Conan BRP odc. 37 – śmierć Mangusty

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Mistrzyni kuszy i wałowego arbalestu.

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski i setnik aquilońskiej armii, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

 Ciężka sytuacja osobowa w garnizonie Wieży Zemsty. Przed atakiem Piktów.

Korgoth [dumnie]: Publiuszu, zbierz nasze wojska.

Publiusz [lekko, na luzie]: Okay, ustawcie się w dwuszeregu.

I tak upłynął dziesiąty dzień oblężenia. A potem jedenasty, dwunasty, trzynasty… Piktowie, choć rozbili szarżujące pajęczoludy, musieli zebrać solidne cięgi, skoro jedynie utrzymywali linię czat wokół Wieży Zemsty. Ta wieżą była już tylko z nazwy, dwa najwyższe piętra spalone, zostały po nich jedynie zwęglone bierwiona sterczące ponad resztką stołbu niczym place demona. Wokół leżało kilka setek rozkładających się ciał ubitych Piktów. Trwająca rzeź zebrała także solidne żniwo wśród obrońców. Zdolnych do walki zostało ledwie 50-60 żołnierzy.

Gunderski piechur i bossoński łucznik

Gunderski piechur i bossoński łucznik

Ulewny deszcze nawet na chwile nie słabł. Ziemia zmieniła się w grzęzawisko, Rzeka Gromu przybrała, czarnosine chmury zwartą powałą wisiały ponad głowami zwierających się w okrutnym boju wojowników. Po trzech dniach Mangusty po raz kolejny uderzyły.

                Wpierw przed linią lasu dzicy ustawili pal, do którego przywiązali nie kogo innego jak Umbę, wrzeszczącego i wzywającego pomocy. Biedny Keshanin widać wpadł w łapy wrogów podczas rzezi osady. Teraz na oczach bohaterów miał rozegrać się krwawy spektakl. Nim jednak Piktowie rozpoczęli tortury, Aegea i Guri wystrzelili, ich strzały wbiły się w pierś Umby. Ten wciąż żył, krew buchnęła mu z ust, ale czarny nie zamierzał odejść z tego świata. Wybałuszył oczy, jakby zdziwiony, że to jego towarzysze, przyjaciele próbują go zabić. Kolejna strzała Guriego skróciła jego męczarnie.

Po raz kolejny do ataku poszły wataha wojowników plemiennych, tarczowników, wspartych głównie przez procarzy. Dziesiątkowani w biegu przez weteranów bossońskich dotarli pod wieżę i rozbili się o resztkę falangi legionistów aquilońskich dowodzonych osobiście przez Publiusza i Korgotha. Choć na każdego Aquilończyka ginęło kilku dzikich, to po kilku chwilach zażartej walki jedynie herosi stali żywi przez wieżą. Jedynie trzech legionistów ocalało, a i to tylko dlatego, że ciężko ranni zostali w lazarecie (jedna z wielu zasług Rasmussona). Bohaterowie własną krwią opłacili możliwość ucieczki do wnętrza forteczki. Atakujący za nimi Piktowie wspięli się po zwałach trupów i otrzymali kilka salw od kuszników i łuczników. Obsadzający szczyt wieży strzelcy z arbalestami dowodzeni przez Aegeę jak mogli, powstrzymywali kolejne ataki. Kiedy legioniści oddawali życie pod wieżą, Argosanka dojrzała, iż od drugiego brzegu rzeki odrywają się canoe z piktyjskimi wojownikami. Strzelcy, Aegea i Guri zdołali kilka z łodzi rozstrzelać. Ciężkie, półkilogramowe bełty z arbalestów wręcz łamały na pół delikatne canoe. Mimo to przynajmniej setka wojowników przybiła do brzegu i rozpoczęła wspinaczkę po klifie. Guri i Aegea zeszli z wieży (po linie) i próbowali zrzucanymi kamieniami odeprzeć atak. Zajęci walką nie dostrzegli, że legioniści padli, a dzicy właśnie weszli im na tyły. Rzucili się w stronę pozostawionej linii, lecz Piktowie byli już przy nich. Aegea osłoniła poważnie rannego Guriego, ale sama zebrała niezłe cięgi. Obojgu udało się powrócić do wieży, głównie dzięki Bossończyków, którzy osłaniali ich z góry.

                Piktowie jeszcze kilkukrotnie wdzierali się do wieży przez rozbite drzwi, wspinali się po linach i ostrzewiach na górne piętro. Za każdym razem byli odpierani z ogromnymi stratami. Za każdym razem coraz mniejsza grupa obrońców stawała do walki. Wreszcie Aegea przeniosła na parter wieży jeden z arbalestów i zwyczajnie zaczęła rozstrzeliwać kolejne grupki wyjących wojowników. Po ponad godzinie walk Piktowie ustąpili.

                Przez noc obrońcy ja zwykle pozbierali strzały i cięższe pociski, naprawili drzwi, blokując je dodatkowo deskami. Rasmusson opatrywał rannych. W zasadzie tylko dzięki niemu aż tylu obrońców było zdatnych do walki. W miarę możliwości przygotowali się na kolejny atak, który musiał nastąpić. Piktyjskie bębnienie przetaczało się ponad puszczą gromem przypominającym nadchodzącą burzę.

Kolejny szturm.

Bodaj Rasmusson: A gdzie legioniści?

MG: Zostali zdziesiątkowani…

Korgoth [oburzony]: Co?! Zani-kurwa-hilowani! Fantasta pierdolony! Zdziesiątkowani!

                Nocą Piktowie ponowili szturm. Wojownicy opasali wieżę i przebili się przez drzwi. Ponownie polała się krew. W czasie, kiedy wojowie wypruwali sobie flaki, Zhuge Liang i szaman Mangust toczyli ze sobą pojedynek mocy. Tym razem to Kitajczyk był górą, wyczerpany zdołał ogłuszyć szaman kryjącego się pośród lasu. Słaniając się na nogach zszedł do kilku pochwyconych Piktów i wyssał z nich moc magiczną po to, by uratować wieżę. Zhuge wzniósł ręce i na oczach przerażonych obrońców wezwał bluźniercze siły. Tony piachu uderzyły w wieżę i oblegających ją Piktów. Rozpędzone drobinki ścierały ciało aż do kości, wypełniały płuca, kaleczyły i dusiły. Kiedy czar przestał działać, obrońcy ujrzeli uciekających w panice Piktów. Wieża była na wpół przysypana, jedynie jedno piętro wystawało ponad łachę żółtego piachu rozciągającą się na kilkadziesiąt metrów w każdą stronę.

0621-canoejumpWydawało się, że obie strony walczą ostatkiem sił. Kilkunastodniowe oblężenie zmieniło wielką armię szczepu Mangusty w nędzne resztki, choć i te nadal ogromne przeważały nad niedobitkami w wieży. Zakończył się miesiąc Dziewicy, nastał czas Skorpiona, koniec jesieni. Po prawie dziesięciu dniach ulewa ustała, słońce wyszło zza chmur, ukazując krajobraz rodem z koszmaru. Sterty wzdętych trupów, cuchnące, stratowane bagnisko miast trawiastych pól. I poczerniały ułomek Wieży Zemsty. Szaman Mangust uszykował swe wojska w jedną wielką hordę. Na skrzydłach ustawił kilkuset łuczników, którzy wreszcie mogli się przydać w bitwie. Rozpoczął się ostateczny szturm. Uderzenie, które miało zgnieść wszelki opór Aquilończyków. To, co niegdyś było Wieżą Zemsty, teraz stanowiło ledwie mały blokhauz, bunkier wystający ponad górę piachu.

                Ponurzy, zarośnięci, ranni weterani po raz kolejny chwycili poszczerbioną broń, napięli długie łuki, zatykając na cięciwach zdobyczne, piktyjskie strzały. Piechociarz twardo stanęli na dolnym piętrze, osłaniając się wzajemnie tarczami. Na górze cięciwy kusz, arbalestów i łuków grały jednostajną, świszczącą pieśń, skontrapunktowaną agonalnym wrzaskiem kolejnego dzikusa. Twardzi i krzepcy Gunderowie, mocni Bossończycy o ostrym spojrzeniu, szczuplejsi, ale równie mocni Aquilończycy, wszyscy stanęli jak jeden mur naprzeciw przerażającej dziczy nienawidzącej wszystkiego co cywilizowane.

                I dzicz uderzyła, naparła, wrzeszcząc, wyjąc, tnąc obsydianowymi mieczami, siekąc toporomieczami z polerowanego drewna, rąbiąc miedzianymi siekierami. Krótkie łuki wysyłały chmurami setki strzał, które upstrzyły znękane ściany wieży. Wśród setek plemiennych wojowników gnali okryci kościanymi napierśnikami elitarni topornicy, straż szaman, który pozostał pośród lasu z nieliczną strażą.

                Obrońcy jak zwykle dzikiej furii przeciwstawili zimną i nieustępliwą nienawiść. Jednak tym razem było ich zbyt mało. Piktowie przebili się w końcu do wieży, weszli przez drzwi jak i od góry. Ginęli, lecz i zabijali. Wydawało się, że teraz to tylko kwestia czasu, gdy nagle jeden z łuczników bossońskich dostrzegł grupki wojowników wyłaniających się z lasu.

                Jakąże zbieraniną było to wojsko: odziani w wyprawione skóry piktyjscy zwiadowcy ze szczepu Dzikiej Kaczki, osadnicy uzbrojeni w siekiery i włócznie o szerokich grotach, aquilońscy wojacy i bossońscy łucznicy. Wszystko, co zdołano zebrać na pograniczu i rzucić do walki. Zaskoczone Mangusty, wyczerpane i wykrwawione wielodniowymi walkami po prostu pękły i rzuciły się do ucieczki. Na próżno, większość z nich wyrżnięto podczas pościgu.

                Jakiś czas potem dowódca odsieczy, setnik Primus Secundus z Wieży Śmierci wraz z Gormem, starszym Andagi stanęli przed obrońcami wieży i złożyli im hołd. Oblężenie było zakończone.

                Primus w krótkich słowach wyjaśnił, co się wydarzyło. Otóż Mangusty utknęły pod Wieżą Zemsty, lecz reszta szczepów przeszła jak burza przez Oriskonie, główne siły w kilka dni dotarły do Fortu Griset i opasały fortecę. Niemal ośmioma tysiącami Piktów dowodziła sama Flavia. Inne bandy i plemiona uderzyły na osady pograniczne. Andaga padła po dwu dniu walk, przeżyła jednak połowa mieszkańców, których wyprowadził Gorm. Większość samotnych domów i gospodarstw została spalona, ale wieże ocalały. Pod Wieżą Niedźwiedzia (swego czasu wzmocnioną przez gubernatora dzięki prośbom bohaterów) doszło do bitwy, w której rozbito hordę dzikusów. Wokół Griset też już nie było Piktów, bowiem wojska barona Torh wdarły się do Oriskonie tylko po to, by nadziać się na hordy Flavii przy Griset. Doszło do wielkiej bitwy, w której obie wraże siły wykrwawiły się. Torh wycofał się do Conawagi, a Flavia odstąpiła od oblężenia. Jakby mało było dobrych wieści, król Conan żył! Kilkanaście dni wcześniej dotarł do Tarantii i zabił przeklętego Arpella Uzurpatora, rzuciwszy nim pierwej z najwyższej wieży królewskiego zamku. Teraz Cymmeryjczyk szykował odsiecz dla Shamar oblężonego przez wojska Koth i Ophiru. Pozostało tylko wspomóc go jak tylko się da, np. wybijając Piktów do nogi i zatykając łeb Flavii na gunderskiej pice. Niedobitki obrońców Wieży Zemsty wraz z bohaterami dołączyły do zbieraniny Primusa Secundusa i forsownym marszem ruszyły do Griset, gdzie miały oddać się pod rozkazy gubernatora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s