Conan BRP odc. 39 – Ostatnie chwile syna wiatru

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski i setnik aquilońskiej armii, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Guri Aziz (Damian) – hyrkański nomad i pogranicznik, łucznik i mistrz konnej jazdy.

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść.

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

Sekcja ciężka (zeNPeCowana, w zestawie z Korgothem robią „żółwika” tarczami):

Łysy (NPC) – legionista gunderski, kawał byka w ciężkim pancerzu i z ogromną tarczą. Prosty niczym drzewce włóczni.

Grom (NPC) – legionista gunderski, kawał byka w ciężkim pancerzu i z ogromną tarczą. Prosty niczym drzewce włóczni. Aha, wedle niektórych chłopak Aegei.

 Kłótnia o to, co zrobić z przywiązanym do pala Gurim.

Zhuge (nawiązujący do tego, że Aegea już raz strzelała do kogoś przy palu – Umby): Poślij mu bełt rozkoszy.

Aegea (wściekła): Sam mu poślij!

Rasmusson (badawczo): Possij?

Korgoth (radośnie): Jakbym był znów w domu u rodziców!

Pictland sesja 39Thayendanega po raz ostateczny został zniszczony, plany Flavii spaliły na panewce. Wciąż miała kilka tysięcy dzikich wojowników ze szczepów Niedźwiedzia, Węża i Orła, ale bez większych szans, że z tymi siłami zdoła pobić Oriskończyków, którym z odsieczą przybyły wojska wysłane przez króla Conana. Natomiast wciąż mogła pustoszyć prowincję, która tyle wycierpiała w ciągu ostatniego miesiąca. Nic więc dziwnego, że BG wciąż myśleli, co zrobić, by wywieść Piktów na otwarty teren pod Griset, gdzie wojska dowodzone przez gubernatora rozniosą je w pył. Szans na to za wiele nie było, bo o ile zniszczenie szczątek szamana z pewnością rozwścieczyło dzikich, to jednak trudno sobie wyobrazić, jak to do pogoni za kilkoma herosami przyłącza się te całe kilka tysięcy wojowników.

Był też inny problem. Guri Aziz. Biedny Hyrkańczyk, pochwycony przez Piktów, wciąż był przywiązany do pala męczarni, ale czy łatwo go było odbić? Z głównego obozu Piktów, w sytuacji, gdy cała dolina Karihton zamieniła się w gniazdo szerszeni, a tylko jeden z BG (Korgoth) umiał się skradać i tropić? Może faktycznie była szansa, może nikt by nie zginął, a dzielny Guri przeżyłby, ale bohaterowie zmęczeni, wyczerpani wielotygodniowymi zmaganiami z dzikim ludem, pamiętający wciąż śmierć Gerarda czy Umby z ich łap, pamiętający rzeź osady nad Rzeką Gromu, zdecydowali się odejść. Zostawić przyjaciela na pewną śmierć.

Guri do świtu umierał, poddawany przerażającym torturom. Wreszcie wyzionął ducha, widząc przed sobą Flavię-demonicę o okrutnych oczach.

                Pozostali przy życiu ruszyli na północ, w kierunku Griset. Aż do połowy następnego dnia unikali kolejnych patroli, jeden wymordowali. Wreszcie wpadli w zaciskającą się sieć ścigających ich dzikusów. Wycie przytłumiło nawet wściekłe bębnienie, które towarzyszyło herosom od kilku dni. Bohaterowie pognali przez zarośla, krzewy, co i rusz zmieniali kierunek, schodząc z drogi kolejnym grupom Piktów. Kilkukrotnie zatrzymali się, odparli atak, ubili kilku wojowników i ponownie rzucali się do ucieczki. Pomysłowo korzystając z napotkanych przeszkód, udało im się nie raz i nie dwa spowolnić pościg. Mimo to ociężały Publiusz został daleko za pozostałymi i w pewnym momencie był już bardzo bliski pochwycenia przez krwiożerczych wrogów. Jednak w połowie dnia wszystkim bohaterom udało się opuścić teren opanowany przez Piktów i ukryć się przed wciąż podążającą ich tropem grupą pościgową.

Jednocześnie dotarli do Lenty. Okazało się, że wioska jest od kilku tygodni opuszczona. Prawdopodobnie mieszkańcy, wiedząc, że nadciągają dzicy, skryli się w Griset lub którejś z wiosek na północnym wschodzie (np. w Kusakrze).

Oriskonie_Rozstawienie

Rozstawienie sił.

Po południu udało im się minąć linię lasu, wyjść na równinę położoną jakieś 10 km od Griset i spotkać się z patrolami osadników służących w armii gubernatora Glyca. Przyprowadzeni przed oblicze Glyca, ale także barona Flaviusa oraz setnika Gallanosa, złożyli raport i walnęli się umęczeni pośród żołnierzy aquilońskich szykujących się do morderczej bitwy. Gubernator przemyślnie ukrył swych wojaków pośród drzew w północnym lesie (za kilkukilometrową bezdrzewną równiną, na której zamierzał stoczyć bitwę). Kogóż tu nie było. Bossończycy w lekkich kolczugach oraz kapalinach z osłonami policzków. Gunderscy włócznicy i legioniści, twardzi jak stal, krępi, o grubych i umięśnionych rękach. Rośli aquilońscy rycerze z Legionu Czarnego Smoka, kawalerzyści w ciężkich hauberkach, wreszcie ponurzy i żądni piktyjskiej krwi osadnicy oraz cisi i zwinni zwiadowcy ze szczepu Czarnej Kaczki.

Następnego dnia, krótko przed południem z południowego lasu wychynęły pierwsze hordy prowadzone przez Flavię. Być może czarownica chciała poprowadzić swoich za Rzekę Gromu, a może umyśliła spustoszyć prowincję, spalić Kusakrę i resztę ocalałych osad? W nadchodzącej bitwie bohaterowie mieli być tylko widzami, towarzyszącymi gubernatorowi, dowodzącemu wojskami sprzed swego namiotu na krawędzi lasu. Do walki wejść mieli dopiero wtedy, gdy armia Piktów będzie już bliska rozbicia, a Adenagathowi uda się nie tylko rozproszyć magię wiedźmy, ale i samą ją wskazać.

Pierwsze ruchy. Osadnicy ruszają do pozorowanego ataku.

Pierwsze ruchy. Osadnicy ruszają do pozorowanego ataku.

By zachęcić dzikich do bezładnego ataku Glyco wysłał im naprzeciw dwie setki osadników, twardych Oriskończyków i Taurańczyków. Ludzi, którzy nienawidzili Piktów jak nikogo na świecie. Tych, którzy stracili rodziny w atakach ciemnoskórych barbarzyńców. Przynęta chwyciła. Dzicy zawyli, hordy ruszyły do ataku, bezładnie, wyjąc i wrzeszcząc. Na to tylko czekali osadnicy, sprawnie i karnie cofnęli się, zajmując swoje miejsce w linii wojsk. Z lasu wyłoniła się żelazna falanga Legii Aquilońskiej i pikinierów gunderskich, łącznie niemal pięć setek doborowego wojska. Stojący na lewym skrzydle w dwu formacjach Bossończycy zasypali nadbiegających Piktów strzałami, znosząc całe szeregi i rozbijając jedną z formacji.

Szarża Piktów i wyjście Oriskończyków z lasu.

Szarża Piktów i wyjście Oriskończyków z lasu.

Szarża kawalerii i uderzenie piechoty. Rozbicie skrzydeł piktyjskiej armii.

Szarża kawalerii i uderzenie piechoty. Rozbicie skrzydeł piktyjskiej armii.

Wreszcie spomiędzy drzew wyjechało rycerstwo i aquiloński kawaleria. Baron Flavius i Setnik Gallanos głośno zakrzyknęli, chorąży unieśli sztandary z feniksem i lwem, rozbrzmiały basem rogi i ziemia zadrżała pod końskimi kopytami. Zaskoczeni Piktowie stanęli jak wryci, ich bezładne, pozbawione spójności formacje w żaden sposób nie mogły odeprzeć tego ataku. Jazda zmiażdżyła szeregi łuczników, apokalipsy dopełniały salwy strzał z bossońskich łuków. Ciężka piechota wraz z osadnikami uderzyła mieczami w tarcze, miarowy ryk poniósł się ponad równiną. Falanga uderzyła z marszu na hordy Niedźwiedzi, Orłów i Węży. Mur z tarcz zepchnął Piktów a potem rozerwał ich formację na mniejsze grupy. W tym czasie rycerstwo zdołało wyrżnąć w pień nadbiegającą elitarną piechotę plemion, podobnie jak kawaleria tarczowników. Obie kawaleryjskie formacje zawróciły i szarżą uderzyły w plecy z trudem opierających się aquilońskiej piechocie wojowników plemiennym. W tym momencie zakończyła się bitwa, a rozpoczęła rzeź.

Rzeź!

Rzeź!

Wtedy też Adenagath wraz z Zhuge Liangiem zdołali rozproszyć burzowe chmury sprowadzane przez Flavię, a potem ustalić pozycję wiedźmy. Na to tylko czekali bohaterowie. Szerokim łukiem ominęli mordujących się nawzajem wojowników i dotarli do lasu, w miejsce, gdzie ukrywała się Flavia. Czarownica miała ledwie tuzin ochroniarzy. Choć byli to elitarni wojownicy, w żaden sposób nie mogli się równać bohaterom (i ich dwom legionistom – Łysemu i Gromowi). Ciężcy wlecieli prosto w wojowników, Korgoth i Publiusz wraz z legionistami zatrzymali ich i z wydatną pomocą Aegei wymordowali. Po kilku rundach ostatni cios zadano Flavii, która jeszcze magią próbowała się bronić, lecz została spacyfikowana przez Khitajczyka. Po odcięciu łba Flavi z jej ciała uleciała jakaś bezkształtna, bezcielesna istota. Choć demon nie został zniszczony, to jego cielesna powłoka jak najbardziej.

Po tym starciu BG wrócili do gubernatora. Po drodze mogli zobaczyć, jak żołnierze dorzynają ostatnich Piktów. Prawdopodobnie ubito ponad 4 tysiące dzikusów. Niespełna tysiąc zdołał wrócić na drugą stronę Rzeki Gromu. Straty wśród Oriskończyków nie było o dziwo zbyt wielkie, ledwie cztery setki zabitych i rannych. Bitwa była stosunkowo krótka, a o zwycięstwie przesądziła szarża kawalerii i uderzenie ciężkiej piechoty.

W Griset BG spędzili trzy tygodnie, lecząc się, odpoczywając, a niektórzy kształcąc. W międzyczasie do drużyny dołączył Rhodd, bossoński traper i łucznik, zapoznany przez Aegeę w karczmie.

Wreszcie, na początku miesiąca Niedźwiedzia, ostatniego przed zimą, zdecydowali się znów ruszyć na szlak. A konkretnie sprawdzić Wyjące Jaskinie, o których mroczne legendy i zwykłe plotki głosiły, że kryją niebotyczne skarby. Głosiły też co prawda, że zamieszkane są przez krwiożercze demony, ale cóż to dla prawdziwych herosów?!

Dyskusja na temat dalszych planów herosów.

MG: Możecie ruszyć za rzekę. Możecie przemieścić się daleko na południe do Thandary, tam szukają wojowników.

Publiusz: A może Wyjące Jaskinie. Chcieliśmy tak jechać, ale czasu nie było.

MG: Ale wiecie, to podziemia pewnie, dungeon crawl, penetracja korytarzy.

Aegea: Chętnie. Ja bym sobie coś popenetrowała.

Po zakupieniu zapasów, pochodni, lamp i oliwy oraz innego sprzętu bohaterowie wyruszyli na szlak. Po półtorej dnia dotarli do Andagi, gdzie spędzili dwie doby z przyjaznymi im osadnikami. Gorm powrócił do wioski i zabrał się ostro za jej odbudowę. Naprawiano palisadę, stawiano nowe domy w miejsce spalonych. Po inwazji osada znów rozbrzmiewała życiem. Te dwa dni upłynęły więc na ucztowaniu, dyskusjach, śpiewach i innych przyjemnych sprawach. Gorm co prawda nie pochwalał zamiarów BG, ale też nie zamierzał ich od nich odwodzić. Jedynie dosadnie wyjaśnił, co myśli o głupcach, którzy zamierzają odwiedzić Wyjące Jaskinie.

Kolejnego dnia, niezwykle zimnego, choć póki co bezśnieżnego, bohaterowie opuścili Andagę i ruszyli na północny wschód, zapuszczając się gęstą puszczę. Rhod już dwie, trzy godziny później udowodnił swą przydatność. Na jednym z postojów jakimś cudem aktywna jeszcze jadowita żmija podpełzła do Zhuge. Bossończyk skoczył ku niej, choć mógł ubić ją bronią, próbował ją złapać, co przypłacił ukąszeniem. Choć zwalczył jad, to osłabiony (spadek STR do czasu wyleczenie) nie mógł już swobodnie napiąć swego bossońskiego łuku.

Kilkugodzinny marsz skończył się, gdy dotarli do dziwnych, uformowanych w kształt grzybów skał, gdzie znaleźli świeże zwłoki młodej kobiety, pokąsane i z otwartym brzuchem. Rany wydawały się być zadane przez ludzi. Mało tego, w we wnętrznościach trupa herosi znaleźli kamienny token z wyrytymi w prymitywny sposób szczękami pełnymi kłów. Po sprawdzeniu otoczenia Rhodd odnalazł trop, który zaprowadził BG do obozowiska osadników 2 kilometry dalej. Byli to uciekinierzy z Lenty, którzy zapuścili się tutaj nieświadomie. Okazało się, że zabita kobieta była ich towarzyszką i wcale nie pierwszą ofiarą. Wedle osadników zabili ją kanibale żyjący w Wyjących Jaskiniach. Porwali też trójkę dzieciaków.

Złoto. Znowu brakuje złota (choć 11 tysięcy zdeponowali BG u gubernatora)

Aegea: Mam złoty łańcuch wart 500 złotych lun.

Publiusz: Skąd?

Aegea: Zainwestowałam kiedyś.

Publiusz: Komu zainwestowałaś?

MG: Raczej od kogo zainwestowałaś?

Jak łatwo się domyśleć, jakoś wcale to nie zniechęciło herosów do odwiedzenia owianych złą sławą pieczar.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s