Conan BRP odc. 35 – zagłada osady

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

 Grunt to być przygotowanym do bitwy.

MG: Okay, ile masz zapisanych bełtów dla kuszników.

Korgoth (kartkując zapiski): Hmmmm, ogólnie to mam napisane „w chuj”.

Piktowie przekroczyli Rzekę Gromu jakieś 2-3 kilometry poniżej wodospadu, czego już BG zamknięci w wieży (lub osadzie jak Guri) nie mogli obserwować. Minęło kilka niespokojnych godzin i przytłumione dotąd dudnienie piktyjskich bębnów rozbrzmiało nagle wokół fortyfikacji aquilońskich. Żołnierze za palisadą jak i w samej wieży wyprostowali się, po raz kolejny poprawili rynsztunek, sprawdzili broń, założyli hełmy z ciężkiego żelaza. Bossońscy łucznicy zajęli pozycje za palisadą osłaniani przez ciężką piechotę z Gunderlandu. Aquilońska piechota została w wieży.

Dzicy otoczyli wieżę i stanęli na krawędzi lasu. Pojawiły się zastępy Mangust, Niedźwiedzi, Orłów i Węży. Masa plemiennej piechoty, tarczowników, włóczników, łuczników i procarzy. Wszyscy wymalowani w symbole szczepowe, o twarzach poprzecinanych różnobarwnymi wzorami, łbach ozdobionych kośćmi, piórami, niekiedy pokrytych czaszkami pokonanych zwierząt. Przynajmniej 10 tysięcy Piktów zaatakowało Oriskonie. Na ich czele stałą Flavia, a być może to, co od niemal roku mieszkało w jej ciele. Demon? Bóg? Sam Set?

W tej chwili co innego było ważne. Liczyło się, że naprzeciw setki Aquilończyków stanęły tysiące dzikich wojowników. Flavia dała znak do ataku i ponad dwie setki wojowników jednego z plemion Mangust rzuciło się z opętańczym wyciem do ataku. Piktowie biegli przez wysuszoną kilkunastoma dniami upałów łąkę. Od wieży dzieliło ich ok. 200 metrów. Zabrzmiały cięciwy w bossońskich łukach. Chmura strzał wyleciała zza palisady i powaliła kilkunastu wrogów. Zagrały kusze z najwyższego piętra wieży, dziesiątkując kolejne watahy krwiożerczych wojowników. Kilku kolejnych znalazło okrutną śmierć na dnie dołów z zaostrzonymi palikami. Ale wtedy kontrapunktem odezwały się piktyjskie łuki. Nie niosły tak daleko jak bossońskie cisowe, nie miały takiej siły przebicia, a i Mangusty nie równały się synom bossońskiego pogranicza, ale było ich dużo, dużo więcej. Strzały przyćmiły blask słońca i spadły na łuczników kryjących się za palisadą. Dzięki osłonie większość z nich nie trafiło, jednak kilku Bossończyków runęło martwych, kilku innych – rannych, zaniesiono do wieży. Korgoth wydał rozkaz ewakuacji ludzi z palisady, obawiając się, że Piktowie wystrzelają ich jak kaczki. Dzicy dotarli do palisady przekroczyli ją, rycząc triumfalnie, a wtedy odezwały się strzelnice w wieży. Bossończycy i kusznicy (w tym Aegea przy ciężkich arbalestach, które przebijały po dwu-trzech wrogów na raz) zbierali krwawe żniwo. Piktyjscy łucznicy niewiele mogli zrobić wrogom ukrytym za grubymi ścianami umocnień, a wojownicy nie bardzo mogli wedrzeć się na piętro, gdzie znajdowały się ciężkie, masywne drzwi do wieży. Po kwadransie ledwie kilkudziesięciu, przerażonych i zdemoralizowanych uciekło w stronę puszczy ściganych przez strzały i bełty. Po pierwszym szturmie na przedpolu, palisadzie i wokół wieży została ponad setka trupów.

Drugi szturm nastąpił po zapadnięciu zmroku. Sześć setek wojowników zaatakowało przy wtórze bębnów. Tym razem palisadę obsadzili zarówno Gunderzy w pancerzach łuskowych i folgowych wraz z ciężkimi, wielkimi tarczami (scutum) jak i Aquilończycy w kolczych hauberkach uzbrojeni w miecze i topory. Dowództwo nad nimi objęli obaj setnicy – Publiusz i Korgoth. Bossończycy stanęli w każdej ze strzelnic, a najwyższe piętro stało się prawdziwym gniazdem snajperów: dwa ciężkie arbalesty, kilka zwykłych kusz, kilku najlepszych łuczników, wszyscy dowodzeni przez Aegeę.

Pojawia się Flavia.

Publiusz: Może by ją tak zniknąć?

Korgoth: Choć tu. Spójrz za rzekę, na spaloną puszczę. To zrobił nasz niedorajda. Wiesz, co ona potrafi?

Aegea i jej łucznicy, by oświetlić przedpole, podpalili strzałami kilka ustawionych stogów siana. Podchodzący Piktowie objawili się obrońcom jak na dłoni. Nim zdołali dotrzeć do palisady, strzały i bełty rozbiły dwa większe oddziały piktyjskie. Wrogów jednak było zbyt wielu. Naparli na palisadę, ale wtedy stal Aquilończyków wręcz zmiotła pierwszy szereg. Do tego doszyły zrzucane w dół zbocza najeżone kolcami kłody („turlaki”) oraz jeden z wozów. Pierwsze dwa ataki odparto, a pod palisadą usypał się wał piktyjskich trupów. Trzeci atak jednak przebił się na drugą stronę. Zginęło kilku obrońców, setnicy wydali rozkaz do odwrotu. Piechota osłaniana przez legionistów gunderskich sprawnie cofnęła się do wieży. Szturm wciąż trwał. Piktowie próbowali dostać się do strzelnic po przyniesionych ostrzewiach, lecz łucznicy rozbijali każdy z ataków. Po pół godzinie pozostali przy życiu Piktowie cofnęli się do puszczy. Kolejna setka trupów ozdobiła miejsce bitwy.

Noc przeminęła spokojnie. Obrońcy po raz kolejny obsadzili wieżę, ale póki co szkieletową załogą. Reszta odsypiała męczący dzień. Bębny wciąż dudniły, lecz Piktowie nie wychylali nosa poza linię drzew. Wciąż było ciepło i sucho. Mimo iż od kilkunastu dni panowała kalendarzowa jesień, to pogoda wciąż była letnia.

Następny dzień rozpoczął się od generalnego szturmu Piktów. Dwie setki tarczowników (odzianych w prymitywne pancerze, dzierżących ciężkie, wiklinowe tarcze), sześć setek wojowników (część niosła faszyny, by zasypać doły i przebyć palisadę), dwie setki łuczników. Wszystko Mangusty. Flavii ani trzech pozostałych szczepów nie było widać, pewnie ruszyli w głąb prowincji, Mangustom zostawiając zdobycie Wieży Zemsty.

Korgoth na krótko przed atakiem wybrał kilku legionistów i skrył się z nimi PRZED palisadą, pod ciałami ubitych Piktów. Reszta miała czekać ukryta za palisadą, by uniknąć ostrzału wroga. Dzicy pewnym marszem przebyli równinę. Dwie, trzy grupy rozbili ostrzałem obrońcy. Dwie inne zdemoralizowała Aegea, odstrzeliwując arbalestami (bijącymi ciężkimi, półkilogramowymi bełtami) wypatrzonych wodzów plemion. Mimo to sześć setek stanęło pod palisadą. Na ten moment czekał Publiusz i Korgoth. Aquiloński setnik z ok. 30-40 piechociarzy dał odpór za palisadą, a Korgoth i jego ciężcy legioniści wyłonili się spod trupów za plecami napierających Piktów. Pierwsze szeregi zostały zanihilowane. Rozbite hordy rzuciły się w popłochu do ucieczki, dezorganizując oddziały za sobą. Obrońcy, wsparci przez łuczników i kuszników dobrze wykorzystali ten moment, potęgując chaos. Kilka kolejnych oddziałów zostało rozbitych.

Aegea po nocy naparza do zauważonych Piktów. Z ciężkiego arbalestu. Cięciwa dźwięczy, przerywając nocną ciszę.

Publiusz: Morda tam! Bo spać nie można!

Do tego momentu straty obrońców nie były duże, jednak przewaga liczebna zrobiła swoje. Kolejne minuty na palisadzie sprawiły, że poległo kilku piechurów, a i jeden czy dwu łuczników w wieży. Poza tym Piktowie fasszynami zdołali usypać swoistą rampę, po której przeszli przez palisadę. Po raz kolejny obrońcy wycofali się do wieży (ponosząc tym razem straty), a połowa wciąż aktywnych Piktów rozpoczęła szturmu. Wpierw dzikusy przeciągnęli jeden z dwu wciąż stojących wozów i ustawili go pod drzwiami. Roślejsi Piktowie weszli na niego i zaczęli rąbać drzwi. Obrońcy strzelali do kotłujących się Piktów, zrzucali kamienie, lali gorącą wodę. Wreszcie któryś z BG (chyba Aegea) podpaliła wóz, na którym stali Piktowie. To nie powstrzymało atakujących. Wykorzystali faszyny i usypali pod drzwiami stos. Po raz kolejny rozbrzmiały topory. Wreszcie drzwi padły. Legioniści zablokowali wejście swoimi tarczami, odpierając atak Piktów i czekając, czekając aż łucznicy wystrzelają atakujących.

Szturm trwał jeszcze pół godziny. Wreszcie obrońcy zdołali i go odeprzeć, ale nie bez strat. Do tego momentu zginęło już ok. 15 wojowników, drugie tyle przebywało w lazarecie. Piechociarze w większości byli mniej lub bardziej ranni. Mimo to zwycięstwo było olśniewające. Po trzech szturmach ponad trzy setki Piktów leżało i gniło wokół wieży i na przedpolu.

Do wieczora Piktowie porządkowali swoje szeregi, a obrońcy umacniali palisadę. Między innymi za pomocą przyniesionych faszyn oraz posiadanych lin i desek (rozebrali meble i część ścian w wieży) zbudowali swoisty parapet nad palisadą osłaniający obrońców przed ostrzałem z łuków. Zebrano też strzały, kamienie, uprzątnięta teren za palisadą, pozbywając się trupów (polecieli w dół do rzeki). Nie dało się tego zrobić z tymi za palisadą, toteż smród robił się coraz większy.

*

A co się działo w miejscu schronienia osadników, w jakie zamieniono ophirskie ruiny? Guri wraz z kilkoma czeladnikami oraz dziesiątką żołnierzy zrobił, co mógł, by przygotować wioskę do ataku. Wycięto część drzew i zarośli wokół muru i palisady, ale i tak od krawędzi lasu do osady było zaledwie 10-20 metrów. Wewnątrz wioski wybrano najsolidniejszą budowlę, wielki, kamienny zbór i ufortyfikowano go. Wewnątrz wykopano tunel prowadzący poza osadę. Miał być ostatnią drogą ucieczki, jakby się okazało, że szturmu Piktów nie da się odeprzeć. Rozdano też posiadaną broń. Jedną z nielicznych zalet obronnych osady była zwarta zabudowa, za sprawą której wioska bardziej przypominała fort lub faktorię. Budynki opierały się o siebie ścianami, dotykając zewnętrznego muru/palisady (ruiny w połowie otaczał kamienny mur, a w połowie palisada, teraz naprawiona przez osadników).

Nastroje były fatalne, a morale niskie. Jedynie żołnierze i osadnicy z Tauranu przygotowali się jakoś do walki. Pozostałych ogarnął strach. Guri próbował jakoś podnieść na duchów tych, których zamierzał bronić, lecz jego działania na niewiele się zdały. Nie miał zdolności krasomówczych.

O przekroczeniu przez Piktów rzeki obrońcy dowiedzieli się, gdy dostrzegli rozpalone na szczycie Wieży Zemsty ognie (sygnał opracowany przez Aegeę). Pierwszego dnia nic się nie wydarzyło. Było cicho, ciepło i spokojnie. Czasem tylko wiatr przynosił z nad Rzeki Gromu przytłumione odgłosy walki, kolejnego odpieranego szturmu przez żołnierzy Korgotha. Przez chwilę planowano ucieczkę, ale ostatecznie zdecydowano się bronić osady.

Pole bitwy

Następnego dnia wartownicy dostrzegli pierwszych wojowników piktyjskich. Niedługo potem nastąpił szturm. Dzicy ruszyli z rykiem do ataku. Biegiem przebyli te kilkanaście metrów dzielących ich od osady i wdarli się na palisadę. Kilku z nich padło z osadniczymi strzałami w piersi, ale wojownicy poczuli już krew. W osadzie wybuchła panika, której próbował zapobiec Guri. Krzyczał, wrzeszczał. Na próżno. Piktowie byli już w środku. Pozostało tylko drogo sprzedać życie. Hyrkańczyk dobył sejmitara i ściął nadbiegającego dzikusa, potem kolejnego. Udało mu się zebrać kilku żołnierzy i osadników wokół siebie, ale jednocześnie stał się świadkiem prawdziwej apokalipsy. Gdzieś na jego oczach jeden z dzikusów zabił ciosem maczugi krzyczącą Aquilonkę, a potem chwycił jej kilkuletnie dziecko na nogi i rozbił jego główkę o belki palisady. Gdzie indziej starszy wioski ubił siekierą szczerzącego zęby wojownika, a potem w jego ciało wbiło się kilka ozdobionych piórami oszczepów. Jeden z osadników szył z bossońskiego łuku do nadbiegających dzikusów. Zabił pierwszego, drugiego, trzeciego zranił, czwarty dopadł go i poderżnął gardło. Wycie, krzyki, wrzaski, charkot umierających. Dla Guriego brzmiało to jak koniec świata. Zorganizował jeszcze jakiś skromny szereg, ocalił kilku osadników, zdołał przekonać pozostałych, by schronili się w „cytadeli”, ale było już za późno. Piktów było zbyt wielu. Sam kilkukrotnie ranny wycofał się kilkoma żywymi do środka. Zapłonęły pierwsze budynki, pękła brama i stanął w niej wódz piktyjskiej hordy. Rosły dzikus spoglądający triumfalnie na masakrę, której był sprawcą. Tego było za wiele dla herosa. Podniósł leżący na ziemi piktyjski oszczep i rzucił. Drzewce zadrgało w piersi wodza, który osunął się martwy [Od MG: Jedna z fajniejszych scen. BG miał ledwie 15 % na umiejętności Missile, rzucił 01, trafienie krytyczne!]

Cytadela nie broniła się długo, mało kto zresztą do niej dotarł. Guri wprowadził do tunelu trzy ocalałe kobiety, dwu osadników i dwu żołnierzy. Wokół niego były już tylko trupy i pijani mordem Piktowie. Tunel, ciasny i pachnący mokrą ziemią, ciągnął się ok. 50 metrów poza palisadę, Guri, podążał ostatni. Gdy ocaleli dotarli do wyjścia, okazało się, że to nie dzień Mitry, lecz przeklętego Jhebal Saga! Pierwszy wychodzący zginął od toporów piktyjskich. Kolejni dwaj zginęli w tunelach.  Kobiety wyciągnięto żywe. Piktowie rechocząc, przystąpili do hańbienia ich. Guri wydostał się na zewnątrz z ostatnim żywmy żołnierzem. Co prawda udało im się ubić tych kilku Piktów, którzy obozowali tutaj, ale żadna z kobiet nie przeżyła. [Od MG: Było 25 szans, że Piktowie będą przy wyjściu tunelu i tym razem kości okazały się dla BG sukami]

Poraniony Guri wraz z jedynym ocalałym żołnierzem, przemykając między drzewami, kilka godzin później przedarli się przez linie Piktów oblegających wieżę. Pomógł im ulewny deszcze, który lunął godzinę po wyrżnięciu osady. Przyniesione wieści niezbyt dobrze wpłynęły na obrońców, ale nie pozostało nic innego niż bronić się dalej.

Nocą strażnicy w wieży zdołali jeszcze wypatrzeć grupkę ludzi, którzy ukradkiem, wzdłuż brzegu rzeki skradali się w stronę Wieży Zemsty. Była to piątka ocalałych z rzezi. Ostatni. Nikt więcej nie przyszedł.

Sesja zakończyła się tym, jak Korgoth opuścił nocą wieżę i pod osłoną ulewnego deszczu podkradł się do zagajnika, w którym obozowali Piktowie. Zamierzał porwać jednego z nich i przepytać.

Taktyczne plany setników, czyli jak wyciąć w pień grupę Piktów w pobliskim zagajniku.

Korgoth: Może zrobimy wycieczkę, otoczymy ich i znikniemy?

Publiusz: W deszczu?

Korgoth [radośnie]: No!

Publiusz: W ciemnościach?

Korgoth: No!

Publiusz: Ciężką piechotą?

Korgoth: No!

Utwór przygrywający do rzezi osady.

Advertisements

komentarzy 8

  1. Gęsto. Epicko.
    Tomek, robisz bardzo dobre opisy bitew i potyczek. Sycące.

    • Az chciałoby się film zobaczyć:-) Eh epickie bitwy w erpegie… Przełęcz Umdagara, Arnhem, Ardeny… Łezka wpomnień się kręci w oku:-)
      Foxowy Conan jest bardziej wciągający niż Battlestar:-)

  2. atomicturist… Pan reżyser dobry jest a i aktory niczego se :P:P
    😉

  3. Aktory są fpyte, choć bardziej pasują do „Złoto dla zuchwałych” niż „O jeden most za daleko” 😉

  4. A następna sesja wyjdzie jeszcze bardziej epicka. Będzie nawet ostatnia szarża 🙂

  5. Jeżeli to ostatnia szarża Flavii, to spox.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s