Conan BRP odc. 55 – Przekleństwo Złotej Czaszki

Sekcja żeńska: 

Aegea (Madzia) – argosańska piratka już we własnej galerze korsarskiej „Twoja Stara”. Pragnie zemścić się na kupcach shemickich, którzy zatopili jej pierwszy okręt.  Piracka proweniencja nie przeszkadza jej być jednym z najlepszych strzelców Hyborii.

Rhodd (Damian) – bossoński traper, niezrównany mistrz ściągania na siebie wszelkich nieszczęść. Od pewnego czasu w wersji żeńskiej, wielkocycatej.

Sekcja karków:

Publius Maximus (Jaro) – aquiloński weteran legionu, setnik ciężkiej piechoty z Gunderlandu i mistrz rydwanu. zdyscyplinowany i zawzięty. Milkliwy („kurwa, Jaro!!! Walnij przemówienie, masz wysokie skille!!!” „Ale co mam powiedzieć?”)

Korgoth (Maro) – barbarzyńca cymmeryjski, setnik aquilońskiej armii i gladiator, góra mięśni zakończona mieczem dwuręcznym. Zapijaczona, wredna menda:).

Conan_The_Phoenix_on_the_Sword_by_graphcraftJako że drużyna opuściła sandboksową mapę pojawiła się okazja, by zagrać liniową przygodę w starym stylu. Wybrałem firmowy box „Messantia – City of Riches” ze scenariuszem „Vengeance of the Golden Skull”. Przygoda została podzielona na spotkania (encounters – jak to w przypadku D20 bywa), choc w naszym przypadku poszło oczywiście inaczej, faktycznie bardziej z jajem i klimatem. Scenariusz już kiedyś prowadziłem, ale zupełnie innej ekipie (podczas wyjazdu erpegowego do Luboradza).

Po zdobyciu zingarańskiej kogi i powrocie do Messantii Aegea rozdzieliła zdobycz i wypuściła swoich piratów na miasto. Przez kilka dni mogli przepuszczać złoto na wino i wszeteczne dziewki, na „Twojej Starej” został ledwie tuzin żeglarzy, pomstujących i klnących na czym świat stoi. W tym czasie herosi spędzali wieczory w nadmorskiej tawernie (a zarazem jaskini hazardu i burdelu) „Siedem żagli i osiem bander” prowadzonej przy Corinthianina Canaffa Vardelana. W południe 6 dnia miesiąca Gryfa, kiedy to lato objęło Hyborię w posiadanie, do lekko zamroczonych kilkudniowym pijaństwem bohaterów  przybył posłaniec – kilkunastoletni chłopak z Dustbiter – północno-wschodniego dystryktu Messantii głównie znanego jako dzielnica karawan, burdeli i tawern. Ze względu na położenie przy bramie łączącej stolicę Argos z Drogą Królów to tędy najczęściej wjeżdżały do Messantii karawany z całej Hyborii i dlatego tutaj wybudowano szereg karawanserajów. Chłopak wręczył zmiętoloną kartkę bohaterom. Okazało się, że napisał ją Palanides, znajomy herosów, właściciel szkoły gladiatorów, którego poznali w Scandadze. To on ich wywiózł z Aquilonii po nieudanym zamachu na namiestnika Mercilusa. Właściciel ludus prosił o spotkanie, czekał na nich w łaźni Dustbiter.

Kurier przybywa do bohaterów i przekazuje liścik.

Aegea [entuzjastycznie]: O! Przygoda detektywistyczna będzie!!!

Rhodd, Publius i Korgoth: [mieszanina konsternacji, szoku i wreszcie chóralny rechot].

Łaźnie, położone zaraz na krawędzi dystryktu w pobliżu ogromnego karawanseraju były parterowy, zadbanym budynkiem, z białego kamienia zdobionego mozaiką różnokolorowych kamieni. Wewnątrz bohaterowie zostawili odzienie i zbroje (lekkie, bo pogoda nie ułatwiała noszenia ciężkich płyt). Broń, jak wszyscy, zabrali ze sobą i zostawili na kamiennych ławkach pod ścianami. Nadzy weszli do basenu z gorącą, parującą wodą, gdzie spotkali się z Palanidesem. Ich przyjaciel miał poważne kłopoty, wyprawa do Scandagi okazała się finansową katastrofą. Miał spłacić swoje długi, a tymczasem zaciągnął nowe i to w szemranych bractwach (tak nazywano w Messantii organizacje przestępcze). Musiał sprzedać swoich najlepszych gladiatorów, został z śmieciami, rekrutami, niewolnikami gorszego sortu. Ale jakby nie było dość, wdepnął w o wiele poważniejsze kłopoty. Jego znajomi (o których za wiele nie chciał opowiadać) weszli w posiadania zaszyfrowanego listu, ponoć odebrali go jakiemuś zabójcy. Palanides zdołał odcyfrować zapiski, wynikało z nich, że już wkrótce jakiś Zakon Złotej Czaszki zabije króla…

Korgoth: Nosisz pochwę do dwuręczniaka?

Publius: Tak.

Korgoth: Pedał.

I niestety to były ostatnie słowa Palanidesa. Jego twarz eksplodowała fontanną krwi, ciężki bełt trafił go prosto w oko. Chwilę później kolejne zabiły ochroniarza Palanidesa i trafiły przyjaciela herosów w pierś. W ciszy grupa zabójczyń, które dotychczas udawały łaziebne lub dziwki zaatakowały. Uzbrojone w długie zhaibarskie sztylety – groźną broń górali ze wschodu – osaczyły bezbronnych herosów. Rhodd wyskoczyła zwinnie z basenu, uniknęła ciosów i chwyciła leżącą na ławie szablę. Korgoth oberwał nożem, lecz pochwycił jedną  zabójczyń, wciągnął pod wodę i zadusił. Ze zdobycznym sztyletem przedostał się na środek basenu. Przez mgłę dostrzegł dwie zabójczynie z kuszami. Sam uniknął trafienia, ale bełt ranił Aegeę. Ta bez broni uniknęła wrogich ciosów. Publius wyszedł na brzeg, gdzie rzuciły się na niego trzy zabójczynie. Zdołał dobyć dwuręcznego miecza i kolistym cięciem wypruł flaki z napastniczki, ale wtedy pośliznął się (pech przy uniku, 00 na k100) i rąbnął głową o krawędź basenu (utrata akcji na 2 rundy), to wykorzystała jedna z zabójczyń. Desperacko rzuciła się naprzód i zatopiła zhaibara w brzuch Aquilończyka (krytyczny sukces – 01 na k100, podwojone maksymalne obrażenia, 20 ran!) Publius momentalnie stracił przytomność. W tym czasie Korgoth załatwił kolejne dwie zabójczynie, Rhodd dobiła jedną i przejęła drugą przeciwniczkę Aegei, a Argosanka ubiła pierwszą i wydostała się z basenu, gdzie zasłoniła nieprzytomnego Publiusa i ciężko raniła (jak się potem okazało śmiertelnie) zabójczynię. Rhodd udało się jeszcze dwie zabić, a Cymmeryjczyk ogłuszył ostatnią. Z tuzina napastniczek zginęło dziewięć, jedną wzięli do niewoli.

Nie czekając na przybycie Patrolu (straży messantyjskiej), do której herosi jakoś nie ufali, pospiesznie zabrali Publiusa, rzeczy zabitego Palanidesa, swój dobytek (a także zdobyczne sztylety zhaibarskie) i uciekli z łaźni, która teraz bardziej przypominała rzeźnię. Po godzinie znaleźli się już na statku, gdzie wachtę miał bosman Szrama i jedenastu piratów. Herosi wydali rozkazy. Szrama z piratem dostali ponad setkę złotych lun, by załatwić dobrego medyka dla Publiusa, dwu innych ruszyło po knajpach i burdelach, by starać się ściągnąć na pokład jak najwięcej członków załogi. W tym czasie Korgoth zajął się przesłuchaniem pochwyconej zabójczyni, a Aegea i Rhodd udali się do domu Palanidesa, bowiem ten przed śmiercią powiedział im, że przetłumaczony list posiada jego żona.

Korgoth (oczywiście torturami) wyciągnął z zabójczyni to, co wiedziała, czyli w sumie niewiele. Zakon Złotej Czaszki, któremu miał przewodzić jakiś Rolo chciał obalić tyranię domów kupieckich i zaprowadzić sprawiedliwe rządy. Majątek miał się dostać w ręce zwykłych ludzi… i takie tam pierdolenie. Po wszystkim Korgoth okrutnie zabił asasynkę i jej zwłoki powiesił potajemnie na jednym z żurawi portowych. Wcześniej uważnie obejrzał tatuaż na jej ramieniu – złotą czaszkę.

MG: Parch zwany Spleśniałkiem, to żeglarz, pirat, ale przede wszystkim chodząca broń bakteriologiczna. Ma wszystkie wszeteczne choroby, złazi mu skóra z twarzy, cuchnie oddech… 

Aegea: Brzydka ta moja załoga.

Korgoth: Coś ty?! To jest pełen profesjonalizm. On tak żyje już 64 lata, choć ma dopiero 32!

Aegea i Rhodd zastali w domu Palanidesa jego piękną  żonę – Dulcetię. Było tam też trzech bandytów, przywódców niesławnych bractw, wśród których skurwysyństwem odznaczał się niejaki Demetriusz – beznosy, oślizgły osobnik, handlarz niewolnikami, a w szczególności dziećmi. Była tam też Michaelo – otyły właściciel nielegalnej areny oraz Fulio – szef gangu z Bazaru. Wszyscy natrętnie żądali spłaty długów, chcieli zająć cały majątek Palanidesa a jej dzieci – Argentia i Mikarę – sprzedać któremuś z argosańskich nobili lubiących w swoim łoży nierozkwitłe kwiaty. Aegea zareagowała grzeczniej, prosząc o wstrzymanie się, Rhodd mniej grzecznie, każąc im zwyczajnie wypierdalać (ha! nowi wrogowie!) Bandyci opuścili dom Dulcetii, odgrażając się heroinom.

Dulcetia po rozmowie przekazała rozszyfrowany pergamin, z którego wynikało, że zamach odbędzie się podczas święta Ucha Królewstwa (lub jak kto woli Królewskiego Ucha), czyli za trzy dni. Na koniec jeszcze BG obiecali pomoc zrozpaczonej Dulcetii.

Na Twojej Starej ściągnięty siłą przez Szramę medyk zajął się troskliwie Publiusem,  już wkrótce miał stanąć na nogi, choć pytanie, czy będzie zdolny do walki? Herosi kolejny dzień spędzili na zbieraniu informacji na temat Zakonu Złotej Czaszki. Okazało się, że ludzie niezbyt chętnie chcą opowiadać o złowrogiej organizacji. Nieliczni twierdzili, że to młoda organizacja,  mająca rok lub dwa. Chce obalić króla przewodzi jej Rolovincio, zwany po prostu Rolo. Czaszki mają sporo intersów w Redboots, dzielnicy rzeźników, zwaną tak od faktu, że błotniste ulice dystryktu wciąż spływają krwią bydła. Jeśli ktokolwiek ma coś wiedzieć, to Ventios – najbardziej znany z rzeźników, a przy tym człek uczciwy i szczery.

Kolejnej nocy herosi zdecydowali, by powiadomić króla o planowanym zamachu. Milo co prawda był władcą raczej sprawiedliwym, ale przy tym dość surowym, a przede wszystkim skłonnym do gniewu. Trzeba więc to było załatwić delikatnie… Oczywiście bohaterowie załatwili to zgoła inaczej. O trzeciej nad raną przybyli przed pałac i zaczęli indagować jednego ze strażników, gdy już ten zamierzał ich poszczuć Królewską Gwardią, nawrzeszczeli na niego i przekonali, że sprawa jest niezwykle ważna. Strażnik zaprowadził ich do swego dziesiętnika. Ten po usłyszeniu opowieści, do setnika. Setnik, skierował ich wreszcie do Wysokiego Konstabla Patriusa Hannora, dowódcy Patrolu, słynącego z lojalności, wierności i twardego karku. Patrius przejął się sprawą (zwłaszcza po okazaniu listu) i już chciał wypuścić swoich ludzi, by „przeszukali każdy dom w Messantii!!!” Sukinsyn miał rozmach, ale zero pomyślunku, o czym delikatnie napomknęli herosi. Sprawa więc dotarła do księcia Kasjusza (królewskiego syna, szefa argosańskich szpiegów ) i dopiero ten ściągnął króla Milo, który na widok herosów zapłonął gniewem, który stłumiła dopiero alarmująca wieść. Królewski gniew w sumie nie był bez przyczyny, okazało się bowiem, że Patrol pochwycił w królewskiej bibliotece Branmaka i Taurusa – kompanów BG. Ci dwaj łajdacy ponoć poniszczyli księgi (powydzierali karty), a Taurus próbował uciec ze zrabowanym cennym wolumenem. Wedle króla był z nimi Publius (oczywiście to była pomyłka), któremu obiecał długie lata ciemnicy.

Książę Kasjusz [NPC]: Wasi towarzysze zostali złapani w bibliotece!

Aegea [w szoki]: Co?! Gdzie? To na pewno nie oni!

Kasjusz [zimno]: Branmak wyrywał kartki z książki!

Korgoth: Oj, chciał srać pewnie.

Kasjusz: To nie była zwykła książka, to był drogocenny wolumen sprzed kilkuset lat!

Korgoth [troskliwie]: Bidulek! Pupę by sobie porysował.

Ostatecznie bohaterowie zdołali przekonać księcia, by wypuścił ich kompanów, a także by zaopiekował się biedną Dulcetią. Jednocześnie BG mieli dalej prowadzić swoje śledztwo, informując o jego przebiegu Kasjusza. Zostały dwa dni do święta, podczas którego król Milo miał w symboliczny sposób złożyć Mitrze ofiarę z dziewic (pozostałość po dawnych barbarzyńskich czasach). Po wszystkim Branmak z Taurusem powrócili na Twoją Starą, gdzie było już prawie trzydziestu piratów (ściąganie załogi wlokło się strasznie).

Korgoth: Branmak! Podpadłeś, więc masz siedzieć na Twojej Starej. Pilnuj medyka, który się opiekuje Publiusem.

Branmak [NPC]: A co? Medyk dobierał się do niego?

Aegea: Tak, czopkiem w pupę.

Medyk [NPC]: Bo on je wszystkie zjadł!

Publius: A co?! Miałem do dupy wkładać?!

Rankiem herosi udali się do Redboots, gdzie porozmawiali z Ventiosem. Rzeźnik wskazał im zejście do kanałów,  do których widział wchodzących nocą członków Złotej Czaszki. Poinformował ich także, że w dzielnicy portowej jeden z pijaków opowiada ludziom o Zakonie, co ciekawe wciąż żyje. Zwał się on Olidaro.

Olidara znaleźli (dzięki pomocy żebraków) po południu. Bezdomny pijak i żebrak jak się okazało często bywał w ich tawernie. Tam też z nim porozmawiali. Olidaro okazał się być dawnym kupcem, bogatym arystokratą, którego żona Zuthelia parała się czarną magią. Sam zobaczył, jak Zuthelia wraz ze swoim nauczycielem (mędrcem-niewolnikiem z domu Pephredo), Stygijczykiem Nephri Tothem odprawia czary, przywołując demony. Widząc to, umknął i skrył się w mieście. To Zuthelia założyłą Zakon i dowodziła nim, mając jako marionetkę zrujnowanego przez króla Milo szlachcica – Rolovincio. Ten wierzył, że odda władzę ludowi, ale tak naprawdę Zuthelia o wszystkim decydowała i Olidaro jakoś nie wierzył, że to jest cel jego przeklętej żony. Czemu jeszcze żył? Olidaro twierdził, że żona wysłała za nim demona, przeklętą bestię, która boi się światła. Teraz potwór czekał na chwilę, by jego ofiara choć na chwilę otoczyły ciemności. Z tego powodu Olidaro obsesyjnie obstawiał się kagankami i świecami, a noce starał się spędzać w tawernach.

W Redboots.

Ventios [rzeźnik, NPC]: Cały dzień szlachtuję bydło dla króla. To ciężka robota. Szlachtowaliście kiedy?

Odpowiedzią są niewinne miny bohaterów i zaprzeczanie.

Noc bohaterowie spędzili na okręcie, rankiem Publius był na tyle zdrowy, by z kompanami wyruszyć na miasto. Tropów było kilka i wypadało je sprawdzić:

– wejście do kanałów opatrzone solidną kłódką, gdzieś tam schodzili się zabójcy Złotej Czaszki;

– opuszczony dom, w którym Olidaro nakrył żonę i stygijskiego czarownika;

– siedziba domu kupieckiego Pephredo, gdzie zamieszkiwał wspomniany Nephri Toth;

I to chyba tyle.

Ps. Sesja dość aktywna, sporo rolplejowania. Sporo fajnych scenek rodzajowych na pokładzie galery, dzięki którym pojawiło się kilku nowych enpeców-załogantów, m.in. Kuter – stary pirat z dwoma drewnianymi nogami i papugą, leń, bydlak, sprośny wieprz, ale legenda pokładowa oraz Parch zwany Spleśniałkiem, pirat o parszywym wyglądzie, nosiciel wszelkich znanych chorób wenerycznych.

Milo: W święcie Ucha Królestwa muszę wziąć udział. Obrzędowo złożę ofiarę z dziewic na cześć Mitry.

Aegea: Mitry? Krwawe ofiary?

Milo: To dawny obyczaj, pozostałość po barbarzyńskich czasach. Dziś nagie dziewice jedynie kładą się na ołtarzu, a ciosy są udawane.

Korgoth [z dumą]: A my w Cymmerii na ostatnie Cromonarodzenie zabiliśmy 12 tysięcy Piktów! Na choince były głowy, a jeden płonący Pikt na czubku!

Reklamy

Komentarze 2

  1. Zapomniałeś dodać, że Aegea i Rodd wracając od Dulcetii wpadły w zasadzkę i myśląc, ze to ludzie jednego z trzech bandytów wyrżnęły ich a Aegea ostatniego nieprzytomnego dobiła kopniakiem w głowę, a potem się okazało, że to ludzie od Złotej Czaszki byli…
    Poza tym proszę nie nazywać mojej załogi obleśną, sprośną i leniwą, to dobre chłopaki, tylko trochę nieobyte 🙂

  2. Kurcze podczas pisania pamiętałem o tym, ale nie wiem, czemu nie napisałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s