Conan BRP odc. 33 – śmierć rycerza

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Gerardo Suarez (Jaro) – herbowa śmierć w tabardzie. Poitaiński, zubożały rycerz, posiadacz czarnoskórego niewolnika o imieniu Umba, potwornego nieudacznika z Keshanu.

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

Madzia przybyła na ostatnią 1/3 sesji (niestety ważne sprawy uniemożliwiły jej grę).

 

Początek sesji i od razu dyskusja na temat tego, co dalej należy robić. Konsensus jest szybki i dość przewidywalny – pochwycić szpiega Flavii, przeklętych Piktów i demonicznych sił, za którymi stoi Set. Wiadomo, że szpieg jest jednocześnie czarownikiem. Dowodzi tego fakt, że zdołał przejąć kontrolę nad jednym z żołnierzy garnizonu, który miał wystrzelić z łuku zaszyfrowany meldunek.

Rozpoczynamy od przyłączenia nowej postaci – medyk Hanno z Hyperborei. Z trudem dogaduje się z BG, bowiem aquilońskim praktycznie nie włada, ostatecznie jednak zostaje zaakceptowany w drużynie (po kilku scenkach w karczmie).

Bohaterowie rozpoczynają śledztwo. Początkowo idzie im jak po grudzie. Nic dziwnego. W zasadzie nie mają żadnego punktu zaczepienia. Domyślają się tylko, że najprawdopodobniej szpieg mieszka lub ma wolny wstęp do kluczowej części Fortu Griset, czyli stojącej na szczycie wzgórza fortecy zwanej po prostu Fortem (trzy kolejne osady tworzące Fort Griset to tzw. Miasto, Bazar i Tartak). Rozpytywanie po knajpach, w kantynie wojaków czy po prostu wśród mieszkańców nie bardzo ma rację bytu. Zbyt wielka szansa, że takie działanie ostrzeże szpiega, miast pomóc herosom w jego wykryciu. Z tego względu bohaterowie skupiają się na ochronie zalesionego terenu wokół Fortu (a nuż uda się znowu wykryć patrol piktyjski czekający na meldunek?) oraz obserwacji samej fortecy.

Wiedząc, że sami nie za bardzo sobie poradzą, zdecydowali się (po rozmowie z gubernatorem) spotkać z Adenagathem 0 vendhyańskim mędrcem i być może czarownikiem. Ten zdecydował się pomóc bohaterom (określił się jako wyznawca Asury, bóstwa będącego wrogiem Seta) i wręczył im niewielki, złoty bączek. Dziecinną zabawkę, która miała moc wykrywania magii. Zakręcony miał ruszyć w kierunku tego, który posługuje się magią Seta.

Otrzymany artefakt dość szybko okazał się przydatny. Złoty bąk zakręcił się i ruszył w stronę Fortu. Tak też uczynili bohaterowie. W połowie drogi między Miastem a Fortem Korgoth wyczuł (a nie spostrzegł, w końcu to barbarzyńca), że dziki zwierz zbliża się do Fortu. Cymmeryjczyk pognał naprzód i był świadkiem, jak wielki, koci kształt bez większego problemu pokonał palisadę Fortu. Korgoth wspiął się za nim, chcąc dopaść bestię, nim ta… zrobi to, co ma zamiar zrobić. Od początku wydawało się, że zwierz działa konkretnie, racjonalnie, jakby ktoś go przywołał i wydał rozkaz. Kolejne dziecko Jhebal Saga?

Barbarzyńca, będąc już w Forcie, dostrzegł, jak kot (a konkretnie smilodon) zeskoczył z palisady i pobiegł prosto w kierunku jedynego piętrowego budynku w fortecy – zbudowanych z grubych sosnowych bali koszar oficerskich (i zarazem biura gubernatora). Cymmeryjczyk wszczął alarm, to wystarczyło, by Fort się ożywił, a strażnicy zastawili drogę szablozębowi. Na próżno. Bestia rozszarpała na strzępy jednego z nich, a potem zwinnie wspięła się na piętro koszar. W tym czasie Korgoth szarżował już placem apelowym za kotem, a znajdujący się poza Fortem bohaterowie usłyszeli alarm i ruszyli na pomoc.

I w zasadzie dobiegli po czasie.

Cymmeryjczyk bowiem wdarł się do koszar, przebiegł po schodach i stanął przed drzwiami do pokojów gubernatora dokładnie w tej chwili, w której smilodon wypadł z jednego z pokojów i zaszarżował. Chciałbym rzec, że walka była długa i ciężka, lecz cholera nie mogę. Po raz kolejny bogowie losu nie były po stronie potworów. Korgoth trzema ciosami posłał szablozęba na łono Jhebal Saga, samemu nie będąc nawet ranionym. Cóż, co się odwlecze, to…

Korgoth oprawia truchło tygrysa.

Korgoth: Jaja tygrysa są dobre na potencję.

MG: Suszone?

Korgoth: Nie, memłane.

Gdy pozostali herosi przybyli do koszar, zastali Korgotha zdejmującego trofea z pokonanego tygrysa oraz lorda-gubernatora Glyca debatującego ze swoimi setnikami.

Okazało się, że poza nieszczęśnikiem, który zastąpił tygrysowi drogę na placu, zginął jeszcze setnik ciężkiej, gunderskiej piechoty, niejaki Gurn. Herosi udali się do jego pokoju (tegoż samego, do którego oknem dostała się bestia) i przeszukali go. Okazało się to nad wyraz dobrym posunięciem. Gurn najwidoczniej czegoś się bał, oczekiwał śmierci. Spał w kolczudze, miał przygotowaną na podorędziu broń: krótki miecz aquilońskich legionistów, topór na długim stylisku oraz napiętą, ciężką kuszę. Ponadto bohaterowie (Guri? Gerardo?) znaleźli ukryte zapiski pod materacem wojaka. Rycerz z Poitain rozszyfrował je jako modlitwy do Mitry. Gurn znany był pośród żołnierzy jako zawzięty i fanatyczny mitraista, który po wiele razy w tygodniu odwiedzał miejscową świątynię Mitry.

Tę samą świątynię odwiedzili herosi, tym bardziej, że po raz kolejny użyty złoty bączek przesunął się prosto w jej kierunku.

Chram Mitry był budowlą drewnianą, lecz wzorowaną na marmurowych świątyniach z Tarantii. Wysoki, o podwójnym, lekko spadzistym dachy i wejściu ocienionym arkadami strzelistych, wypolerowanych kolumn. Wewnątrz znajdował się czterometrowy posąg boga o brodatym, łagodnym obliczu. I nic więcej. Złoty bąk znowu się ożywił, wskazując poza Fort. BG wykoncypowali, że szpieg być może próbuje umknąć poza osadę. Nie chcąc mu na to pozwolić, ruszyli w pościg. Pędem. Na złamanie karku. Minęli bramę i zbiegli po zboczu, zanurzając się w zarośla lasu otaczającego Griset. Wciąż była noc, dwie godziny po północy. Ciemności lekko tylko rozpraszane przez światło rąbka księżyca.

To wystarczyło, by nie połamali kości, potykając się o wykroty czy wystające korzenie starożytnych drzew. Nie wystarczyło, by dostrzec zasadzkę. Ledwie pięciu piktyjskich wojowników ze szczepu Mangusty, ale nie byle jakich. Każdy z nich dzierżył po dwie bronie, czasem były to toporomaczugi, czasem zdobyczne miecze, niekiedy żelazne toporki, zapewne kupione od któregoś z kupców. Nim bohaterowie się zorientowali, Piktowie zasypali ich lawiną ciosów. Zaskoczony Gerardo dostał toporem w bark. Cios nieszczęśliwie ominął zbroję i wgryzł się w ciało rycerza. Rzucony oszczep dokończył dzieła. Poitaińczyk, który od wielu dni działał, będąc poważnie rannym (mechanicznie od 4 sesji Gerardo miał ciągle ok. 7 HP), zgiął się wpół i padł martwy. Umba, skowycząc z rozpaczy, stanął nad ciałem swego pana i zaczął rozdawać ciosy swoją maczugę.

Piktowie byli prawdziwymi weteranami. Ranili jeszcze Guriego, pocięli Umbę choć i Keshanin, w szale, ranił jednego z nich. Korgoth szczęśliwie nie dał się zaskoczyć. Zabił dwu swoich przeciwników. Pozostali padli w walce z innymi. Tylko jeden żywy dostał się do niewoli. Jego Korgoth zawlókł do Miasta i na oczach przebudzonych mieszkańców brutalnie zakatował.

Szpiega nie dopadli.

O świcie zapłonął stos Gerarda, mężnego rycerza z Poitain.

Jak łatwo się domyśleć herosi byli zdesperowani i żądni zemsty. Raz jeszcze użyli bączka. Ten zawirował, zakołysał się i zdecydowanie wskazał na świątynię Mitry. Ponownie.

Herosi odczekali, aż Jalanthusa – kapłana – nie będzie w budynku. Wtedy też weszli do środka. Nie trzeba było długo szukać. Guri lub Korgoth dostrzegli niewielki ślad zaschłej krwi, wydobywającej się spod posągu Mitry. Naparli na statuę, która z głośnym trzaskiem oderwała się od podłogi i odsłoniła zmiażdżone resztki… Jalanthusa.

Tak, czarownik na usługach Flavii podawał się za kapłana. Teraz pozostało przygotować zasadzkę. Aegea i Guri sprawdzili jeszcze znajdujące się z tyłu budynku komnaty Jalanthusa, odkrywając w piwnicy kilku niewolników oraz ślady po bluźnierczym rytuale. Zhuge rozpoznał, iż miał on na celu zdobycie energii magicznej poprzez uśmiercenie ofiar.

Herosi pieczołowicie opracowali plan zasadzki. Guri siedział na zewnątrz, wypatrując nadchodzącego „kapłana”. Pozostali czekali w środku. W miarę możliwości mieli wziąć żywcem czarownika. Aegea miała przygotowaną broń strzelecką. Korgoth mocniej ujął swój dwuręczny miecz z akbitańskiej stali.

Wreszcie Jalanthus nadszedł. I oczywiście się wszystko posypało. Guri go nie dostrzegł na czas, ale zaczął się zachowywać podejrzanie dla fałszywego Jalanthusa (krytyczny pech na „Hide”). Czarownik podszedł do Guriego, uśmiechnął się, poklepał go po ramieniu i… zapadła wokół niego ciemność. Herosi w świątyni nie mogli niczego dostrzec. Korgoth wypadł i uniesionym mieczem. Wtedy ciemności się rozwiały. Cymmeryjczyk mógł zaatakować. Problem w tym, że wróg zamienił Guriego w Jalanthusa, a siebie w Guriego. To wystarczyło, by barbarzyńca ciął swojego kompana. Hyrkańczyk cudem uniknął, wciąż wydzierając się do Cymmeryjczyka, że ten atakuje swojego. Czarownik w postaci Guriego to wykorzystał i kolejnym czarem poważnie zranił barbarczyńcę. Tyle dobrego, że herosi zdołali uwierzyć Guriemu (prawdziwemu) i zaatakować przeciwnika. Bełt Aegei poważnie ranił czarownika, a kolejne ciosy miecza Korgotha ostatecznie uśmierciły „Jalanthusa”. Gerardo został pomszczony, a szpieg Flavii ubity.

Kolejne 2-3 dni BG spędzili na zbieraniu najemników. Okazało się, że wynajęty jeszcze przez Gerarda dziesiętnik Gleukos zdołał za tysiące lun otrzymanych od herosów wynająć wcale niemałe siły: przeszło dwudziestu łuczników bossońskich, drugą dwudziestkę aquilońskiej piechoty oraz dziesiątkę doborowej ciężkiej piechoty gunderskiej, czyli legionistów. Całością sił dowodził setnik Publius Maximus, weteran walk na pograniczu, aquiloński oficer dowodzący gunderskimi piechurami (czyli nowa postać w drużynie herosów).

Co dalej z Umbą?

Korgoth: Może damy go do naszej armii? Dziesiętnik Umba.

MG: Daruj. On nie ma dobrych skilli, by dowodzić.

Publius: Jedynnik Umba.

Na sam koniec lord-gubernator Glyco nadał Korgothowi stopień setnika aquilońskiej armii i przydzielił mu pod opiekę „osieroconą” przez Gerarda Wieżę Zemsty.

Teraz pozostał już tylko powrót i przygotowania do nadchodzącej batalii z Piktami.

Reklamy

Komentarzy 5

  1. Na tej sesji byłem… no ale cóż…

  2. Patrz, a byłem pewien, że przyłączyłeś się na następnej sesji. Poprawione.

  3. Link fajny. Choć trochę dziwny… Niektóre zdjęcia lekko niepokojące…

    Mam wrażenie, Grzegorzu, że Hanno to postać bardzo różna od tych, które ostatnio grałeś (i które się na Smartfoxie pojawiły).

    • 🙂 co do postaci, masz rację, zobaczymy jak to wyjdzie, na 2 sesjach nie było źle…
      🙂 co do linku, chyba każdy znajdzie na nim coś dla siebie :P, w sumie przejrzałem chyba z 4 strony i wystarczyło (widzę tam kilka kandydatek na żonę dla Korgotha :P)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s