Conan BRP odc. 53 – pościg za baronem

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka pozbawiona okrętu i chwackiej załogi, w chwili obecnej zbiera na statek. Biorąc pod uwagę ceny, długo pozbiera:). Piracka proweniencja nie przeszkadza jej być jednym z najlepszych strzelców Hyborii.

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu o mistrz rydwanu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Sekcja zamieszania:

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść. Od pewnego czasu w wersji żeńskiej, wielkocycatej.


islend-5

„Srebrny Łabędź” odpłynął, Aetius ze swoimi poplecznikami zniknął gdzieś w dżungli, a naszym herosom (wraz z grupą lojalnych im piratów w liczbie dziewięciu) nie pozostało nic z zapasów żywności czy wody. Pozostało tylko odnalezienie Aetiusa, pokonanie go, odebranie okrętu i skarbu. I to wszystko w tak niesprzyjającym środowisku, z Piktami dyszącymi żądzą zemsty za ostatnie porażki.

Kilkunastu śmiałków ruszyło na północ. Wpierw dotarli do strumienia, który szerokim rozlewiskiem wpływał do oceanu. Uzupełnili zapasy wody i podążyli dalej. Ponownie to Aegea przecierała drogą, będą zarówno mistrzem skradania się jak i sprawnym obserwatorem. W połowie dnia drużyna wspięła się na jedno z płaskich, zalesionych wzgórz. Argosanka zdecydowała się rozejrzeć po okolicy. Wspięła się na jedno z rosłych, szerokich drzew. Na samym szczycie zaczęła wypatrywać charakterystycznych punktów, być może galery kołyszącej się gdzieś na falach. Miała jednak wyjątkowego pecha [zasadniczo to graczka miała pecha, krytycznie nieudany rzut na Spot]. Nie dostrzegła, iż w czyichś oczach stała się już zwierzyną łowną. Gigantyczny pteranodon spłynął od strony słońca i pochwycił ją w pazury. Aegea zmartwiała ze strachu. Nim zdoła odzyskać rezon gad wzniósł się wysoko ponad drzewa. Jakakolwiek akcja ofensywna może i skończyłaby się śmiercią potwora, ale dzielna piratka nie przeżyłaby upadku z tej wysokości. Pteranodon poniósł ją prosto w kierunku skał wznoszących się na jednym ze wzgórz na północnym zachodzie. Ponad skałami Aegea dostrzegła kilkanaście podobnych gadów. Szczęście w nieszczęściu było takie, że lecąc kilkaset metrów ponad drzewami mogła dokładnie sobie obejrzeć północne rejony wyspy. Ujrzała tam w zatoczce stworzonej przez wąski półwysep (bardzo podobny do tego, jaki w swej prowizorycznej mapie naszkicował Taurus) „Srebrnego Łabędzia”. Galera zacumowała blisko samego półwyspu.

Aegea porwana przez pteranodona odłącza się od drużyny, a jest kartografem ekipy.

MG: Chociaż nie jest z nimi, to rób dalej mapę, okay?

Publius: Teraz będzie miała łatwie, może zrobić lotniczą.

W czasie kiedy Aegea korzystała z udogodnień transportu powietrznego herosi marszem forsownym przemierzali dżunglę, nie bacząc na jakiekolwiek zagrożenia. Zdawali sobie sprawę, że i tak nie nadążą za latającym gadem, lecz może uda im się przybyć nim coś gorszego spotka ich przyjaciółkę. Po drodze znaleźli na jednym z drzew chatę pozostałą po hrabim Sorestesie. Przy jego szkielecie Taurus i Publius odkryli pamiętnik. Zapisany po zingarańśku nie był łątwy do zrozumienia, Publius zdołał z niego wywnioskować, że zamek Sorestesów padł w wyniku ataku Piktów. Ocalał jedynie hrabia, który jeszcze przez kilka lat żył tutaj.

Tymczasem „Ptaszysko” poniosło Aegeę jakieś 6-7 kilometrów i wylądowało w kamiennej niecce na szczycie jednego ze wzgórz. Zalegający wewnątrz chrust, pióra i odpadki oraz kilka dorastających gadów sugerowało los Argosanki. Miała stać się pożywieniem dla małych. Piratka jednak nie zamierzała się poddać. Próbowała się wydostać po skałach, lecz pteranodon zrzucił ją swoim małym. Wtedy Aegea zaprószyła ogień. Chrust błyskawicznie zajął się płomieniem. Młode zaczęły wrzeszczeć ze strachu, podobnie jak ich matka. Argosanka wykorzystała fakt, że samica zaczęła ratować małe, wydostała się z gniazda i ujrzała, iż znajduje się na szczycie skalnej iglicy, jakieś 30 metrów ponad ziemią. Widząc, że pozostałe gady już pikują na nią, znalazła sobie szczelinę, szerokie na metr pęknięcie w skale i skryła się w nim przed potworami.

Kilka godzin później, na krótko przed zachodem słońca pod skały dotarli BG wraz ze swoją ekipą. Rhodd (ostra poraniona i posiadająca ledwie kilka HP po poprzednich starciach z Piktami, vomakami i innym ścierwem) optowała za otwartym szturmem, czemu ostro przeciwstawił się Publius. Ostatecznie BG ruszyli z chwilą, gdy jak co wieczór na tej wyspie lunął deszcz. W ulewie podbiegli do skał i zawołali Aegeę. Argosanka zeszła po skale i wszyscy skryli się z powrotem w dżungli, nim przestało padać.

BG nie zatrzymali się na czas nocy, lecz głodni i skonani maszerowali dalej. Na 3-4 godziny przed świtem niemal weszli na grupę Piktów. Byli to zwiadowców sprawdzający drogę przed kolumną wojowników liczącą ponad dwie setki dzikusów. Widać ostatnie walki w Anakiti dały się we znaki Anakondom. Teraz zamierzał pomścić śmierć swoich braci. Tylko w ten sposób można było wyjaśnić fakt, iż podążają prosto w kierunku półwyspu, na którym znajdowały się ruiny zamku Sorestesów i gdzie podążył Aetius ze swoimi kamratami.

W starej chacie Sorestesa na drzewie znajdował się ołtarzyk poświęcony Mitrze.

Rhodd: Kiedy wychodzę zostawiam przed posążkiem złotą monetę.

MG [znając ciągoty Publiusa do złodziejstwa]: Już jej tam nie ma.

Rhodd [oburzona]: Jak to?! Wychodziłam ostatnia!

Publius [z uśmiechem]: It’s magic!

Na godzinę przed świtem herosi dotarli do podnóża półwyspu. Piktowie także. Dzicy zatrzymali się na krawędzi lasu, przy brzegu zatoki, gdzie w oddali kołysała się piracka galera. Tym samym herosi musieli odejść od brzegu. Podobnie jak Piktowie skryli się na krawędzi dżungli. Przed nimi rozciągał się kilkusetmetrowy pas żółtego piasku oddzielający półwysep od reszty wyspy. Ów pas był równy niemal jak stół, odkładały się na nim wysokie na kilka centymetrów wydmy ciągnące się od jednego brzegu po drugi. Wrażenie tej symetrii burzyły rozrzucone tu i ówdzie kilkunastometrowe leje. Uważna obserwacja pozwalała dostrzec inne szczegóły, a to bielejące na krawędzi dołu kości, a to dziwnie osypujący się do wnętrza piach. Tak jakby na dnie coś czekało na swoje ofiary (taktyka mrówkolwa?)

b-455313-sao_tome_equatorial_island

                W oddali, na brzegu zatoki, pośrodku łachy piasku herosi dostrzegli dwie szalupy z „Łabędzia”, bez strażników. Szczątki jednego z nich można było dostrzec na krawędzi jednego z dołów jakieś 200 metrów dalej. Widać pozostawieni przez Aetiusa strażnicy zobaczyli Piktów i pognali przez piasek, znajdując swój marny koniec w paszczęce nieznanej bestii. Dzicy widać mieli respekt wobec kryjących się w piasku drapieżników, bo trzymali się krawędzi dżungli i póki co nie spieszyli się do opuszczenia swej kryjówki.

Tego luksusu nie mieli herosi. Pospiesznie ustalono plan. Przez piasek nie pójdą, nie wiedząc, co może ich spotkać. Nie wylądują też gdzie indziej na półwyspie, bowiem poza ową łachą piasku wszędzie piętrzyły się skały, brzeg był pionowy, a silny przybój wręcz uniemożliwiła przybicie do brzegu. Cały półwysep wznosił się miarowo aż po swój kraniec, gdzie tworzył czterdziestometrowy klif. Na jego szczycie znajdowały się ruiny zamku Sorestes.

Aegea po uratowaniu z gniazda pteranodonów, które podpaliła.

Aegea: Myślałam, że się dadzą oswoić.

MG: Ogniem?!

Publius: Niosła im kaganek oświaty.

Wybrano trzecią opcję. Rhodd wraz z Aegeą (dość zręczne i umiejące się w miarę skradać) ominęły szerokim łukiem Piktów i dotarły do brzegu. Popłynęły wzdłuż niego jakieś 100 metrów od posterunków dzikich i dotarły do szalup. Tam, choć prawie wpadły w łapy dzikusów, zdołały odbić od brzegu jedną z łodzi i uciec Piktom. Dobiło do brzegu kilometr niżej i poczekały na pozostałych, których przyprowadzić Publius (a wiec Branmaka, Taurusa, siedmiu pirató oraz królewnę Poxylene). Zostało ledwie 30 minut do świtu, toteż należało się spieszyć i w abordażu zdobyć galerę.

Standardem jest nabijanie się z Aegei, która w historii ujęła, że jej okręt piracki zatopiła galera. Zapewne brzuchatych kupców-Shemitów (hyborejskich protoplastów Żydów)

Rhodd (chyba): Zatopiła cię galera shemicka czy stygijska?

MG [rozkładając ręce]: Ajwaj!

Publius: Jeśli shemicka, to pewnie się nazywała Merkava.

Advertisements

komentarze 3

  1. Zatopił mnie statek piracki podający się za galerę shemicką, i to nie było zabawne… 🙂

  2. Jak dla kogo… ;p

  3. Bawiło wszystkich poza Tobą, poza tym wszelkie oficjalne media podają, że załatwili Cię brzuchacze shemiccy wołający: „Ajwaj! Mieć galera i nie mieć galera, to dwie galera!”:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s