiony w kolejnym rozdziale spisywanego od lat fizjologusa nie zauważył, że ktoś po cichu wszedł do skromnego, pachnącego ziołami pokoju i dobył sztyletu. Młody mężczyzna stanął za plecami Nemedyjczyka i uderzył. Klinga, przemknąwszy obok twarzy medyka, wbiła się w blat stołu. Oloric zerwał się na równe nogi, ale szybko uspokoił się, słysząc cichy śmiech młodzieńca:

– Mój drogi nauczycielu, jedynie twa niezmierzona dobroć przewyższa ufność, którą darzysz ludzi.

– Wpędzisz mnie do grobu, Arasie! – Starzec ofuknął swego towarzysza, który rozradowany usiadł na zydlu. – Ufam i wierzę w ludzi, bo tak naucza Pan Niebios – Mitra. Tobie też nie zaszkodziłoby częściej postępować wedle jego nauk.

Aras zasępił się.

– Gdybyż tylko cny Oloriku świat był takim, jakim chcesz, by był. A tymczasem mój piekielny ojciec obraca w perzynę królestwo, krew zwykłych ludzi zrasza tę ziemię, a Koth i Ophir próbują rozszarpać na strzępy Aquilonię… Powinienem…

– Nic nie powinieneś – przerwał Oloric. – Jeśli tylko wrócisz do Tarantii, siepacze ojca osadzą cię w lochu, a tam jeden z jego uczonych katów wydrze z ciebie życie. Musisz czekać.

– Czekać! Na Mitrę Wszechmocnego! Czekać! Czy jest coś gorszego niż siedzieć z założonymi rękoma?!

Oloric spoglądał w milczeniu na swego ucznia. Wreszcie odezwał się.

– Tak. Zginąć.

Żaden z nich nie dostrzegł w spowijających zabudowania Fortu Athacastrum ciemnościach gibkiego cienia, który przysłuchiwał się rozmowie.

Reklamy

Komentarze 2

  1. Very interesting and engaging.

  2. A tak z ciekawości, dlaczego po angielsku?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s