PŚŻnMT 03 Charlotte the Harlot

Jak zapewne pamiętacie, nasza dzielna drużyna wyruszyła z biblioteki świątynnej w poszukiwaniu sposobu uwolnienia prywatnej dupodajki nadrzędnego świątobliwego bibliotekarza z rąk okrutnego, acz nie mniej świątobliwego, porywacza.

Opracowanie planu nasi bohaterowie postanowili rozpocząć od oszacowania willi Pieraddo, w której jakoby była przetrzymywana poszukiwana Valentina. Czasu do stracenia dużo nie było, bo całą operację należało zakończyć przed terminem wyborów na stanowisko opata portu, czyli w ciągu 5 dni. Załoga ruszyła zatem z kopyta….. wróć……. z buta prosto w stronę posiadłości.

Warhammer 083

Pomysł wycieczki okazał się nader kiepski. Było już niestety po zmroku, a nasi bohaterowie byli cokolwiek na bakier z geografią miasta, toteż dość szybko pogubili się w gęstej zabudowie.

Poszukiwacze nie pozostali samotni w ciemnościach zbyt długo. Z opresji „wybawił” ich niespodziewany patrol straży miejskiej. Okazało się, że w okolicy zgłoszono rabunek, a nasi przyjaciele, niebywałym wręcz zbiegiem okoliczności, zdawali się pasować do rysopisu.

Próby perswazji i przekonywania po dobroci, tradycyjnie już, spełzły na niczym. Drużynę zmuszono do okazania zawartości kieszeni. Nietrudno się domyślić, że największe zainteresowanie stróżów prawa wzbudził pękaty mieszek podarowany nie tak dawno temu marynarzom przez Admirała. Ów mieszek najwyraźniej również wyjątkowo pasował do rysopisu (któż by się spodziewał…).

3

W tym miejscu nastąpił prawdziwy pokaz krasomówstwa marynarzy, którzy na wszelkie możliwe sposoby dowodzili legalnego pochodzenia swojej własności. Sprawę wyjątkowo sprawnie domknął Adalbert, przekazując na ręce dowódcy patrolu odpowiednią sumkę (stosunkowo niedużą podłóg zawartości sakiewki), czym zaskarbił sobie jego przychylność i wsparcie. Rzeczony dowódca – niejaki Luigi – z radością wskazał drogę do bramy miasta, poradził też powołać się na niego w rozmowie ze strażnikiem wrót – jak się okazało jego bratem. Odradził natomiast wycieczki nocne, z czym nasi przyjaciele nie mieli już ochoty polemizować. Suma sumarum wycieczka wróciła do gospody Pod Meduzą na zasłużony odpoczynek.

Podróżnicy ruszyli dalej o świcie opłaciwszy wcześniej sowicie karczmarza – należało mu się, bo gospoda okazała się dużo lepsza od konkurencyjnych przybytków – nikt ich nie okradł i nie zgwałcił, a ugryzień pozostawionych przez lokalne robactwo mieli raptem kilkadziesiąt…

Wartę przy bramie faktycznie pełnił brat Luigiego (….Mario? ;p ). Na wzmiankę o rodzinnych znajomościach skrzywił się lekko, ale pozwolił naszym przyjaciołom opuścić miasto bez zbędnych formalności związanych z płaceniem myta.

2

Drużyna odżyła na łonie natury otaczającej zatęchłe miasto. Przy pięknej pogodzie i w wesołych nastrojach żeglarze spokojnym spacerkiem pośród sielskich krajobrazów dotarli do willi Pieraddo. Poszukiwacze mieli tajny plan. Żaden z nich go nie znał – był tak tajny! No dobra, nie było żadnego planu, toteż drużyna ruszyła pod bramę posiadłości z nadzieją, że samo się coś wymyśli w odpowiednim momencie…

Willa była z tytułu tych, co to by mogły być niezłymi warowniami gdyby obsadzić je odpowiednią załogą. Mimo to nie sprawiała wrażenia specjalnie mocno przygotowanej na ewentualne oblężenie. Na pierwszy rzut oka nie było widać wymyślnych machin ani pułapek, żadnych patroli ani specjalnej aktywności militarnej, a bramy pilnował na wpół przysypiający gruby wartownik, oddelegowany do tej roboty najwyraźniej z braku pomysłu na jakiekolwiek lepsze wykorzystanie jego bezużyteczności.

Podróżnicy postanowili zagaić przyjacielską rozmowę z rzeczonym cieciem celem zdobycia jakichkolwiek informacji na temat posiadłości. Strażnik niestety nie należał do tych rozmownych. Zdziwiony był niezmiernie, że jego stanowisko ni z gruchy ni z pietruchy zaczęło wymagać jakiejkolwiek aktywności fizyczno-psychicznej i najwyraźniej bardzo mu się ta odmiana nie podobała.

Zachęcony wręczoną przez Adalberta złotą koroną, udzielił zdawkowej informacji na temat dyspozycji swego mocodawcy. Mianowicie Salvatore Pieraddo przebywał obecnie w mieście zajęty przygotowaniami do wyborów i przed ich rozstrzygnięciem nie planował powrotu do willi.

Pod pozorem wręczenia kolejnej monety Yawandir potraktował wartownika zaklęciem uśpienie (czym dość solidnie i niekoniecznie pozytywnie zaskoczył swoich kompanów). Działanie to zresztą okazało się zupełnie bezużyteczne. Szybki rzut oka za bramę ujawnił obecność zbyt dużej liczby postronnych osób, ażeby dostać się do willi niepostrzeżenie, manewru siłowego natomiast towarzysze nie brali pod uwagę. W dodatku zaklęcie okazało się zdecydowanie bardziej krótkotrwałe niż Uczeń miał na to nadzieję i strażnik szybko zaczął się ze snu wybudzać. Drużynie starczyło już tylko czasu żeby odebrać od śpiącego wartownika wręczoną wcześniej łapówkę i dać nogi za pas.

10

Spierdoliwszy z miejsca zdarzenia brygada postanowiła odsapnąć chwilkę w ustronnym miejscu i przemyśleć sytuację. Pięknie się złożyło że nieopodal drogi znalazła się bardzo odpowiadająca tym celom polanka, w dodatku nie bezludna – w promieniach słońca leniwie wygrzewały się urocze pasterki doglądając swojego stadka.

Temu nasi żeglarze nie byli w stanie się oprzeć toteż ochoczo dołączyli do towarzystwa hojnie rozdzielając między niewiasty prowiant, alkohol i inne… hmm… kiełbasy.

11

Ku wielkiemu zdziwieniu Yawandira, marynarzom udało się między uciechami zdobyć kilka informacji na temat willi Pieraddo. Usłyszeli jakoby w willi przebywała teraz jakaś wielka dama (podjechała karocą i w ogóle… w dodatku z eskortą żołnierzy). Opis eskorty nie był specjalnie fachowy, za to wskazywał dość jednoznacznie na obecność w willi liczniejszej organizacji paramilitarnej o umiejętnościach i zaangażowaniu znacznie przewyższających spotkanego wcześniej strażnika bramy.

Ku zdecydowanie mniejszemu zdziwieniu Yawandira, marynarzom udało się także zdobyć nową odmianę choroby wenerycznej.

12

Drużyna dalej rozkminiała temat już podczas drogi powrotnej. Doszli do wniosku że zabrali się do problemu od dupy strony (dosłownie i w przenośni). Zamiast wymyślać sposoby wyrwania zakładniczki z rąk porywaczy należałoby pomyśleć jak dobrać się do biblioteki z pominięciem jej głównego nadzorcy.

W tym celu ekipa udała się w stronę przybytku Manana mając nadzieję na możliwość spotkania się z Salvatore Pieraddo. Opiekun fal faktycznie przebywał w świątyni, jednak tam nie było sposobności odbycia rozmowy. Świątobliwy zainteresował się jednak postacią elfa na tyle by zaprosić towarzyszy na wieczerzę w swojej prywatnej kamienicy w mieście.

Drużyna zaproszenie ochoczo przyjęła, po czym skierowała swe kroki w stronę własnej gospody celem przygotowania i zasięgnięcia informacji u zaprzyjaźnionego karczmarza.

Karczmarz chętnie informacjami się podzielił. Niestety nie było wśród tych nowin żadnego istotnego punktu zaczepienia. Pierrado był wręcz nadzwyczajny w swojej kompletnej zwyczajności. Wyglądał przeciętnie, mówca był z niego średni, żywot prowadził niewyróżniający, nałogom folgował umiarkowanie, ruchał przeciętnie (nikt nie chciał wiedzieć skąd karczmarz to wiedział) – nosz kur*a taki statystyczny Kowalski – nie było się do czego przypiąć.

Nie znalazłszy żadnej istotnej słabości Świątobliwego, poszukiwacze ruszyli na umówioną kolację. Paradoksalnie przeciętność Opiekuna fal wyszła drużynie na zdrowie. Pierrado był bowiem w swojej przeciętności nie skory do wymuszeń czy innego wykorzystywania – ot po prostu był przeciętnie uczciwy.

13

Gospodarz podjął naszych przyjaciół serdecznie, historią księcia Mathrilla się zaciekawił, wyraził prawdopodobnie szczere oburzenie faktem, że jego konkurent nie dopuszcza towarzyszy do poszukiwanej wiedzy, i skierował drużynę do Starego Anzelmo – kustosza biblioteki. Pierrado nie mógł niczego wymusić na kapłanach bibliotecznych, ale zdradził, że Anzelmo jest chorobliwym poszukiwaczem wiedzy i prawdopodobnie zrobi wszystko, żeby położyć łapę na kolejnej księdze nie figurującej w świątynnych zbiorach.

Towarzysze w przyjemnej atmosferze dokończyli wieczerzę i pożegnali gospodarza obiecując puścić o nim dobre słówko wśród miejskiej gawiedzi. Pora była już dosyć późna, więc brygada, mając w pamięci poprzedni efekt nocnych wędrówek, wróciła na kwaterę.

Nowy dzień marynarze postanowili zacząć od wizyty u medyka, gdyż wspomnienie pastereczek doskwierało im niemiłosiernie. Zasięgnęli języka u karczmarza i ruszyli w miasto w poszukiwaniu wymienionego szarlatana.

[W tym miejscu wyszedłem na chwilę z pokoju, więc kompletnego opisu nie przytoczę. Wystarczył mi jednak rzut oka przez balkonową szybę, żeby domyślić się, że dialogi były grube. Warto było zobaczyć jak zgrabnie Hum zainscenizował prezentację interesu – wyglądało to jakby wyciągał z rozporka ćwierćtonową armatę. Rispekt.]

Dość powiedzieć, że chłopaki zostawili u szamana niewielką fortunę, za którą zamiast niedomytych pasterek mogli sobie fundnąć weekend z ekskluzywnymi prostytutkami.

Szczuplejsza w sakiewce drużyna ruszyła w końcu w kierunku biblioteki. Anzelma zastali. Zgodnie z oczekiwaniami był on już ostrzeżony przez przełożonego ażeby kronik Opata Desiderio nie udostępniać.

Ekipa wykorzystała w tym miejscu ujawnioną słabość Starego i wykupiła sobie jednodniowy wgląd do kroniki w zamian za Księgę Wiedzy Tajemnej, z którą Yawandir rozstał się wyjątkowo niechętnie.

Poszukiwacze spędzili więc uroczy dzień przeglądając zapiski Desiderio (a przynajmniej ci, którzy umieli czytać…).

Dowiedzieli się z nich, że Książe Mathrill, szukając Zwoju Kadone wyruszył na Złe Ziemie wraz z krucjatą przeciw Orkom. Nigdy jednak nie wrócił do Tilei – pozostał w założonej przez Bretonów osadzie Schatau de Prievot.

14

Zdobywszy informacje drużyna ruszyła w kierunku portu, ażeby nie narażać się na ewentualny gniew Głównego Bibliotekarza. Yawandir przed opuszczeniem biblioteki próbował zrekompensować sobie utratę Księgi poprzez zwędzenie chociażby przyborów do pisania, ale że złodziej był z niego dupny to i gówno ukradł. Na szczęście towarzysze ulitowali się nad biedakiem i zafundowali Elfowi pustą księgę umożliwiając mu tym samym odtworzenie utraconego tomiszcza.

Załatwiwszy zatem wszystkie sprawunki, kompletnie olewając kwestie wyboru Opata, a także sprawę Świątojebliwego Bibliotekarza oraz jego porwanej lafiryndy, poszukiwacze w trybie przyspieszonym spakowali swoje cztery litery do czekającej i, o dziwo nie skradzionej w międzyczasie, łodzi marki Syrena i ruszyli w powrotny rejs w stronę Luccini.

15

i tyle na dziś

Advertisements

komentarze 2

  1. Pasterka, kiełbasa, pleśniejący banan… Ja pierdolę, dawno nie widziałem tak przejmującej instalacji graficznej :). Nurgle kocha Was za to :).

    „Wyglądał przeciętnie, mówca był z niego średni, żywot prowadził niewyróżniający, nałogom folgował umiarkowanie, ruchał przeciętnie (nikt nie chciał wiedzieć skąd karczmarz to wiedział) – nosz kur*a taki statystyczny Kowalski”

    Obśmiałem się jak norka:). Żadnych kwiatków sesyjnych nie było? Nie wierzę. Gracze jako piraci/korsarze/żeglarze zazwyczaj mają na koncie różne dziwne teksty.

  2. Na tym właśnie geniusz Romka polega. Na sesji pada mnóstwo grepsów. Ale on nie idzie na łatwiznę, nie przytacza ich – tylko pisząc raport wymyśla nowe!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s