Zaginiona ekspedycja 14 Mama, I’m Coming Home

Agentka zachwiała się. Wiedziała, że musi zdobyć się na jeszcze jeden wysiłek. Rozejrzała się, i podniosła z ziemi strzelbę oraz menażkę, którą ugodziła Emersona, po czym cofnęła się kilka kroków od nieruchomego ciała, odkorkowała naczynie i sprawdziła zawartość. „Whisky, stawia na nogi, chociaż niekiedy może zwalić z nóg” pomyślała uśmiechając się, po czym pociągnęła łyk, potem drugi i zaczęła się rozglądać za czymś, czym mogłaby związać nieprzytomnego przeciwnika.

* * *

Lana łyknęła gorącej herbaty z whisky i rozejrzała się po prowizorycznym obozowisku.

Było źle, choć w pewien sposób lepiej. Był ogień, jedzenie, picie. Ciepło i pełny brzuch. Luksusy.

tumblr_mh72xcQsxF1r46tsgo1_400

– Przejmuję dowodzenie nad operacją – mruknęła do siebie agentka, patrząc po towarzyszach – czas brać się do roboty…

Ale wyprawa była w złym stanie. Dunn wciąż był jakby nieobecny duchem. Siedział i nie reagował na bodźce, patrzył tylko pusto w przestrzeń. Wciąż był gorący mimo mrozu – choć już nie tak, jak wtedy, gdy latał – a ta przedłużająca się gorączka nie mogła być dobra dla jego organizmu. Dał się nakarmić, dał się napoić, ale nie odzywał się i Lana miała wrażenie, że tylko ciało Georga jest z nią. Duch wydawał się być gdzie indziej… Lana popatrzyła w stronę Góry Hood…

Jeszcze gorzej było z Wilsonem. Wprawdzie z pocisków, które w niego wystrzelono, trafił go tylko jeden, w szyję, ale utrata krwi było duża i mimo najlepszego opatrunku, jaki Lana mogła w tych warunkach zrobić, wciąż leżał nieprzytomny, na granicy życia i śmierci. Na tyle na ile Lana znała się na medycynie i pierwszej pomocy starała się zabezpieczyć rany Doktora. „Najwyższy szacunek Panie Gerardzie. Trzymaj się, jeszcze z tego wyjdziemy” Lana w myślach dodawała sobie i Doktorowi otuchy.

Ward był martwy, całkiem martwy. George – albo istota wyglądająca jak George – nie dał mu szans.

Za to Emerson był żywy i przytomny. Leżał związany i patrzył jednym okiem na Lanę. Jego drugie oko było niewidoczne spod wielkiej opuchlizny i krwiaka.

Muł stał spokojnie, nakarmiony. Sytuacja wyglądała na chwilowo opanowaną, choć wszystkie kolejne czynności zajęły Lanie dużo czasu, znacznie więcej, niż gdyby nie była sama, zmęczona, wyczerpana i ranna.

Agentka miała już przy sobie swój ulubiony rewolwer, pożyczony od Geralda, załadowany i gotowy do użycia. Stanęła przed Emersonem:

– Chciałeś nas zamordować psie! Masz szczęście, że przeżyłeś. Powinieneś wabić się Szczęściarz… – Lana uśmiechnęła się podle – Kim ty właściwie jesteś i jak nas znalazłeś….?

– Dobła, tełaz ty jesteś gółą. Ale fciąf mofemy się podzielić skarbem. Będzief pofebofała kogoś silnego do pomocy, feby włócić stąd cało, płafda? – Emersonowi trudno było mówić z opuchniętą szczęką. – Odłóf łefołfeł i rozwiąf mnie, spakujemy łazem płofiant i mapy.

– Co wiesz o skarbie? I od kogo? – spytała Lana patrząc czujnie na Emersona – Mówiłeś coś o wuju….

– Ficiałem notatki fuja. On fas fysłał, ale nie fie, fe tu jestem. To jak? Fifty fifty? Umofa stoi, pałtnełko?

– Kto to ten Twój wuj? – spytała Lana jednocześnie przeszukując, sakwy muła teraz już spokojnie, szukając czegoś więcej niż kabanosa. Powinni zapakować jakieś flary pomyślała tym bardziej, że obawiała się nadejścia nocy. Znalazła trzy flary, każda w innym kolorze.

– Dunn, halo, co z Tobą! – krzyknęła do wciąż nieruchomo siedzącego przyjaciela – A ty nie mów do mnie partnerko! – warknęła.

– Fuj płacuje na unifełsytecie. U niego dofieciałem się o fypławie. Fe po złoto, to juf sam się domyśliłem. A tak się składa, fe mam w planie byf bogatym, a nie jedynie przejąf po ojcu fiłemkę Emełson Impołts. Nie chciałem cię skrzyfcić. Ja szełałeł, ale kto w takim łazie złamał mi szękę? Ty. No nic. Sobafyf, bęciemy jeffe łazem płyfać na nafym fłasnym jafcie! – do Alexa Emersona chyba wciąż nie dotarło, że ze skarbu i ze współpracy nici.

Cthulhu 040

Dunn nie reagował. Nic a nic.

Lana uświadomiła sobie nagle, że bez czyjejś pomocy się stąd nie wydostanie. Emerson był niebezpieczny i wiedziała, że przy pierwszej lepszej sposobność będzie chciał ją ukatrupić. Doktor prawdopodobnie konał. Dunn stracił duszę i był już tylko wegetującym ciałem, które czekało na większy mróz żeby zamarznąć. Zatem była sama.

„Wychodziłam już z trudniejszych sytuacji”  pomyślała zagryzając znalezione jedzenie – „Nie jest źle, jest jedzenie, picie… Hmmm ciekawe co by powiedział Dunn, gdyby poczuł w ustach smak whiskey? Może by go to otrzeźwiło troszkę….” .

– Do mapy skarbu stąd jest jakiś dzień drogi. Jest schowana w kurhaniku, gdzie pogrzebaliśmy naszego współtowarzysza – Lana grzebiąc przy sakwach, tak, aby Emerson nie widział, wyjęła flary sygnałowe i przyjrzała się kolorom. Agentka obejrzała je dokładnie. Wyglądały na dobre, bezpieczne race, do odpalenia z ziemi. – A wy skąd przyszliście? Jak daleko stąd jest obozowisko traperów? Albo Parkdale? – to pytanie skierowała do Emersona.

– Do Pałkdale dfa dni, fe fniegu fteły. Tłapefy gdzief tu miefkają, podobno blisko, ale nie fiem gdzie. My łazilifmy po gółach od dafna, płóbując coś samemu wyfukać ale i fekając na fas – ubrudzone ubranie Emersona i długość jego zarostu wskazywały na to, że tym razem nie kłamał. – To co, idziemy łazem po mapę skałbu? Pakujemy muła i w dłogę?

– Myślę, że będziemy się musieli wstrzymać, widziałeś pan, panie Emerson, że tu się dziwne rzeczy dzieją – Lana mimochodem odpowiedziała, jednocześnie wyjmując pierwszą flarę i mocując ją w gruncie gotową do odpalenia – Co jest dla pana ważniejsze niż skarb? Dla mnie jest, kilka rzeczy. –

To mówiąc Agentka poprawiła flarę, wycelowała tak, aby nie trafić w gałęzie drzew wiszące gdzieniegdzie nad nimi, po czym podłożyła ogień pod lont i odpaliła. Patrzyła jak ogień z sykiem wędruje do zainstalowanej racy, po czym znika w jej wnętrzu. Nastąpiła chwila ciszy. Raca z hukiem wzbiła się w powietrze. „Godspeed” pomyślała Lana.

* * *

Rozbłysk na tle gór był na tyle wyraźny, że widać go było w promieniu wielu kilometrów. Huk wystrzału racy rozniósł się w rzadkim górskim powietrzu niczym fale sejsmiczne na oceanie, płosząc dzikie ptaki, które z szumem skrzydeł wzbiły się w powietrze.

Po czym nastała głucha cisza.

tumblr_mh3d8oDiam1s0h5g1o1_500

Lana czujnie obserwowała dymiące resztki odpalonej flary opadające powoli i znaczące niebo smużką znikającego dymu. Potem spojrzała na związanego Emersona.

– Skąd taki piękny sygnet z zielonym kamieniem? Pamiątka rodowa? Widzę, że złoto to twój ulubiony kruszec, tak Emerson?… – powiedziała szykując kolejną flarę.

– Lubię fłoto, lubię pieniąfe. Męfczyfna fydaje się fyffy, fdy stanie na sfoim połtfelu. To co, łosfiąsujef mnie tełaf a ja łufam po mapę. Pomoc pefnie fnajdzie fas dzisiaj albo jutło. Spotkajmy się w hotelu w Parkdale, tam mi fytłumafyf, co mapy ofnafają.

– To jak bardzo się pan zdziwisz panie Emerson, czy będziesz zaskoczony czy tylko oszołomiony jak staniesz nie na portfelu, ale na postumencie z litego złota – uśmiechnęła się agentka, podkręcając wyobraźnię swojego rozmówcy.

– Tełas mófisz do fefy, nie pfełyfaj.

– Zanim cokolwiek ci powiem mam jeszcze parę pytań – powiedziała Lana, szykując do odpalenia druga flarę. – Co Liga, a chodzi mi przede wszystkim o twego wuja, wiedziała na temat złota? Co było w papierach Alberta?

– W papiełach nic nie było, ale domyfliłem się, fe nie o malunki fam tutaj choci.

– Dobrze a teraz drugie pytanie – kontynuowała przesłuchanie Lana, jednocześnie sprawdzając jak stan doktora Wilsona i popatrując na siedzącego nieopodal pogrążonego w katatonii Dunna – Czy ktokolwiek z Ligi, w tym wuj Albert, wiedział, że ruszyłeś naszym tropem do Parkdale?

– Fuj nie fie ani nikt z Ligi nie fie. – tutaj Emerson się zmitygował – ale sostafiłem listy i pofiadomiłem odpofiednie osoby, jak nie fróce to będą mnie fukać i snajdą finnego. Mam silnych i fpłyfofyf pfyjaciół. Ale pfecief jesteśmy pałtnełami i pofielimy się skałbami, tak?

– Przypuśćmy, że wskażę ci miejsce gdzie znajdziesz dokładne wskazówki ukrycia złota… Jaką mam mieć pewność że podzielisz się ze mną moim… złotem… panie … Emerson ? – ostatnie wyrazy Lana dozowała niczym aptekarz odmierzający kroplę po kropli morfinę. – I jaką mam mieć pewność, że nie zdradzisz tego nikomu… innemu… Tajemnicę zachowasz … aż … po … grób… ?

– Słofo honołu. Maf moje fentelmeńskie słofo honołu.

– Dałeś mi herbaty i uratowałeś, mimo że potem chciałeś zastrzelić. Jak mogę zaufać, że nie będziesz próbować znów swoich sztuczek? – spytała Lana z góry znając odpowiedź.

– Od łazu fciałem się dogadać. Nikogo nie fciałem sabijać! Postłaszyć nie mofna?

– A zatem skoro zależy ci na złocie tak jak i mi… tak jak mówiłam, mapa jest ukryta w kurhanie, który usypaliśmy naszemu towarzyszowi. Nie wiem czy złota wystarczy dla nas dwojga…  Jestem jedyną żyjącą osobą, która wie, dokąd trzeba zmierzać – to mówiąc Lana dobyła colta i nóż i podeszła do wpatarującego się w nią Alexa Emersona. Emerson mimo więzów na widok noża cofnął się a jego twarz zrobiła się blada.

tumblr_mh6bfrOqIX1s3pma5o1_500

– Złota powinno wystarczyć do końca życia. Jeśli chcesz dotrzeć do mapy mogę cię rozwiązać, ale nie dostaniesz żadnej broni, bo ci nie ufam, panie Emerson. Wrócisz z mapą do Parkdale. I tam dostaniesz wszelkie wskazówki. Jeśli pasuje Ci taki układ…. to … nie rób żadnych głupich ruchów. Jeśli chcesz złota to pamiętaj, że klucz do mapy mam tylko ja. Proszę leżeć spokojnie, bo przypadkiem mogę pana zastrzelić, żadnych gwałtownych ruchów ręką ani nogą  – to mówiąc agentka Skylight mierząc do Emersona zaczęła rozcinać więzy na jego zgrabiałych rękach i nogach.

Emerson spokojnie pozwolił rozciąć sobie więzy a potem wstał i zaczął rozcierać ręce. Kilka razy podskoczył, by przywrócić krążenie. Gdyby nie poobijana twarz i głowa, można by powiedzieć, że ma się nie najgorzej. Dokładnie otrzepał kapelusz ze śniegu i brudu i włożył go na głowę. Potem poprawił ubranie, aby znowu dobrze się na nim układało, łyknął jeszcze herbaty i skierował się szybkim marszem w stronę wskazaną przez Lanę, oglądając się na nią niepewnie.

– Tam, cztery godziny drogi stąd, na polanie znajdziesz dwa kurhany. Szukaj w tym przykrytym  gałęziami. I żadnych głupstw, bo tajemnica  złota przepadnie na zawsze… – powiedziała Lana mierząc do oddalającego się Emersona. – Znajdziesz mnie w Parkdale. Jeśli nie to ja znajdę ciebie, pamiętaj.- powiedziała Lana a w myślach dodała: „Nawet w grobie”.

* * *

Lana wiedziała, że nie ma chwili do stracenia. Kiedy Emerson wyruszył w swoją ostatnia podróż, goniąc za marzeniem, żądzą złota, agentka odpaliła drugą racę. Przeczuwała, że pomoc może nadejść dopiero za dzień lub dwa, jeśli nadejdzie wogóle.

Lana zaczęła szykować stos drewna, aby móc przetrzymać noc. Jej towarzysze wymagali opieki, dlatego agentka okryła kocami, wciąż wpatrzonego w zamglony szczyt Góry Hood, Dunna. Sprawdziła stan Doktora. Nieprzytomny, ale dało się wyczuć ledwie zauważalny oddech. Lana przypomniała sobie jak zaczęła się ta przygoda. Kiedy rozpoczęła się podróż jej wraz z Doktorem Wilsonem-Burchem i Hienrichem Herzbergiem. Długie opowieści Doktora i jego nieznośna fajka. Celne uwagi Heinricha. Wspomniała przybycie do Parkdale. Spotkanie po latach z Dunnem i Walterem. Przywitanie i dystans, który wkradł się po długim czasie, jaki się nie widzieli. Pamiętała ze szczegółami ta sytuację, spotkanie z szeryfem, jego służalczość i niechęć, cały ten zapluty dworzec. Nawet ogłoszenie przy wejściu… „reaguje na imię Szczęściarz”. W tej chwili Lana potrzebowała bardzo przyjaciela, choćby takiego, choćby miał by nim być zapchlony kundelek bez jednej łapy.

Lana pamiętała dużo, jak razem z Hienrichem przepytywali szeryfa. W głowie dźwięczały jej słowa przyjaciela… kiedy mówił do kogoś że jeśli będzie musiał i wybrać będzie mógł to chce umrzeć jak mężczyzna. Z bronią w ręku. Do kogo on to mówił… Ale zginął tak jak chciał. Umarł jak żołnierz. Poświęcił swoje życie żeby odciążyć towarzyszy.

Walter. Zawsze był co do Lany sceptyczny. Spokojny i wyważony. Poświęcił dla tej ekspedycji wszystko. Ryzykował, nie wiedząc że stawia na szali zycie. Musiał bardzo cierpiec przed śmiercią. Niestety śmierć była najgorsza. Z winy Lany. Zamiast uratować, zabiła. Dziwna siła opanowała wtedy jej umysł. Lana bez zmysłów, nie wiedziała co robi…

A teraz jej ostatni towarzysze, byli koło niej. Żywi, ale jakby martwi. Dunn i Gerald. Obaj chcieli wyjśc z tej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Gniew na niegodziwców, którzy uratowali ich tylko z żądzy złota, doprowadził ich na krawędź życia. „Wracajcie przyjaciele….” pomyślała Lana szykując stos drewna. Jej wzrok podążył za wzrokiem Dunna. Zmierzchało już. Agentka miała przez chwilę wrażenie, że szczyt Góry Hood lśni błękitnym blaskiem.

* * *

Zmierzch przychodził jesienią szybko, robiło się już szaro i niedługo pewnie zapadnie ciemność. Zrezygnowaną, zastanawiającą się nad szansami na przetrwanie nocy Lanę, dobiegło szczekanie psa. Chwilę później zobaczyła między rzadkimi tutaj drzewami grupę ludzi, nadchodzącą od strony Parkdale.

– Ho, ho! – nawoływał tubalnym głosem jeden z nadchodzących.

– Hau, hau – szczeknął przyjaźnie kulejący zwierzak o naderwanych uchu i wskoczył na skuloną z zimna Lanę. Był średnich rozmiarów i bardzo ruchliwy. Wyglądało na to, że bardzo cieszy się z odnalezienia agentki – z zapałem machał wyliniałym ogonem.  Agentka Skylight podniosła się, patrząc zdziwiona na kundelka. „To sen czy rzeczywistość….” przeszło jej przez myśl.

– Szczęściarz? Chodź do mnie! – zawołała do psiaka. Nikt nie widział, że po policzku cieknie jej łza.

– O, ale cię lubi! Chyba cię odnalazł, bo to twój, co? – zagadał zbliżając się zarośnięty, mocno zbudowany gość.

Lana przyjrzała się zbliżającym sie ludziom. Miała wrażenie, że zna trapera, który wchodził na polanę. Serce zaczęło przyspieszać i po chwili łomotało już szaleńczym tempem. Bigwood!!!

Jeżeli Bigwood, to na pewno nie sam. Przybyłych było trzech, wszyscy ubrani w sfatygowane, ale mocne i ciepłe stroje z futer i wełny. Mieli wiele cech wspólnych – oprócz najbardziej rzucającej się w oczy – podobnego stroju, mieli twarze zarośnięte dwutygodniowym zarostem, sprawnie poruszali się po śliskim śniegu i wszyscy mieli, oprócz wielkich noży przy pasie, broń palną.

– Będzie już ze dwa albo trzy tygodnie jak śpi u nas, ale wiedziałem, że ma właściciela. Dobrze, żeście się odnaleźli. Jak na niego wołacie? Myśmy na niego Łajza mówili, bo się przyplątał nie wiadomo skąd.

Necronomicon

Pies tymczasem polizał Lanę po twarzy a potem skoczył z niej na śnieg i zaczął biegać dookoła agentki radośnie poszczekując. Faktycznie, wyglądało to jakby pies pomylił Lanę ze swoim, włascicielem, bo witał ją jak swoją panią. A Lana, bez oka, cała w obtarciach, siniakach i ranach, dostrzegła pewne podobieństwo między sobą a zaniedbanym psiakiem, który nie miał kawałka tylnej nogi, ucha i sierści na ogonie. Lana podniosła znajdę i przytuliła, a psiak liznął ją po twarzy. „To chyba jednak nie Bigwood” przeszło jej przez myśl.

– Race żeśmy zobaczyli. Jakby nie race, to byśmy was dzisiaj nie znaleźli. Mendoza opisał, gdzie was szukać, ale nie za dokładnie. A oni, żyją w ogóle?

– Żyją… ale zostało nas tylko troje przy życiu – odpowiedziała z trudem w końcu – będziemy musieli Dunna i Wilsona jakoś przetransportować do Parkdale. Dziękuję panowie traperzy, że ruszyliście z pomocą…

– Mendozie podziękujcie, jakby nie przyleciał wystraszony i nie powiedział, że wam pomoc potrzebna, to ani by nas tu nie było, ani byśmy rac od was nie wypatrzyli. Ale co też on naopowiadał… Takie historie… A mówili, że już przestał pić, ale chyba chleje jeszcze więcej i mu się we łbie poprzestawiało, he, he. I za nic nie chciał z nami tutaj iść, bojący taki… Jak te dwa to Dunn i Wilson, to pani niechybnie jest Skywalker, tak?

– T..tak, prawie… Jest tu jeszcze jedno ciało… To chyba niejaki pan Ward… Jeden z waszych chyba. Jego kompan uciekł w góry… Tu się złe rzeczy działy panowie. – powiedziała Lana a na twarzach traperów odmalował się lekki niepokój – Ruszajmy stąd jak najszybciej. Mendoza nie wszystko zmyślił.  Te góry zmieniają każdego.

– Ja jestem Gabriel Licudi. Jestem tu, he, he, szefem – słuchają mnie, bo jestem najmądrzejszy. I co jeszcze ważniejsze, najsilniejszy. Myśmy też niedawno stracili jednego… Młody chłopak, Orlando Shepherd. Dziwna sprawa… Niby niedźwiedź go zeżarł, a jakby nie niedźwiedź… No nic, chodźmy szybko, zanim nam jajka całkiem zamarzną! Ha, ha. No… tym co mają… hi, hi.

Traperzy sprawnie zaczęli się organizować do podróży, reperując tobogan i przygotowując nowy, drugi. Ciało Warda obłożyli kamieniami, część rzeczy spakowali na muła a pozostałe zrzucili na stos, który jeden z nich zaznaczył dużą gałęzią z zawiązaną chustką.

– Pani kochana sama pójdzie? Da radę?

– Z waszą pomoca dam… Ruszajmy.

I ruszyli. Każdy krok oddalał teraz Lanę od Góry Hood, co powodowało u niej pewnego rodzaju ulgę. Jakby wielki kamień powoli staczał się z jej serca.

Popatrzyła jeszcze raz, ostatni raz na złowieszczą sylwetkę Góry. Być może granatowy połysk, który zauważyła, był fałszywym refleksem świetlnym, złudzeniem zmęczonego oka. I pewnie stojąca w oddali na wzgórzu sylwetka mężczyzny w kapeluszu, patrzącego w jej kierunku, także była złudzeniem, bo gdy popatrzyła w to miejsce jeszcze raz, wzgórze było już puste.

Nie była jednak w stanie długo sama iść, opadła z sił.

Wtedy Licudi zrzucił z muła bagaże, oznaczył je kolejną gałęzią z chustką a Lanę z lekkością wsadził na grzbiet zwierzęcia. Szedł do domu, do ciepła i bezpieczeństwa prowadząc muła za uzdę a za nim dwaj towarzysze ciągnęli ze sobą Georga i Geralda. Lana na grzbiecie zwierzęcia trzymając w objęciach psiaka, ukołysana pierwszą od wielu dni namiastką poczucia bezpieczeństwa, zasnęła. Agentka spała, a traper prowadził muła delikatnie, żeby dziewczyna nie spadła. Lanie śniły się lwy.

KONIEC

1xI8ycwfEyPgrTpixB

Reklamy

Komentarzy 8

  1. Powiem tylko tyle że była to przygoda jedna z najlepszych w jakie grałem ever! Dzięki Grześ za zajebiste emocje, fantastyczne opisy i totalnie wciągającą akcję! Naprawdę teraz jak to czytam dalej przeżywam to od nowa i ponownie jest arcy emocjonująco…… (ciekawe dlaczego? 🙂 ).
    Mój Drogi MG – obiecywałeś jeszcze epilog, ja jestem bardzo ciekawy czy Emerson znalazł grób i czy go zjadło na miescu czy wróci do Parkdale niosąc w brzuchu stworka i zapoczątkuje jakaś cthulową zarazę…. Również jestem ciekavy co z postacią Dunna czy wróci mu duch czy jego duch został zjedzony przez pożeracza dusz… i czy Doktor przeżyje czy bedziemy mysieli go pochować w Parkdale….
    a teraz odmeldowuje się !

  2. Epilog jest przygotowany, już od jakiegoś miesiąca czeka na publikację. Jest troszkę przewidywalny. No, w każdym razie dla uważnego czytelnika. Ale należy się jakoś dodatkowo podomykać niektóre wątki. A Twój komentarz to spoiler! 🙂

    A przygoda jak przygoda, ale mi się bardzo fajnie ją prowadziło i ogólnie klimat grania był fajny i zdrowy. Dzięki dobrej i zdyscyplinowanej drużynie. Jednak, choć niekoniecznie trzeba się lubić, kumplować i ogólnie życiowo rozumieć z ludźmi, z którymi się gra… to jednak to pomaga.

    • Haha jaki spojler 😀 pisze z perspektywy gracza prowadzacego jedną z postaci……. Nie wiem co sie działo po słowie „koniec” , wiem tyle co kazdy czytelnik tego bloga……. resztę mogę się tylko domyślać.
      Jedyne co warto powiedzieć, z perspektywy gracza związanego emocjonalnie z tą przygodą ( tak, tak, zadużyłem się) to że podczas grania naprawdę emocję były takie że nie mozna się było doczekać następnego wpisu od MG. Zamiast pracować to się pisało godzinę odpis na maila. Jadąc autem dochodził mail i jakas tajemnicza sila kazała sie zatrzymac i pisac… pisac…
      Nie chcę naszemu MG smarować laurki, wolałbym jakby inni czytelnicy tego bloga , niezwiązani z przygodą osobiście, napisali że to jest dobre, swietne , nudne, do d…, cokolwiek…….. ciekawy jestem jakie wrażenie zrobiła ta przygoda na tych ktorzy nie graja a tylko czytają.
      🙂
      A zatem czekam na Epilog…….. Pozdro After All

  3. Ha, ha – brak komentarzy to dobra rekomendacja*

    To jest Internet. I to jeszcze w polskiej odsłonie.
    Polska społeczność internetowa bardzo rzadko przepuszcza okazję by komuś wskazać błędy, dopiec, pozłośliwić się budując własne ego cudzym kosztem…

    Postaram się w najbliższych dniach zamieścić całą przygodę w .pdf do zaciągnięcia (tylko będę Tomka musiał spytać, jak to zrobić).

    *pomijając przypadki, gdy oznacza po prostu brak czytelników 🙂

  4. My czytelnicy czekamy na przygodę! 😛

  5. Excellent goods from you, man. I have understand your stuff previous to and you’re just too wonderful.
    I really like what you’ve acquired here, really like what
    youu are stating and the way in whixh you say it.
    You make it entertaining and you still take care off to keep
    iit sensible. I can’t wait to read far more ffom you. This is really a great web site.

  6. Hmm it appears like your blog atee my first comment (it
    was super long) so I guess I’ll jus sum it up whzt I had written and say, I’m thoroughly enjoying your
    blog. I too am an aspiring blog bligger but I’m still new to the whole thing.

    Do you have any points forr newbie blog writers? I’d certainly appreciate it.

  7. Another bad thing is that this redirect virus will drastically decrease the computer performance.
    Conquest was one of the first high budgeted porn films and surprisingly, it turned
    out to be a big hit in the industry. The Trojan will start toadd malicious codes onto the system to modify the function of the crucialsystem files.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s