Conan BRP odc. 50 – Morskie opowieści

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:).

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski i setnik aquilońskiej armii, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym (lub takowym toporem). Zapijaczona, wredna menda:).

Sekcja zamieszania:

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść.

Problemy gonią problemy. Tym razem przywlókł je Publius.

Korgoth [sarkastycznie do Publiusa]: Co teraz? Ty nasza, kurwa, skarbnico wiedzy? Kloako wyjść awaryjnych?

1675-deckel

Scandaga po zamieszkach zaczęła przypominać miasto pod okupacją. Na ulicach roiło się od najemników i gwardzistów Mercilusa. Następnego dnia Straponus w imieniu nieobecnego Mercilusa ogłosił zwycięzców turnieju. W gladiatorskim zwyciężył Alef Zębaty z Shemu, a w strzeleckim Aerulus, były aquiloński łowczy. Jednak ludzie czuli, że koniec turnieju nie przebiegł w sposób, jaki sobie Mercilus zaplanował. Herosów nie było przy ogłoszeniu wyników, nie opuszczali jednej z wielu kryjówek kultu Asury. Będąc pod bezpośrednią opieką arcykapłana Iswaraniego planowali swoje dalsze posunięcia. Zamach na Mercilusa spalił na panewce, pod postacią Straponusa odrodził się syn Adramelecha i Salomi-Nene. Sam namiestnik stał się zapewne zakładnikiem Molocha i jego syna. W tej chwili o wiele groźniejszy był fałszywy Straponus. Jednak w chwili obecnej możliwości walki się skończyły, tak przynajmniej uważali herosi oraz ich mentor – Iswarani. Kapłany Asury wciąż grzebał w zatęchłych manuskryptach, szukając informacji o Adramelechu. W jednej z shemickich ksiąg wyczytał, że Moloch za rok zdobędzie wystarczająco mocy, by powrócić do naszego świata i zemścić się na Belu. Jego przyjście przygotuje nie kto inny jak Straponus właśnie.

Bohaterowie zdecydowali się na jakiś czas opuścić Scandagę. Tym bardziej, że po próbie zamachu (nawet dwu próbach) byli poszukiwani przez najemników czy gwardzistów. Co prawda dowódca gwardzistów – kapitan Matineo  skrycie im sprzyjał, lecz w tym wypadku niewiele mógł zrobić. Stanęło więc na tym, że herosi skrycie wydostaną się ze Scandagi i na jakiś czas w ogóle opuszczą Westermarck. Tak, tak, dokładnie, wyjadą z Westermarcku i odwiedzą Messantię, stolicę Argos i zarazem rodzinne miasto Aegei. Ucieczka miała nastąpić w karawanie Palanidesa, właściciela szkoły gladiatorskiej z Messantii. Palanides, człek interesu, lecz uczciwy zgodził się pomóc BG, pod warunkiem, że Korgoth stoczy dla niego kilka walk na arenie w Messantii.

Korgoth kupił sobie zbroję. Jako że kasy mu zabrakło, wziął ze wspólnych, przeznaczonych na okręt Aegei.

MG: Jak tyle wydasz, to nie będzie na okręt. Co najwyżej kupicie ponton i będziecie popierdalać jak piraci somalijscy.

Aegea: [Miażdżące spojrzenie na Korgotha]

Korgoth [skruszony]: Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Jestem złym człowiekiem.

Zanim jednak herosi wraz z Palanidesem opuścili Scandagę, doszło do jeszcze jednego wydarzenia. Publius jeszcze na początku turnieju zamówił świetną zbroję płytową, która miała być wykonana w Tarantii i sprowadzona na pogranicze. Zapłacił za nią kilka tysięcy złotych lun, toteż nie zamierzał bez niej wyjeżdżać. Było to dość ryzykowne, ale jak się okazało zagrożenie nie przyszło ze strony siepaczy namiestnika.

Kiedy Publiusz dotarł (wraz z towarzyszącym mu jednym ze szpiegów Asury) do płatnerza uderzyło go, iż w domu panuje niezwykły spokój. Załomotał do wrót i po chwili otworzył mu jeden ze służących płatnerza, twierdząc, ze zbroja Publiusa jest już gotowa. Publius ostrożnie wszedł do środka. Kątem oka zauważył ruch i instynktownie cofnął się. We framugę wbiła się strzała wystrzelona z wnętrza warsztatu, a dwu innych drabów zaatakowało wściekle. Jeden z nich, rosły Hyborejczyk w średnim wieku, niemal odciął głowę bohaterowi. Ten ledwie dobył broni, musiał stawić czoła ogromnemu siłaczowi, który dwuręcznym korbaczem próbował roztrzaskać mu czaszkę. Czwarty, nożownik o szczurzej twarzy, próbował go zajść od tyłu. Publiu cofał się pod nawałą ciosów, ale i odgryzał się zaciekle. Jego dwuręczny miecz zataczał szerokie kręgi, trzymając wroga na dystans. Mimo to sytuacja była dramatyczna. Nie pozostało nic innego jak ucieczka. Aquilończyk szczupakiem skoczył przez wielkie okno, powierzając swój los Boriemu. Patron wojowników widać mu sprzyjał, bo strzałą wystrzelona z łuku przez jednego z zabójców, Turańczyka lub Hyrkańczyka przypadkowo trafiła jednego z jego kompanów. Publius wylądował na bruku (po raz kolejny, po wyrzuceniu z legionu aquilońskiego ;)) o pomknął przed siebie. Szczęśliwie udało mu się skryć przed zabójcami najpewniej wysłanymi przez nemedyjskiego ambasadora.

Dzień później karawana Palanidesa wraz z BG opuściła Scandagę. Wcześniej herosi pożegnali się z Oliverem, który zdecydował się na jakiś czas wrócić do Poitain, oraz Iswaranim, którym miał przez ten czas zbierać informacje o Straponusie. Za rok wszyscy ponownie mieli się spotkać w Scandadze, by stawić czoła pomiotowi Adramelecha. Karawana z niewielkimi przeszkodami (przejściowe problemy ze strażą na bramie) opuściła stolicę Scandagi i traktem ruszył w głąb Aquilonii.

5 dni później dotarli do Tanasul, wielkiego miasta na rzece Shirki, a po kolejnych 4 dniach wreszcie zawitali do Tarantii. Palanides wraz ze swoimi został na popas pod miastem (opłacony sowicie przez Korgotha, który chciał dłużej pobyć w Tarantii), a herosi wkroczyli do ogromnej stolicy Aquilonii. Podziwiali ogromne, strzeliste wieże z marmuru, których dachy kryto srebrem. Oglądali posągi ukazujące królów i kapłanów najpotężniejszego z królestw hyborejskich. I cholera wie, któremu pierwszemu wpadł do łba pomysł, by odwiedzić króla Conana…

500px-Tarantia

Tarantia

Oczywiście nie było mowy o wejściu do pałacu królewskiego strzeżonego przez odzianych w stal gwardzistów z Legionu Czarnego Smoka. Okazało się jednak, że następnego dnia ma się odbyć egzekucja buntowników, którzy podczas uwięzienia króla przez Tsotha-lantiego stanęli po stronie uzurpatora – Arpella z Pellii. Król miał być obecny podczas tej „uroczystości”. Co do samego Arpella herosi mogli pod murami wieży pałacowej podziwiać rdzawą plamę, która pozostała po nędznym uzurpatorze.

Herosi zwiedzają Tarantię.

Korgoth: Została na bruku plama po Arpellu?

MG: Tak.

Korgoth: Wytarzam się w niej jak kot!

Podziwiania Plamy Arpella c.d.

Korgoth: Ale jebnął!

Publius: Król to ma rozmach.

A wieczorem herosi zrobili to co zwykle. Zachlali do nieprzytomności pały w jednej z tarantyjskich tawern. I jak łatwo się domyśleć nieźle narozrabiali.

Rankiem obudzili się ze znajomym bólem łba i przystąpili do operacji „Kac Tarantia”, czyli rekonstrukcji wydarzeń. Po pierwsze nie było z nimi Rhodd. W karczmie powiedzieli, że wyszli z nią, ale wrócili bez niej, za to niezwykle rozbawieni i zdyszani, jakby przed czymś uciekali. BG poszli tym tropem, idąc wzdłuż ulicy i rozpytując to o Bossonkę, to o samych siebie. Okazało się, że chyba nie było burdelu, którego by nie odwiedzili, knajpy, w której by nie narozrabiali. A to Korgoth nago wszedł na dach burdelu, a to Publius wygrażał napotkanych strażnikom, a to Aegea udowadniała, że jest nie tylko wojowniczką, lecz i chodzącym powabem.

tarantia (1)

Tarantia

W tym samym czasie Rhodd obudziła się wśród atłasów, obok przystojnego młodzieńca. Jak się okazało, swego męża. Nocą ponoć została wydana za arystokratę, któremu kumple Rhodd wmówili, że ma do czynienia z dziką księżniczką zachodu. Biorąc pod uwagę, że młody małżonek dysponował gigantycznym majątkiem, Rhodd nie wylądowała najgorzej. Co innego jej towarzysze, którzy zaczęli rozumieć, że sprawa wyszła poza zwykłe „wino, kobiety i śpiew”, gdy w jednym z burdeli dowiedzieli się, że przyjechali na słoniu…  Słoń odnalazł się w pobliżu pałacu królewskiego, w zasadzie już w samym pałacu, bo herosi, jadąc na nim, wyłamali bramę, a potem uciekli. Teraz z dystansu mogli zobaczyć kordon gwardii otaczający pałac i samego króla Conana, który pieklił się, stojąc przy słoniu. W tym momencie Korgoth uznał, że zobaczył to, co chciał (samego króla). Krótko potem udało się BG namierzyć Rhodd i wydostać ją z rąk młodego i namiętnego męża.

Młody arystokrata [NPC, namiętnie do Rhodd]: Moja ukochana żono, moja dzika piękności, to była wspaniała noc.

Rhodd [na potwornym kacu patrzy z niesmakiem]: Gdzie jestem? Rozglądam się.

MG: Widzisz, iż sypialnia kapie od złota. Bogactwo widać tu w każdym cału atłasowych draperii, inkrustowanych meblii czy złotych posążków.

Rhodd [rozpogodzona do arystokraty]: Mój ukochany!

Krótko potem wszyscy opuścili Tarantię i w karawanie Palanidesa ruszyli na południe. W ciągu kolejnych 10 dni dotarli do Poitain, przejechali przez tę piękną prowincję i zawitali do Argos. Ostatecznie bez przygód 6 dnia miesiąca Jastrzębia przekroczyli bramę Messantii – stolicy Argos i jednego z największych portów świata. Mogli podziwiać białe domy, pałace, wieżyce. Monumentalne świątynie podtrzymywane przez marmurowe kolumny, wreszcie ogromny port z kilkoma setek żaglowców i galer.

15-80898_La Reale de France_3

Przez kilka kolejnych dni Korgoth spłacał swój dług u Palanidesa, występując na arenie, ale wreszcie zew przygody dał o sobie znać. Herosi dowiedzieli się, że w jednej z portowych tawern baron Aetius Succrus, arystokrata argosańska, renegat, korsarz i poszukiwacz przygód organizuje swoją kolejną wyprawę. Nocą BG odwiedzili tawernę, cuchnącą rybami norę i przystąpili do kolorowej ferajny barona i zaokrętowali się (Publius i Korgoth jako wojownicy pokładowi, Aegea jako bosman, Hanno jako medyk a Rhodd jako strzelec) na „Srebrnego Łabędzia” – śmigłą galerę piracką. Kompania, jaką zebrał baron Aetius z pewnością budziła respekt. Był Stygijczyk – Amehopti, prawa ręka barona i wedle piratów przeklęty mag.Osti – stary zapaśnik i sternik „Łabędzia”, dwu nierozłącznych przyjaciół Aquilończyk Taurus i młody cymmeryjski barbarzyńca Branmak (alter ega Publiusa i Korgotha), Laertes – argosański złodziej czy shemicki oficer – Varathur zwany mężny. O samej wyprawie Aetius nie chciał zbyt wiele mówić, jednak miał prowadzić daleko na zachód, pod wybrzeże Zingary, na wyspę opanowaną przez Piktów. Z nimi mieli się zmierzyć herosi.

Conan_Messantia_Interiors_04_by_vtishimura

Messantia

Długa żegluga może być przyczyną szkorbutu.

Aegea: Cytryna ponoć pomaga.

Rhodd: Tak, zęby nie wypadają.

Korgoth [mściwie]: Komu jak komu, ale bosmanowi wkrótce wypadną.

Następnego ranka „Srebrny Łąbędź” wyruszył w morze. Rozwinął swe czarne żagle z wyobrażeniem białego ptaka i przy miarowym wtórze bębna wybijającego rytm wioślarzom skierował się na zachód. Kolejne 10 dni przebiegły w spokoju. BG zajęci byli ćwiczeniem na pokładzie czy dogryzaniem ulubionym załogantom (np. bosmanowi Ostiemu). Nie atakowali żadnego z napotkanych statków czy okrętów, a i te widząc korsarską galerę, czym prędzej kryły się w zatoczkach Argos czy Zingary. Owszem było kilka spotkań (m.in. z wielkim żółwiem, z którego skorupy Publius zrobił sobie tarczę), ale nie miały większego wpływu na fabułę.

Życie morskie zaskakuje. Herosi po raz pierwszy na okręcie.

Korgoth [słuchając rozkazów bosmana]: Kurwa, nigdy nie byłem na morzu. O czym on pierdoli?

Publius: Nie wiem. Ja bardziej nigdy nie byłem na morzu.

Wreszcie dziesiątego dnia wieczorem galera dopłynęła do celu. Była nim malownicza, pokryta dżunglą wyspa. Na obu jej krańcach wznosiły się zalesione wzgórza, a ponad nimi ogromna skała o dziwnie fallicznym kształcie. Ponad wyspą unosiło się ptactwo, chociaż z tego dystansu wydawał się ono zbyt wielkie… Niczym napotkane niegdyś przez herosów pteranodony. Na rozkaz barona okręt wpłynął do jednej z zatoki i zakotwiczył jakieś 700 metrów od szerokiej piaszczystej plaży. Dopiero teraz baron wytłumaczył, jaki jest cel wyprawy. Miejscowy wódz Piktów porwał córkę możnego argosańskiego arystokraty. Trzeba ją odbić z rąk dzikusów.

Skąd falliczna skała na wyspie?

MG: A w świetle dogasającego dnia widzicie, iż ponad wyspą wznosi się monumentalna skała, która przypomina…

Publius [bez namysłu]: … penisa!

MG [poza grą]: Wiesz, że właśnie wygenerowałeś przygodę?

Rhodd [smętnie]: A to mógł być np. kruk…

marvfeat6e

Messantia

Advertisements

komentarze 3

  1. Hangover ze słoniem mnie zabił, a ciało podeptało „…ja bardziej nigdy nie byłem na morzu.”. 😀

  2. @Tsar
    Raporty Tomka to dla mnie niewyczerpalne źródło pomysłów do moich własnych przygód. Elephant Hangover to właśnie taki motyw. Wsadzę go w którąś z moich przygód na 100%. Nie mam z tym żadnego problemu (oryginalności, autorstwa, wtórności), tak baj de łej, bo i tak cała popkultura, która ociekają sesje rpg, już się kiedyś wydarzyła, ktoś zawsze kimś się inspiruje – tylko mniej lub bardziej to maskuje. Co więcej: wiele z tych historii chwyta nawet jeżeli gracze mają świadomość ich wtórności. Jeżeli drużyna się budzi na kacu i musi poskładać nocne wydarzenia, których nie pamięta, to oczywiście, że powie: „to było w Kac Vegas”, albo nawet powie: „to było w Conanie Smartfoxa”, ale i tak z radością ruszy odkrywać, co też narozrabiali. I czy nocą gnębili tygrysa, słonia czy inne żyjątko.

  3. Najlepsze, że to kompletnie nieplanowane, a zawsze wychodzi w mojej ekipie. Pada sygnał: „No to robimy to, co zwykle. Chlejemy”, ja kontrolnie rzucam „Tak na umór”? Jeśli słyszę „A mamy coś innego do roboty teraz?”, to puszczam się i graczy w tango.

    Samograj. Zawsze wychodzi kupa śmiechu.

    W Conanie pierwszy taki hangover był w Lordar, gdy Gerardo na Umbie pojechał wyzwać władykę miasta na pojedynek: https://smartfox.wordpress.com/2012/01/25/conan-brp-odc-17-na-tropie-laramby/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s