Conan BRP odc. 46 – Rydwany i trupy

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski i setnik aquilońskiej armii, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść.

Hanno Rasmusson (Grzegorz) – medyk z odległej Hyperborei. Wysoki jak tyka, nieźle zbudowany i kompletnie nienawykły do walki.

Chariots_jpg_600x345_crop-smart_upscale_q85

Zwyczajowy początek sesji

MG: Bando bezlitosnych skurwysynów, okrutnych bandytów…

Maro: …i ty Jarku.

Pierwsze dwa dni zawodów upłynęły bez większych zaskoczeń. Korgoth zarżnął na arenie każdego z przeciwników, nawet się przy tym nie pocąc. Aegea i Rhodd pokazały co potrafią na turnieju strzeleckim, Publiusz przerypał pokazowo gonitwę konną, a Hanno rozkręcił biznes bukmachersko-medyczny. Mim o to pewne wydarzenia sugerowały, że Mercilus nie jest wcale tak szlachetnym i wspaniałomyślnym władcą. Uczty, jakie wyprawiał, mogłyby zawstydzić dziwkę z Shadizar. To jednak żadne zaskoczenie. Kto możnemu zabroni? Ma złoto, to się bawi. Gorzej, że herosi raz po raz dowiadywali się od swoich znajomych, że Mercilus i jego herold – Straponus, coś ukrywając. Coś wyjątkowo paskudnego. Iswarani, kapłan Asury, z którym dość szybko zapoznali się, a może nawet zaprzyjaźnili bohaterowie wręcz mówił, że Mercilu to paskudny człowiek. Póki mieszkał w Tarantii, znany był z mecenatu i szlachetności, jednak jakieś pół roku temu zmienił. Co ciekawe, krótko wcześniej u jego boku pojawił się nie kto inny jak Straponus. Po jakimś czasie Mercilus spieniężył majątek i uprosił króla Conana o przydzielenie mu stanowiska namiestnika po odwołanym Arrigusie Barrabusie. Całe te zawody gladiatorskie też były jego pomysłem. Władował w nie góry złota, wybudował wielki amfiteatr, sprowadził gladiatorów z całej Hyborii. Dla samej zabawy? Dziwne, skoro nigdy nie fascynował się turniejami w stolicy.

To nie koniec tajemnic. Wszak jeszcze przed przyjazdem herosom udało się uwolnić dzieci, które ponoć zostały porwane lub kupione po wsiach na polecenie samego namiestnika. Również Matineo, kapitan najemników z Wolnej Kompanii Teodoryka, największej z band najemnych na pograniczu, ostrzegał BG przed Mercilusem. Chyba wiedział, co mówi, skoro służył jako dowódca świty namiestnika? Takich informacji, najczęściej niesprawdzonych plotek było całkiem sporo. A co zrobi heros, gdy coś jest niesprawdzone? Sprawdzi.

Krótkie śledztwo BG (rozpytywanie po mieście, wśród znajomych etc.) wykazało, że wszyscy zabici i ranni w zawodach gladiatorskich miast trafić do świątyń tudzież medyków, kierowani są pod arenę. Tam znajdowały się pomieszczenia zajmowane przez kilka szkół gladiatorskich i personel. Dość szybko powstał plan, by sprawdzić, co takiego się dzieje pod amfiteatrem.

Tymczasem zawody dopiero się rozkręcały, 7 dnia miesiąca Wróbla miały odbyć się wyścigi rydwanów, do których przygotowywał się Publiusz. Jednocześnie Korgoth toczył kolejne pojedynki, które kończyły się zazwyczaj wedle tego samego scenariusza: cios, upadek, spojrzenie na namiestnika, palec w dół, odrąbanie łba. Nieco gorzej szło drużynowym strzelcom. Rhodd po początkowym fuksie dość szybko zaczęła odstawać od pozostałych. Umiejętnościami jak i posiadaną bronią nie potrafiła dorównać przeciwnikom. Z kolei Aegea, posiadaczka dwu eksperymentalnych, doskonałych kusz oraz sokolego oka miała zwyczajnego pecha. Po strzelaniu do tarcz, a potem w cel na czas, gdzie uzyskała świetne noty, sfuszerowała odstrzeliwanie lin i średnio poradziła sobie z trafianiem manekinów ukrytych za blankami zamku. Po czterech konkurencjach prowadził  były łowczy Aerulus, odbierając prowadzenie Aegei, która spadła na drugą pozycję.

Trzecią dyscypliną, w której strzelcy wzięli udział, były zmagania dużo bardziej niebezpieczne. Oto mieli stawić się sami, z jedną bronią strzelecką i trzema pociskami na arenie. Jak się okazało, każdy z nich miał zmierzyć się z dziką bestią. Rhodd wyszła pierwsza, a krótko potem otworzyły się wrota i wypadł z nich ogromny bawół. Rogacz rzucił się w stronę Bossonki, która w krótkim czasie posłała w jego kierunku trzy posiadane strzały. Nie ubiła bestii i być może skończyłaby pod kopytami, ale uśmiech szczęścia i wyrwana z cielska strzała zakończyły walkę. Co prawda Rhodd oberwała rogami, ale dobyty pocisk wbiła prosto w oczodół bestii.

Aegea stanęła do walki z czarną panterą. Dziki kot zaczął krążyć wokół swej ofiary, ale oberwawszy z kuszy skoczył na Aegeę. Tutaj może skończyłby się pojedynek, ale pewne wydarzenie nieco pomogło Argosance. Tutaj jednak trzeba cofnąć się dzień wcześniej. Oto przed pojedynkiem Korgotha Publius postawił u kilku bukmacherów nieco złota. Wygrał rzecz jasna, ale co ciekawa trzech z  bukmacherów zniknęło w tajemniczych okolicznościach. I właśnie podczas walki Aegei Publius dostrzegł jednego z nich. Podszedł spokojnie, puścił mimo uszu jękliwe tłumaczenia a potem uniósł biedaka w górę i rzucił go na arenę. Trzeba rzec, że gest był medialny. Pantera w ułamku sekundy rozszarpała nieszczęśnika, tłum zaryczał, Publius zyskał kilka punktów do lansu, a Aegea kilka sekund, dzięki którym zdążyła dobić kocura. Po wszystkim Aegea była pewna, że przeszła dalej w turnieju, a Publius, iż żaden bukmacher raczej nie spróbuje go więcej oszukać.

Po kolejnych dziwnych akcjach herosów.

Hanno: Jaka jest pora dnia?

Korgoth: Poradnia zdrowia psychicznego.

Po tej konkurencji bohaterowie wrócili do tawerny i ruszyli w klasyczne, imprezowe tango. Wino, kobiety i śpiew w wersji turbo. Kiedy w przepełnionej tawernie rozlegały się pijackie ryki, ktoś kogoś prał po mordzie, a dzielni herosi tracili zdobyte złoto, po raz kolejny na arenie pojawił się nie kto inny jak Straponus. Aegea, nie chcąc po raz kolejny uczestniczyć w dekadenckich ucztach Mercilusa skryła się wśród tłumu, jednak herold nie przybył po nią. Szukał Rhodd. Bossonka początkowo odrzuciła zaproszenie na ucztę. Mało tego wdała się w mało uprzejmą dyskusję z możnym Straponusem. Ten przyjął słowa Rhodd z lekkim uśmiechem. Zapytał tylko, czy ma zanieść odmowną odpowiedź namiestnikowi. To zmiękczyło bohaterkę, która ostatecznie zgodziła się przybyć na wezwanie Mercilusa. Na swoją zgubę…

Będąc już pałacu namiestnika, została obmyta i odziana w białą tunikę, a potem poczęstowana doskonałym argosańskim winem. Które widać miało niebywałą moc, skoro po jednym łyku Bossonka zwaliła się na ziemię nieprzytomna.

Świadomość odzyskała, leżąc przywiązana i naga do stołu. Straponus stał nad nią i z sardonicznym uśmieszkiem wyjaśnił, iż to jest nauczka, by nie odmawiać szlachetnie urodzonym. A potem herold i kilkunastu jego towarzyszy znieważyli cześć łuczniczki. Po wszystkim Rhodd została odesłana do tawerny, gdzie do wszystkiego przyznała się jedynie Hanno (potrzebowała pewnych ziół). To wydarzenie było kolejnym, które udowadniało, że namiestnik i jego ludzie to banda prawdziwych i niebezpiecznych skyrwysynów.

Dialog z informatorem

Informator [NPC]: Wyglądasz na człowieka interesu.

Korgoth [pogardliwie]: A ty na interes człowieka.

Tej samej nocy Publius wraz z Korgothem planowali, jak zwiększyć szanse tego pierwszego w wyścigu rydwanów. Aquiloński setnik wciąż pamiętał, co się wydarzyło podczas gonitwy, a przecież teraz nie będzie łatwiej. W samym wyścigu miały wziąć udział ledwie 4 drużyny:

– Niebiescy – baron Otheles Zambro z Galparan, mistrz powożenia, prawdziwy aquiloński arystokrata

– Zieloni – Ophirczyk Ajax z Mecanty, znany w południowych królestwach Hyborii

– Żółci – lord Adelibert z Belverus, Nemedyjczyk, ponoć bliski przyjaciel nemedyjskiego szlachcica Epamidesa, zamieszkałego w Scandadze (wedle niektórych szefa nemedyjskiej siatki szpiegowskiej).

– no i Różowi – czyli Publius Maximus, mistrz miecza, tarczy i dystansu do siebie, ale na pewno nie rydwanu.

Skąd Różowi w wyścigu?

Pytanie: Kto bierze udział w wyścigu?

MG: Niebiescy, Żółci, Zieloni i Chuj wie jacy.

Korgoth, pamiętając, co się działo podczas konnej gonitwy, rzucił, że musieliby otruć konie przeciwników, by Publius wygrał. I to było ja nagłe olśnienie. Przecież nikt z Was nie oczekiwał, że tych dwóch zamierzali uczciwie cokolwiek wygrać? Dzień przed wyścigiem Publius opłacił bandę młodocianych uliczników, by nie tylko kibicowali jemu (tak jak wcześniej Korgothowi, to nie było wszak pierwsze zadanie dla dzieciaków), ale także czasem palnęli z procy czy innego ustrojstwa w konie konkurentów. W dodatku od jednego z zielarzy (wraz ze wsparciem Hanna) herosi kupili jakąś diabelską mieszankę dopingową dla koni Publiusa.

gladia_1280

I pewnie na tym by się skończyło, gdyby nie błąd popełniony przez lorda Adeliberta. Otóż Nemedyjczyk wpadł pomysł, by niecnie i zgoła nieszlachetnie zwiększyć swoje szanse. W noc przed wyścigiem, kiedy herosi robili w tawernie to co zwykle (wino, kobiety i… blablabla), wysłał swego służącego, który dostał się do stajni i podtruł konie Publiusa. Szczęśliwie Hanno uratował biedne szkapy, a któryś z pozostałych herosów znalazł ślady, które wyraźnie wskazywały na Nemedyjczyka. W ramach kontrakcji Korgoth wspiął się po ogrodzeniu i wszedł na teren posiadłości Epamidesa (gdzie mieszkał Adelibert). Przedostał się do wozowni, uszkodził rydwan, o ile pamiętam także nakarmił czymś paskudnym konie Nemedyjczyka.

Rankiem herosi stanęli wśród tłumu na arenie. Po kolejnych walkach i dyscyplinach strzeleckich rozstawiono na piasku koloseum długi, drewniany parka, wokół którego mieli się ścigać woźnice. Zagrały fanfary, Mercilus ze swej trybuny dał znak i konie ruszyły z kopyta! Publius początkowo jechał na końcu. Jakież było zaskoczenie, gdy Publius znalazł się na trzeciej, a potem na drugiej pozycji! Znaczy zaskoczenie dla wszystkich poza herosami, a zwłaszcza Hannem, który doskonale znał siłę dekoktu, którym napojono przed wyścigiem konie Publiusa. Dzieciaki wspomagające swego sponsora też wpłynęły na przebieg wyścigu. A to koń któregoś z zawodników nagle kwiknął i zwolnił, a to inny się potknął.

Już w połowie okrążenia Aquilończyk dopadł prowadzącego wozu Adeliberta. Rozpoczęły się bezlitosne zmagania, a raczej smagania. Konkretnie Nemedyjczyk próbował smagać biczem Publiusa. Ten jednak z uśmiechem przyjął ataki konkurenta, a potem przyparł go do bandy. Po nawrocie wóz Adeliberta zahaczył kołem słup, obróciło go, a potem wyrzuciło w powietrze. Rydwan, konie, Adelibert. Wszystko huknęło o ziemię i zmieniło w plątaninę potrzaskanych kości, desek i reszty.  Nemedyjczyk przeżył, ale z wyścigu odpadł. Natomiast Publius nie oddał prowadzenia już do końca. Na metę wjechał triumfalnie unosząc ręce, a tłum ryczał na jego cześć. Tak oto Aquilończyk, dzięki różnym cechom, ale z pewnością nie uczciwości, zdobył główną nagrodę – wór z dwoma tysiącami złotych lun. Krótko potem sprzedał (z zyskiem!) rydwan i zwycięskie rumaki… Wszak chodziło o uzbieranie kasy na okręt dla Aegei.

Jeszcze tego samego dnia, po południu Nemedyjczycy pokazali, co potrafią. Wpierw Rhodd i Hanno nawiązali kontakt z niejakim Szczurzym – złodziejem z Gildii. Za złoto ów bezecny informator poinformował, że katastrofa Adeliberta ma dużo większe konsekwencje niż się wydawało. Otóż Publius wedle Szczurzego musi być nie lada kozakiem, skoro załatwił w ten sposób czołowego agenta Epamidesa i zarazem króla nemedyjskiego na obszar zachodniej Aquilonii. Adelibert co prawda przeżył, ale paskudnie połamany leżał w pałacu Epamidesa. Ten zapewne już knuł, jak zemścić się na Publiusie.

Sam Mitra tylko wiedział, jak bliski prawdy był Szczurzy. W tym samym czasie bowiem Aegea i Publius myszkowali po Scandadze. Będąc już całkiem blisko tawerny zostali zaatakowani przez grupę dobrze wyszkolonych i zdesperowanych siepaczy. Co prawda herosi już na początku jednego z nich powalili, ale paskudny cios przeszedł przez gardę Publiusa i Aquilończyk legł ciężko ranny w pyle ulicy. Cholera wie, jak by się to skończyło, gdyby nagle nie rzucił im się na pomoc nie kto inny jak Oliver – poitaiński rycerz, uczestnik zawodów gladiatorskich, w których był równie wielką niespodzianką co Korgoth. Poitaińczyk zdołał powstrzymać atakujących i wraz z Aegeą ranić kilku z nich. Dzięki temu zamach się nie powiódł. Rannego Publiusa towarzysze zanieśli do karczmy. Tak oto nie tylko knowania Epamidesa zawiodły, ale i herosi zyskali walecznego sprzymierzeńca. Oliver, usłyszawszy o podejrzeniach herosów wobec Mercilusa, zdecydował się wspomóc ich w walce przeciw złu.

No tak jakby nasi bohaterowie byli aniołami w ludzkiej skórze. Mniejsza z tym, zbliżał się czas, kiedy dzielni herosi zmierzą się z grozą kryjącą się pod areną.

Ps. Rekonstrukcji ciąg dalszy. Wydarzenia opisane (i wiele nieopisanych, bo mniej ważnych) miały miejsce podczas kilkusesyjnej rozgrywki w Scandadze, choć pewnie gdzieniegdzie popieprzyłem kolejność, za co przepraszam moich drogich erpegowych bandziorów.

Reklamy

komentarzy 6

  1. Już się zacząłem zastanawiać, czy to na pisanie raportów brakuje czasu, czy wręcz na granie!

  2. Zdecydowanie na pisanie, gramy regularnie.

  3. Nauczka udzielona przez Straponusa pięknej Rhodd to gęsty temat.
    Niedawno byłem świadkiem rozmowy, w której graczka wypominała swojemu Mistrzowi Gry, że w sesji kilka lat temu (!) jej postać została wykorzystana seksualnie podczas upojenia alkoholowego. Sytuacja nie była jasna, postać poszalała, obudziła się trochę obolała a jeden ork bn strzelał do niej oczami porozumiewawczo. MG do końca nie powiedział, co zaszło (i czy coś konkretnego zaszło) ale ona i tak sobie dorobiła najczarniejszy scenariusz. Mówiła, że straciła cała sympatię do swojej z trudem budowanej postaci. Że to było ohydne wydarzenie. I MG musiał ponownie się usprawiedliwiać i tłumaczyć. Po latach!
    Nigdy nie wiadomo, na jaki poziom wrażliwości graczki się trafi.
    Tutaj na szczęście graczką jest Damian. To zmienia bardzo dużo, IMO.
    Taka sama scena wobec Aegei miałaby znacznie cięższy kaliber, jak sądzę.

    Męska mentalność odmienną jest. Jak się nazywa gwałt na mężczyźnie, przeprowadzony przez kobietę? „Seks niespodzianka”.

  4. No właśnie. Mam taką zasadę, że nie opisuję aktów seksualnych na sesji (zwłaszcza jeśli biorą w nich udział BG), bo to zazwyczaj wychodzi mi mizernie. Zostawiam rzecz domysłom.

    A już zupełnie odpuszczam sobie przemoc seksualną.

    Dwa wyjątki miałem. Dawno temu jeszcze w WFRP, BG trafili do więzienia w Tilei. Postać gracza była w celi z jednym kumplem i czterema recydywistami. Chciałem zrobić mocną scenę więziennej bijatyki. Kolesie zaczęli zaczepiać BG, grozić mu właśnie gwałtem. Ten się postawił i wtedy drugi BG, jego towarzysz go ogłuszył

    Nie pytaj, dlaczego. Do dziś nie wiem. Twierdził, ze chciał go w ten sposó uratować. A że jego postać była magiem, to dostała wciry a tamtem został zgwałcony. Gracz dalej grał tamtą postacią i to bardzo długo. Ale niesmak był.

    Tutaj faktycznie pozwoliłem sobie na taką akcję z dwu powodów:
    1. Damian to facet i przypuszczałem, że aż tak nie jest do swej kobiecości przywiązany. Po sesji pytałem, czy to problem, powiedział, że absolutnie żaden. Sceny zresztą nie opisywałem tylko stwierdziłem, że w kilku bydlaków staje wokół nagiej, zniewolonej Rhodd.
    2. Chciałem pokazajć, jakimi zwyrodnialcami są Straponus i Mercilus.

    Natomiast na tej sesji dokładnie opisałem, jak wygląda zbliżenie między Adramelechem a Salomi-Nene. W zasadzie było to obrzydliwe National Geographic :).

  5. Może tylko tak myślisz. Może Damian po sesji pół nocy szlochał w poduszkę.

  6. Taaaak, Damian. Szlochał :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s