Conan BRP odc. 43 – Na saneczkach w remorę!

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski i setnik aquilońskiej armii, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Zhuge Liang (Paweł) – khitajski czarownik, mistrz mrocznej sztuki sypania piaseczkiem po oczkach i puszczania wiatrów. Aha lubi też ssać. Energię magiczną.

Rhodd(esia) (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść, w chwili obecnej w ciele ponętnej Bossonki o wzorcowym stylu prowadzenia się („Daję, ale swoim!”)

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

                2-3 dni odpoczynku w Andadze i bohaterowie ruszyli do Fortu Griset, by tam wyleczyć się, a być może i w ogóle przezimować. Pech chciał, że tego samego dnia rozpoczęła się paskudna śnieżyca. Herosi z trudem przebyli kilka kilometrów i na noc zalegli w norze wygrzebanej w śniegu. Wyziębieni (niektórzy jak Aegea, bardzo poważnie) dotrwali do rana, kiedy burza się skończyła. Okazało się, że ledwie 200-300 metrów dalej doszło do tragedii, ktoś napadł i zabił grupę mężczyzn podróżujących wozem osadników. Po przeszukaniu wozu i okolicy BG zdecydowali się nie ruszać sprawy i jednak wrócić do fortu.

Przybyli do niego wieczorem. Fort Griset wciąż nosił ślady ostatnich bitew, jednak gubernator robił wszystko, by naprawić uszkodzone umocnienia i zabudowania przed zimą. Herosi zdali mu raport ze swej wyprawy do Wyjących Jaskiń i kolejny miesiąc spędzili na leczeniu ran (a niektórzy na podnoszeniu kwalifikacji w wybranych umiejętnościach). Korgoth pożegnał się z Łysym, jedynym ocalałym z trójki chwackich legionistów, zapłacił sowicie, a potem osadził jako dziesiętnika w Wieży Zemsty. Co do samej wieży, to gubernator Glyco już wysłał fachowców i materiały. Do wiosny wieża będzie w pełni odbudowana.

Zaloty do Rhodd

Miejscowy w Griset [NPC]: A panienka ma męża?

Rhodd [zalotnie]: Nie, ale mogę ci jebnąć.

                Po miesiącu herosi zdecydowali się opuścić Oriskonie. Doszły ich plotki o tym, iż wraz z początkiem wiosny w Scandadze odbędą się wielkie igrzyska, podczas których na arenie spotkają się gladiatorzy, mistrzowie łuku i kuszy wezmą udział w zawodach, a jeźdźcy oraz woźnice rydwanów będą mogli zmierzyć się podczas wyścigów. Pierwotnie organizatorem miał być gubernator Conawagi – Arrigus Barrabus. Ten jednak popadł w niełaskę (podczas niewoli Conana u Tsotha-lantiego stanął po stronie uzurpatora Arpella i wspomagał barona Torh w próbie przejęcia Oriskonie) i został wezwany do Tarantii. Jego miejsce zajął namiestnik Mercilus przybyły ze stolicy. On też nie tylko nie wstrzymał organizacji, lecz wręcz podniósł jej rangę, wydając dziesiątki tysięcy złotych lun na gladiatorów, arenę, niewolników etc.

                W połowie miesiąca Ryby, kiedy śniegi zalegały w całym Westermarcku a mróz skuł Rzekę Gromu, herosi opuścili Fort Griset, wpierw pożegnawszy się ciepło z gubernatorem. Ten obiecał zajmować się interesami BG (Wieża Zemsty oraz kopalnia żelaza), ale też poprosił, by spełnili jego ostatni rozkaz. BG mieli towarzyszyć ochronie dwu wielkich karawan zmierzających do Scandagi przez Lordar. Po kilku dniach podróży dotarli do niewielkiego Lordar, gdzie rok wcześniej tyle narozrabiali, ale potem odłączyli się od karawan i zdecydowali się skierować do osady uchodźców skrytych w pobliskim lesie. Dlaczego? Liczyli na to, że skoro miejscowi nie bardzo chcą uchodźców na swej ziemi, to uda się ich namówić, by ruszyli pod Wieżę Zemsty (oby czekał ich lepszy los niż poprzednich osadników).

                Osada uciekinierów okazała się być zbiorowiskiem szop, ziemianek, nadrzewnych chat ukrytych pośród gęstego lasu. Społeczność choć liczna (ponad sześć setek dusz) nie była zbyt dobrze zorganizowana. Miała jednak kogoś, kogo od biedy można by nazwać starszym wioski. Był nim Arno, niski, korpulentny młynarz z Oriskonie. Jeden z tych, którzy zrozumieli, że tzw. tymczasowa osada, będzie pewnie ich stałą. Dlatego zdecydował się wybudować tu młyn i w przeciwieństwie do innych udało mu się zbić jako taki majątek. Arno wyjawił BG jak się tu żyje uchodźcom. Mieszkańcy pobliskiej Abbery nawet im czasem pomagali, lecz od pewnego czasu mieli dość tego, że niektórzy z uciekinierów kradną im plony a niekiedy nawet zarżną z głody jakiegoś kurczaka czy świniaka. W Lordar od dawna traktowano ich jak pariasów. Wielu uchodźców żyło z dnia na dzień, niektórzy na granicy śmierci głodowej. W dodatku od 2-3 tygodni jakaś bestia z lasu porywała ludzi. Nikt nie wiedział, jak wyglądała, zostawała jednak po sobie wydrążony, zamarznięty ślad w ziemi. Choć temperatury tej zimy były wyjątkowo niskie, to po ataku potwora wydawało się jeszcze zimniej!

                BG obejrzeli ślady. Wedle Korgotha na ludzi polowała remora – kilkunastometrowy lodowy robak. Parszywa bestia z Gór Eiglophijskich, która zdaje się emanować potwornym zimnem. Jako że próba namówienia Arno i przynajmniej części z jego ziomków do przeprowadzki pod Wieżę Zemsty przyniosła zadowalające rezultaty, BG zdecydowali się pójść za ciosem i zabić remorę. Liczyli, skądinąd słusznie, że jeśli ubiją robala, to miejscowi chętniej zdecydują się ruszyć na ziemie, nad którymi opiekę sprawują herosi. Przy okazji, zbierając plotki, Korgoth dowiedział się, że jego „ukochana”, zamieszkująca wieś Estralus Honoria, wyszła za mąż.

                Przygotowania do walki zajęły bohaterom kilka godzin. Zdobyli od miejscowych kilka sanek i umieścili na nich wielkie gliniane sagany wypełnione żarzącym się węglem drzewnym. W węglu ukryli fragmenty łańcuchów, bretnali, sztylety etc. Rozgrzane do czerwoności żelazo miało się okazać zabójczą bronią do remory.

                Wreszcie wyruszyli na północ, zostawiając za sobą osadę uchodźców. Im dalej brnęli, tym robiło się zimniej, śnieg stawał się twardy i zmrożony, a oddech zamarzał w powietrzu. Drzewa, kamienie, ziemia, wszystko skrzyło się lodem, sprawiając wrażenie nieziemskiej krainy. Po kilku godzinach dotarli do gniazda remory. Była nim szeroka na kilka metrów jama, wiodąca w głąb ziemi. Jej ściany były pokryte kilkucentymetrową warstwą lodu. Gdzieś tam krył się potwór. Młode, kilkudziesięciocentymetrowe dzieci remory, wiły się przed norą, póki bohaterowie nie porąbali ich w dzwona. Przed samą walką doszło do kłótni. Zhuge optował za wkroczeniem do tunelu i pokonaniem remory w jej gnieździe. Nie przyjmował argumentu, że w robak rozgniecie ich o ściany. Wreszcie wściekły zdecydował się sam ruszyć na wroga. Siadł na sankach i zjechał tunelem, który okazał się idealnym torem saneczkarskim. Khitajczyk nabrał ogromnej prędkości nim dotarł do końca tunelu, gdzie kryła się kilkunastometrowa remora. Bezoki robak tylko otworzył otwór gębowy i ruszył naprzód. Rozpędzony Zhuge zdołał jeszcze rzucić czar (stworzył coś na kształt burzy piaskowej), którym nawet ranił remorę, lecz chwilę później wpadł na bestię. Te przejechała po nim, rozcierając biednego czarownika na dystansie kilku metrów. Chwilę potem rozwścieczona wydostała się na powierzchnię i wpadła w zasadzkę BG. rozpalone łańcuchy, rzucone przez herosów, paliły ją żywym ogniem. Mimo to remora atakowała wściekle. Nim bohaterowie ją ubili, zdołała nawet poważnie ranić Aegeę.

                Ostatecznie drużyna powróciła triumfalnie, choć bez jednego z kompanów, do osady Uchodźców. Po takim czynie niemal dwie setki uchodźców zdecydowało się ruszyć na ziemie bohaterów, którzy tymczasem planowali dotrzeć do Estralus, gdzie Korgoth chciał się spotkać z niewierną narzeczoną.

Pictland sesja 43

Reklamy

Komentarzy 6

  1. Nadganianie z raportami rozpoczęte? 🙂

  2. Zhuge? Zhuuugeee! Noooo! Whhhyyyy?!!!!

  3. @ Jaro
    Ano, mam nadzieję, że będzie skończone. Kolejny do EP zrobiony już, ale wrzucę go pewnie dopiero po powrocie z Wawy.

    @Mash
    Chłopie, to było coś niesamowitego. Do dziś nie jestem w stanie zrekonstruować tej rozmowy, która doprowadziła Khitajczyka do tej feralne decyzji. Ale zjazd na saneczkach… miazga! W skrócie można go onomatopeicznie przedstawić:
    – Szur!
    – Świiist!
    – Łiiiiiiiiiiiiii!
    – DUP!

    • A po DUP: BUUUUUUHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀

  4. Ostatnie słowa: Jesteśmy Ciotami, czy Bohaterami??!!
    No a na nagrobku ma wyryte: „Tu leży Zhuge, Bohater, nie ciota” 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s