Conan BRP odc. 31 – mężni idą do Walhalli

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Thorr  (Grzegorz) – aesirski kolos z wielką pawężą i obitą stalą wekierą (a od pewnego czasu nawet dwiema). Z klanu zapewne wygnany za marudzenie:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Minęła noc. Bohaterowie osiodłali konie i ponownie wyruszyli na szlak. Udało im się ominąć żołnierzy barona Torh, teraz pozostało wjechać za Lordar na trakt i do wieczora dojechać do Fortu Athacastrum. Nie mogli podróżować forsownie, bo Aegea wciąż nie mogła dosiąść konia, a chodziła jedynie, podpierając się wyciosanym na szybko kosturem. Mimo to w pół dnia udało im się przejechać ok. 20 km i dotrzeć do lasu rozdzielającego fort od Lordar. Przemierzając traktem puszczę usłyszeli podniesione krzyki mężczyzn oraz niewieści i dziecięcy płacz. Ledwie 200 metrów od traktu grupa najemników z Wolnej Kompanii Teodoryka łupiła napotkanych osadników. Ci co prawda próbowali stawiać opór, lecz co mogą zrobić zbrojni w oszczepy i łuki cywile przeciw opancerzonym wojom? Kilku mężczyzn zastawiało drogę do osadniczego wozu, na którym kuliły się ich rodziny. Szóstka odzianych w ciężkie, folgowe zbroje legionistów z Argos i dwu kawalerzystów w zbrojach łuskowych wydzierało się na osadników, żądając w imieniu gubernatora Arrigusa Barrabusa złota. Wszak gubernator szykuje się do wojny, więc każdy musi podatki zapłacić.

Najemnicy do herosów: Rzucić broń!

Korgoth: Nie mogę. Tata nie pozwala.

Mówiąc w skrócie herosi stali się świadkami grabieży w imieniu prawa. Niewiele myśląc rozdzielili się. Gerardo z Umbą mieli konno podjechać do przeciwników, ściągając ich uwagę na siebie. W tym czasie Guri i Aegea mieli go z tyłu osłaniać z broni strzeleckiej, a Korgoth i Thorr w ciszy przemknąć między drzewami i zaatakować z obu flanek. Plan nienajgorszy, ale przecież bohaterowie mieli za sobą tygodnie ciągłych walk, starć, przygód i większość z nich była ranna (główni wojownicy po 60-80 % Wytrzymałości, Guri zdaje się około 50 %, jedynie Aegea i Zhuge Liang byli zdrowi). Gerardo zagaił rozmowę, żądając od najemników wyjaśnień. Ich przywódca, rosły, brodaty kawalerzysta ostro się postawił. Poitaińczyk miał odjechać i dzięki temu uchronić się od kłopotów. Zaczęło się od słów, skończyło na tym, że Gerardo mocniej chwycił podaną przez Umbę lancę, a wrogi dowódca kazał swoim zabić „tego głupca”. W kierunku rycerza poleciało 6 oszczepów, mocnych o wąskich grotach ze stalowych prętów. Dwa z nich trafiły, w dodatku niezwykle pechowo dla Poitaińczyka raziły w słabe punkty zbroję, powalając rycerza na ziemię. Gerardo stracił przytomność i ledwie sekundy dzieliły go od wykrwawienia się. Zhuge dopadł rycerza i zaczął go opatrywać. Guri i Aega wystrzelili, raniąc dwu kawalerzystów, w tym ciężko dowódcę najemników, który zleciał na ziemię, obficie krwawiąc. Thorr i Korgoth wypadli z krzaków i natarli na zaskoczonego wroga. Aesir pechowo (rzut na trafienie 00 J) wyłożył się na podmokłej ziemi i zebrał serię ciosów, ale Cymmeryjczyk zaczął sprawnie wycinać przeciwników. Osadnicy włączyli się wkrótce do walki, więcej przy tym szkód robiąc niż niosąc pożytku. Aegea i Guri odstrzelali sprawnie kolejnych przeciwników, a Korgoth potężnymi zamachowymi cięciami rozrąbywał wrogów na kawały. Thorr choć oberwał, zdołał się podnieść i wspomóc przyjaciół. Po niespełna minutowej walce wszyscy najemnicy leżeli martwi na ziemi (rannych Korgoth dorżnął, a potem wszystkich oskalpował). Trupy ograbiono z pancerzy, złota i broni a potem nagie powieszono do góry nogami na drzewach z wyrytymi na torsach napisami: „Parałem się grabieżą” (czy coś w ten deseń). To już był jasny sygnał dla innych i wybór ze strony herosów. Od tej pory nie mogło być mowy o pokoju z najemnikami Teodoryka. Czyn BG, którego świadkiem byli uratowani osadnicy, z pewnością przyniósł im więcej sławy, ale jak się okazało również kłopotów.

MG: Pędzicie w kierunku zagajnika. Wy konno, Korgoth pieszo. Niemal docieracie do celu. Korgoth zdyszany.

Gerardo: Będziesz miał przydomek.

Korgoth: Morda w kubeł!

Chwilę później

Aegea: Korgocie Zdyszany, poczekaj!

Pech (kolejny!) chciał, że niedługo później, po wyjechaniu z lasu, ledwie 10 km od Estralus herosi dostrzegli przed sobą tuman kurzu. Było co prawda słonecznie, ale dość chłodno, powietrze było nieruchome, toteż to musiała być nie byle jaka grupa. Bohaterowie przezornie zjechali z traktu i ruszyli do odległego o kilkaset metrów zagajnika. Nadjeżdżający zdążyli jednak dostrzec herosów. Od liczącej kilkudziesięciu wojowników grupy odłączyło się sześciu jeźdźców i pogalopowało w stronę BG. Tak, to byli najemnicy Teodoryka. Prawdopodobnie macierzysty oddział nieszczęśników wyrżniętych w pień przez naszych bohaterów. Ci pewnie by uciekli, jednak jedynie Guri (wiozący na swym rumaku Aegeę) oraz Gerardo potrafili dobrze jeździć konno. Skończyło się na tym, że koń Korgotha zatrzymał się jak wryty. Cymmeryjczyk zsiadł i pogonił bydlę, klnąc i straszliwie zarzekając się, że więcej na grzbiet takiej parszywej istoty nie wsiądzie. Zhuge, Thorr i Umba także nie potrafili opanować swoich rumaków. Najemni jeźdźcy dopadli ich i zaczęli wokół krążyć. Zażądali od BG, by ci się poddali, o czym rzecz jasna nie mogło być mowy. Już mieli zaatakować, gdy posłana przez Guriego z ponad dwustu metrów strzała zabiła jednego z nich. Pozostała przy życiu piątka rzuciła się do ucieczki, a jeden z jeźdźców dobył dziwnego instrumentu, rodzaj czuryngi zrobionego z dwu wydrążonych kawałków drewna  i zaczął nim kręcić na długim sznurku. W powietrzu poniosło się modulowane, głuchy ryk lub wycie. Znak dla pozostałych! To już nie były żarty. Bohaterowie rozdzielili się i spróbowali ucieczki na własną rękę. Część (Guri, Aegea, Gerardo, Zhuge, Thorr) uciekali konno, Korgoth i Umba zaczęli kluczyć pieszo, licząc, że w ten sposób ukryją się przed pościgiem. Większości udało się uciec.

Po śmierci Thorra, Grzesiek do końca sesji gra Umbą (solidnie opancerzonym przez swego pana).

Grzesiek: Ma słabe cechy.

Jaro: Pomyśl inaczej. Masz zbroję łuskową na starcie.

Zhuge próbował ukryć się przed wrogiem. Zszedł z wierzchowca i pognał go dalej. Najemnicy nie dali się jednak zmylić. Dojechali do Khitajczyka i… potężna fala powietrza rzuciła nimi na kilkadziesiąt metrów niczym szmacianymi lalkami. Przeklęta magia zakończyła nędzne żywoty wojowników.

Również Thorrowi nie udała się ucieczka. Osaczony przez przeciwników zszedł z konie i stanął do nierównej walki. Najemnicy wezwali go do poddania się, lecz Thorr wciąż pamiętał długie 10 at spędzonych jako niewolnik na galerze. Wolał umrzeć. Dobył dwu wekier i zaatakował. Dość szybko ubito mu wierzchowca, ale i on oddawał ciosy. Po chwili trzech z pięciu wrogów było spieszonych. Sam jednak broczył z kilku ran. Wreszcie kolejny cios szerokim mieczem wydarł z niego resztki życia. Szlachetny i mężny Aesir zatoczył się i upadł, a jego dusza odeszła do Walhalli, gdzie po wieki będzie pić z Ymirem i jego wojami syty miód.

Do późnego wieczoru pozostali bohaterowie odnaleźli się w Estralus. Korgoth przy okazji odwiedził swą ukochaną Honorię, córkę najbogatszego mieszkańca osady i obdarował ją piękną suknią, którą zrabował zimą wiedźmom piktyjskim. Można rzec, że relacje z Aquilonką od razu pogalopowały naprzód (świetny rzut na Perswazję). Rankiem kilku najemników podjechało do wrót Estralus. Jeden z nich rzucił coś przed palisadę. To była głowa Thorra. Gdy bohaterowie wyszli przed wioskę zobaczyli okaleczone zwłoki kompana przywiązane do wbitego wcześniej pala. Ludzie Teodoryka dawali znak, co czeka tych, którzy wejdą im w drogę.

W południe, zostawiwszy za sobą stos pogrzebowy Aesira, herosi wreszcie dotarli do Fortu Athacastrum. Oloric przyjął ich chętnie i od razu zabrał się za tłumaczenie zdobytego w Griset meldunku szpiega Flavii. Arasa nie było, okazało się, że młody arystokrata zmężniał i od pewnego czasu towarzyszy żołnierzom na patrolach. Wrócił dopiero wieczorem. Aegea zdecydowała się zostać z Olorikiem, a pozostali bohaterowie udali się do kantyny, gdzie rozpoczęli wielką pijatykę z aquilońskimi wojakami. Pełnymi garściami złota płacili za trunki, żarcie i dziwki z pobliskiego burdelu.

Aegea zawsze była osobą podejrzliwą i spostrzegawczą. Pod wieczór dostrzegła, że przed chatą Olorica kręci się atrakcyjna prostytutka. Bogaty, shemicki lub stygijski makijaż nie krył faktu, że jest niezwykle młoda. Nie to jednak wzbudziło podejrzenia Argosanki. Prócz dziewczyny dostrzegła także jednego z żołnierzy. Oboje wydawali się niespokojni, mało tego kontaktowali się ze sobą. Późnym wieczorem Aegea zobaczyła, jak żołnierz coś wręcza dziewczynie, a ta wraca do swoich kwater. W tym samym czasie powrócił Aras. Dziewczyna okazała się być jego kochanką. Kiedy już w kantynie skończyła się pijatyka a herosi nabici poitaińskim i miejscowym winem wrócili do kwatery Olorica, Aegea udała się na przeszpiegi. Coś wyraźnie jej nie pasowało w dziwce. Widząc, że ta znadto szykuje się na spotkanie z Arasem, pobudziła kompanów, którzy ruszyli pod okna komnaty Arasa. Ukradkiem obserwowali, jak szczupła, delikatna flama o drobnych piersiach i naszminkowanych sutkach tuli się do Arasa. Tą samą szminką miała pociągnięte usta. Korgoth dostrzegł w jej szatach rzuconych na podłogę niewielki flakonik zawieszony na łańcuszku, w tej chwili już pusty. Guri zaś przypomniał sobie, że w na dworze w Turanie zawodowe zabójczynie często smarowały usta i piersi trucizną, by podczas upojnej nocy mężczyzna, którego obrały za cel, sam sobie zadał śmierć. BG skoczyli w tym samym momencie, gdy Aras zbliżył swe usta do warg ponętnej dziewczyny! Uratowali go w ostatniej chwili.

Podczas pospiesznej narady u Olorica BG zaproponowali Arasowi, by ruszył z nimi. Wszystko wskazywało na to, że jego żądny krwi ojciec – uzurpator Arpello wytropił go. Nie mógł tu zostać. Oloric zdecydował się towarzyszyć swemu przyjacielowi. Pozostała jeszcze kwestia, co zrobić z pochwyconą dziwką i żołnierzem (którego herosi także złapali i ogłuszyli). Ekipa wzięła wóz, który wcześniej należał do Arasa i zapakowali tam więźniów. O świcie opuścili fort i udali się do lasu, gdzie jesienią ukryli broń – miecze, kilkanaście kusz, bełty. Zapakowali to na wóz, a więźniów przesłuchali. Korgoth złapał szczura, położył na brzuchu dziewczyny i przykrył miedzianym garnkiem, a potem zaczął go podgrzewać. Szczur zaczął wgryzać się w ciało dziwki, która błyskawicznie pękła i powiedziała wszystko, co wie. Żołnierz opierał się nieco dłużej, ale w końcu został złamany. Okazało się, że to on opłacił dziewczynę i dał jej truciznę. Tę z kolei otrzymał od zawodowego zabójcy, prawdopodobnie Tarantyjczyka, który zapłacił mu sowicie za zabicie Arasa. Zabójca był prawdziwym profesjonalista. Pojawiał się tylko nocą, z zakrytą twarzą, nieziemsko sprawny i zwinny.

Po wszystkim Korgoth zabił żołnierza, a Aras poderżnął gardło niewiernej kochance. A szczur? A szczur dostał imię Pimpuszek i stał się przyjacielem Korgotha. Ten inteligentny i sympatyczny zwierzęcy psychopata co chwilę podbiega do miedzianego garnka, drapie weń i patrzy z nadzieją na Cymmeryjczyka. Teraz pozostało powrócić do Oriskonie. Nie było mowy o podróży wozem po trakcie. Najemnicy Teodoryka, żołdacy barona Torh – wszyscy chcieli dopaść herosów. Pozostała jedna droga. Bezdrożami wzdłuż rzeki Gromu, od Wieży Zemsty dzieliło ich jakieś 80 km, w tych warunkach mniej więcej 4 dni drogi. Nim wyruszyli Oloric oczytał im przetłumaczony meldunek szpiega:

„Czas nagli. Parszywcy obawiają się, iż wkrótce przybędzie tu przeklęty baron Torh. Im szybciej Pani przybędziesz, tym większy sukces odniesiesz, a wtedy daj znak a wrota fortu staną przed Tobą otworem. Obcy interesują się kurhanem. Śmieli zakłócić sen Twego sługi, który tylko czeka, aż znów przywołasz go do żywych. Tymczasem uderzaj na osady a zmusisz odzianych w stal wojowników do opuszczenia twierdzy. O ile Andaga jest broniona, a w pobliżu wciąż stoi Wieża Śmierci, to w Kusatrze nie ma zbyt wielu wojowników, a Wieża Niedźwiedzia nie jest dobrze obsadzona. Co prawda wódz Sonhatsi służy psom aquilońskim, lecz młodzi stanęliby po Twej stronie. Jeśli Wężowy Pan pozwoli, już wkrótce będziemy ucztować na ruinach fortu. Arcykapłan też na to liczy”.

Po wszystkim wóz z BG, Olorikiem i Arasem potoczył się przez kilka kilometrów traktem, by za Estralus z niego zjechać i skierować się ku Rzece Gromu. Po drodze spotkali kolejną grupę osadników (ok. 25 osób, 5 wozów) z leśnych prowincji Aquilonii. Chcieli osiąść tutaj, lecz najemnicy ich nękali, a gubernator żądał podatków. Nie było więc ich trudno przekonać, by razem z BG przebili się przez las do Wieży Zemsty. W ciągu następnych dwu dni kawalkada wozów prowadzona przez herosów nie napotkała (szczęśliwie) żadnych przygód. Raz znaleźli ślady myśliwych, prawdopodobnie osadników, być może nawet tych z Wieży Zemsty. Wreszcie przekroczyli granicę Conawagi z Oriskonie i wjechali w las. Również w puszczy nie napotkali, poza zwierzętami, żywego ducha. Czwartego dnia odkryli ok. 10 km od swej wieży kolejne ruiny. Otoczony częściowo kamiennym murem, a częściowo wysoką palisadą kompleks budynków mieszkalnych przypominających budowle ludów sąsiadujących z Aquilonią. Mogło w niej mieszkać ok. 100-150 osób. W pobliżu znajdował się niewielki cmentarz, na którym w ciągu 2-3 lat pochowano ok. 30 osób. Imiona sugerowały, iż osadę zamieszkiwali Ophirczycy. Prawdopodobnie nie wytrzymali naporu Piktów i ich licznych ataków i opuścili swoją osadę jakieś 15 lat temu.

Po wieczór czwartego dnia bohaterowie wreszcie powrócili do Wieży Zemsty.

 

Reklamy

Komentarzy 17

  1. Zabili Thorr’a:-( „Idź byc piktem gdzie indziej!” Boskie:-)

  2. Wcale Go nie zabili! On został wciągnięty w pętle czasoprzestrzenną i nadal ratuje słabszych….

    🙂 🙂 🙂
    A tak na poważnie „Morituri te salutant” !!!

  3. Ale ratuje słabszych już w innym uniwersum, więc żal, że w raportach go nie będzie…
    Na pocieszenie pozostaje zakup figurki Thorra.
    http://designyoutrust.com/2012/02/techno-viking-action-figure/

    Grzegorz, kim zastąpisz Thorra? Jest nowy pomysł na postać?

  4. Tomaszu, ja zestrzeliłem najemnika, który odjeżdżał od naszej grupy w kierunku tej większej. Miałem nadzieję, że reszta nie pozwoli odjechać pozostałym pięciu. Po ostatnich wydarzeniach, nauczyłem się nie strzelać do takich grup, jeśli ona wcześniej nie podejmie wrogich działań przeciw nam.
    Thorrowi niech będzie sława w polach Valhalli.

  5. E tam… Thorr wróci jeszcze, zobaczycie 😀 W Valhalli też mają ograniczoną cierpliwość na marudzenie ;D 😀

  6. Oj tam, oj tam! Przecież sam mówiłeś, że to rdza 🙂

  7. Kiedy kolejny raport? Sesja już była? Nowa postać już jest?

  8. […] a nie wielkiej inwazji. BG zdecydowali ewakuować osadę do położonych ok. 8 kilometrów dalej ruin ophirskiej osady. Tam też cywile (już 180 osadników zamieszkiwało tutaj) mieli w ukryciu przeczekać ataki […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s